#nG6n2

Nie mam dziewczyny (nigdy nie miałem), nie staram się specjalnie, żeby takową mieć (chłopaka też nie, chociaż by mi to nie przeszkadzało). Mam pracę, mieszkam sam, jestem pod trzydziestkę, nie jestem zakompleksionym nastolatkiem mieszkającym z rodzicami, który ma na wszystko czas. Do żony i dzieci mnie nie ciągnie. Mam jakieś tam życie towarzyskie (na stopie koleżeńskiej), więc nie jestem raczej socjopatą. Preferuję spotkania w małym gronie, z osobami, które znam przynajmniej od pewnego czasu, nie głośne imprezy co tydzień. Akceptuję samego siebie i do terapeuty się nie wybieram, a na siłę nikogo szukać nie będę. 
Ot, anonimowe wyznanie chłopaka, jakich pewnie wiele na tym świecie.

#1pItr

10 lat temu byłam na stażu. Już na samym początku pracownicy raczyli mnie opowieściami o facecie, który powiesił się w tym miejscu. Jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia. Chodziłam tylko i wyłącznie na nocki. Ekipa była fajna i zgrana. Nie kryła się z tym, że na nockach jest spokój i można uciąć sobie drzemkę. Wszyscy korzystali z tego przywileju, tylko nie ja, bo przecież nie wypada spać w nocy. Co będzie, jeżeli mnie ktoś mnie nakryje?

Po trzech czy czterech miesiącach i siódmej nocce z rzędu postanowiłam się położyć na kanapie. Zmęczenie i niedobór snu wzięły górę. Przykryłam się kocem i odpłynęłam... Kiedy się przebudziłam, było jeszcze ciemno. Z moim ciałem działo się coś dziwnego. Całe drżało, jak przy padaczce. Trwało to zaledwie kilka sekund. Moja pierwsza myśl była taka, że ktoś się do mnie dobiera. Wstałam, przeszłam się po korytarzu, cisza, spokój, żywego ducha nie widać. Nigdy więcej się to nie wydarzyło. Czasem zastanawiam się, co to było? Na samą myśl o tym mam ciarki na ciele...

#ZTJVh

Podczas wczorajszej wieczornej rozmowy mój ukochany wyznał mi, że chciałby pod naszym domem stworzyć wielkie podziemia, w których każdy z naszych potomków (i my) byłby po śmierci przetrzymywany w dużym szklanym naczyniu wypełnionym formaliną.
Na pytanie dlaczego, dostałam odpowiedź: „Bo to takie faaajne”.

Szykuje się rodzinna galeria ciał...

I tak go kocham. ;)

#pvLRx

Postanowiłam, że opiszę co „ciekawsze” zachowania teściowej względem swojej rodziny (głównie mojego męża).

Teściowa skończyła podstawówkę. Nigdy nie uważała, że potrzebne jej jakiekolwiek wyższe wykształcenie. Pomimo iż nie była tak wychowywana, to wyznawała zasadę „po co mam pracować, jak wyjdę za bogatego mężczyznę”. Trafił jej się ślepo zakochany górnik. Złoty człowiek, który został moim zdaniem strasznie wyniszczony tą miłością.

„Mamusia” pracowała czasami. Ogółem „zawód: żona górnika”. Częściej jednak siedziała z papieroskiem w ręku przy stole, wymieniając się plotkami z koleżankami. Potem teść zmarł. Wypadek na kopalni. Odszkodowania, renty. Nagle stała się kimś ważnym, miała pieniądze, mówiła o tym. Szkoda tylko, że jej dzieci mało co z tych pieniędzy zobaczyły.

Mąż ma starszego brata i młodszą siostrę. Brat dorabiał, gdzie się dało, byleby zebrać pieniądze na studia, byleby kupić rodzeństwu jakieś nowe ubrania, słodycze. Mało tego: sprzątał i gotował. Nie dostawał od matki nic, bo ta twierdziła, że jest zbyt przesiąknięty wpływami ojca, który nie umiał wychowywać dzieci. Podobnie mówiła o moim mężu. A jego siostra w oczach matki była za mała, żeby zaprzątać sobie głowę zbędnymi na nią wydatkami.

Gdy brat męża wyjechał za granicę, żeby zarobić, zaczęło się piekło. Teściowa zaczęła stosować przemoc. I fizyczną, i psychiczną. Jako że miała nadzieję wychować córkę na drugą siebie, to wszystko skupiało się na biednym synu. Dostawał za to, że nie wyszedł ze swojego pokoju przywitać się, gdy jej koleżanki przychodziły na kawę. Dostawał za zbyt długie jedzenie obiadu. Dostał raz nawet za to, że zapisał się na zajęcia dodatkowe w szkole.

W wieku 18 lat (dokładnie 5 dni po urodzinach) mąż dostał zapakowane w reklamówkę swoje ubrania i informację, że ma się wynieść, bo teściowa nie chce darmozjada w domu.

Jego siostra 3 lata później wyprowadziła się sama. Próbowała utrzymywać kontakt z matką, chciała ją zrozumieć. Odpuściła, gdy usłyszała od niej, że nie jest mile widzianym gościem, ponieważ utrzymuje również kontakt ze swoim rodzeństwem, a to przecież zdrada. „Kochana” mamusia dodała też, że nie mają co liczyć na spadek, bo wszystko dostanie jej koleżanka Ewunia. Bo Ewunia jako jedyna ją rozumie. Szkoda tylko, że ich przyjaźń polega głównie na tym, że piją razem kawę, a potem plotkują z innymi ludźmi o sobie nawzajem.

Chodzą jednak słuchy, że w ostatnich latach spadek miały otrzymać na zmianę i Ewunia, i Basia, i Grażynka. Widać, że teściowa jest bardzo niezdecydowana.

#xdLLs

Kiedy miałam jakieś osiem lat, moja kuzynka przerabiała w szkole Narnię. Jako że miałyśmy dosyć bliski kontakt, to miałam okazję do słuchania jej narzekań na tę powieść niemal bez przerwy. Jako ambitna i chętna do nauki dziewczynka stwierdziłam, że skoro ta lektura jest tak beznadziejna, to wypada przeczytać ją dwa razy, a przecież jak mi ją zadadzą, to nie będę mieć tyle czasu! Poza tym marzył mi się podziw w oczach nauczycielki po usłyszeniu, jaką ma wybitną uczennicę. Od razu więc wzięłam się za czytanie i tak oto przepadłam. Już po jakimś czasie miałam wręcz obsesję na punkcie Narnii, ubłagałam nawet rodziców, aby mojej siostrze dać na imię Łucja. Co prawda jakoś specjalnie nie pokazywałam swej obsesji, ale zawsze kiedy przechodziłam obok jakiejś szafy, czułam dreszczyk emocji.

Jakoś dwa lata później przypomniałam sobie o czymś wręcz niezwykłym. Pominęłam jedną szafę w domu! Tę największą, w sypialni rodziców. Wiedziałam, że oni bardzo nie lubią, kiedy ktoś wchodzi do ich pokoju, więc powiedziałam im, że idę do koleżanki, po czym zakradłam się do szafy. Po dosłownie chwili przegrzebywania jej usłyszałam otwierane drzwi i zmarłam, słysząc również głosy rodziców. Zapewne niektórzy już się domyślają – byłam świadkiem ich igraszek. Przesiedziałam w szafie aż do końca.

Na tym mogłoby się skończyć to wyznanie. Mogłoby, ale tak się złożyło, że później jeszcze wielokrotnie wchodziłam do tej szafy z zamiarem podsłuchiwania odgłosów rodziców, a nawet kilka razy zdecydowałam się ich lekko podglądać.

Nie mam żadnej traumy, wręcz bym to powtórzyła.

#vZJDi

Na początku ubiegłego roku szkolnego byłam bardzo pilną uczennicą. Można powiedzieć, że dostałam olśnienia, motywacji i energii do nauki, bo w poprzednich latach byłam poniżej średniej. Zaskoczyłam tym wszystkich nauczycieli. Miałam nawet jedną szóstkę na koniec pierwszego semestru.

Niestety wszystko zaczęło się sypać pod koniec grudnia. Popadłam w depresję z powodu wielu czynników, takich jak brak zaakceptowania wśród rówieśników i rodziny. W styczniu dowiedziałam się, że u mojego taty – jedynej osoby, która mnie wspierała w trudnych chwilach, była ze mną mentalnie, chociaż oddalona o 100 kilometrów – wykryto guza w mózgu. Straciłam jakiekolwiek chęci do wszystkiego. Moje oceny spadły o połowę. Nauczycielka przedmiotu, z którego miałam celujący na semestr, zaczęła mnie gnębić, nawet nie pytając, co jest przyczyną mojej złej nauki. Na każdym kroku udowadniała mi, że jestem nikim. To tylko pogarszało moją sytuację. Wszystko zaczęło mnie przytłaczać, widziałam świat w najciemniejszych barwach, chodziłam przygnębiona i z zaczerwienionymi oczami od płaczu. Zauważyła to nauczycielka od matematyki, najostrzejsza w naszej szkole. Po skończonej lekcji kazała wszystkim opuścić salę, a mnie zatrzymała przy wyjściu. Zapytała, co się dzieje. Wiedziałam, że mogę jej zaufać. Popłakałam się, a matematyczka mnie przytuliła. Mogłam się wypłakać w jej objęciach. Powiedziałam jej wtedy o wszystkich moich problemach. O tym, że nie mam żadnego wsparcia, że wszyscy są przeciwko mnie, o sytuacji w domu. Wysłuchała mnie, każdego mojego słowa. Poczekała, aż się uspokoję. Wtedy powiedziała: „Gdy byłam w twoim wieku, dwa razy podjęłam próbę... Opamiętałam się w ostatniej chwili. Doszło do mnie, że mam dla kogo walczyć – dla mojego przyjaciela. Ty też walcz, a jak nie masz dla kogo, to walcz dla siebie”.
Podziękowałam jej i uciekłam z kilku ostatnich zajęć.

Tego dnia miałam ze sobą skończyć. Miałam wszystko przygotowane. Nie zrobiłam tego. Wszytko dzięki pani od matematyki.

Od tamtego czasu minęło pół roku. Od września chodzę do innej szkoły. Zostawiam za sobą demony przeszłości.

Pomoc nadchodzi w najbardziej nieoczekiwanej chwili. Wystarczy wyciągnąć ku niej dłoń.

PS. Mój tata pomyślnie przeszedł operację i znowu możemy wspólnie nienawidzić mojej popapranej rodziny :)
Dodaj anonimowe wyznanie