Zostałem oskarżony przez sąsiadów o demoralizację ich dzieci i w ogóle o niemoralne zachowanie. Chodzi o to, że chodzę sobie nago po podwórku. Po własnym podwórku, zaznaczam. Przyznaję, że jestem naturystą i regularnie jeżdżę na plaże nudystów. Do tej pory mieszkałem w bloku i swoje zamiłowanie do nagości mogłem realizować tylko na takich plażach oraz we własnym mieszkaniu. Jednak kiedy 2 lata temu zamknięto nas w przymusowych lockdownach, to mało nie zwariowałem w czterech ścianach i postanowiłem kupić dom z podwórkiem. I kupiłem. Pierwsze co zrobiłem po wprowadzeniu się do nowej posesji, to nasadziłem mnóstwo tui dookoła ogrodzenia, aby odizolować się od wzroku sąsiadów. Kupiłem od razu większe tuje, ale i tak odczekałem cały rok, aby się przyjęły, podrosły i w miarę zagęściły. Naturalnie po jednym roku nie są one jakoś szczególnie wysokie ani super szczelne, jednak żeby mnie podglądać, trzeba sobie zadać trud, aby wyszukać w nich luki. Czasem słyszałem zza tej zieleni śmichy-chichy dzieciaków sąsiada, ale nie reagowałem. Nie mój cyrk, nie moje małpy, myślałem sobie. Od wychowania dzieci są rodzice, a nie ja. Ja mam swoją córkę i na pewno nie wychowuję jej na podglądaczkę. Żona podziela moje poglądy naturystyczne, ale jeszcze nie odważyła się chodzić całkiem nago po podwórku. Córka to samo. Obie uważają, że może jeszcze za wcześnie. Okej, nie zmuszam nikogo. Dla mnie gęstość zieleni jest w miarę okej, więc już teraz sobie chodzę boso i nago. Lubię czuć pod stopami trawkę (nie betonuję podwórka jak niektórzy). Natomiast sąsiad miał czelność naskoczyć na mnie, że demoralizuję jego dzieciaki, choć to one same ŚWIADOMIE mnie podglądają. Mało tego, zarzucił mi, że widać całe moje podwórko z okna ich łazienki. Czyli z NIELEGALNEGO okna. Otóż on ma okienka łazienkowe wychodzące wprost na moją stronę. Tymczasem przypisy budowlane mówią o minimum 4 metrach odległości od granicy posesji, aby takie okienko mogło powstać. On nie ma nawet jednego metra, bo jego ściana przebiega dokładnie wzdłuż granicy. Skoro on mi robi złośliwości, to i ja pojechałem do urzędu spytać, jak to jest z tymi jego okienkami. Niestety, pani urzędniczka rozłożyła bezradnie ręce i stwierdziła, że te okienka są tu od 20 lat i poprzedniemu właścicielowi nie przeszkadzały, więc zostały niejako zalegalizowane. Czujecie klimat? Sąsiad wbrew prawu budowlanemu zrobił sobie okienka na moją stronę, a teraz ma pretensje, że z tych okienek widać moją stronę... Bezczelność niesamowita. Jeszcze skarży na mnie na policję i po urzędach. Przyjechał do nas radiowóz, ale skończyło się na pogadaniu i zaraz odjechali.
I teraz moje pytanie do Was. Czy mogę się spodziewać jakichś konsekwencji prawnych, jeśli chodzę nago po własnym, ogrodzonym terenie? Dla mnie to chore.
Dodaj anonimowe wyznanie
Po pierwsze nie pytaj na anonimowych tylko prawnika. Opinię prawną w necie kupisz za kilkadziesiąt złotych.
Skoro było cię stać na dom kupiony ad hoc to i na to cię stać.
Dlatego wątpię,żeby to wyznanie było prawdziwe.
Jeżeli dobrze pamiętam, jest coś takiego jak oddziaływanie poza teren swojej nieruchomości.
Np. nawet jeżeli jesteś właścicielem mieszkania, którego wielkie okno wychodzi na ulicę i przedszkole obok, to nie znaczy, że możesz w nim, bez zakrycia okien, uprawiać np. seksu z żoną.
Skoro dzieciaki sąsiada Cię widzą, to twoje zachowanie oddziałuje poza teren twojej nieruchomości.
A co do okna sąsiada. To, że teraz jest takie prawo, to nie znaczy, że było, jak dom powstawał.
"Na obszar oddziaływania obiektu mają wpływ nie tylko zagospodarowanie przestrzenne terenu, lecz także:
zagospodarowanie zanieczyszczenia powietrza lub wody;
hałas;
drgania;
zakłócenia elektryczne;
ograniczenie korzystania z wody, łączności albo kanalizacji."
No i chyba właśnie odpowiedziałeś/as autorowi
No właśnie nie, odpowiedziałam Tobie. Kwestie hałasu czy zanieczyszczeń, co wymusza pewien dystans od innych domostw nie wpadają do tej samej kategorii, co chodzenie nago po własnym ogródku porośniętym tujami
Nie umiem podać źródła, ale ten przykład o oknem wychodzącym na przestrzeń publiczna i seksem z żoną pochodzi z jakiejś analizy prawniczej. Fakt, raczej nie jest to związane z prawem budowlanym.
Przepisy dotyczace otworow w scianach oraz odleglosci pomiedzy budynkami maja swoje zrodlo przede w wszystkim w przepisach przeciwpozarowych. Upraszczajac, idzie o to aby utrudnic przechodzenie pozaru z jednego budynku na drugi. To dosc twarde i jednoznaczne przepisy, wiec moze mozna cos osiagnac idac w tym kierunku.
Jest to jednak mocno ryzykowne. Co będzie jak dostaniesz wzwodu na widok nieletniej córki bez ubrania? To nie plaża naturystów i nie schowasz go w piasek jak struś.
Dzieciaki mają głupie pomysły a ty swoim zachowaniem przyciągasz ich uwagę. I nic dziwnego że twoja żona i córka wolą być ubrane
Konsekwencji prawnych może nie, ale jakoś dziwnie bym się czuł z tym, że sąsiad mi podgląda żonę i córkę, jak chodzą po ogrodzie nago.
Nie mam nic przeciwko naturyzmowi. Choć sam nie praktykuje. Ale z sauny korzystam nago, więc raczej z tym problemu nie mam. I tylko w tych, gdzie nagość jest wskazana i są ku temu odpowiednie warunki. Oczywiście masz prawo do "swojej posesji" możesz też donieść na sąsiada do Nadzoru, ale w tym wypadku urzędniczka miała rację. Natomiast nie bądź do końca taki pewny siebie, bo jest jeszcze takie pojęcie jak: "zasady życia społecznego", na którym możesz się w razie czego nieźle przejechać.
"Żona podziela moje poglądy naturystyczne [...]. Córka to samo." - widzę, że cała rodzina zboczeńców...
Co tu zboczonego w akceptacji własnego ciała?
Akceptacja a eksponowanie nagości przed innymi (czyli zmuszanie niejako do akceptacji też innych, bez pytania o zdanie) to jednak różnica.
Ale przecież on nie eksponuje przed innymi! Pozasłaniał się na ile mógł. To sąsiad powinien zasłonić okno (skoro już je nielegalnie posiada), a dzieci oduczyć podglądania przez gęsty płot sąsiada.
Niech sobie lata na golasa po własnej chałupie, skoro już musi, ale nie w miejscach, gdzie chociażby przypadkowo mogą go zobaczyć inni. Jest to zwyczajnie niesmaczne, mówiąc delikatnie.
Dobija mnie podejście do nagości w Polsce, komentarze typu 'zbok', 'porąbana rodzinka' i tym podobne. Kościół i pruderia zryły społeczeństwu mózgi. Jeśli sąsiad będzie siedział w łazience i się masturbował do niepełnoletniej córki autora, to jaki to jest problem dla autora? Nie odpowiadamy za to, co robią inni ludzie i o większości tych rzeczy nie wiemy. Ja mam w kamienicy duże okna, chodzę po mieszkaniu nago (nie przyklejam się do szyb) i uważam, że jeśli ktoś mnie podgląda, to to jest jego problem, a nie mój. Mam się siebie wstydzić we własnym domu? Równie dobrze ktoś mógłby mi zrobić zdjęcie na ulicy i się do niego masturbować - totalnie nie mam na to wpływu, a ludzie są różni i dziwni. To na zasadzie - nie noś drogiego zegarka bo Cię okradną 0_o
Zastanawiam się czy to wyznanie jest prawdziwe czy ktoś ma wybitne poczucie humoru..
art. 140 kw, wybryk nieobyczajny- kto publicznie dopuszcza się nieobyczajnego wybryku, podlega karze aresztu (od 5 do 30 dni), ograniczenia wolności (1 miesiąc), grzywny od 20 zł do 1500 złotych albo karze nagany.
Stanie na balkonie nagości jest nieobyczajnym wybrykiem, ale stanie na balkonie z zasłoniętą balustradą kiedy sąsiad Cie zobaczy w sposob nienaturalny i doniesie to on się dopuszcza podglądania
Mam nadzieję, że możesz. Są jakieś granice przyzwoitości.