#XNhSl

Razem z grupą znajomych pojechaliśmy za północną granicę na dwutygodniowy trekking. Mój partner, z którym niezbyt mi się układa, został w Polsce, bo nie lubi takiej formy odpoczynku. W grupie było również kilku facetów, których wcześniej nie znałam, a z jednym z nich złapałam świetny kontakt. Dawno już tak dobrze nie rozmawiało mi się z żadnym mężczyzną. Już na początku znajomości powiedzieliśmy sobie, że mamy partnerów i w formie żartu ustaliśmy, że żadnego romansu nie będzie. Jednak z dnia na dzień sytuacja się zmieniła. Szukaliśmy swoich spojrzeń, które zdecydowanie przestały być koleżeńskie, szukaliśmy chociaż minuty, żeby być sami i wymienić parę zdań (zawsze rozmawialiśmy na „widoku” albo w grupie), zaczęliśmy flirtować. Trzy dni przed końcem wyjazdu wstałam w nocy do toalety i akurat się na niego natknęłam. I wystarczyło spojrzenie. Zaczęliśmy się całować. Trwało to może z minutę, bo obydwoje uświadomiliśmy sobie, że nie możemy zabrnąć za daleko. Uciekliśmy do swoich pokoi. Resztę trekkingu staraliśmy się unikać. Przy pożegnaniu się przytuliliśmy i życzyliśmy sobie powodzenia w życiu. Serce mi pękło.

Minęło klika miesięcy. Dalej jestem ze swoim partnerem. Dalej nam się nie układa, ale mamy wspólne zobowiązania, więc trwamy w tym beznadziejnym związku. A ja dalej tęsknię za moim trekkingowym kolegą i przed snem wyobrażam sobie, co by było „gdyby”. Ale nie mam odwagi tego sprawdzić.

#oC3Sl

Nie mogę powiedzieć mojemu chłopakowi, że kiedyś zostałam wykorzystana...

Rok temu była taka akcja na obozie, gdzie ogarnęło mnie alko i pewien chłopak zmusił mnie do seksu oralnego. Byłam wtedy poza kontrolą, nie wiedziałam co się dzieje, na pewno na to nie zgodziłam się świadomie. Po powrocie z obozu cała historia została podrasowana na to, że to ja celowo "puściłam się" i w miejscowości, gdzie mieszkam, zyskałam reputację łatwizny.

#nOQup

Wiecie czym charakteryzują się kraje latynoamerykańskie? Totalnym chaosem, anarchią i generalnym rozpierdzielem na każdym kroku. Z jednej strony jest to piękne - taki brak formalności i absolutnie olewcze podejście obywateli do wszystkiego, z drugiej - to prawdziwy koszmar dla turysty.
Małe lotnisko w Boliwii. Samolot miał być podstawiony pod bramkę numer 1. Oczywiście maszyny ani widu, ani słychu. Ruszam więc na poszukiwania kogoś, kto będzie mi w stanie udzielić jakiejś informacji. Znajduję miłą panią z biura informacji, która bardzo miło tłumaczy mi, że nie ma pojęcia, gdzie samolot jest i że miło jej, że mogła mi pomóc. No, kierwa, bardzo miło... Lotnisko jest niewielkie, więc biegam, pytam, desperacko domagam się wyjaśnienia mi, gdzie znajduje się cholerny, opóźniony pojazd, którym miałem lecieć do La Paz!
W końcu ktoś o bystrości większej niż skórka od melona wskazuje mi bramkę numer 4. W ostatniej chwili wpadam do samolotu, spocony jak gwiazda porno po dwunastogodzinnym maratonie murzyńskiego gang-bangu. Siadam wygodnie, wyciągam gazetę. Drzwi właśnie są zamykane, a z głośników słychać głos stewarda:
"Najmocniej przepraszamy za zmianę bramki oraz nieplanowane opóźnienie. Mamy nadzieję, że nie przysporzyło to państwu kłopotów. Znajdują się państwo na pokładzie samolotu lecącego do La Paz. W imieniu całej załogi życzę państwu miłej podró..."
W tym momencie, drzwi kabiny z hukiem otworzyły się, a z środka wybiegł czerwony jak dojrzała czereśnia pilot. Biegnąc do drzwi, nerwowo machając swoim podręcznym bagażem krzyknął:
- Kur#a! Nie ten samolot!
Wylot do boliwijskiej stolicy opóźnił się o kolejną godzinę...

#wx3lW

Mam pewną przypadłość, która wydaje mi się że jest dość niespotykana, choć pewnie do pozazdroszczenia przez wielu rodaków. Mianowicie po tym, gdy wleję w siebie więcej niż kilka dobrych piw lub butelkę mocniejszego trunku, wracam do domu i idę do łóżka, wydawałoby się, zmęczony po ciężkim wieczorze. Normalnie, co nie? No nie do końca, gdyż po kilku (3-4) godzinach budzę się jak nowo narodzony, super wyspany i gotowy do działania na cały dzień.

Jako studentowi, ta przypadłość ratuje mi życie i w moim wypadku mogę szczerze powiedzieć znaną frazę – piwo to moje paliwo :D

#N1vLO

Lata temu wybrałam się z moją klasą na "zieloną szkołę". Była to chyba 2 klasa podstawówki, dokładnie nie pamiętam. Ostatniego dnia wycieczki nasza pani zabrała nas do parku rozrywki. Jedną z głównych atrakcji były ogromne klatki z małpkami. Przewodniczka pouczyła nas, abyśmy niczego nie przystawiali do klatek, ponieważ te małpki no... za przyjazne nie są :} Jednak jak się domyślacie, do wszystkich to nie dotarło.

Mój jakże inteligentny kolega hmmm... inaczej to zinterpretował? Wyciągnął małą teczuszkę, w której miał legitymację, pieniądze oraz małe pamiątki. No i macha swym dobytkiem przed nosem tej biednej małpki. Wymachuje, wymachuje, coś tam pokrzykiwał, śmiejąc się. Małpka śledziła go uważnie, bez jakiegokolwiek ruchu siedząc przy kracie. Nagle jednym celnie wymierzonym ruchem... HYC i teczuszka była jej. Cała grupa zamarła. Małpa patrzyła na nas, a my na nią. Nie spuszczając z nas oczu, otworzyła teczkę (mogę przysiąc, że uśmiechała się szyderczo!!!). Wyciągnęła pamiątki, wysypała pieniądze, ale jej uwagę przykuła legitymacja. Wyjęła ją, obejrzała i wyciągnęła z oprawki. Nikt nawet nie drgnął, kolega z przerażeniem patrzył na zwierzątko, nie mógł nic zrobić. Małpa przyjrzała się legitymacji i nagle z dzikim wrzaskiem PRZEDARŁA ją na pół! Cała klasa w ryk. Nauczycielka nie była gorsza, przez łzy śmiechu próbowała uspokoić zapłakanego kolegę. To było NAJLEPSZE, co widziałam w życiu! Małpa zaginająca wrednego chłopca. BEZCENNE!
Uprzedzając pytania, chłopaka to nic nie nauczyło, nadal był chamski.
Małpo wiedz, że cie KOCHAM <3

PS Kolega odzyskał to co zabrała mu małpa, a tej małej ślicznotce nic się nie stało :)

#DXWNH

To dla mnie mega ciężkie, ale jestem większa niż bym chciała i nie przepadam za swoim wyglądem. Wiem, że mogę schudnąć, ale to jest dla mnie przeraźliwie trudne. Nie mogę sobie darować, że nie potrafiłam znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, by zadbać o swoją sylwetkę. 


Nie mogę zaakceptować swojego nosa i krzywej przegrody nosowej. Zanim uda mi się zgromadzić wystarczająco dużo środków na operację, minie sporo czasu. Nie mogę zaakceptować też pieprzyków na twarzy, które wyglądają komicznie i są w dziwnych miejscach, rzucając się w oczy.

Mam 21 lat i nie czuję, że jestem atrakcyjna, nie mam tego czegoś, co mają inne dziewczyny. Walczę z zaburzeniami hormonalnymi i hirsutyzmem, który zjada mi wszelkie poczucie własnej wartości. Mam ciemne, długie włosy na brzuchu, które nawet po goleniu nie znikają całkowicie i nie wyglądają estetycznie.

Zazdroszczę innym dziewczynom ich piękna, jestem sfrustrowana tą niesprawiedliwością życia, które wydaje mi się tak nieuczciwe.

#GpCvT

Czasami chciałbym być pieskiem.
Często chcę po prostu tak jak stoję stanąć na cztery kończyny, polatać sobie po polu, pobiegać za piłką czy patykiem, aportować, pogryźć gumową kość czy szczekać na przechodniów (jednak wstyd powstrzymuje mnie przed zrobieniem tego).
Po prostu mam chęć poczuć się wolny jak pies. Odciąć się od zgiełku i szybkości życia, a pohasać sobie jako ten wdzięczny przyjaciel ludzi.
Generalnie bardzo mnie ciągnie do życia psa, jednakże wstydzę się bardzo tych myśli i chęci. Bardzo źle się z tym czuję i musiałem się gdzieś wygadać, ale wiem, że dla innych to pewnie będzie bardzo zabawne. Czasami sam się śmieję ze swojej głupoty.

#UrBDe

To dla mnie ostro wstydliwe, ale nie potrafię ogarniać swoich emocji. Nie chodzi o to, że zbyt gwałtownie reaguję, ale raczej o to, że czuję, jakbym ich nie miał. Przez wszystkie sytuacje, które przeszłem, moje emocje jakoś wyparowały. Trochę jakbym zapomniał, jak to jest płakać. Teraz, nawet gdy czuję, że chciałbym się rozpłakać, po prostu nie mogę. Czuję, jak coś mnie blokuje.

Gniew jest jedyną rzeczą, która czasami wydostaje się na zewnątrz. Mogę się uśmiechnąć, ale nie jestem szczęśliwy. Marzę o tym, żeby znaleźć kogoś, kto pomoże mi przebić tę ścianę, która mi wewnętrznie blokuje. Chciałbym znaleźć dziewczynę, która da mi tę empatię i czułość, które nigdy nie doświadczyłem. Chciałbym wtulić się w nią, wiedzieć, że wszystko jest dobrze, że w końcu osiągnąłem to, czego pragnąłem, czyli możliwość kochania i bycia kochanym.

Ostatnio miałem wizytę u psychologa. Po dwugodzinnej sesji usłyszałem, co mówiła do mojej mamy. Wyszło coś w stylu, że jestem zamknięty i że nie da mi się pomóc. A dla mnie to dziwne, bo naprawdę starałem się być otwarty, mówić wszystko, co mogłem i co powinienem powiedzieć.

Na serio, chciałbym po prostu być szczęśliwy.

#CgcvE

Strasznie ciężko mi z tym, ale jestem uzależniony od narkotyków. Dopiero po pięciu latach zdobyłem tyle samowiedzy, aby spojrzeć na to jako na problem, który trzeba zająć. Już miałem za sobą zapaść i kilka przedawkowań, ale na dobrą sprawę, dopiero łzy mojej mamy otworzyły mi oczy na fakt, że muszę z tym zerwać.

Rzeczywiście, jest już trochę lepiej, mam większą kontrolę nad tym i staram się tak dysponować swoimi pieniędzmi, żeby za miesiąc udało mi się pójść na terapię uzależnień. Mimo wszystko, siedzi we mnie potężny wstyd.
Dodaj anonimowe wyznanie