#ltpBl

Bylem w sobotę na cmentarzu, wracając przejechałem przez wioskę, w której sie wychowałem.

Wyprowadziłem sie z niej ponad 20 lat temu, mając 18 lat i moją uwagę przykuło jak wiele się tam pozmieniało. Rzuciło mi sie w oczy ogromne rozwarstwienie majątkowe widoczne po domach. Niektóre popadły w ruinę, a widać, że ludzie wciąż w nich mieszkają, niektóre zamieniły sie w pałace, było też sporo nowych wybudowanych.

Najgorszą jest myśl, że gdybym nie wyjechał skonczyłbym w tej ruinie, pewnie z jakąś byle jaką pracą w pobliskim miasteczku i dalej byłbym dla innych popychadłem i pewnie 40-sto letnim kawalerem rodem z chlopaków do wzięcia.

Wyprowadzka z tego miejsca i od tych ludzi to najlepsze co mnie w życiu spotkało.

#QRWGl

Wiecie jak to jest być wychowywanym przez osobę, która was nie chciała? A żyjecie tylko dlatego, że aborcja jest nielegalna?
Z przyjemnością wam opowiem, po dwudziestu pięciu latach swojego życia mogę to bez problemu opisać.

Mój ojciec zostawił nas jak miałam rok, byłam klasyczną wpadką, której niestety nie można było usunąć.
Od małego byłam ofiarą przemocy psychicznej, czasem i fizycznej, byłam popychana, bita, szykanowana.
Dochodziło do sytuacji gdy miałam niedowagę, było mi słabo, a w domu zabierano mi talerz sprzed nosa "bo tylko żresz, grubasie".
Czy wtedy rozumiałam dlaczego mama mnie nie kocha? Nie.
Po prostu odkładałam drobne od dziadków, którzy udawali, że nic nie widzą i kupowałam sobie jedzenie, które chowałam pod meblami, żebym mogła choć raz dziennie zjeść coś w spokoju.
Całe życie byłam zbyt gruba, później za chuda, za głupia, zbyt dużo mówiłam.
Co bym nie zrobiła, słyszałam tylko krytykę, aż popadłam w bulimię, nerwicę i na koniec w depresje zwieńczoną myślami samobójczymi.
Bulimia? Od 14 roku życia.
Nerwica? Może 12 lat miałam, może mniej.
Depresja i myśli samobójcze? Około 13 - choć nazwałam to dopiero po wizycie u specjalisty w wieku 20 lat.
Nienawidzę każdego dnia swojego życia, każdy jest dla mnie jak spacer w ogniu, nie potrafię zaufać, choć gdy kocham, to całą sobą. Po prostu daję od siebie najwięcej tego, czego nigdy nie dostałam...
Z perspektywy czasu naprawdę żałuję, że się urodziłam.

#atxxN

Gdy byłem w liceum, moja nauczycielka angielskiego robiła nam na lekcji ćwiczenia ze słuchania połączone ze słownictwem. A mianowicie podawała każdemu tytuł piosenki, przez 15 minut mogliśmy jej słuchać, każdy na swoim telefonie przez słuchawki, zapisując jej przetłumaczenie w zeszycie.

Dzień przed tymi ćwiczeniami moja siostra słuchała muzyki, a dokładnie Michaela Jacksona. Każdy wie, jak śpiewa Michael. Niewyraźnie i wymyśla swoje słowa. Pomyślałem sobie, że zobaczę tłumaczenie tej piosenki, bo kto wie, czy jutro mi się nie trafi, ale że z natury jestem leniwy, to tego nie zrobiłem.

Tak, następnego dnia nauczycielka podała mi dokładnie tytuł piosenki, której słuchałem wczoraj. Dostałem 3.
Dzięki, Michael.

#pUbAA

Niezwykle pociąga mnie inteligencja u mężczyzn. Może brzmieć jak gadka-szmatka, ale nic mnie tak nie rozgrzewa jak facet, który ma fioła na punkcie jakiegoś naukowego tematu i jest w stanie godzinami o tym mówić.
Podobają mi się takie nerdy - mogą mieć nawet masę pryszczy i rozmiar wieloryba, ale jeśli są w stanie zrobić mi interesujący wykład, to umówię się z nimi na randkę od zaraz.

A teraz przejdę do sedna - niedawno uzyskałam tytuł inżyniera. Pisałam pracę pod okiem prawie 70-letniego profesora, który był pasjonatem swojej dziedziny. Niesamowity człowiek, uczył znienawidzonego przedmiotu, kosił studentów jak profesjonalista, a mimo to nikt nie wypowiadał się o nim niepochlebnie - bo taką miał wiedzę i taki miał dar jej przekazywania.
Za każdym razem, jak szłam z nim konsultować pracę, to po wizycie spędzałam kilka minut w łazience, żeby uspokoić nerwy. Przypomniałam sobie, jak opisywał mi lektury, jak wspólnie omawialiśmy problemy i tak dalej.
A pewnego dnia dał mi swój numer. Żebym mogła się konsultować - widać było, że lubi ze mną rozmawiać (ja również uwielbiam moją dziedzinę nauki) i fajnie nam się omawiało moją pracę.
I wiecie co? Konsultowałam się bardzo często. Zawsze robiłam sobie listę pytań, jakieś tematy rozmowy, zaznaczałam fragmenty pracy, żeby pytać, czy to jest dobrze napisane i tak dalej ... A prócz tego ubierałam seksowną bieliznę, malowałam się i tak przygotowana zasiadałam do rozmowy.
Słuchając, jak wyjaśnia mi poszczególnie zagadnienia, przeżywałam najlepsze orgazmy swojego życia.

Obrona była w lutym, czas mija, poznałam paru chłopaków ... Ale wciąż tęsknię za tym profesorem. I wstyd mi przyznać (a może i wstyd dla moich byłych partnerów), ale nie wiem, czy jeszcze kiedyś będzie mi tak wspaniale jak wtedy, kiedy słuchałam jego wywodów przez telefon...

PS. Parę jego wykładów znalazłam w internecie, więc czasami sobie je oglądam. To dla mnie jak najlepszy film pornograficzny. Ale wiadomo, pornografia nie zastępuje prawdziwych przeżyć ;)

#PNT7D

Przypomniało mi się wydarzenie sprzed lat.
Byłam kiedyś z zazdrosnym facetem, od czasów liceum, poszliśmy razem do tego samego miasta na studia i ogólnie zawsze chodziliśmy razem, wspólni znajomi, wspólne wyjścia...
Po roku studiów ja zmieniłam kierunek, więc poznałam nowych ludzi i rozstałam się z facetem. Wspólni znajomi okazali się być jego znajomymi, a mi zostali nowo poznani ludzie z roku.

Życie potoczyło się tak, że i ja, i on znaleźliśmy sobie nowych partnerów, ale jeszcze jakiś czas odzywaliśmy się do siebie.

Ja z moim nowym chłopakiem poszliśmy do kina, gdzie pracowała jedna ze "wspólnych" znajomych. Podeszła do mnie zapytać co u mnie, bo w sumie kontakt się urwał. Powiedziałam, że wszystko OK i jestem z nowym chłopakiem w kinie (on akurat kupował popcorn).

Kilka dni później dostaję SMS-a od byłego, treści dokładnie nie przytoczę, ale ogólnie było to oburzenie, czemu idę do kina tam, gdzie pracuje JEGO koleżanka i chwalę się jak u mnie jest dobrze i że mam nowego chłopaka. On sobie nie życzy takich akcji, które mają wywołać u niego zazdrość.

Witki mi opadły...

#saRn3

Ojciec powiedział mi, że mam znaleźć sobie pracę, a jak tego nie zrobię, to mam znaleźć sobie jakieś mieszkanie, bo nie zamierza utrzymywać nieroba. Gdy powiedziałam, że nie mogę pracować "legalnie" na pełen etat, usłyszałam "zawsze możesz zostać dziwką jak twoja matka".

Dodam, że mam 17 lat, a mama odeszła od nas, bo nie mogła znieść wiecznego poniżania ze strony tego chu*a. Szkoda tylko, że nie zabrała mnie ze sobą.
Dodaj anonimowe wyznanie