Jestem 31-letnią kobietą od 5 lat w małżeństwie. Małżeństwie z kierowcą tira. Męża nie ma w tygodniu, na weekendy wraca do domu. Mamy 2-letniego synka, wybudowany dom i dwa pieski. Piękna historia rodzinna, co nie? Ja pracuję zawodowo, do pracy dojeżdżam ponad godzinę, zarabiam całkiem nieźle. I tutaj zaczynają się schody...
Męża nie ma, ze wszystkim jestem sama. Sama wychowuję dziecko, sama ogarniam dom, podwórko, opłaty, zwierzęta... On przyjeżdża w piątki lub soboty, rzuci swoje szmaty do prania i albo chleje ze znajomymi w warsztacie, albo sam w domu. Nie mówię, sama też lubię się pobawić... ale nie do takiego stanu. I jak zacznie w piątek, tak od rana w sobotę klin... Ja w tym czasie piorę, prasuję, robię mu zakupy oraz jedzenie na następny tydzień pracy. Przy jego piciu zawsze są jakieś straty, zawsze jakieś szkody, bo tak się nachleje, że coś rozwali. Rozmowy kończą się na niczym – bo on w tygodniu nie pije, więc nie jest alkoholikiem. Niedziela w łóżku, bo zbyt źle się czuje, żeby gdzieś wyjść, a musi wytrzeźwieć, żeby móc ruszyć dalej w trasę... Godzina 18 – wyjeżdża. Kiedy rozmawiamy przez telefon i wspominam weekend, to przeważnie słyszę, że teraz to jak zawsze wypominam i szukam problemu na siłę, chcę się kłócić.
Ja mam już chyba dość... Z jednej strony kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego, z drugiej marzę, żeby to pierdolnąć i w końcu być szczęśliwa. Żeby z kimś dzielić to życie, a nie komuś usługiwać.
Wieczorem orientujesz się, że ktoś przykleił na tył samochodu nalepkę Cracovii.
Rano przypominasz sobie, że mieszkasz na terenie Wisły.
Dziękuję „kibicom”...
Znacie to uczucie, kiedy nauczyciel pokazuje waszą pracę jako przykład?
Czujesz wtedy taką dumę z samego siebie...
Kiedyś nauczycielka pokazała mój zeszyt jako przykład jak nie prowadzić zeszytu.
Chciałam zapaść się pod ziemię, nie polecam.
Całe życie słyszałam od matki, jak bardzo zmarnowałam jej życie, wiele razy mówiła, że chciała aborcji, jednak państwo tego zabraniało. Nigdy nie usłyszałam od niej, że mnie kocha, nigdy nie powiedziała, że jest ze mnie dumna. Zawsze dla matki byłam debilką jak mój ojciec. Lała mnie pasem i nie musiała mieć do tego powodu.
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, usłyszałam od niej, że muszę usunąć, bo dziecko zmarnuje mi życie, tak jak ja zmarnowałam jej. Nawet przez chwilę o tym nie pomyślałam. Gdybym chciała usunąć, zrobiłabym to bez problemu, ponieważ wiem, jak to jest być tym niechcianym dzieckiem. Chciałam mieć kogoś, kto będzie mnie kochać, kim się zaopiekuję i dam miłość, jakiej nigdy ja nie dostałam. Komu stworzę normalny dom, a nie piekło. Urodziłam zdrową córkę.
Mimo wielu lat terapii u psychologa żałuję, że moja matka mnie urodziła. Nie potrafię funkcjonować w życiu, ciągle mam poczucie, że robię za mało dla córki, że ją źle wychowuję, mam niskie poczucie wartości, nie potrafię skupić się na niczym, skoczyłam szkołę zawodową, bo matka wmówiła mi, że jestem zbyt głupia na technikum, a co dopiero na liceum. Jestem po kilkunastu próbach, zażywam leki na depresję. Myślę, że matka ułatwiłaby mi i zaoszczędziła ran psychicznych oraz fizycznych, dokonując aborcji. Wiem, że powinnam dziękować za życie, jednak nie potrafię. Obecnie radzę sobie psychicznie dzięki zerwaniu kontaktów z matką, jednak nie potrafię zapomnieć o tym, co ona mi robiła.
Czy u was w szkole też brakuje papieru toaletowego? U mnie nigdy go nie było, a ostatnio dowiedziałam się dlaczego. Podczas lekcji wyszłam do łazienki za potrzebą, wtedy zobaczyłam, że sprzątaczka Mirka chowała papier toaletowy do reklamówki! Później zabrała ją do domu. Toż to skandal...
Jako student dorabiałem sobie w zakładzie pogrzebowym wujka. To, co tam się wyrabiało, przechodzi ludzkie pojęcie.
W pomieszczeniach niedostępnych dla rodzin klientów było radio CB nastawione na częstotliwości pogotowia. Zawsze kiedy było wezwanie do poważnych wypadków, karawan pędził za karetką. Kiedyś zdarzył się bardzo poważny wypadek, a ja akurat jechałem z wujkiem samochodem osobowym. Pracownik zadzwonił do wujka z informacją. Istotne jest to, że stacja pogotowia jest niedaleko zakładu. Wujek jak tylko wyczaił karetkę, to ją wyprzedził. Potem dość umiejętnie jechał tak, że spowodował korek na wąskiej trasie. Po pewnym czasie udał, że auto się zepsuło i stanął niemal w poprzek drogi. Karetka spóźniła się do wypadku. Wujas zarobił na tym korku lekko ponad 10 000 zł. W wypadku zginęła siostra mojej dziewczyny...
Najgorsze jest tak, że pracownicy zakładu często jadą w taki sposób, aby karetka nie zdążyła.
Powiedziałem dziś chłopakowi, w którym kocham się od dłuższego czasu, że mi się podoba. Dzisiaj też się dowiedziałem, że on nie jest gejem. Nasz wspólny znajomy po prostu stwierdził, że śmiesznie będzie zrobić mi psikusa te dwa lata temu, utrzymywać mnie w stanie beznadziejnego zakochania i przez cały ten czas nie naprostować sprawy.
Siedzę sobie w autobusie w drodze do pracy. Mijamy kilka przystanków, a na jednym z nich wsiada mężczyzna z chłopcem, który ma nogę i rękę w gipsie, dziecko nie mogło mieć więcej niż 11-12 lat. Usiedli, ojciec wziął syna na kolana. Na kolejnym przystanku wsiadła starsza pani i stanęła koło faceta i chłopca. Wszystkie miejsca były już zajęte. I zaczęło się sapanie, przestępowanie z nogi na nogę i patrzenie z wyrzutem na chłopczyka... I nagle padło: „Jak to tak można, nie ustąpić miejsca, teraz to ta młodzież taka niewychowana”... Na to domniemany ojciec mówi, że chłopak ma przecież nogę w gipsie, jak ma stać? I bach, iskra zapalna. „Ja to jestem starszą osobą, kręgosłup mnie boli, nie widzi pan, że zakupy niosę?”. I rozpoczęła się kłótnia... W końcu kierowca zwrócił pani uwagę, że jak się nie uspokoi, to zaraz wysiądzie.
Najlepsze, że pani wysiadła trzy przystanki od wejścia do autobusu... I co, warto było się kłócić? Żal mi tych kamiennych serc starszych ludzi.
Pracuję na stoisku jubilerskim. Przychodzi babka i wydziera się, że żąda reklamacji. Pytam się, o co chodzi, a ona: „To wasza wina! Sprzedajecie buble! I to pewnie przez zepsute zapięcie!”. Ponownie pytam, co się stało. I słucham abstrakcyjnego powodu do zwrotu pieniędzy: „Pewnie przez zepsute zapięcie go zgubiłam! Bo po zakupach zorientowałam się, że nie mam kolczyka i pewnie w przymierzalni go straciłam!”.
Klientka żądała rozpatrzenia reklamacji pod kierunkiem dania jej nowej pary lub zwrotu pieniędzy. I nieważne jest to, że nosiła je przez trzy miesiące (liczę od daty zakupu) i wszystko było dobrze...
Śmiać mi się chciało, ale reklamację spisałam. Jak widać, niektórzy uważają, że wszystko im się należy, a wszystko złe to nie ich wina.
Jestem ignorantką historyczną — może to moja wina, ale nawet jeśli tak, to nie wyłącznie moja. Trafiałam zawsze na takich nauczycieli historii, u których wystarczyło oddać zeszyt czy wykuć daty na pamięć, żeby mieć 5. Dlatego dziś nie mam pojęcia o większości wydarzeń historycznych, w szczególności dotyczących Polski — mam wrażenie, że bardziej nam wpajano rewolucję francuską i bitwę pod Termopilami. Za to nie wiem, kim są żołnierze wyklęci, kim był Gomułka i na czym tak naprawdę polegała komuna. Stwierdziłam, że jakoś to po prostu nadrobię, ale nie mam pojęcia jak — podręczniki są do luftu, z filmów dowiem się szczątkowych informacji... Od dłuższego czasu próbuję się wszystkiego nauczyć, ale mam takie luki, że nie jestem w stanie tego ogarnąć...
No ale jakby ktoś pytał o bogów greckich albo przyczyny rewolucji amerykańskiej tudzież bostońskie picie herbaty, to znam to akurat doskonale...
Dodaj anonimowe wyznanie