#znpYB
Przykładem jest wesele koleżanki, z którą kiedyś utrzymywałam przyjacielski kontakt, jestem zazdrosna o to, że ona jako pierwsza wyszła za mąż, a nie ja.
Kolejnym przykładem jest ciąża mojej kuzynki, też byłam zazdrosna o to, że ona ma śliczną zdrową córeczkę a nie ja.
Takich przykładów jest mnóstwo. Nie jestem mściwa, ale nie wiem jak walczyć z tą zazdrością. Ciągle chcę być najlepsza, najważniejsza. Nie wiem co mam robić, bo boję się, że ta zazdrość doprowadzi mnie do tego, że przestanę mieć znajomych.
Ty nie walcz z zazdrością tylko z niską smooceną bo to ona jest źródłem problemu.
Super, ze to widzisz. Zauwazenie problemu to pierwszy krok do zmiany;)
Współczuję Ci, musisz być bardzo nieszczęśliwa, mam nadzieję, że kiedyś w końcu uda Ci się poradzić z tą zazdrością. Kilka lat temu ja też bylam zazdrosna, ale nie aż w takim stopniu, postanowiłam to zmienić i jakoś mi się to udało. Teraz szczerze cieszę się ze szczęścia osób wokół mnie i życzę im jak najlepiej.
to jest bardzo duży problem wielu osób, którego druga część społeczeństwa nie widzi. bo bardzo dobrze jest zdawać sobie sprawę ze swojego problemu, ale do rozwiązania go jest długa droga. ja też zmagam się z czymś takim, zazdrością i złością na wszystkich i wszystko. niemniej niezmiernie życzę ci powodzenia w przezwyciężaniu tego, Autorko!
Może warto udać się z tym do psychologa?
Ja z kolei mam jakiś "syndrom starszej siostry" jak to nazywam. Zawsze muszę być najbardziej ogarnięta, zorganizowana, odważna, muszę umieć wszystko załatwić, ugotować, bo całe życie musiałam być przykładem. A jak mi coś nie wychodzi to albo płaczę, albo udaje że wcale to nie ja i dopiero płaczę. Też strasznie zazdroszczę jak coś komuś wychodzi, bo mi często się nie udaje, a przecież jestem najstarsza to powinno wszystko być idealnie
Kurczę, współczuję ci. Ja zaczęłam tak zawistnie zazdrościć i cieszyć się, jak komuś to coś nie wyszło, kiedy mi życie rozwalało się po kawałku. Teraz jest nieco lepiej i zauważam, że szczęście innych jest mi 'co najmniej' obojętne i nie cieszę się z cudzego nieszczęścia.
Ale jednak jest to po prostu ludzka rzecz i o ile nie robisz nikomu krzywdy, to twoje myśli są tylko twoje. Mi zrobiło się też lepiej, jak przestałam z tym walczyć i po prostu źle myślałam o innych, przeklinałam ich i życzyłam im źle. Dużo szybciej mi wtedy przechodziło. Jestem pewna, że i u ciebie to minie, jak trochę popracujesz nad poczuciem własnej wartości.
Moja piękna siostra zawsze miała grono usłużnych facetów wokół siebie. Ja zawsze byłam ta brzydką, głupią siostrą (nawet rodzina tak uważała). Na wesela ona albo przychodziła z kimś, albo sama i zawsze na weselach sobie kogoś poznawała. Ja wiecznie sama.
Moja piękna siostra od chyba sześciu lat nie ma nikogo. To jej wybór, ale i gronko usłużnych facetów się znacznie skurczyło, bo już nie jest taka piękna. A mnie aż duma rozpiera, ze teraz to ja jestem tą ładną, że to ja mam powodzenie i mogę odtrącać zalotników. Od 4 lat jestem w szczęśliwym związku zawodowym tancerzem- wysportowanym dwumetrowym typem z 6pakiem na brzuchu. Co lepsze chłopak nie jest pustakiem, a moja rodzina go uwielbia. Przykro mi, że siostrze się nie układa, bo fajnie byłoby razem popierdalać z wózeczkami przez miasto na plac zabaw, ale jednocześnie czuję taką parszywą satysfakcję, ze nie dość, ze teraz to ja jestem tą lepszą, to jeszcze mój chłopak wygląda tysiąc razy lepiej niż najprzystojniejszy z jej byłych.
Wiem co czujesz. Nic Ci nie doradzę, ale chciałam też się wygadać.
Kompleksów nie mam, mam jedynie niewyleczony ból o to, że kiedyś wszyscy mieli mnie za tę gorszą, brzydzszą itd. Mam też tę trującą satysfakcję, że siostra przechodzi obecnie przez to, przez co ja przechodziłam całe życie. Właściwie gdyby nasi najbliżsi nie porównywali nas ciągle, nie wytworzyliby we mnie za dzieciaka tej potrzeby zawodniczenia z siostrą i udowodnienia im, że też jestem coś warta. Kiedyś miałam przez to ogromne problemy z samoakceptacją, dziś kocham siebie i dlatego udało mi się poderwać mojego Ukochanego. Jedyne co uwiera, to fakt, że cieszę się z tego, że moja siostra pierwszy raz przegrała i że (odruchowo) w ogóle rozpatruję to w kategoriach: wygrana/przegrana.
Jakbyś ta energię i czas, który zabiera Ci zazdrość poświęciła na coś konstruktywnego to może byś w końcu była w czymś najlepsza
Pod pierwszym akapitem mogłabym się podpisać, dokładnie tak samo opisałabym swoją sytuację. NIKT nie wie, że jestem zazdrosna o tego typu rzeczy, nigdy tego nie pokazuję to i tłumaczyłam sobie, że to nie jest wielki problem. Po przeczytaniu Twojego wyznania uświadomiłam sobie, że jednak nie mam racji i to duży problem. Jeśli znajdziesz sposób na wyjście z tego to proszę, podziel się nim.