W szkole mieliśmy w ramach lekcji WF-u również basen. Był obowiązkowy, jeździliśmy na niego zebrani z wszystkich trzech klas, a robiliśmy tam, co tylko chcieliśmy.
Pewnego razu graliśmy piłką w wodzie, w basenie, który sięgał mniej więcej do pasa. Po kilku minutach piłka poleciała do brodzika. Można było wyjść z wody, przejść kawałek i wejść do brodzika, ale to oczywiście było dla słabych. Postanowiłam wyskoczyć na takie murki oddzielające dwa baseny i wziąć piłkę. Jestem już w połowie wyskoku, gdy czuję, jak moje majtki od stroju spadają z tyłka... To było okropne, pół szkoły widziało mój, mówiąc szczerze, średni i goły tyłek. Było mi tak wstyd, że nie wiedziałam, co zrobić. Spaliłam buraka i udawałam, że nic się nie stało. Po prostu przestałam grać i odeszłam do swojej koleżanki, która jako jedyna tego nie widziała.
Pamiętali to niestety jeszcze jakieś pół roku, później się im trochę znudziło. To był największy przypał, jaki zaliczyłam w czasach szkolnych.
Zostałam sądownie wykluczona ze zboru. Rzekomo za niemoralność. Tak naprawdę mam chłopaka i po prostu całowaliśmy się. To wszystko. Jednak u nas w zborze, i chyba we wszystkich innych też, jakiekolwiek kontakty fizyczne dziewczyny z chłopakiem przed ślubem są zakazane. Tolerowane jest co najwyżej podanie ręki na przywitanie. Żadnych przytulań, żadnych objęć, żadnych spotkań sam na sam. Nic.
Nie wiem kto nas widział, ale zapewne ktoś nas musiał podpatrzeć i donieść o całowaniu do starszych zboru. Powołano komitet sądowniczy. Trzech facetów i ja naprzeciw. Byłam przerażona. A on chcieli wiedzieć wszystko. Jak często się spotykaliśmy, jak często się całowaliśmy, z jaką intensywnością było to całowanie. Szczególnie jeden z nich dociekał, czy wsuwał mi język do buzi, a ja jemu. Czy było coś więcej, np. macanie. A ja czerwieniłam się i odpowiadałam, że owszem, czasami dotykał mnie, ale tylko przez materiał. I znowu maglowali, czy było mi przyjemnie od tych dotyków, czy chciałam jeszcze, czy sama też go dotykałam. No i wreszcie, czy doszłam. Czy kiedykolwiek tak się zdarzyło. Przyznałam, że owszem, ale gdy robiłam to sama. Wtedy ten jeden znów się ożywił. Jak to sama? – pytał. – Palcami? A może coś wkładasz? Tłumaczyłam, że nic sobie nigdy nie wkładałam. A on dalej dociekał – jak często to robiłam? Gdzie? Pod prysznicem? Jak? Trudno uwierzyć, ale musiałam szczegółowo opowiedzieć na te wszystkie pytania.
Teraz kiedy to wspominam, aż nie wierzę, że to się wszystko działo naprawdę. Trzech facetów wypytujących młodą dziewczynę o najintymniejsze sprawy. A ja choć wstydziłam się nieprawdopodobnie, to opowiadałam zgodnie z prawdą, bo wciąż wierzyłam, że to po ich stronie jest racja, że skoro są starszymi, to chyba wiedzą, co robią, że widocznie tak trzeba, że jeśli chcę pozostać w zborze, to muszę się ukorzyć, muszę okazać żal, a przede wszystkim muszę wyznać grzech do końca. A najgorsze, że jednak w zborze nie zostałam. Po dwuipółgodzinnym przesłuchaniu ogłoszono wyrok, że nie ma we mnie skruchy. Że grzeszenie mi się wyraźnie podobało. I że dlatego muszą mnie wykluczyć. Byłam tym zdruzgotana. Przecież wiara i zbór to całe moje życie. Tu mam rodzinę, to mam znajomych, tu mam wszystkich. Usłyszałam, że mogę nadal przychodzić na zebrania, ale nie wolno mi z nikim utrzymywać kontaktu, abym swą niemoralną postawą nie zaraziła innych. I że jeśli będę posłuszna, to za kilka miesięcy znowu może mnie przyjmą. Może.
Raz przyszłam. Kiedy usiadłam na dawnym miejscu, krzesła wokół mnie momentalnie opustoszały. Wszyscy się odsunęli jak od trędowatej. Czułam się okropnie. Nie wiem, jak wytrzymałam do końca. Więcej już chyba nie pójdę.
Moja mama ma 50 lat, a tata 49. Mój tata jeszcze nie wygląda staro, a moja mama to jakiś koszmar... Może dodam jeszcze, że moi rodzice są rozwiedzeni i mieszkam z mamą. No i kto chodzi np. na wywiadówki? No oczywiście, że moja mama. Ja się strasznie wstydzę, bo ona ubiera się strasznie kiczowato i ma nadwagę, no i na przykład jak idziemy razem do sklepu, to się strasznie wstydzę, że będzie tam np. moja koleżanka z klasy.
Nie wiem, co zrobić, żeby ją namówić, żeby schudła, zaczęła się ładnie ubierać i żeby ogólnie o siebie zadbała.
Od trzech lat podszywam się pod inną osobę...
Założył*m konto na pewnym portalu społecznościowym i tam utrzymuję kontakt z jedną osobą. Nasza relacja rozkwitła i jesteśmy przyjaciółmi. Tylko że ta osoba uważa mnie za kogoś innego. Tak bardzo jak chciał*bym wyznać tej osobie prawdę, tak boję się, że mnie znienawidzi... Nic dziwnego. Stworzył*m własny, nierealny świat, fikcyjne życie, fikcyjną tożsamość. Tylko że tkwię tutaj z tą osobą, której nie chcę zranić. Trwa już to tyle lat i wiem, że gdy wyznam prawdę, wszystko się zburzy. Czasem mam ochotę po prostu zerwać kontakt bez słowa.
Proszę bez wrednych komentarzy.
Moja cudowna dziewczyna dowiedziała się dwa miesiące temu, że ma glejaka, guza mózgu. Obecnie jest na leczeniu w Niemczech. Wyniki są złe, guz rośnie. Nie umiem sobie z tym poradzić, mamy tyle planów. Przerasta mnie to wszystko. Całe dnie nie wychodzę z domu. Nie mogę jej odwiedzić. Nie wiem, co robić. Jestem rozbity. Wiem, że to jest miłość mojego życia, tylko raz się spotyka taką osobę.
Mój chłopak umie „strzelać” z chrząstki w nosie.
Chciałam spróbować zrobić tak samo, a że użyłam do tego zbyt dużej siły... to złamałam sobie nos... :)
Od kilkunastu lat jestem tak samotny, że sam kupuję sobie drobne upominki i mówię rodzicom, że to od znajomych. Od kilku lat wychodzę na trzy godziny pochodzić po mieście i rodzicom mówię, że idę do znajomych, a czasem udaję, że rozmawiam z kimś przez telefon.
Dziś złapał mnie upiorny deszcz. Akurat wychodziłem ze sklepu, targając ze sobą klamoty, już wówczas będąc spóźnionym na bardzo ważne dla mnie spotkanie. Trudno. Pomyślałem, że dobiegnę do tramwaju i najwyżej wyschnę na miejscu.
Po kilkunastu metrach galopu pękła mi siatka z zakupami. W tym cholernym deszczu musiałem wszystko zbierać, upychać po kieszeniach, brać pod pachę, a kilogram pomarańczy wylądował nawet w moim kapturze. Kiedy już wszystko „spakowałem” i mokry od stóp do głów kontynuowałem mój bieg w stronę przystanku, nieoczekiwanie wyrósł przede mną krawężnik. Wysoki na dwa centymetry skurw#syn, przez którego zaliczyłem glebę prosto w kałużę! Myślałem, że już nic gorszego mnie dziś nie spotka. Los postanowił jednak udowodnić mi, że jestem w błędzie.
Gdy już umorusany, zziębnięty i wkurzony na mojego pecha zbliżałem się do przystanku, tramwaj właśnie podjeżdżał. Rzuciłem się biegiem przez ulicę, było czerwone światło, ale na szczęście żadnego auta nie było widać. Zostało mi już tylko kilka metrów. I wtedy zobaczyłem ich – dwóch funkcjonariuszy straży miejskiej idących mi na spotkanie. Byli zupełnie susi, bo zainwestowali w parasole. Tramwaj oczywiście mi uciekł, gdy stojąc w strugach deszczu, usiłowałem wybłagać darowanie kary.
Nic z tego. Musiałem trzymać parasol nad głową strażnika, podczas gdy on wypisywał mi mandat. To najbardziej upokarzająca rzecz, jaka mnie kiedykolwiek spotkała...
Kiedy miałam około 11 lat, byłam dość mocno zauroczona biologicznym synem swojego ojczyma. Jest ode mnie o kilka lat starszy, wówczas wydawał mi się najprzystojniejszym chłopakiem na świecie i byłam przekonana, że on również mnie pokocha i będziemy mogli być razem. Kolegom z osiedla opowiadałam, że jesteśmy parą – rzucałam tajemnicze teksty w stylu: „O, w weekend mnie nie będzie, bo spędzam czas z chłopakiem”, mając na myśli spędzanie czasu właśnie z nim. Co ciekawe, w tamtym czasie uważałam te pragnienia za jak najbardziej zasadne i zupełnie normalne.
Do tej pory nikomu o tym nie opowiadałam, bo uczucia zginęły śmiercią naturalną, lecz wspomnienie o nich wywołuje u mnie pewien dyskomfort.
Moja mama jest młodą i atrakcyjną kobietą. Czasami przesadzała ze zdjęciami na Facebooku czy z ubiorem na wywiadówki, jednak wszystko to jeszcze mieściło się w jakiejś tam granicy. Ale w zeszłym tygodniu to już całkiem przegięła… Założyła sobie konto na Instagramie. A żeby zdobyć followersów, wstawiła swoje zdjęcie w bieliźnie… i dodatkowo udostępniła je na grupie na fejsie. Wszyscy moi znajomi o tym mówią, jestem załamana.
Dodaj anonimowe wyznanie