#uQChc

Moja przyjaciółka, a później też współlokatorka, odebrała sobie życie. Byłam osobą, którą ją znalazła w wynajmowanym domu. Do dzisiaj pamiętam pozycję, w jakiej leżała w łóżku, wyraz twarzy i chłód, kiedy próbowałam ją obudzić.
Nikt nie wie jednak, że znalazłam ją dwa razy.
Za pierwszym razem około 13 weszłam na chwilę do jej pokoju, ale myślałam, że śpi, dlatego wyszłam.
Drugi raz chwilę po 18 weszłam do jej pokoju i widząc ją w tej samej pozycji, od razu wiedziałam, co się stało.

Mimo że minęło 11 lat, wciąż mam w głowie tę głupią myśl, że gdybym była chociaż odrobinę bardziej uważna za pierwszym razem, to być może dziewczyna byłaby z nami do dzisiaj.

Do dzisiaj, kiedy widzę kogokolwiek śpiącego na plecach z uchylonymi ustami, od razu lekko go szturcham, aby sprawdzić, czy na pewno żyje i w jakikolwiek sposób zareaguje.
anonimowe6692 Odpowiedz

Może by żyła, a może nie. Gdyby przeżyła, może tydzień później znowu targnelaby się na swoje życie, skutecznie. A może postanowiłaby, że zamiast oddac swoje życie na darmo, wyszkoli się na skrytobójcę i sprzątnie ze świata Putina, Trumpa i Netanjahu. A może wyjechałaby charytatywnie pomagać dzieciom w Afryce i zmarła na malarię. A może dwa tygodnie później wsiadlaby do samochodu pijana i przejechała dziecko na pasach.

A może zwyczajnie czas się pogodzić z jej śmiercią i przestać gdybać, bo nigdzie Cię to nie zaprowadzi :) trzymaj się

Dodaj anonimowe wyznanie