#G6MGO

Mam stopę tzw. końsko-szpotawą. Po trzech operacjach jest OK. O ile nie jestem zmęczona i ktoś nie ma wprawnego oka, to nawet nie idzie zauważyć.

Dopiero rok temu odważyłam się kupić pierwsze od 19 lat sandały i iść tak między ludzi. Zadbane, czyste i z neutralnym lakierem, moje stopy raczej nie straszyły, mimo że przez lata, wyobrażając sobie wyjście w odkrytych butach, widziałam tabuny ludzi patrzących tylko w moim kierunku. Nic takiego nie miało miejsca. Być może ze dwa razy w ciągu całego lata jakieś dwie babki się na mnie popatrzyły na przystanku.

Mimo wszystko wiem, że moi byli się mnie wstydzili. Uczucia zrezygnowania w poszukiwaniu kogoś, kto mnie zaakceptuje taką, jaką jestem, dodaje fakt, że wielu facetów jako swój główny wymienia fetysz stóp…

#VmT8e

Na pierwszy rzut oka jestem normalnym chłopakiem. I tylko na pierwszy rzut oka. W dzieciństwie przeżyłem taką traumę, że mój mózg by sobie z nią poradzić stworzył alter ego, Wojciecha – tak go nazwałem (nie będę pisał, co przeszedłem, bo nie ma to większego znaczenia, liczy się postać Wojciecha). Każdy, kto wie, jak działa alter ego (nie mylić z osobowością mnogą), ten wie, że jest ono dość specyficzne. Ja jestem z natury romantykiem, uległym i unikającym konfliktów. Wojciech jest zupełnie inny, ma gdzieś ludzi, atakuje, gdy tylko poczuje się sprowokowany. Jest zły i wredny. Do tego stopnia, że gdy przejmuje kontrolę, potrafi podać na przekąskę sałatkę z porem, wiedząc, że ktoś jest uczulony na pory (impreza sylwestrowa).

Chodziłem na terapię, wiem, że mam alter ego, ale je uwielbiam. Kocham Wojciecha, bo jest częścią mnie. Mój umysł stworzył go, aby przeżyć trudne chwile. Żyjemy tak razem od prawie 20 lat. Zawsze gdy chcę się poddać, odejść, gdy nie widzę nadziei, on przejmuje kontrolę i „naprawia moje życie”. Sęk w tym, że bywa niebezpieczny.
Kilka razy pobił kogoś, kilka razy próbował otruć, kilka razy nawet wypchnąć przez okno. Zarówno terapeuta, jak i psychiatra nauczyli mnie, jak zakończyć wspólną egzystencję, ale anonimowe jest to, że ja tego nie chcę! Kocham Wojciecha, bo jest lepszą wersją mnie – bez traumy, jest silny i gdy tracę kontrolę nad swoim życiem i psychiką, to on ją odzyskuje. Potrafi znaleźć pracę ot tak, gdy ja szukam miesiącami, jest przebojowy i niebezpieczny. Potrafi poderwać każdego, gdy ja jestem wycofany i nieśmiały. Dobrze mi z nim, ale boję się, że któregoś dnia przejmie kontrolę nad naszym życiem całkowicie... i zniknę.

#KH830

Pewnego razu, a było to w ósmym miesiącu mojej ciąży, weszłam do marketu, gdzie w sumie pracuję, zaczepiła mnie „koleżanka” z pracy. I rzecze: „Co tam? Pewnie będzie dziewucha, co?”. Odparłam, że i owszem. Na co ona: „Tak myślałam, bo wyglądasz paskudnie”. Nawet nie pomyślałam nad tym, co odpowiedzieć, bo mój język był szybszy. I powiedział: „No zobacz! Ty też wyglądasz paskudnie, a nie jesteś w ciąży”.

Gdy dotarło do mnie, co jej odpowiedziałam, szybko się pożegnałam i poszłam w swoją stronę. Możecie mi tylko zazdrościć widoku jej miny. Był bezcenny ;)

#MQxf6

Jestem ze swoją partnerką od ponad 11 lat. Po kilku latach relacji zaczęliśmy się od siebie oddalać. Ona zajmowała się sobą i swoimi zainteresowaniami, ja swoimi. Rzadko się kłóciliśmy, ale zaczęliśmy żyć jakby obok siebie. Mało rozmawialiśmy o naszych uczuciach, choć cały czas zapewnialiśmy siebie, że się kochamy. Później zaczęliśmy pracować nad naszą relacją, bo przecież nie wyrzuca się do śmieci czegoś, co trwało tak długo, tylko dlatego, że się z lenistwa przestało o to dbać. Od roku jest bosko... tak przynajmniej mi się wydawało. Kilka tygodni temu przez przypadek dowiedziałem się, że moja partnerka mnie zdradziła dwa lata temu. Nie była to zwykła zdrada, tylko romans, który się ciągnął, polegający na rozmowach telefonicznych, gdy chodziła na spacery lub zapalić do ogrodu. Ostatecznie rozmowy telefoniczne zamieniły się w wyjazd do kochanka i przespanie się z nim w hotelu w Warszawie. Postanowiłem skonfrontować to z moją dziewczyną, wyparła się i powiedziała, że wszystkie te teksty ich rozmów, które znalazłem, to fikcja do książki, którą pisała. Nie wie, że znalazłem też jej rozmowy z koleżanką...

Kupiliśmy razem mieszkanie, wzięliśmy kredyt na remont, nawet gdy się nie dogadywaliśmy, to i tak usługiwałem jej, przygotowywałem żarcie, woziłem dupę, dbałem o nią jak o najcenniejszy skarb. W tym samym czasie ona planowała przyszłość z innym gościem, jeśli już zdecyduje się ze mną rozstać. Jak tylko skonfrontowałem ją z tym, co wiem, a przynajmniej z częścią, to usunęła ze swoich urządzeń wszystko i wszystkie fake konta, które używała do komunikacji z nim.

Nie wiem, czy jestem w stanie z nią dalej żyć. Kocham ją najbardziej na świecie. Jest dla mnie najważniejsza, a jednocześnie zrobiła mi takie świństwo. Minęły dwa miesiące, odkąd wiem o tym i w każdej chwili, gdy nie jestem czymś zajęty, to o tym myślę. Sam odwoziłem ją do tego hotelu, miała się tam niby widzieć z koleżankami, a ona z premedytacją jechała mnie zdradzić. Jak mam jej ponownie zaufać? Za każdym razem, jak rozmawia z kimś przez telefon, myślę, że z nim. Za każdym razem, jak wychodzi z jakimś kumplem na przerwę czy nawet pisze na mess, mam wrażenie, że mnie zdradza. I że wszyscy wokół o tym wiedzą i śmieją się ze mnie, jakim jestem frajerem, że dałem się tak zrobić w chuja.

Kompletnie nie wiem, co zrobić. Gdybym ją zostawił teraz, to wywróciłoby to całe życie do góry nogami i prawdopodobnie przy okazji zabiło jej starą matkę, która mnie uwielbia.

#uuA1b

Parę dni temu zostawiłam moje dwuletnie dziecko pod opieką dziadków, którzy mieszkają na obrzeżach miasta. Jako że młody od kilku tygodni nie nosi już pieluch, dziadek wziął go na spacer po lesie i… nauczył sikania na drzewa.

Wczoraj poszłam z moją pociechą do centrum handlowego. W strefie dla dzieci było sporo ludzi i wiele ciekawych atrakcji. Między innymi sporej wielkości dmuchaniec do skakania, pośrodku którego znajdowało się dmuchane drzewko. Zgadnijcie, co zrobiło moje mądre dziecko na oczach zebranych rodzicieli i dzieciaków?

Trzeba było wyprosić z dmuchańca wszystkie małolaty, wezwać służby sprzątające oraz na koniec wyraźnie zasugerować mi, że nie jestem mile widzianą osobą w tym miejscu.

#yK9PQ

Standardowo z okazji urodzin teściowie zostali zaproszeni na niedzielną kawę i ciasto. Złożyli mi średnio szczere życzenia (nie przepadają za mną, robią to bardziej ze względu na mojego męża – taka iluzja kochającej rodzinki dla niego) i wręczyli torebkę z prezentem. Zajrzałam do środka – pończochy i czekolada, nie tak źle, lubię chodzić w pończochach, więc nawet się ucieszyłam. Z uśmiechem podziękowałam za prezent, ale uśmiech zaczął schodzić z moich ust w momencie, jak teściowa podzieliła się pogodnie, radośnie i z niejaką dumą genezą prezentu: „Bo my nie wiedzieliśmy, co ci kupić, więc przed przyjazdem tutaj zeszliśmy do kiosku i wzięłam ci pończochy. Pani w kiosku zapytała, jaki rozmiar, więc powiedziałam, żeby dała takie na mnie”.

Niby spoko, tylko teściowa to korpulentna kobieta, która nosi rozmiar 54, a ja ogólnie drobna, nosząca rozmiar 38...

#iuERu

Pracuję w szpitalu. Rano przyszła do mojego gabinetu pacjentka, która twierdziła, że jej sąsiadka z sali zatruła jej wodę. Urojenia prześladowcze, podtruwanie... No klasyka gatunku schizofrenii. Pokiwałem więc tylko głową i powiedziałem, żeby się nie przejmowała, że to jej nie zaszkodzi. Bardzo się upierała, a ja namawiałem do swobodnego picia tejże wody.
Wieczorem pacjentka wpadła we wstrząs, ledwo ją odratowaliśmy. Sąsiadka rzeczywiście wrzuciła jej do wody tabletki, które cholera wie skąd wzięła.

#tPVLS

W Dzień Kobiet cały dzień marzyłam o tym, że spotkam jakiegoś randomowego chłopaka z kwiatami, które mi wręczy.
Spotkałam... Dał mi cały bukiet, ponieważ zostawiła go dziewczyna, a i tak by je wyrzuciła.

Niby smutne, ale za to mam ładny bukiet na biurku, a chłopakowi życzę wszystkiego dobrego w dalszym życiu! :)

#Ksz2j

Stres. Ma bardzo wiele odmian. Jednym z ich jest stres przed tym, że za chwilę zabijesz przypadkową osobę, bezpowrotnie odbierzesz mu życie i będziesz musiał patrzeć na to, jak kona, patrząc mdlącymi oczami na ostatnie słońce w jego życiu. Albo od razu rozpołowisz go w środku dnia i na środku ulicy, w centrum miasta, wśród tłumu innych przypadkowych ludzi. Utniesz mu nogi albo chociażby rękę czy nogę. A później będziesz czekać na pogotowie, pomimo że wcale nie spodziewałeś się takiej sytuacji jeszcze minutę temu, gdy uśmiechałeś się do tej nowej, uroczej koleżanki. Będziesz patrzeć, jak wykrwawia się z ogromnym smutkiem i niezrozumieniem w oczach.
Widząc tę osobę, wiesz, że od jej śmierci dzieli ją kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund, ale praktycznie nie możesz nic zrobić.

Wyobraź więc sobie sąsiadkę Zośkę, kolegę Mateusza albo Twoją żonę, chłopaka czy narzeczoną, która jeszcze 30 minut temu jadła kanapki przy wspólnym stole.
Wyobraź siebie w sytuacji, w której chcesz uratować komuś życie, ale nie możesz zrobić nic, prócz jednego ruchu ręką. I to właściwie tylko Ty jesteś osobą, która może zrobić cokolwiek, pomimo ogromu ludzi dookoła. Wyobraź sobie siebie w sytuacji, w której ktoś inny ratuje Ciebie, kierując się własnym instynktem i zwykłym odruchem. Choć raz zdaj sobie sprawę z tego, że ktoś właśnie to zrobił – uratował Ci życie.

Dla wielu osób stres kojarzy się tylko z egzaminem na prawo jazdy, złym dniem szefa w pracy albo tym, że uciekł mi autobus i spóźnię się do pracy.
Dla mnie i kolegów czy koleżanek to to, co wielu z Was bagatelizuje. To siła bezwładności pędzącego tramwaju, który zabiera życie i zdrowie każdego dnia. A ja jedyne co mogę zrobić, to szarpnąć ręką nastawnik do tyłu z nadzieją, że osoba, której właśnie potencjalnie ratuję życie, ocknie się i zahamuje, zrobi krok do tyłu czy przyśpieszy, unikając tym samym zderzenia z tym ociężałym pojazdem.

Dzisiaj zabiłem człowieka.
Odebrałem życie osobie, która bezmyślnie weszła na torowisko na czerwonym świetle. Ruch ręką to jedyna rzecz, którą my, motorniczowie, możemy zrobić.

Nie bądźmy bezmyślni, szanujmy życie swoje i innych, bo więcej go nie dostaniemy.
Szanujmy pracę osób, która dla większości jest tylko siedzeniem na tyłku, ale każdego dnia sprowadza się do ratowania życia i zdrowia również Was – tych śpieszących się do pracy, do szkoły, albo po prostu tych roztargnionych.
Nie bądźmy bezmyślni i egoistyczni.
Twoje życie = moje życie oraz życie wielu innych. Szanujmy je, bo jest tylko jedno.
Dodaj anonimowe wyznanie