#ipKdw

Historia pierwszej randki znajomego.

Jako że z kolegą mamy pokończone 18 lat (ostatnia klasa licbazy; chodzimy do tych samych klas od początku gimnazjum), wspomniany postanowił założyć sobie konto na Tinderze. Wszystko ładnie i pięknie, ale uprzedziłem go o małolatach w tym serwisie (pokazałem mu wyznanie).
Wreszcie znalazł swoją miłość. Wysyłali sobie zdjęcia raczej NSFW (not safe for work; pokazał mi fotki po całej akcji i, szczerze, niczego sobie). Miało dojść do pierwszego spotkania. Kolega z telefonem ustawionym na nagrywanie i w drogę. Jeszcze ja na linii i też nagrywam u siebie (byłem wtedy w domu, kolega na randce). Nasłuchuję i słyszę: "[imię kolegi]?"
"Pani Anon?".
Rozłączył się. Myślę sobie "Co tam się odwaliło?".

Jak już kolega po randce przyszedł, okazało się, że laska, którą znalazł na Tinderze, to... nasza nauczycielka historii z gimnazjum.
Kumpel uciekł ile sił w nogach, od razu po rozłączeniu się. Po prostu biegł przed siebie i tyle.
Ja, jak to usłyszałem, stałem chyba 15 minut jak wryty. A stałbym chyba z godzinę, gdybym był na miejscu znajomego.
Swoją drogą, powiedział mi jeszcze, że wyglądała jak seksbomba.
Nie wiem i nie próbuję domyślać się, co muszą czuć obie strony.

#utz8w

Przytyło mi się. Moja wina – brak ruchu, lenistwo, przekąski. W końcu postanowiłam się za siebie wziąć. Już 6 kg na minusie, więc do ćwiczeń w domu postanowiłam dołożyć basen i biegi. O ile z basenem żadnych problemów nie ma, tak z biegania mam chęć zrezygnować. Biegam trzy razy w tygodniu i co najmniej raz na tydzień słyszę jakże zabawne komentarze typu „o, wieloryb z wody wyszedł”, „łap za drzewo, ziemia się trzęsie!” i pięć innych jakże śmiesznych żarcików. Dodam, że zostało mi do zrzucenia jeszcze tak z 8-9 kg, więc nie mam wymiarów młodej orki. Gdy raz nie wytrzymałam i podeszłam do śmieszka, max 16-17 lat, i go uraczyłam piękną wiązanką, to dostało mi się od przechodzącej kobiety, że czego na dziecku się wyżywam.
No ludzie! Gruba = źle, próbuje schudnąć = też źle.

Thanos miał rację, też najchętniej zdobyłabym rękawicę z wszystkimi kamieniami.

#lMDl0

Boję się psów i nie lubię uliczek wzdłuż domków z ogrodzeniem, za którym może czaić się pies, szczególnie jakiś duży. Jeszcze te wąskie chodniki tuż pod bramą...


Idziesz sobie spokojnie, a tu nagle podbiega taki pies, rzuca się na płot... Po środku ulicy najlepiej chodzić, żeby nie mieć kontaktu z takim psem. Jeszcze ta cieknąca ślina z paszczy psów, wszystko ślinią bleee...

#zx5PY

Jestem w związku od 10 lat, po ślubie od 6, oboje przekroczyliśmy trzydziestkę. Kupiliśmy dom, dobrze zarabiamy, nic więc dziwnego, że obie nasze rodziny coraz częściej zadają TE pytania. Czyli kiedy dzieci. Słyszymy je przy każdym rodzinnym spotkaniu. Dlatego zdecydowaliśmy się w końcu im powiedzieć wprost, że nie możemy mieć dzieci. Próbowaliśmy, nic z tego nie wychodziło, poszliśmy do lekarza, zrobiliśmy badania i usłyszeliśmy werdykt. Wszyscy nam współczują, jest im przykro.
A prawda jest taka, że po prostu nie chcemy mieć dzieci. Wiedzieliśmy o tym od samego początku naszego związku i nic się przez te 10 lat nie zmieniło. Mamy inne potrzeby i priorytety, ja nie odczuwam instynktu macierzyńskiego i po prostu dzieci nie są nam potrzebne do szczęścia.

Mamy też dwa małe sekrety, o których nikt nie wie i nigdy się nie dowie.
Pierwszy, to że byłam już raz w ciąży i dokonałam aborcji. Podjęliśmy tę decyzję z moim, jeszcze wtedy, narzeczonym bez chwili wahania. Mieszkamy w kraju, w którym jest to nie tylko legalne, ale i darmowe. Żadnych problemów, żadnych pytań, żadnych powikłań. Po wszystkim ogromna ulga i łzy szczęścia.
Drugi sekret, to że zaraz po tym, mój partner zdecydował się na wazektomię. Nie chcieliśmy więcej wpadek tego typu (bo owszem, to była wpadka, używaliśmy antykoncepcji, ale najwidoczniej zawiodła), jesteśmy pewni, że nigdy nie będziemy chcieli mieć dzieci, więc to również nie była trudna decyzja.
 
Nasze rodziny są bardzo religijne i konserwatywne, z trudem zaakceptowali to, że zamieszkaliśmy ze sobą przed ślubem, więc nie ma opcji, by zrozumieli, że nie chcemy dzieci. Przynajmniej przestali w końcu dopytywać. W ogóle unikają tego tematu jak ognia, po powiedzieliśmy im, że jest on dla nas bardzo bolesny.
Marzy mi się, by ta polska mentalność kiedyś się zmieniła. By ludzie zrozumieli, że nie każdy chce mieć dzieci.
 
Nie będę prawić morałów obrońcom "życia poczętego", bo wiem, że to i tak bez sensu. W zamian i wy oszczędźcie sobie prawienia morałów mi, bo to tak samo bez sensu.
Po prostu żyjmy w zgodzie ze sobą i nie wymagajmy od nich, by się do nas dostosowali, a świat będzie piękniejszy.

#n8isI

Zostałem oskarżony przez sąsiadów o demoralizację ich dzieci i w ogóle o niemoralne zachowanie. Chodzi o to, że chodzę sobie nago po podwórku. Po własnym podwórku, zaznaczam. Przyznaję, że jestem naturystą i regularnie jeżdżę na plaże nudystów. Do tej pory mieszkałem w bloku i swoje zamiłowanie do nagości mogłem realizować tylko na takich plażach oraz we własnym mieszkaniu. Jednak kiedy 2 lata temu zamknięto nas w przymusowych lockdownach, to mało nie zwariowałem w czterech ścianach i postanowiłem kupić dom z podwórkiem. I kupiłem. Pierwsze co zrobiłem po wprowadzeniu się do nowej posesji, to nasadziłem mnóstwo tui dookoła ogrodzenia, aby odizolować się od wzroku sąsiadów. Kupiłem od razu większe tuje, ale i tak odczekałem cały rok, aby się przyjęły, podrosły i w miarę zagęściły. Naturalnie po jednym roku nie są one jakoś szczególnie wysokie ani super szczelne, jednak żeby mnie podglądać, trzeba sobie zadać trud, aby wyszukać w nich luki. Czasem słyszałem zza tej zieleni śmichy-chichy dzieciaków sąsiada, ale nie reagowałem. Nie mój cyrk, nie moje małpy, myślałem sobie. Od wychowania dzieci są rodzice, a nie ja. Ja mam swoją córkę i na pewno nie wychowuję jej na podglądaczkę. Żona podziela moje poglądy naturystyczne, ale jeszcze nie odważyła się chodzić całkiem nago po podwórku. Córka to samo. Obie uważają, że może jeszcze za wcześnie. Okej, nie zmuszam nikogo. Dla mnie gęstość zieleni jest w miarę okej, więc już teraz sobie chodzę boso i nago. Lubię czuć pod stopami trawkę (nie betonuję podwórka jak niektórzy). Natomiast sąsiad miał czelność naskoczyć na mnie, że demoralizuję jego dzieciaki, choć to one same ŚWIADOMIE mnie podglądają. Mało tego, zarzucił mi, że widać całe moje podwórko z okna ich łazienki. Czyli z NIELEGALNEGO okna. Otóż on ma okienka łazienkowe wychodzące wprost na moją stronę. Tymczasem przypisy budowlane mówią o minimum 4 metrach odległości od granicy posesji, aby takie okienko mogło powstać. On nie ma nawet jednego metra, bo jego ściana przebiega dokładnie wzdłuż granicy. Skoro on mi robi złośliwości, to i ja pojechałem do urzędu spytać, jak to jest z tymi jego okienkami. Niestety, pani urzędniczka rozłożyła bezradnie ręce i stwierdziła, że te okienka są tu od 20 lat i poprzedniemu właścicielowi nie przeszkadzały, więc zostały niejako zalegalizowane. Czujecie klimat? Sąsiad wbrew prawu budowlanemu zrobił sobie okienka na moją stronę, a teraz ma pretensje, że z tych okienek widać moją stronę... Bezczelność niesamowita. Jeszcze skarży na mnie na policję i po urzędach. Przyjechał do nas radiowóz, ale skończyło się na pogadaniu i zaraz odjechali. 
I teraz moje pytanie do Was. Czy mogę się spodziewać jakichś konsekwencji prawnych, jeśli chodzę nago po własnym, ogrodzonym terenie? Dla mnie to chore.

#1FeSJ

Czy mój mąż naprawdę tak mnie nienawidzi i się mnie brzydzi, że nawet gdy śpi, nie pozwoli mi się dotknąć? Szczerze mam naprawdę dość, ja rozumiem wszystko, ale nie jestem wstanie tego zrozumieć. Urodziłam mu pięcioro dzieci i nigdy nie było jakiegokolwiek problemu z naszymi relacjami łóżkowymi, a teraz kochamy się raz w miesiącu. Powiedzmy, że się kochamy; zrobi co swoje i tyle mojej miłości. Gdy tylko zacznę rozmowę na ten temat, to słyszę: „Co ty za głupoty gadasz?” i szczerze mam dość. Każdy potrzebuje jakiejś czułości. Dodam jeszcze, że jesteśmy razem prawie od 20 lat razem i było wszystko prawie dobrze – jak w każdym związku, zdarzały się wzloty i upadki, ale nigdy nie było aż tak źle.

#BqnnL

Jestem nudystą. To nie znaczy, że rozbieram się gdziekolwiek, tylko w wyznaczonym miejscu, jak np. plaże nudystów. To właśnie o nich będzie historia. 
Nieraz widziałem, jak ludzie przychodzą tam całymi rodzinami, przeważnie są to rodzice z małymi dziećmi, które czasem na zwykłych plażach też nago biegają. Nikt nie zwraca na to uwagi, a przynajmniej nie zauważyłem. Czasem jednak zdarzają się rodziny z nastolatkami, którzy widać, że są tu na siłę ciągnięci przez rodziców. Widać, że są zawstydzeni i starają się zasłaniać to i owo, co przyciąga uwagę innych, przez co oni są bardziej zawstydzeni i koło się zamyka. 
Raz obok mnie rozłożyła się taka rodzinka, a że było to za granicą, to gdy usłyszałem polski język, chciałem już rozpocząć rozmowę, gdyby nie to, co usłyszałem. Pani tłumaczyła synowi, żeby nie zasłaniał się, nie z jakiegoś normalnego powodu, typu że to taka plaża i wszyscy są nago, tylko mówiła mu, że ma ładne to i tamto i nie musi nic zasłaniać. Nie wyobrażam sobie nawet co tamten dzieciak musiał czuć, gdy naga matka chwaliła jego przyrodzenie, a obok siedział ojciec i miał w to wywalone.

#dwsbQ

Jechałem ostatnio pociągiem do domu na święta. Mieszkam 500 km dalej, więc podróż zajmuje całą noc.

A więc wsiadłem sobie w pociąg, po pierwszym obchodzie konduktora poszedłem spać. Koło 2.00-3.00 w nocy przyszła pani konduktor i woła "bilety do kontroli".
Spałem, nie usłyszałem, więc mnie szturchnęła. Odpowiedziałem jej "jeszcze 5 minut...". I zamknąłem oczy dalej. Po jej śmiechu sen odszedł mi nagle i w życiu nie zerwałem się tak szybko.

Później mieliśmy opóźnienie i poszedłem zapytać, dlaczego stoimy już 40 min, i gdy mnie tylko zobaczyła, zaczęła się szczerze uśmiechać...
Dodaj anonimowe wyznanie