Jestem z pokolenia Z i mam aktualnie 20 lat. Dopiero stawiam swoje kroki w polskim rynku pracy. Sporo osób mówi, że teraz ciężko o pracę. Ja myślę, że nie jest ciężko o pracę, ale o GODNĄ pracę jest bardzo ciężko. Może nie mam długiego stażu, ale w kilku miejscach już się przewijałem i przyznaję – januszerka w Polsce to tragedia. Moja mama mówiła „nie ma nic gorszego niż robota u prywatnych”, nie wierzyłem, ale teraz wierzę. O ile praca to nie problem, to ludzie tak. I w większości są to ludzie z pokolenia wstecznego, starsi. Ja wiem, że mindset jest inny, ale mój boże! Przykłady: pierwsza z prac na magazynie. Kierownikiem magazynu jest niejaki „pan S”, lat ok. 40. Skurw*** jakich mało. Nieważne, co robiłeś, w jego kryteriach zawsze zjeb@łeś, nawet jak zrobiłeś dobrze. Potrafił wyzwać cię od jełopów itp. Ja akurat rzadko byłem z nim na zmianie, ale mój kumpel jak i inni dostawali zjeby regularnie od niego, nawet jak inny kierownik nas chwalił. Druga praca: sortowanie paczek w popularnej firmie kurierskiej. Paczki po tej hali to fruwały jak jaskółki. Syf i brud. O darciu mordy, aby szybciej to pakować do takich wielkich koszy, to już nie wspomnę. Pracowałem tak akurat na zlecenie przez studia. Kazali mi zostawać po godzinach, a jak kulturalnie mówiłeś, że chyba ich popierdoliło, to mówili, że złożą na ciebie skargę do agencji, przez którą się zatrudniasz. Kolejna praca: tutaj już w biurze zgodnie z moim kierunkiem studiów. Pierwsza z „poważniejszych”. Pierwsza poważna umowa i... szefowa Grażynka z szefem Januszem levele ok. 50. Zostanie po godzinie? OK, dodatkowe pieniądze. Ha, ha! Myślicie, że jak się dopomniałem o te godziny, to zamierzali mi zapłacić? Nie. Bo TO MÓJ OBOWIĄZEK zostawać za darmo po godzinach ku chwale kołchozu.
Podsumowując – rynek pracy w Polsce to jebany żart. Czarno widzę swoją przyszłość i jeśli do trzydziestki nie wypalę się zawodowo, to się zdziwię. Nie dziwię się, że ludziom pracować się nie chce lub swojej pracy nienawidzą. Dziwię się natomiast, dlaczego pracodawcom tak trudno przestrzegać kodeksu pracy i nie być chujem dla pracownika. Nie wiem, czy praca w państwówce jest lepsza, ale obecnie mam marzenie, aby się przekonać i aby było to prawdą.
Dodaj anonimowe wyznanie
Wszystko zależy jaka to praca i w jakiej firmie. Nie każda firma prywatna to "Januszex", gdzie traktuje się pracownika jak śmieć, choć w wieku 20 lat raczej ciężko liczyć na coś lepszego - w tych lepszych dla pracownika firmach z reguły rotacja jest niższa, a wymagania znacznie wyższe. Z kolei praca w budżetówce/spółkach państwowych oferuje większą stabilizację i pewne świadczenia socjalne, ale za cenę wolniejszego rozwoju i często gorszych zarobków. Firmy/instytucje państwowe wolniej reagują na zmiany na rynku/w swojej branży i często wyglądają jak skansen z przed 20+ lat. Do tego w wielu firmach państwowych rządzą układy, układziki, nepotyzm i kolesiostwo, a o awansie/wyższym stanowisku decyduje często legitymacja odpowiedniej partii.
Inna sprawa, że pracownik powinien znać swoje prawa i mieć swoją godność. Jeżeli jego prawa są łamane, to od tego są odpowiednie instytucje, a jak komuś pracuje się źle, to powinien odejść i szukać sobie czegoś lepszego. Czasami jedna osoba wystarcza, by praca w danym miejscu stała się nieznośna. Jednakże przed odejściem z pracy należy mierzyć siły na zamiary - jeżeli nie masz odpowiednich kwalifikacji, znalezienie nowej pracy było by problematyczne, a wszystko na co możesz liczyć, to podobne, albo jeszcze gorsze kołchozy, to trzeba uważać. Korzystaj że jesteś młody, nie masz kredytu do spłacania, czy dzieciaków do wykarmienia i w razie niepowodzenia możesz wrócić do rodziców i zacząć od nowa.
Fakt, pracę można znaleźć, ale o godną pracę z szacunkiem dla pracownika i uczciwym wynagrodzeniem jest naprawdę trudno. I niestety, część winy leży po obu stronach. Winni są nie tylko pracodawcy, którzy kombinują i wyciskają ludzi jak cytrynę, ale też pracownicy, którzy w wielu przypadkach zgadzają się na warunki poniżej standardów, bo „trzeba coś robić”. Taka postawa utrwala cały system. Firmy widzą, że mogą wymagać nadgodzin bez płacenia, wyzywać ludzi, ignorować przepisy, bo ktoś i tak przyjmie te warunki. Ludzie sami w ten sposób niszczą rynek pracy, akceptując traktowanie, które powinno być nie do przyjęcia. To nie jest tylko kwestia „złych szefów” – to kwestia kultury pracy, która się utrwala, dopóki nikt nie postawi granicy.
Ludzie nie zgadzają się, bo "trzeba coś robić" tylko nie mają pieniędzy na życie. Dumą się nie najedzą.
Bo nie muszą bo ludzie ich nie podają do sądu. Polakom brak kultury prawnej.
Zauważ, że podać do sądu możesz pracując na umowę o pracę, bo wtedy pracownik podaje do sądu pracodawcę, w oparciu o kodeks pracy. Natomiast zatrudnieni na umowę zlecenie są "tylko" zleceniobiorcami i kodeks pracy ich nie obejmuje. Pozew sądowy w ich przypadku oczywiście nie jest wykluczony, ale taka sprawa, w oparciu o kodeks cywilny będzie się ciągnąć latami, o wiele dłużej niż przed sądem pracy i z ew. zaangażowaniem PIP.
Mam 34 lata, do listopada pracowałam w Biedronce. Ogólnie cały mój dotychczasowy dorobek pracy to handel. I powiem szczerze, nigdy więcej takiej pracy. Choćbym miała sprzątać lub zamiatać chodniki. Mam skończone studia, ale jeśli chciałabym jakąś normalną pracę biurową w państwówce, to musiałabym mieć niezłe plecy, żeby się gdziekolwiek dostać. Tak więc wiem, o czym mówisz i niestety to wszystko prawda.
Ja i mąż pracujemy w państwówce. Mąż w urzędzie, ja w NFZ. I z plusów to spokojna praca gdzie wszyscy mają raczej luźne podejście, kasa jest zawsze na czas i rzeczywiście nie ma czegoś takiego jak wykorzystywanie pracownika. To jest naprawdę bardzo pilnowane, wręcz co do minuty liczą ile kto był w pracy i w przypadku nadgodzin każą czasem wychodzić szybciej do domu aby kwartalnie wszystko się zgadzało.
A z minusów to oczywiście pieniądze i brak perspektyw. Akurat na naszych stanowiskach, które są bardzo specjalistyczne, zarabiamy całkiem nieźle ale przeciętni pracownicy mają często najniższą krajową. Podwyżki są co roku ale w sektorze prywatnym można byłoby zarabiać zdecydowanie więcej. I szansa na awans jest bardzo bardzo nikła.
Są za to dwa ogromne plus, który w naszej sytuacji są kluczowe - mamy umowy o pracę i co za tym idzie płatną opiekę nad chorymi oraz pewność zatrudnienia.
Raz spróbowałam w firmie stricte zawiązaną z moją specjalizacją - właśnie w takim Januszexie jak się szybko okazało. Jak tylko usłyszałam, że nadgodzin nigdzie nie wpisujemy, bo tu się siedzi to tyle mnie tam widzieli. Dlatego dziękuję za UE i bycie tanią siłą roboczą zagranicznych korporacje, gdzie nikt się nie bawi w takie przekręty.
jak mialem 18 zdalem egzamin czeladniczy ,10 lat pozniej nie udalo mi sie znalezc warsztatu gdzie by nie lecieli w konia ani z pracownikami ani z klijetami. BEZPIECZENSTWO jest najwazniejsze ,a nie raz i nie dwa kazano mi puscic auto ,ktore zwyczajnie bylo niebezpieczne ,wojne moglem sobie robic ,po zwiedzeniu kilku warsztatow w tym nie tylko nor u Janusza ale tez takich renomowanych ze tak powiem ,poddalem sie ,nie jestem chodzaca encyklopedia ale nie przymykam oczu na patologie ,auto ma byc zrobione pozadnie ,ale majster powiedzial ,majster powiedzial ,pozniej przychodzi pacjent i slyszy ze ,,oo ten tam to skladal! cos ty odjebal? przeciez tak nie moze byc i dobrze wiesz ze jest zle" ,
nie mam juz sily ,rob to co kochasz to nie przepracujesz ani jednego dnia ,moja pasja poszla robic to co bulgarki w hamburgu
najgorsze ze pomimo duzych umiejetnosci musze isc pracowac na lini ,albo do biedronki
A jakie masz zawody państwowe? Budżetówka? Mundurówka? Kilka spółek skarbu państwa?
Zdecydowana reszta to zakłady prywatne.
Pracuję w małej prywatnej firmie specjalistycznej.
Szef choleryk, ale uczciwy. Pracownicy ok, moje stanowisko indywidualne. Dobry pieniądz, dobra atmosfera. Ludzie tworzą aurę pracy.