#VI1zJ

Chomik. Powiecie, że to tylko zwierzątko, które możecie zastąpić nowym chomikiem. Otóż dla mnie nie. Jakiś rok temu doznałam uszczerbku na zdrowiu, który wykluczył mnie z uprawiania swojego ulubionego sportu. Dwa miesiące spędziłam w łóżku, leżąc, nie mogąc ruszać się z domu. I właśnie chomik sprawił, że cały ten czas trzymałam się jakoś na duchu. To on pokazywał mi, że warto wstawać codziennie i cieszyć się z każdego dnia. Niestety jakiś czas temu dowiedziałam się, że jest poważnie chory. Każdy z moich „znajomych” śmiał się i mówił teksty typu: „To tylko chomik, jak zdechnie, to kupisz sobie nowego”. Ale nie dla mnie. Dla mnie to był przyjaciel, dla którego nie oszczędzałam pieniędzy na jego zdrowie. Byłam gotowa wydać fortunę na to, żeby doprowadzić go do pełni zdrowia. Niestety... Dzisiaj nadszedł trudny moment, kiedy musiałam go uśpić. Miał złośliwy nowotwór... Jest mi cholernie ciężko i nie potrafię się pozbierać po śmierci tego małego zwierzątka.

#oy1Tr

Całą podstawówkę miałam dobre oceny z historii, a to tylko dlatego, że siedziałam w pierwszej ławce twarzą przed nauczycielem. Nauczyciel zawsze wyłapywał kto ściąga, ale mi jako jedynej zawsze się upiekło i nie zostałam złapana nigdy, chociaż ściągałam na prawie każdym sprawdzianie.
Jaki był mój myk? Otóż ściągi chowałam do piórnika, a piórnik leżąc na krańcu ławki, był „zadaszony” jakieś 7-8 cm przez wystające biurko nauczyciela, dodatkowo nauczyciel zawsze kładł swoją torbę w ten sposób, że nie widział tego, co dzieje się na moim stoliku. Dlatego widział całą klasę oprócz mnie, a że był leniwy i chodzić mu się nie chciało, to ułatwiał mi sprawę :)

#Y3MlB

Jakiś czas temu postanowiłem zrobić sobie dłuższy spacer. Wracając, zauważyłem sarnę, która biegła przez pole i kierowała się na ulicę wprost pod nadjeżdżający samochód. Coś mnie tknęło – krzyknąłem, a sarna znieruchomiała tuż przed ulicą. Samochód przejechał, sarna chwilę się na mnie pogapiła, po czym zawróciła i wróciła na pole. Pomyślałem, że oszukała przeznaczenie.

Nie oszukała. Następnego dnia w tym samym miejscu potrącił ją mój wujek, który postanowił nas odwiedzić.

#ymORX

Wreszcie mogłem pozwolić sobie na chwilę samotności. Wolna chata na cały weekend. Jako że ostatnio słabo u mnie ze związkami, to miałem ogromne ciśnienie tętniące w nogawce. Postanowiłem więc sobie nieco ulżyć. Laptop, jeden z porno-tjubów, chusteczki i do dzieła.
W pewnym momencie mojej podniosłej czynności, kątem oka zobaczyłem coś czerwonego wyraźnie widocznego na moim penisie. Przeraziłem się i pierwszą myślą, jaka mi do łba przyszła, była śmiertelna choroba weneryczna, która w ciągu kilku tygodni zakończy mój młody żywot…

Na szczęście mogę spać spokojnie. Tajemnicze zaczerwienienie nie było żadną krostą, wykwitem ropnym, ani nawet obtarciem, tylko… światełkiem laserka, którym bawił się jakiś nudzący się posiadacz lornetki z wieżowca oddalonego od mojego mieszkania o jakieś 200 metrów! Problem w tym, że nie mam pojęcia, kto to był i teraz za każdym razem, gdy ktoś mi się przygląda, to mam wrażenie, że to właśnie osoba od tego pieprzonego laserka.
A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać do bunkra?

#yetn2

W czasach kiedy każdy szuka oszczędności, bardzo modnym sposobem podróżowania jest szukanie przez Facebooka czy BlaBlaCar transportu (lub pasażerów, którzy dorzucą do paliwa).
Jako że mieszkam za granicą, dość często zabieraliśmy pasażerów i jak dotąd nigdy nie było z tym problemu. Do wczoraj.

Na fejsbukowej grupie wystawiliśmy ogłoszenie, że dnia tego i tego jedziemy, są 2 miejsca wolne. W poście było wyraźnie zaznaczone, że dzieci nie są mile widziane ze względu na długość trasy (ponad 1000 km), a także sporą ilość naszego bagażu. Dziecko=częste postoje na siusiu, wózek i tak dalej.
Napisała do nas pewna pani A i zarezerwowała 2 miejsca. Termin i jedziemy.

Okazało się, że pasażerką jest Matka Polka z na oko 4-letnią córką. Nie byliśmy zadowoleni, ale żal mi się zrobiło kobiety, głupio było ich tak zostawić. I się zaczęło...

1. Pani A miała ze sobą spory wózek, fotelik, 2 walizki i torbę z jedzeniem. Jakoś to upchnęliśmy kosztem przeniesienia części naszych rzeczy pod moje nogi w przodzie. Okej, jedziemy.
2. Córka, jak to połowa dzieciaków, bardzo źle znosiła jazdę. Pierwszy postój po 25 min. Matka nie miała dla niej absolutnie nic, nawet awaryjnego woreczka. Tabletki jej nie da, bo nie będzie dzieciaka narkotykami truła.
3. Mała całą drogę wierciła się, jak to dzieci. Matka nie miała najmniejszego zamiaru choćby zwrócić na nią uwagi, przez godzinę opowiadałam jej bajki, aż zasnęła. Matka w tym czasie nie podnosiła wzroku z ekranu telefonu.
4. Po 2 kolejnych godzinach był wielki foch i obraza majestatu, bo kazaliśmy jej pilnować małej, bo cały czas odpinała pasy. Jej zdaniem za bezpieczeństwo pasażerów odpowiada kierowca (sic!).
5. Kolejna obraza, bo mój mąż nie pozwolił jeść kanapek z nutellą w aucie (ciekawy wybór przy chorobie lokomocyjnej).
6. Najlepsze na koniec.
Pora płacenia. Umowa była, że płaci po 150 zł od osoby. Autobus na tej samej trasie bierze 200+. Oczywiście pani za małą nie zapłaci, bo przecież to dziecko, nic nie waży itd. Tłumaczyliśmy już naprawdę nieźle wkurzeni, że zarezerwowała dwa miejsca, mieliśmy innych chętnych i wyraźnie było napisane, że nie życzymy sobie dzieci. W końcu zaczęła nas straszyć policją, bo przecież zabranie pasażerów to przestępstwo i my się na tym wzbogacamy.

Serio, żal mi małej.
A jak dla mnie to był ostatni raz, kiedy zgodziłam się zabrać w podróż kobietę z dzieckiem.

#h5TMB

Jestem młodą osobą, w oczach wielu osób tutaj jeszcze dzieciakiem, jednak potrzebuję w końcu wyrzucić z siebie pewne rzeczy. Otóż jestem uczennicą liceum i pewnie nie jest to nic odkrywczego, ale jest ciężko. Góra zadań domowych z dnia na dzień, sprawdzian pogania sprawdzian i oczywiście jeszcze kartkówki i odpytywania. Nauki jest mnóstwo, tutaj ten przeklęty HiT, a potem jeszcze fizyka, edb, biologia i polski. Samą biologię rozszerzam, jednak szczerze, nawet nie wiem jak się jej uczyć. Są to tematy, do których trzeba przysiąść, a ja nie mam na to czasu, bo poza tym mam jeszcze milion innych rzeczy tego typu. Do szkoły jeżdżę wcześnie rano przez dojazdy, a wracam najwcześniej o 16 i po prostu nie mam czasu na nic. W dodatku nie mam z kim na ten temat pogadać, bo według wszystkich zmarnowałam sobie życie idąc do liceum zamiast technikum i to moja wina (gdzie w technikum wcale nie jest lepiej i dobrze to wiem). Już nie pamiętam, jak to jest odczuwać szczęście. Dzięki szkole moje niepicie energetyków odeszło w zapomnienie, bo inaczej nie funkcjonuję. Smutne, ale niestety realne, jestem osobą przejmującą się ocenami i z wymagającymi rodzicami, nie umiem inaczej, ale powoli już nie daję rady.

#lAMNT

Historia miała miejsce kilka sporych lat temu, jeszcze w liceum. Przerwy w tym czasie spędzałem ze swoją ówczesną dziewczyną. Zawsze w miarę możliwości szukaliśmy ciszy i spokoju, między innymi dlatego, że jedna z nauczycielek miała ogromny problem z tym, że stoję za blisko swojej dziewczyny. Jakoś tak wyszło, że cała szkoła ogólnie kojarzyła nas jako parę, chociaż od większości nauczycieli słyszałem, że wyglądamy słodko, tak jak kiedyś pary w naszym wieku wyglądały itp. Staliśmy więc na półpiętrze, w miejscu gdzie zazwyczaj mało ludzi przebywa. Moja dziewczyna miała wtedy akurat gorszy dzień. Kiedy spytałem się jej, gdzie ma zajęcia (nie chodziliśmy do jednej klasy), wskazała pobliskie pomieszczenie i powiedziała, że chyba tam, ale nie jest tego pewna, bo: „Nas tam nie ma”. Spytałem się, o co jej konkretnie chodzi, a mój problem z czytaniem w jej myślach wywołał u niej mały wybuch. Zamiast wytłumaczyć, że pod wskazaną salą nie ma jej klasy, zaczęła powtarzać bardziej niż podniesionym głosem: „Nie ma nas! Nie ma! Nie rozumiesz? NIE. MA. NAS!”. Traf chciał, że akurat przechodziła obok nas nauczycielka, która uczyła moją lubą. Miałem z nią tylko jedne zajęcia w ramach zastępstwa, była to nauczycielka, której metody wychowawcze, krótko mówiąc, opierały się na ustawianiu uczniów do pionu, kategorycznej ciszy i tego typu sprawach. Jednak wyszło na to, że jej twardość podczas zajęć była tylko metodą nauczania. Słysząc, jak moja dziewczyna niemalże krzycząc powtarza: „Nie ma nas! Nie ma!”, nauczycielka musiała uznać, że trafiła na najgorszy możliwy moment w związku – zerwanie. Zrobiła przerażoną minę, jakby chciała zapaść się pod ziemię, przygarbiła się i po cichutku wróciła skąd przyszła.
Zachowanie nauczycielki sprawiło, że zacząłem się śmiać, co tylko jeszcze bardziej rozeźliło moją dziewczynę. Dopiero gdy wytłumaczyłem jej co takiego przeoczyła, jej złość ustąpiła zakłopotaniu zmieszanemu z rozbawieniem.

Jak widać, nauczycielki prowadzące zajęcia silną ręką bywają bardziej wrażliwe, niż mogłoby się wydawać :)

#eYzDE

Zdradza mnie facet. Jego obecna kochanka jest kilkanaście lat młodsza ode mnie. Nie mogę nic z tym zrobić, nie mogę odejść, bo jestem od niego całkowicie zależna. Sama się nie utrzymam, nic nie potrafię, nigdy nie pracowałam. On już się z tym nawet zbytnio nie kryje, śmieje mi się w twarz, nocując poza domem, znikaniem na całe weekendy czy pachnąc damskimi perfumami. Odmawiałam mu współżycia, to przestał zostawiać mi pieniądze na życie i dochodziło do dramatu, że sprzedawałam buty na Olx, żeby mieć na tampony, albo prosiłam dziecko o 200 zł. Codziennie wieczorem muszę być w domu, żeby podać mu pod nos ciepły posiłek, mam czekać ze śniadaniem, dbać o dom i to wszystko z wiedzą, że on mnie zdradza. Jak nie podobają mi się takie warunki, to mam się wynosić. 
Dałam z siebie zrobić niewolnicę. Jestem prawie 40-letnią kobietą uzależnioną od faceta. Piszę to ze łzami w oczach i naprawdę nie wiem co dalej.

#jBeV7

Od zawsze wszyscy chwalą moje pełne usta i zgrabne nogi. Padło już wiele tekstów na podryw, które wychwalały te części ciała. Niejeden raz ktoś mówi, jak ja cudownie wyglądam (przesadzone i to gruuubo) i jakie mam chude nóżki i pełne malinowe usteczka. Jaki więc problem? JESTEM FACETEM.
Już dwa razy w życiu miałem chorą akcję z tym związaną. Raz podrywał mnie chłopak mojej siostry, który proponował mi „skok w bok” bez wiedzy siostry.
Drugi raz był zdecydowanie bardziej... dziwny?
Jakiś projektant zaproponował mi, abym w spódniczce i szpilkach zareklamował jego najnowsze rajstopy (były niewidoczne, a na kolanach i łydkach były takie czarne rysunki imitujące rozległe rany). Zdjęcie moich nóg miałoby być na okładce rajstop (jestem ciekaw, kto to w ogóle kupi).

Chcę przytyć lub przynajmniej mieć szersze łydki, ale zwiększenie posiłków nie daje oczekiwanych efektów.
Siostra powiedziała mi ostatnio, że biodra mi się ładnie zaokrągliły...

#IO4QT

Dużo się uczę, co za tym idzie większość czasu spędzam w książkach i coraz słabiej widzę. Funduszy też nie mam zbyt wiele, więc kupno okularów odkładam na potem. Nie jest to jednak temat mojego wyznania.
Rano wyszłam z domu do sklepu, zaspana i rozczochrana.
Idę ładnym chodnikiem – po lewej trawka, po prawej trawka. Ptaszki śpiewają. W oddali na tej trawce dostrzegam jednego ptaszka –  Ojej! Jaki biedny ptaszek! Dostał kamieniem i ten go przygniótł. Czym prędzej biegnę uratować biedne stworzenie. Kucnęłam przy miejscu tej okropnej zbrodni, zdejmuję kamień z rzekomego ptaszka, ale ten wcale nie zaczyna się poruszać. Wiem, co zrobię! Niedaleko jest weterynarz, więc wezmę tego ptaszka i tam go zaniosę! 
Już miałam brać go na ręce, ale coś mnie powstrzymało. Przyjrzałam się dokładniej owemu ptaszkowi i tylko to mnie uratowało. Rzekomy ptaszek był bardzo fantazyjnym psim klockiem, i to w różnych odcieniach brązu.
Chyba pora pójść do okulisty.
Dodaj anonimowe wyznanie