#6e6Iq
- wyzwałem moje dziecko od debili
- powiedziałem mu, że jest problemem
- zawiodłem je w ważnej sprawie
- okłamałem je w ważnej dla niego sprawie
- powiedziałem mu, że może wypierdalać z domu
- powiedziałem mu, że nic nie osiągnie
- sprawiłem, że czuł się jak śmieć
- dałem mu z liścia
Żaden rodzic nie powie Ci również, że:
- w rozmowie ze współmałżonkiem/współmałżonką skłamał tylko po to, by wypaść lepiej, a dziecko gorzej
- zdradził sekret dziecka, choć wiedział, jak bardzo jest to dla niego ważne
- opowiedział kompromitujące fakty o swoim dziecku
Powie Ci natomiast:
- moje dziecko nie szanuje tego, co ma
- z moim dzieckiem są same problemy
- daję dziecku tyle miłości
- ma co jeść, pić, dach nad głową
- inni mają gorzej
- nie pyskuj
- nic mi nie pomaga, tylko w telefonie siedzi
- coraz gorzej się zachowuje
- nie ma do mnie szacunku
- nie słucha się
- nic się nie uczy.
To prawda. Za to będzie brać na litość personel domu starców i będzie im wyć, że dzieci go oddały i nie odwiedzają
Nie powie, a po kilku latach zapomni i będzie dziecku wmawiać, że nic złego nie miało miejsca.
Może też powstać combo typu "Ja cię wcale nie biłem, a powinienem, bo może wtedy by z ciebie coś wyrosło" powiedziane przez kogoś, od kogo się co chwilę dostawało kablem po plecach. Czasem też coś typu, że "może biłem, ale za mało, bo jakbym dobrze walnął, to wtedy by może zaskoczyło".
Oto przykład ludzi, którzy nie powinni mieć dzieci (a najlepiej nic żywego w domu). Praca z dziećmi (przedszkolanka, nauczyciel) też jest dla takich ludzi wysoce niewskazana.
Tylko często jest taki problem, że właśnie tacy ludzie idą do takiej pracy albo mają dzieci na siłę. Często są to ludzie, którzy chcą władzy. Ale nie chcą pracować na tyle dużo, żeby zostać generałem w wojsku albo jakimś dyrektorem czy samemu Januszex założyć. Chcą po prostu być takimi właścicielami niewolników. A kto w naszym społeczeństwie jest legalnym niewolnikiem? Dzieci głównie. Nawet, jeśli jest w prawie powiedziane o prawach dziecka, to wielu ludzi jest przeciwnym jakimkolwiek lekcjom właśnie o prawach dziecka, zdrowiu fizycznym i psychicznym, czymkolwiek, co mogłoby nauczyć dzieci mówić "nie" w jakiejkolwiek sprawie. I właśnie tacy ludzie poszukają sobie miejsca z dziećmi, albo sami mają dzieci po to, żeby im rozkazywać i nimi pomiatać. "Dopóki mieszkasz w moim domu to musisz przestrzegać moich zasad", a że zasady są zupełnie nielogiczne to inna kwestia. I też ktoś taki może zostać nauczycielem albo ordynatorem na psychiatrii dziecięcej, bo właśnie, rodzice nie będą się interesować. Bo kiedyś nauczyciel mógł dać po łapach i był spokój, więc dzisiaj też się oczekuje, żeby dziecko po prostu było cicho. A jak się poskarży na nauczyciela to dostanie pasem w domu. I też jak jest coś typu psychiatrii dziecięcej to nie dość, że dziecko, to jeszcze "wariat". Nawet jak wróci do domu z siniakami to wystarczy powiedzieć, że sam sobie zrobił. Więc można robić co się chce bez żadnych konsekwencji. I niestety mówię to z własnego doświadczenia z czasów przed pełnoletnością, bo się niestety zdarzył ktoś, kto potrafił kazać dziewczynkom się rozbierać na korytarzu, oczywiście po to, żeby sprawdzić, czy nie mają nic niebezpiecznego. Też w damskim prysznicu nie było nawet drzwi. I teraz ta ordynatorka pracuje w sądzie jako biegły i sprawdza czy ktoś jest jakoś uzależniony czy chory psychicznie. Chociaż tyle dobrego, że już z dala od dzieci, ale chyba też robi przy niebieskich kartach.
Jeśli ludzie nie potrafią kochać to wtedy tworzy się taka patologia.
Ja rozumiem że patologia istnieje, ale jakoś nigdy nie widziałem wyznania "moi rodzice byli trudni ale po czasie widzę że dali z siebie 110%". Każdy z nas niesie swoje traumy, nasi rodzice też, ale jestem przekonany że każdy z nas miał lepsze dzieciństwo niż jego rodzice. I nasze dzieci będą miały lepsze dzieciństwo niż my, bo każdy rodzic chce dla swojego dziecka lepiej niż on sam miał.
Mi się właśnie wydaje, że są często takie komentarze, ale jednak nie pokazują zbyt dobrego obrazu. Jest na wielu stronach dużo komentarzy typu "Bicie dzieci jest dobre, bo moi rodzice mnie bili i zobaczcie jak dobrze wyrosłem". Właśnie jest cały opis, że jak ktoś był mały to się bał rodziców, bo ojciec zawsze z pasem, matka ciągle powtarzała, że dzieciak ją zaraz do grobu wpędzi, ale dzisiaj ten ktoś jest jakimś szefem, dużo zarabia, więc uważa, że go dobrze wychowali. Ale zwykle z takich komentarzy wynika, że ktoś uważa, że trzeba sobie zasłużyć na prawa człowieka, na jakikolwiek szacunek. Uważa, że wolno innych bić, poniżać, dopóki nie są jakoś wysoko w hierarchii, bo sobie nie zasłużyli, żeby traktować ich jak ludzi. I właśnie to myślenie opisuje jako dobre, którego nauczyli go właśnie ci "trudni" rodzice. Też zdarzają się historie właśnie o tym jak to rodzice mieli trudno. Ale zwykle coś typu "wiem, że jestem ostatnim śmieciem i moi biedni rodzice musieli mnie bić". Czyli ewidentnie widać, że ktoś uważa, że sam fakt, że żyje jest jakimś niewybaczalnym grzechem i dlatego jego święci rodzice musieli go bić. Historii typu "rodzice rzadko pokazywali emocje, ale wiem, że mnie kochali" jest już dużo mniej. Ale zdarzają się też historie, gdzie po prostu potrafili i nakarmić, i przytulić i właśnie takich rodziców najbardziej dzieci kochały. Ale właśnie, tacy rodzice nie są "trudni", tylko normalni. Jednak ludzie oczekują, że ktoś pomiatany przez rodziców "doceni" to, co robili. I są ludzie, którzy to "doceniają" i biją swoje dzieci, bo przecież ich rodzice ich tak dobrze pasem wychowali, albo nienawidzą siebie, bo przecież musiał być jakiś powód w nich, że rodzice ich nienawidzili. Nazywanie przemocy "byciem trudnym" to jak nazwanie morderstwa "małą sprzeczką".