#Toz6P

Jestem dentystką. Jedną ze stałych pacjentek w centrum stomatologicznym, gdzie pracuję jest pewna przemiła staruszka. Bardzo mnie lubi i często powtarzała, że ma wspaniałego wnuka, i że chciałaby żebym go poznała. Jestem w związku od roku, więc oczywiście nie byłam zainteresowana.

Podczas jednej z wizyt u rodziców mojego chłopaka okazało się, że to jest właśnie jego babcia. Gdy się dowiedziała płakała ze szczęścia. To chyba przeznaczenie :)

#GQLgF

Pewnego razu zdecydowaliśmy się wybrać ze znajomymi i rodziną do Australii. Czemu Australia? Bo kangury. Zawsze naszym marzeniem było zobaczyć kangury więc tam się wybraliśmy. Gdy już zostaliśmy zakwaterowani w hotelu po rozpakowaniu postanowiliśmy wypożyczyć auto i pojechać w poszukiwaniu kangura. 

Trochę nam to zajęło, jednak gdy już go znaleźliśmy podjechaliśmy do niego, a on bez ruchu stał na środku drogi. Więc podeszliśmy do niego a on nadal bez ruchu. Dodaliśmy mu trochę klimatu i ubraliśmy mu marynarkę, żeby pasował do naszego ubioru, jednak on nadal bez ruchu. Szybko robimy sobie zdjęcie, przeglądamy zdjęcia, odwracamy się... Kangura nie ma. Zniknął wraz z marynarką, w której były nasze pieniądze i paszporty. Od razu pojechaliśmy na tutejszą policję. Jako, że zgłosiliśmy to jako kradzież policjant pyta nas "kto to zrobił?". Nie chcielibyście widzieć jego miny kiedy naszą odpowiedzią był kangur. Paszportu i pieniędzy nie odzyskaliśmy.

#nhHTk

Ostatnie dni przed sesją, przygotowywałam się do kolokwium (studiuję sinologię). Żeby sobie to trochę urozmaicić, korzystałam z francuskiego podręcznika. Szło mi nieźle i cieszyłam się, że oprócz nauki chińskiego przypominam sobie też francuski, ale wiadomo, jak z nauką bywa. Zasnęłam nad podręcznikiem i notatkami.

W pewnym momencie ktoś załomotał do drzwi. Zerwałam się i otworzyłam, wydając z siebie jakiś niezidentyfikowany odgłos w stylu „yaaaa?”. Okazało się, że to panowie z gazowni, którzy chcieli zaproponować wymianę czegoś tam i spytali, czy zastali właściciela mieszkania.

Byłam zupełnie zaspana i nic nie ogarniałam, ale póki to oni mówili, czułam się względnie bezpiecznie i nawet zaczęłam znowu przysypiać oparta o framugę. Nagłe zadanie mi pytania całkowicie mnie zaskoczyło. Zdałam sobie z przerażeniem sprawę, że nie wiem, jak mam ułożyć odpowiedź, więc pokręciłam głową.
- Wynajmuje pani?
Kręcenie głową.
- Ale nie jest pani właścicielką?
Kręcenie głową.
- To dlaczego pani tu mieszka?
Nadszedł czas na wyjaśnienia, więc zabrałam głos.
- Je suis une fille unique… - Popatrzyli na mnie dziwnie. Chyba nie ten język. No dobra, zebrałam się w sobie - "Jestem synem… Tfu, nie synem. Tą, no, córką". W tym momencie mój pies zwlókł się z kanapy i przyszedł zobaczyć, kto zakłóca nasz spokój, a ja poczułam przypływ mocy i kontynuowałam. - To jest mój pies. On na pewno jest czyimś synem, bo jest rodzaju męskiego. A ja nie. Córką jestem - zakończyłam z dumą.

Panowie popatrzyli po sobie i pożegnali się w pośpiechu. Powiedzieli, że wrócą później, ale już ich nie zobaczyłam.

#JklEk

Początek nowego semestru, musiałem kupić kilka książek. Udałem się do księgarni, dość szybko znalazłem co trzeba. Są tam dwie kasy, ale tylko jedna była czynna. Sprzedawca, który tam obsługiwał był chyba nowy, bo szło mu bardzo powoli. Skaner nie chciał sczytać kodu i musiał go ręcznie przepisać, ale miał z tym jakiś problem. Zawołał “Ewa, chodź mi tu pomóż”. Wtedy z zaplecza wyszła jedna najpiękniejszych dziewczyn jakie w życiu widziałem. Mój mózg się wyłączył i patrzyłem na nią jak zaczarowany. Podeszła z gracją i coś wstukała na klawiaturze, co chyba rozwiązało problem. Potem przeszła do drugiej kasy. Uśmiechnęła się i powiedziała “Proszę podejść tutaj”. Jak zahipnotyzowany, chwiejnym krokiem przeszedłem do jej kasy i stanąłem, gapiąc się na nią jak cielę na malowane wrota.

Okazało się, że mówiła do osoby, która stała w kolejce za mną. W mojej kasie kasjer zmieszany kasował pozostałe moje zakupy, a ja stałem jak baran. Popatrzyła na mnie jakbym się urwał ze szpitala dla psychicznie chorych. Nie miałem pomysłu jak się usprawiedliwić, więc ze wstydem wycofałem się do mojej kasy i czekałem (co wydawało się trwać godziny) aż będę mógł zapłacić i uciec z tego miejsca.

#8s2Pm

Ostatnio przeszłam na dietę i schudłam dość sporo. Moja młodsza siostra miała wyjątkową okazję, by przyjechać, a zdarza się to rzadko- mieszkamy ponad 400 km od siebie. Przybyła mocno głodna nad ranem, spytałam, co chciałaby na śniadanie. Powiedziałam, że polecę do sklepu po ciepłego croissanta, ponieważ byłam już na nogach, a na dworze świeciło słońce. 

Stanęłam przed wielką gablotą z pieczywem, rozglądając się za tym, czego szukałam. Niestety, nie znalazłam, więc zadzwoniłam do siostry, co woli zamiast tego. Kiedy odpowiedziała, że prosi muffinkę, zaczęłam wypatrywać ponownie. Musiałam wyglądać na bardzo wygłodzoną, bo od przyglądająca mi się od dłuższego czasu staruszka zagadała "Kochanie, może kupić Ci bułeczkę z dżemem? W tych czasach, to wiadomo...". Czerwona jak burak podziękowałam, szybko załatwiłam resztę zakupów i pobiegłam do mieszkania...

#UXOyc

Pierwszego dnia w mojej nowej szkole chciałam wypaść bardzo dobrze. Strasznie mi zależało na zrobieniu odpowiedniego wrażenia, ponieważ nie znałam tu nikogo, a klasa spędziła ze sobą już poprzedni rok. Spędziłam masę czasu na wybraniu odpowiedniego stroju i przygotowaniu się do lekcji. 

Pierwszą lekcją był język angielski, łączony z równoległą klasą. Weszłam do sali gdzie siedziało już około 40-stu osób i zajęłam jedyną wolną ławkę, w środkowym rzędzie, mniej więcej w środkowej ławce.

Lekcja przebiegała dość interesująco, ktoś co chwilę podchodził do tablicy i robił zadania. Materiał przerabiałam w poprzedniej szkole więc byłam pewna siebie.
Jedyne co mi przeszkadzało to wysokie ławki i niskie krzesła, sama jestem dość niska i niewygodnie się siedziało. Kiedy lekcja dobiegała końca pani poprosiła mnie o zrobienie przy tablicy następnego przykładu. Ucieszyłam się, bo doskonale znałam odpowiedź. Pewna siebie energicznie wstałam i równie szybko upadłam na podłogę z dużym hukiem. Po drodze zrzuciłam wszystko co było na ławce i przewróciłam krzesło.

Najgorsze było to, że nie mogłam się podnieść, a nikt nie wiedział o co chodzi. Ja ze stresu nie byłam w stanie nic z siebie wydusić. Jakiś chłopak podbiegł i próbował mnie podnieść, co nie pomagało bo zupełnie nie "czułam" jednej nogi i po raz kolejny osuwałam się na podłogę. Zanim zdążyłam wytłumaczyć i sama dojść do tego co się stało, zbiegli się nauczyciele z pobliskich klas, pielęgniarka i sporo uczniów. 

Okazało się, że tak byłam przejęta i skupiona na lekcji, że zupełnie nie poczułam jak ścierpła mi noga. Przez prawie 45 minut siedziałam na niej żeby być wyżej bo ławka była wysoka. Kiedy chciałam wstać zupełnie nie miałam nad nią kontroli i czułam tzw "mrówki". Chciałam wypaść dobrze i udało mi się doprowadzić do tego, że każdy mnie zapamiętał. Szkoda tylko że z tej sytuacji.

#wu19Y

Na lekcji polskiego nauczycielka mówi nam, żebyśmy zaczęli już czytać "Wesele" bo będziemy za niedługo przerabiać. Wpadłem na pomysł, że tak dla śmiechu spytam "A jak pani wspomina swoje wesele?". Nauczycielka patrzy na mnie nienawistnym wzrokiem i odpowiada "Wspaniale". Po chwili znowu chciałem ożywić atmosferę kolejnym marnym dowcipem i pytam "A kiedy poprawiny?" (nawiązując do tematyki wesela), a polonistka na to "Twoje? W sierpniu." cała klasa razem ze mną wybuchnęła śmiechem, tylko nie nauczycielka, wyraźnie czymś wkurzona i to raczej nie tym, że przeszkadzam na lekcji. 

Gdy lekcja się skończyła podeszła do mnie koleżanka i powiedziała mi, że nasza polonistka jest starą panną...

#qk2eP

Wyemigrowałem do Holandii. Tęskno za znajomymi ale też i za bratnią duszą. Postanowiłem, że zaproszę swojego przyjaciela na wakacje, pokażę mu Amsterdam i okolice. Dom był pusty, rodzice pojechali w ten czas na swój urlop do Polski. Była to sobota, a sobota nakazuje dobre party,  tak też się stało. Wódka się lała, filmy różnej tematyki, turnieje w FIFĘ. Wszystko elegancko! 

Ugadaliśmy się, że z rana w niedzielę wybierzemy się na zakupy bo wtedy są przeceny butów, ciuchów, gier komputerowych, książek. Jednak nie zdaliśmy sobie sprawy że nadmierna ilość wódki + dobre palonko może nas tak pozamiatać. Pogoda dopisywała idealnie. Słonko świeci, zero chmur na niebie, kaca można leczyć. Woda pod pachę i wybraliśmy się na spacer, aby odreagować. 

Dochodząc do wyznaczonego celu, oczywiście pogoda musiała się zje... zepsuć . Zimny wiatr, deszcz. No to co teraz? Pod przystanek autobusowy aby nie zmoknąć i wyczekiwać busa. Dwa euracze naszykowane, a kac dalej męczy. Po kilku minutach nadjeżdża bus. 

Wsiadamy i proszę kierowcę o dwa bilety. Ten mi zaczyna nawijać po holendersku i pokazuje na coś co wygląda jak alkomat! Mózg nagle zaczyna świrować bo duszno w busie, robi mi się duszno, kierowcy nie rozumiem za cholerę! Pokazuje na to coś dziwnego.. myślę.. no trzeba dmuchać ;o No to podchodzę i wkładam to coś do ust, a kierowca w śmiech. Nagle mnie olśniło że to czytnik kart! Ludzie w śmiech, mój znajomy nie wierzy w to co robię. W czas kierowca zaczął mówić po angielsku, że czytnik jest zepsuty i jeździmy za darmo. Zrobiłem się czerwony, zburaczałem i wytrzeźwiałem. A mój najlepszy przyjaciel oczywiście nie mógł ze śmiechu. Od tamtej pory staram się nie wchodzić ani opalony, ani po alkoholu do autobusu.

#bHMIW

Ze względu na przebytą w dzieciństwie chorobę i długie leczenie muszę obecnie uważać na wątrobę, między innymi nie piję alkoholu (no trudno). 

Wracałam nad ranem z sylwestra – oczywiście autem. Bawiłam się cudownie, więc byłam w wesołym nastroju. Pod koniec drogi, gdy już dojeżdżałam pod blok, zatrzymał mnie patrol policji. Panowie sądzili, że piłam, no bo w końcu śmiałam się perliście. Kazali mi wysiąść, więc wysiadłam. Pech chciał, że przydeptałam sobie moją mega długą suknię i praktycznie wypadłam z auta, zatrzymując się w dziwnej pozycji na czworaka. Widząc ich miny, dostałam tak potwornego ataku śmiechu, że nie potrafiłam wstać. Spędziłam 6 godzin na posterunku, gdzie pobrano mi krew i mocz na badanie obecności alkoholu i narkotyków, no bo „na pewno coś brałam”. Nie mogli uwierzyć, że po prostu jestem wesołą osobą i lubię się śmiać...
Dodaj anonimowe wyznanie