#Pyino

Jestem abstynentką z powodów osobistych oraz moich poglądów. Nie próbuję nikogo „nawracać” ani nie przeszkadza mi, jak ktoś przy mnie pije alkohol, o ile nie zahacza to już o alkoholizm lub naprawdę spore ilości. Ale zawsze, po prostu zawsze znajdzie się osoba, która kiedy grzecznie odmawiam napicia się, zaczyna się oburzać. Straszliwie wkurzają mnie teksty w stylu: „Ze mną się nie napijesz?”, „W dupie ci się poprzewracało, zaraz powiesz, że nie jesz glutenu i mięsa”.
Najgorsze jest to, że od zawsze jak pytałam się ojca, dlaczego pije, słyszałam, że „tatuś musi”.

To całe przekonanie naprawdę dużej liczby osób, że w niektórych sytuacjach, np. na spotkaniach rodzinnych, konferencjach, eleganckich kolacjach, weselach czy na innych uroczystościach WYPADA, a wręcz powinno się napić alkoholu, doprowadza mnie do szału. Jak ktoś nie chce pić, to chyba jego sprawa i nie ma obowiązku dostarczać organizmowi trucizny, bo „tak wypada”.

#6ftQF

Zdrada. Niestety spotkała już wielu, mnie też.

Wróciłam do domu, słyszę odgłosy bardzo dwuznaczne. Cholera, wiedziałam, że kogoś ma! Mam nauczkę, żeby nie lekceważyć kobiecej intuicji. Wparowuję do pokoju, mój (teraz już były) chłopak i nieznana mi blondynka.
Po usłyszeniu typowego „tonietakjakmyślisz” uśmiechnęłam się ładnie i powiedziałam:
„Myślałam, że dyskutujecie o regulacji wodomierzy, ale skoro to nie tak jak myślę...”.
Na lepszą ripostę nie było mnie stać.

To był mój dom. On nie miał tam żadnych rzeczy ani ubrań. Jego gacie pięknie komponowały się z gałęziami rosnącego za oknem klonu.

PS Blondynka mówiła mi, że nic o mnie nie wiedziała.

#ctq0v

Jako mała dziewczynka nie miałam przyjaciół i moim jedynym towarzyszem był sąsiad, który był ode mnie rok starszy. Przebywałam u niego niemalże codziennie, bo nieźle się z nim dogadywałam.

Pewnego dnia kiedy przyszłam, drzwi otworzył mi jego tata, który krzyknął żartobliwie:
„Twoja laska przyszła!”. Nie byłam wtedy na tyle dokształcona, aby wiedzieć, że laska oznacza coś innego od tego kijka prababci, którym zawsze machała na lewo i prawo.
 
Rozpłakałam się i uciekłam do domu, skarżąc się mamie na pana, który przezywa mnie od „lasek”.

#Y2YT1

„Ukradłam” obrączki dziadków i pierścionek zaręczynowy mojej babci.

Rok temu w niedużym odstępie czasu zmarli mój dziadek i babcia. Od tamtego czasu ich dom stoi ze wszystkimi ich rzeczami plus coraz większą ilością gratów. Ich mieszkanie jest częścią domu mojej cioci (córka dziadków i siostra taty), osobne wejścia itd. Ale dom ten sam (własność wujostwa). Odkąd dziadkowie zmarli, ciocia z rodziną zrobili sobie tam graciarnię, powoli pakując rzeczy dziadków i dorzucając swoje, z którymi nie mają co robić.

Kilka dni temu, pod nieobecności domowników, byłam w ich domu, bo wujostwo prosiło o karmienie i wyprowadzanie psa pod ich nieobecność. Przejście do mieszkania dziadków było otwarte i z ciekawości zajrzałam, chcąc trochę powspominać. To, co zobaczyłam, to była masakra. Szuflady powyciągane, pełno porozwalanych rzeczy itd. Niewiele myśląc, zajrzałam do komody, w której wiedziałam, że babcia trzymała biżuterię, żeby zobaczyć, czy ją też opróżnili. Całe szczęście jeszcze nie, więc po prostu zabrałam pudełeczko z ich obrączkami i pierścionkiem zaręczynowym (dziadkowie już ich nie nosili, bo po tylu latach nie pasowały) i schowałam je u siebie. Mam ogromny sentyment do tego typu rzeczy i nie chciałam, żeby to gdzieś się zgubiło podczas tych ich porządków albo, co gorsza, zostało sprzedane (ciotka to ten typ, który bez skrupułów sprzedałby takie rzeczy).

Teraz mam trochę wyrzuty sumienia, bo niedługo po ich śmierci pytałam taty, czy mogę to zachować na pamiątkę, ale stwierdził, że powinno to być podzielone pomiędzy jego i rodzeństwo, jednak widząc, co tam się dzieje, nie mogłam tego zostawić. Nie wiem, czy powinnam się przyznawać. Boję się, że jeśli któreś z nich się dowie, to zdecydują się podzielić i wtedy na pewno coś z tego przepadnie, a ja mam poczucie, że takie coś jak obrączki, powinno być razem. Liczę na to, że jeśli ktoś kiedyś sobie o tym przypomni, brak tych pierścionków zrzucą na fakt porządków i pomyślą, że gdzieś zgubiły się w trakcie i nie wiadomo, gdzie są. Ewentualnie na to, że ciotka je sprzedała, zgarnęła kasę i wydała na jakieś zakupy czy wakacje, na które często jeżdżą.

#kt8gv

Urodziłam dwa miesiące temu i to nasze pierwsze dziecko. Nie zalała mnie „wielka fala miłości” ani też nie pojawiła się później. Karmię, przebieram dziecko i chodzę z nim do lekarza. Nie czuję z nim żadnej więzi, a wręcz odwrotnie. Dużo płacze, a ja nie umiem go uspokoić czy ułożyć do snu, co mojemu mężowi wychodzi bezbłędnie. Czuję frustrację, złość, szybko się denerwuję. Boję się, co będzie, gdy mąż wróci do pracy, a ja zostanę z dzieckiem sama. Czuję się jak najgorsza matka na świecie.

#EZHLs

Zakochałam się bez wzajemności w pewnym mężczyźnie. Przez chwilę wyobrażałam sobie, że coś nas połączy, ale zrozumiałam, że on stara się być dla mnie tylko miły. Dzieli nas przepaść, on żyje na dobrym poziomie, ja jestem biedna, on jest wolnym strzelcem, ja samotnie wychowuję córkę. Jest bardzo przystojny, wysoki, bardzo kulturalny, bardzo mądrze się wyraża. Ja jestem szarą myszą, mam niecałe 160 wzrostu i śmiesznie krótkie nogi, co jest chyba moim największym kompleksem. Oboje jesteśmy po trzydziestce, widzimy się codziennie, rozmawiamy ze sobą, śmiejemy się, opowiada mi żarty, doradza w życiu. Długo nie będzie singlem, a mój czas u niego za chwilę dobiegnie końca. Dobrze chociaż, że za marzenia nie karzą.

#Ljk4r

Moje etniczne anonimowe wyznanie.
Mam niecodzienny w Polsce kolor skóry. Moja mama jest czarnoskóra, a tata jest biały. Wyglądam dosyć polsko, z tym że moja skóra jest brązowa.
Zawsze kiedy myślałam o rodzinie, jaką założę, to byłam przekonana, że moje dzieci będą miały mój kolor skóry. A tu niespodzianka... Wszystkie moje dzieci są do mnie bardzo podobne pod kątem rysów twarzy, ale zupełnie nie pod kątem koloru skóry. Przeciętny Włoch albo Hiszpan mają ciemniejszą karnację niż moje dzieci. Nie jest to kwestia wyrośnięcia, bo najstarsze z moich dzieci jest już nastolatkiem i pozostało przy swojej białej skórze.
Teraz anonimowa część.
Czuję się w tym wszystkim oszukana. Nie wiem do końca przez kogo? Przez los, przez męża, a nawet przez dzieci. Wiem, że to nie jest ani racjonalne, ani sprawiedliwe, ale tak mam. Wolałabym, żeby moje dzieci miały mój kolor skóry.

#lOeli

Większość kobiet, które narzeka na wytrzymałość faceta w łóżku, ma na myśli to, że ten krótko wytrzymuje. Ja narzekam na jego długodystansowość. Powinnam się cieszyć, że on stawia sobie za punkt honoru, że mam dojść te 4-5 razy, nim on dojdzie, ale męczy mnie, że rzadko kiedy mogę do namówić na szybki numerek (taki do 30 minut, nie licząc gry wstępnej), a zazwyczaj trwa to 2-3 godziny plus gra wstępna. Jestem potem ledwo żywa, obolała. Ba, każdorazowo mam zakwasy. Zaczynam unikać współżycia, kiedy wiem, że czeka mnie kilkugodzinny maraton.

#PM1KL

Zaraz po technikum wyjechałem za granicę, nie było mnie 13 lat, oczywiście przyjeżdżałem na urlopy. Teraz jestem już na stałe w Polsce.
Mam media społecznościowe, ale nie jestem tam zbytnio aktywny, mało zdjęć, informacji. Jedyne, z czego regularnie korzystam, to Instagram. Mam tam w obserwowanych trochę znajomych. Pamiętam ich jako nastolatków. Szczególnie dziewczyny, kobiety, dodawały takie zdjęcia, relacje, że byłem w lekkim szoku, że tak dobrze wyglądają. Naprawdę takie 10/10. Widziałem je tylko na Instagramie, ale myślałem, że tak też jest w rzeczywistości. Bo niby po co ktoś miałby  przerabiać zdjęcia, szczególnie mieszkając na wsi, gdzie każdy się zna? 
W miejscu, gdzie się wychowałem, akurat niedawno otworzyli Dino, więc można tam wszystkich spotkać.
Znałem osoby ze zdjęć, relacji, ale nie poznałem ich na żywo... 
Trochę mnie to zniszczyło, po co tak oszukiwać siebie, to jakby mieć dwa osobne życia.

#VHh1v

Związek idealny, bo co może pójść nie tak? Oczywiście wszystko. Zaczęło się od drobnych kłamstw, ignorowania potrzeb i przekraczania granic. Kiedy wszystko było już na dobrej drodze, doszło do zdrady, nie fizycznej, lecz emocjonalnej (chociaż ona by tak tego nie nazwała), która boli równie mocno. Przez niską samoocenę nic z tym nie zrobiłem, bałem się samotności i tego, że nie znajdę nikogo innego. Wtedy pojawiła się zazdrość, której wcześniej nie znałem. Kontrolowanie i ciągłe zamartwianie się stały się codziennością. Najgorsze było to, że co jakiś czas odkrywałem kolejne kłamstwa i manipulacje, które coraz bardziej mnie niszczyły. Minęło kilka miesięcy, jest lepiej, kłótnie nadal się zdarzają, bo to normalne. Przez ten czas dużo przepracowałem w sobie i zrozumiałem jedno – jeśli coś takiego wydarzy się ponownie, odejdę. Nie dlatego, że przestanę kochać, ale dlatego, że nie chcę już nigdy zatracić siebie.
Dodaj anonimowe wyznanie