Mój największy błąd w życiu? To, że namówiłam w wieku 10 lat rodziców na rodzeństwo. Marzyłam o młodszej siostrze, która byłaby dla mnie przyjaciółką. Niestety z rodziny została mi tylko ona, a nigdy nie była mi bliska.
Już jako dziecko była bardzo problematyczna. W wieku 19 lat życie potoczyło się tak, że musiałam wziąć ją pod opiekę, aby nie trafiła domu dziecka. Teraz mam 24 lata i codziennie tylko mam w głowie, jaki mogłabym mieć spokój, gdyby jej nie było. Codziennie mam z nią jakieś problemy (a to papierosy, a to wagary) i szczerze nie daję rady. Oczywiście o zrobieniu czegokolwiek przez nią nie ma mowy. Porzuciłam swoje plany, marzenia, rozstałam się nawet z chłopakiem przez nią i po co? Chyba tylko po to, aby nie zawieść mamy i taty, którzy patrzą na mnie z góry. Od siostry pewnie nawet „dziękuję” w życiu nie usłyszę.
Zdarzyło się to w jakoś w sierpniu. Jestem wierząca, więc chodzę do kościoła co niedzielę, akurat tego dnia był odpust, więc stragany ze słodyczami, zabawkami, balonikami itd. Msza była o godzinie 13, jak to na lato przypadło, było ciepło, a w kościele jeszcze cieplej. Nie widziałam sensu wchodzenia do środka, ławki na zewnątrz były zajęte, więc stanęłam na samym końcu za wszystkimi ławkami.
Przede mną do ławki usiadła... ehmmm, wcisnęła się rodzinka: mama, tata oraz ich córeczka (na oko 6 lat). Jakoś w połowie mszy dziewczynce zachciało się słodyczy, więc zamieszanie, bo tatuś musiał lecieć na stragany kupić coś słodkiego. Pomyślałam, że to tylko dziecko i jakoś się tym nie przejęłam. Jednak przychodzi tata z workiem pełnym słodyczy. To, co mnie najbardziej zdziwiło i aż zszokowało, to mamusia, która jako pierwsza otworzyła foliowe woreczki i postanowiła spróbować wcześniej wspomnianych słodyczy. Przy tym zachwycała się, że bardzo dobre itp.
Rozumiem, że niektórzy chodzą do kościoła, bo to obowiązek, ale myślę, że trzeba uszanować innych oraz to, że jest to miejsce, w którym trzeba się inaczej zachować. Według mnie matka powinna na te pół godzinki zrezygnować ze słodyczy i dać dobry przykład dziecku.
Życie w bloku i parkowanie.
Wracam z pracy, szósta rano, zima, jest jedno wolne miejsce. To miejsce jest wzdłuż trawnika. Około ósmej budzi mnie dobry sąsiad, że straż miejska jest koło mojego auta. Jeden ze starych sąsiadów zgłosił mnie, bo koło wystawało nad trawnik w 1/3 swojej szerokości. W sumie nie stałem na trawie, tylko koło wisiało nad. Dlaczego mnie zgłosił? Bo to jego miejsce od 40 lat. Nieważne, że od pięciu lat nie ma auta i już nie jeździ. Ponoć każdy, kto tam zaparkuje, musi się liczyć z każdorazowym sprawdzeniem przez sąsiada, czy nie wystaje poza krawężnik. Straż miejska powiedziała, że często mają tu zgłoszenia, ale w tym wypadku nawet nie mają za co dać mandatu, bo w sumie ziemi nie dotyka. Poza tym i tak wszystko przykryte śniegiem, więc rozumieją to, że można nie zauważyć.
Druga historia po paru latach, inny sąsiad zaczepia mnie ile mam samochodów pod blokiem. Mówię zgodnie z prawdą, że dwa. Jeden nowy, drugi sprzedaję. Uznał, że mam robić wyjazd jednym spod bloku, bo nie ma gdzie parkować. 30 metrów dalej ma 10 wolnych miejsc. Ale on tam się parkować nie będzie, bo jemu tam nie pasuje. Drugi sąsiad kilka dni później przyszedł i zaczął mówić teksty w stylu „młodzi to za dobrze mają, dwa samochody, w dupach się przewraca”.
Wychodzi na to, że najlepszym sposobem na poznanie sąsiadów jest zaparkować pod blokiem...
Mój chłopak zawsze nalegał, żebym dbała o swoje bezpieczeństwo. Bagatelizowałam to, ale przyszedł w końcu ten dzień, że jakiś gość wyszarpnął mi torebkę. Zdążyłam złapać go za rękę i go szarpałam, już byłam pewna, że da sobie spokój, ale w otwartej torebce coś zauważył.
Tak, to był pierwszy raz, kiedy mój (noszony dla bezpieczeństwa) gaz pieprzowy się przydał. Złodziejowi...
Mam 20 lat, jestem studentką i nie mieszkam już z rodzicami. I bardzo mocno odczuwam brak fizycznej bliskości. Sama przed sobą przyznałam, że nie chodzi o seks, a o rzeczy takie jak przytulanie czy trzymanie za rękę. Doprowadziło to do tego, że w mojej głowie zrodził się plan, aby wynająć sobie kogoś i poprosić, aby przez dwie godziny udawał mojego chłopaka – żebyśmy obejrzeli jakiś film przytuleni/ugotowali coś razem/całowali się itp. (oczywiście zapłaciłabym mu normalnie).
Nie zrobiłam tego, ale ten plan dalej siedzi w mojej głowie.
Synek miał zaparcie, siedział na nocniku i zaciskał piąstki, a ja przed nim, siedząc po turecku, go dopingowałem.
I postękuję, i napinam się, aby go zmobilizować do wyduszenia tego potwora...
Udało się!
Popuściłem...
Chyba zasługuję na jakiś order?
Ostatnio pojechałam z facetem do jego „przyjaciółki” z lat szkolnych, bo poprosiła go o pomoc w remoncie.
W środku nocy facet zniknął z naszego łóżka. Znalazłam go... patrzyłam dobre kilka minut, jak się bzykają po cichu, żeby mnie nie zbudzić. Nie wytrzymałam. Ściągnęłam ją z niego, a następnie młotkiem rozwaliłam jej szklany stół, szafę, umywalkę i zostawiłam młotek w ścianie. Zabrałam kasę, portfel i dokumenty mojemu „narzeczonemu” i wyszłam. Czyżbym przesadziła?
Są dwa rodzaje ludzi – ci, którzy widzą niemowlaki i mówią, jakie to one urocze, oraz ci, którzy na ich widok zastanawiają się, jakim cudem ktoś może powiedzieć, że płaczące, rzygające dziecko jest urocze.
Ja za to jak widzę niemowlaka i każdy się nim zachwyca, wyobrażam sobie, że za kilkanaście lat będzie ono nastolatkiem ukrywającym się w pokoju, by się pomasturbować.
Byłam okropną siostrą...
Miałam jakieś 12 lat, siostra jest młodsza o 5. Spałyśmy w jednym łóżku. A raczej miałyśmy spać, bo było już naprawdę późno. Idąc pewnie tym tokiem rozumowania, moi rodzice oddali się miłosnym uniesieniom, co niestety dobrze słyszały dwa dzieciaki za ścianą. Ja, jako starsza, byłam świadoma, co wyprawia się w pokoju obok i nie było to dla mnie dziwne, traumy też nie mam. Ale siostra... Była zaciekawiona niesamowicie. Wiedziała coś niecoś o seksie, jednak dla pewności wyszeptała do mnie:
- Siostro... Czy rodzice się seksują?
Iskierki złośliwości z moich oczu powinny rozświetlić cały pokój.
- Oj, nie wiem... Idź sprawdź. Powiedz, że idziesz siku.
Siostra kierowana dziecięcą ciekawością przystała na tę propozycję i wyruszyła do toalety, do której droga prowadzi przez pokój rodziców.
Mam mieszane uczucia, więc nie napiszę, że chciałabym widzieć minę ojca, kiedy dzieciak stanął w drzwiach, ale atmosfera zakłopotania dotarła aż do mnie. Zrobiło się cicho. Rodzice chyba myśleli, co powiedzieć... Jedyne co przyszło ojcu do głowy to:
- Chcesz w łeb?!
Pracuję na infolinii i zadzwoniła do mnie kobieta z prośbą o pomoc w sprawie wniosku. Poprosiłem ją o numer umowy, więc z racji, że troszkę jej to zajęło, było cicho i nic nie mówiłem. Mój kolega z biura myślał, że z nikim nie rozmawiam w tym momencie, więc wszedł i po otwarciu drzwi głośno beknął, a ja powstrzymując się od śmiechu szybko wyłączyłem mikrofon i wyjaśniłem mu, że jestem w trakcie rozmowy. On zażenowany usiadł i sam śmiał się z siebie.
Nie wiem, czy ona to słyszała, ale chciałbym ją za to przeprosić, byle tylko nie pomyślała, że to ja beknąłem. W momencie kiedy wróciła do rozmowy z numerem umowy zdążyliśmy się pozbierać do kupy i przestać śmiać, ale ubaw był przedni.
Dodaj anonimowe wyznanie