#Cpcfc
Dostałam dziś podczas spowiedzi długi wywód od księdza, że jak to nie mam dzieci, że muszę się modlić o dziecko itp., itd. Bardzo to przeżywam, bo dziecko jest moim największym marzeniem. Chwilę później do konfesjonału podszedł mój mąż, powiedział, co musiał i tyle. Nie miał żadnych kazań, docinków, nic! Tak jakby to była moja wina, że, do cholery, nie mam dziecka!
Co najlepsze, nie jest to pierwszorazowa taka sytuacja.
Chyba znowu przestanę chodzić do kościoła.
Kościół traktuje kobiety jak kilkaset lat temu. Tam nie ma równouprawnienia. Jak para nie ma dzieci to winna jest kobieta.
Tak samo w niektórych środowiskach za winnego uważany zawsze jest facet i jest ta propaganda o "pozytywnej dyskryminacji", a nie ma czegoś takiego jak pozytywna dyskryminacja bo żadna nie jest dobra, lewa strona wcale nie jest lepsza od prawej i dlatego żadnej nie popieram
Myślę, że pan An0n trochę mówi o zupełnie innej sytuacji tylko po to, żeby na siłę zrobić z tego symetryzm.
Zapewne chodzi Panu o sytuację, gdy gdzieś zatrudniani są tylko mężczyźni, więc jakoś się niby pomaga paniom, żeby to wyrównać. Czyli nie robi się niczego, żeby nagle panie miały lepiej, tylko żeby miały prawie normalnie. Ale zamiast nauczyć ludzi "kobieta to też człowiek" to się robi "dostaniesz dodatek jak do niepełnosprawnego, bo kobieta to problem". Ale ludzie jak widzą, że gdzieś są zatrudniani tylko panowie to powiedzą "bo mężczyźni są lepsi", ale jak ktoś zatrudni chociaż jedną panią to "pewnie feministki kazały zatrudnić". Więc jakiekolwiek traktowanie kobiet prawie jak ludzi uznają za jakieś specjalne przywileje. Bo po prostu uznają, że tylko panowie się naprawdę nadają, a panie na pewno nie, więc wszystko co mają to przywileje, na które nie zasługują. Ale denerwowanie się o jakieś "dodatki za zatrudnienie kobiet", gdy kobiety są uznawane za gorszy rodzaj człowieka i ma to jakoś wyrównać szanse to tak jakby się denerwować o podjazd dla niepełnosprawnych, wiedząc, że bez niego niepełnosprawny nigdzie nie wejdzie, bo nikt z własnej woli mu nie pomoże. Po prostu tak długo jak rynek pracy liczy ludzi na zasadzie "najlepszy jest mężczyzna, potem niepełnosprawny mężczyzna, kobieta może jeszcze ujdzie, ale niepełnosprawnych kobiet nie zatrudnimy" to wszystko wygląda jak wygląda. Po prostu tak długo jak ludzie uznają zatrudnienie kobiety za większy problem niż zatrudnianie niepełnosprawnych, tak długo będą takie dodatki jak za zatrudnienie niepełnosprawnych, żeby jakoś im "zadośćuczynić" za ten wielki kłopot, jakim jest po prostu zatrudnienie człowieka.
Więc właśnie, jest różnica między dyskryminacją, a próbą wyrównania. Ale istotnie ta próba jest przeprowadzona źle, bo nie pokazuje kobiet jako ludzi tylko po postu daje coś w zamian za "kłopot", nadal podkreślając jakim to problemem są te kobiety.
Co do dyskryminacji, to wiesz ile panów zostaje przedszkolankami lub nianiami? Nawet ja jak sobie pomyślę, że miałabym zatrudnić nianię- mężczyznę to mam opór, mimo że mam wspaniałego męża i wiem że często był bardziej kreatywny w zabawie z dziećmi (które już zdecydowanie nie potrzebują opiekunki).
Pozytywna dyskryminacja to dalej dyskryminacja, niezależnie od kierunku. Zgadzam się z Postacią że kościół zatrzymał się w miejscu i pewnie dlatego tak bardzo traci "klientów". Nie wiem co by musiało się zmienić byśmy zaczęli patrzeć na siebie na wzajem jak na ludzi, a na pracowników pod kontem tylko ich kompetencji. Niestety nasze mózgi lubią schematy.
Zgadzam się, że czasem mężczyźni są dyskryminowani. Ale raczej nie w Kościele, a to o nim mowa.
Ostatnio sporo siedzę na FB, bo mi się nudzi. I jestem wręcz bombardowana treściami "kobieta pracuje i zajmuje się domem, to 2 etaty. A facet po pracy odpoczywa". Straszna propaganda. Żeby związki rozwalić, czy jak? Rozumiem, że kobiety chcą być doceniane za swoją pracę. Ja też chcę, "siedząc" w domu z dziećmi. Ale dlaczego umniejszać przy tym mężczyznom? Kobieta ma prawo do frustracji... A mężczyzna nie? Jak wraca z pracy, żona w domu, dzieci w przedszkolu, a obiadu nie ma, bo ona "ma prawo do odpoczynku"?
Jesteśmy ludźmi i powinniśmy się traktować jak ludzi, a nie przez pryzmat płci lub stereotypów. Jak kobieta chce pracować w kopalni - niech pracuje. Jak mężczyzna chce niańczyć dzieci - niech to robi.
A ci najbardziej antykościelni traktują kobiecą ciążę za największy ciężar dla świata, chyba że jest to ciąża stworzona za 40 000 zł podatników, wtedy jest wspaniała i cudowna. ;)
@Samozycie, a gdzie mogę te statystyki znaleźć? Czy po prostu weszłaś w defensywę, bo ktoś, w sumie słusznie, mówi coś niewygodnego dla ciebie?
Nie rozumiem żadnej kobiety która chodzi do instytucji, która uznaje kobiety podludzi. A prowadzenie dzieci do kościoła świadczy dla mnie o totalnym braku refleksji nad tym co się robi. Polecam przemyśleć czy rzeczywiście potrzebujesz typa w sukience, który Cię nie szanuje do nawiązania więzi z Bogiem.
Geje też noszą sukienki. :)
SamoZycie skąd Ty się urwałaś? Gej to mężczyzna odczuwający pociąg do drugiego mężczyzny. Mężczyzna czujący satysfakcję z noszenia damskich ubrań to transwestyta.
Czemu nie zmienisz spowiednika? Nawet jeśli mieszkasz w małej parafii z jednym księdzem, to przecież raz w miesiącu można się przejechać gdzieś dalej, do sensownego duchownego.
A co do traktowania kobiet w Kościele jako „podludzi”, to chyba dawno nie byliście. Posłuchajcie sobie ks. Pawlukiewicza. Od wielu lat na tapecie jest temat kryzysu męskości.
Też chodzę do kościoła i dziwią mnie komentarze, wyznania. Nie wiem, czy ja jakimś cudem mam normalną parafię, czy jakąś ściemę próbują niektórzy uskuteczniać.. bo każdy z osobna ksiądz, który mnie spowiadał, traktował z szacunkiem i zrozumieniem. Na kazaniach ani słowa umniejszania kobietom, właśnie częściej podkreślanie ważności.
Tak to jest, ja dałam sobie z tym spokój w wieku 15 lat. Ksiądz w konfesjonale zwyzywał mnie od dziwek bo powiedziałam mu że byłam już w łóżku z dwoma chłopakami
Księża pochodzączęsto ze Wschodu Polski z małych wsi i niestety tak się tam często myśli...
W kwestii płodności i zastępowalności pokoleń wszyscy uwzięli się na te biedne kobiety. Kobiety wolą wygodne życie, kobiety nie chcą mieć dzieci, kobiety nie dbają o zdrowie, kobiety wolą karierę. Do *uja, do tanga trzeba dwojga! Nie od dziś wiadomo, że w kobietach pragnienie rodzicielskie ogólnie jest dużo silniejsze. Czy się trochę zmniejszyło, czy zwiększyło, raczej wszystkie chcemy te dzieci. To czemu wszyscy się na nas uwzięli? Może by ktoś wreszcie zbadał temat, nie pod tezę, ale tak serio, wnikliwie. I nie „czemu kobiety nie chcą już rodzić” tylko „czemu rodzi się mniej dzieci? Czy ludzie nie chcą, nie mogą, boją się, jakie grupy społeczne wcześniej rodziły a teraz nie” itp
Rodzi się mniej dzieci, ponieważ starsze pokolenie nie chce mieszkać z młodszym i zajmować się wnukami. Chłopaki od 18 roku życia jakoś nie biegają za dziewczynami z pierścionkami, ponieważ inne dziewczyny sprzedały swój wizerunek na strony ,,p".