#HZq7T

Mam 45 lat, jestem żoną i matką, moje dzieci są już dorosłe, wyjechały na studia. A ja zaczęłam niszczyć własne małżeństwo – z premedytacją. Mam jednocześnie poczucie winy, ale i pewność, że dłużej nie dam rady funkcjonować tak, jak funkcjonowałam. Przez lata dałam się wpasować w rolę mojej matki, czego zawsze chciałam uniknąć. Przez lata mąż zrzucał na mnie coraz więcej obowiązków i odpowiedzialności. A ja najpierw walczyłam, potem odpuściłam, bo nie miałam już siły. Kiedy urodziły się dzieci, ja o nie sama dbałam, bo on nie wie jak. Próbowałam go uczyć, aż w końcu dałam spokój, bo mijały miesiące, a uczenie kosztuje więcej energii niż zrobienie. Tak samo jak ja o wszystkim miałam pamiętać i organizować, bo on zapomni. Ja płacę rachunki, dbam o finanse, o pełną lodówkę, o sprzątanie itd. I pojawił się mój bunt. Kazałam mu ustawiać sobie przypomnienia i budzik w telefonie, żebym nie musiała ja przypominać i budzić go rano. 
Rozmawiałam z nim. Zaczęłam najpierw delegować więcej obowiązków. Potem uparcie ignorować pewne rzeczy, aż on zacznie narzekać, że niezrobione. A ja wtedy odpowiadałam, że np. nie widzę powodu, by zbierać jego brudną bieliznę po kątach. Były i są awantury, ale mam dość wysysania ze mnie życia, żeby on miał wszystko pod nos! Denerwuje mnie, że jak on wynosi śmieci, to ja mam mu przypomnieć i przygotować worki, a jak ja wynoszę, to mam zrobić to sobie sama. Jak go poproszę, to z marudzeniem przygotuje jeden worek i jest zdziwiony, jak pytam, czemu tylko jeden, bo on myślał, że ogarnę resztę sama. I mam dość, że nawet jak zauważył, że coś jest do zrobienia, to po prostu mi to oznajmia, że np. pranie jest do zrobienia. Albo jak już coś robi, to zostawia mi do dokończenia, bo on nie umie albo czegoś nie lubi. Na przykład wziął się za wycieranie kurzu w salonie. OK, ale wytrze z dwóch szafek i pyta, czy ja ogarnę resztę. Telewizora on nie, bo zapomniał, stołu nie, bo on nie lubi myć szkła, parapetu nie, bo tam stoją kwiatki (jego!), reszty szafek też nie, bo ja tam postawiłam ozdobę, a on nie będzie pod moimi szpargałami sprzątać. 
To nie jest tak, że chcę, żeby się domyślał. To lata ignorowania moich próśb. Jeszcze mu trochę przypominam, że ma lekarza itd., ale robię to raz, może dwa, a potem jak zapomni, to jego odpowiedzialność. 
Mąż jest obecnie bardzo nieszczęśliwy, mówi, że nie rozumie, po co zmieniam układ, który sprawdzał się przez lata. Chciałabym, żeby był szczęśliwy, ale ja też chcę. Mam dość, że ja swoje obowiązki kończyłam o 22, a on od 17 relaksuje się z pełnym żołądkiem. Córki cieszą się z tej zmiany. Mąż i teściowa są na razie mocno oburzeni. A ja mam wrażenie, że po raz pierwszy od 20 lat mam czas dla siebie. Zaczęłam ćwiczyć, chodzić na spacery, znalazłam hobby.
Duszka1 Odpowiedz

Z tego co widzę i słyszę coraz więcej par 40+ się rozchodzi i to właśnie z przyczyn, o których piszesz. Przypuszczam, że wynika to z tego, że Wasze pokolenie było najbardziej na rozkroku zmian kulturowych i społecznych. Z jednej strony panował przekaz, że kobieta w domu powinna sprzątać, gotować i zadbać o męża, z drugiej strony już zaczynało się mówić o tym, że facet też powinien umieć przewinąć malucha, uruchomić pralkę czy nie spalić koszuli przy prasowaniu. A że mężczyźni jednak wolniej akceptują tego rodzaju zmiany, to o ile Ty szybko byłaś gotowa przejść na inny model relacji, o tyle Twój mąż usilnie trzymał się starego.
Bo to nie jest tak, że on zapomina/nie może się nauczyć itd. Jeśli jest sprawny intelektualnie i fizycznie, to jak najbardziej wszystko było w zasięgu jego umiejętności. Po prostu nawykł, że Ty i tak to zrobisz za niego. A nawyki oparte na przekazywanych z pokolenia na pokolenie wzorcach zmienić jest najtrudniej.

Zadbaj w końcu o siebie. Na zrozumienie męża i teściowej obawiam się, że nie masz co liczyć, ale to w końcu też jest dorosły człowiek.

Odpowiedz

I nie mówię, że jest całkiem złym mężem, ale jestem zmęczona, że nasz przykładowy dzień wygląda w ten sposób, że on na przykład pójdzie odebrać list z poczty i wyrzuci przygotowane przeze mnie śmieci i jeszcze poględzi mi co jest do zrobienia przeze mnie, a moje popołudnie wygląda tak, że wstawię pranie, potem powieszę, wyprasuję poprzednie, już suche, gotuję obiad, potem kolację. W międzyczasie pozmywam, wyjdę z psem, posprzątam kotu kuwetę, zaceruję mężowi coś tam, bo mnie poprosił, posprzątam we wspólnej szafie, bo mąż narzeka, że znów „sie" zrób bałagan, przygotuję leki na następny dzień dla mnie i dla niego. A w tym wszystkim jeszcze chcę trochę zadbać o niego. Najgorsze są weekendy, gdy on śpi do 12 i nie dość, że ja wszystko robię wolniej, bo trzeba być cicho, to jeszcze ja sprzątam calutkie mieszkanie, podczas gdy on ogarnie jedno pomieszczenie. I to nie do końca, bo „wiesz, że ja tego nie umiem".

Zadbać o siebie, miało być.

Postac

Nieźle sobie dałaś wejść na głowę. Dobrze, że coś zmieniasz 🙂

tramwajowe Odpowiedz

Zaczęłaś od "świadomie niszczę małżeństwo". Zmien retorykę: chcę zmienić układ.
Zapisz wszystkie obowiązki, nawet drobne. Podziel i powiedz ze chcesz zadbac o swoje.
Ja mu sie nie dziwię, ze on narzeka. Dziwię sie, ze ustępujesz. Co siw stanie jak nie zetrzesz kurzu? Co sie stanie jak nie wyprasujesz? (Są rodziny gdzie sie nie używa żelazka latami!). Co sie stanie jak nie będzie obiadu?
Zajmij sie sobą, a jemu zostaw listę.

Jak nie zetrę kurzu, to on kłóci się ze mną, że jest syf. Jak nie uprasuję, to słyszę od teściowej, że jestem niewystarczająca. Jak nie zrobię jedzenia, to on będzie głodny i ja będę głodna.

A jak zostawię mu listę, to i tak nie będzie zrobione. Albo będzie robił jedna rzecz z listy cały dzień, albo zajmie się czymś innym, "ważniejszym", a potem będzie jęczał, że może mu pomogę, bo już późno, a tu nic nie zrobione.

Rumek

@Pani45 zostawiasz mu listy zadań, jak pracownikowi czy niewolnikowi? A on tobie też robi listy, czy to by była obraza majestatu?

tramwajowe

@Pani45 Rozumiem te argumenty. Tu nie chodzi o podział co robisz Ty, a co mąż. Chodzi o jego oczekiwania. No i sposób komunikacji, oznaczanie Ciebie tym. Mimo wszystko nazwa "świadomie niszczę małżeństwo" obarcza Ciebie winą. "Chcę zmienić układ" jest lepszą nazwą tego co robisz. Daje wybór Twojemu mężowi, daje Wam obojgu odpowiedzialność. Uklad nie jest na zawsze. Można go zmienić. To daje Ci sprawczość, decyzję. A nie winę!

tramwajowe

"obarczanie" mialo byc, nie oznaczanie.

Frog Odpowiedz

"mówi, że nie rozumie, po co zmieniam układ, który sprawdzał się przez lata"
Jaaasne.

Brzmi mniej więcej tak samo, jak wypowiedziane (przez mego byłego) zdumionym głosem:
"Ale przecież ty lubisz to wszystko robić...??...."

Słyszę, że Zetki ochoczo powracają do patriarchatu (ponad 50% młodych mężczyzn jest za).
Coś mi się zdaje, że przybędzie nam tak zwanych starych kawalerów.

Rumek

Według badań większość inceli to lewaki. Według innych badań równy podział obowiązków koreluje z częstszymi rozwodami. Kobiety tak naprawdę chcą lekko patriarchalnych mężczyzn.

anonimowe6692

Co to za badania Rumek? Pytam bo jeszcze nie widziałam incela lewaka, wszyscy których znam są wielkimi fanami konfederacji, "wolnego rynku" i tradycyjnych wartości. Jednocześnie podejmują najgłupsze decyzje finansowe, z jakimi się spotkałam ;)

karlitoska Odpowiedz

A wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? Że Twój mąż niszczył wasze małżeństwo, które przecież jest związkiem dwóch równoważnych partnerów, lata temu, a Ty z przyzwyczajenia też to wzięłaś na siebie (tak przynajmniej wynika z drugiego zdania tego wyznania).

Trochę ze wzorców wyniesionych z domu, trochę po prostu z bezsilności. Zrobienie czegoś samemu to znacznie mniej nerwów i energii niż proszenie się miesiącami.

karlitoska

Pani45 nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi - on się zachowuje tak, że rujnuje tym zachowaniem wasze małżeństwo, nie stara się, nie szanuje, skoro zrzuca na Ciebie całą odpowiedzialność za dbanie o dom, a Ty sądzisz, że w końcu stawiając granice „niszczysz z premedytacją swoje małżeństwo”. No nie, Ty się w końcu zaczynasz zachowywać normalnie, a małżeństwo niszczył on, więc z przyzczajenia nie bierz znaku odpowiedzialności na siebie :)

upadlygzyms

@Pani45
Z bezsilności? Nie, z lenistwa i niekonsekwencji oraz akceptacji służebnej roli kobiety w stosunku do mężczyzn. Czyli sama sobie winna.
To ze strony adwokata Twojego męża.
Jeśli jesteś naprawdę zainteresowana naprawą sytuacji, masz na to szanse, jeśli odrzucisz ładunek emocjonalny i pozostaniesz naprawdę rzeczowa.
Co widzisz w tym człowieku i dlaczego chcesz z nim żyć? Jakie warunki musi spełnić on i co Ty jesteś gotowa zrobić dla niego?
Zasiądź do stołu negocjacyjnego na zimno, wtedy masz szanse coś wygrać.
Alternatywa to rozstanie lub coraz silniejsze zatruwanie sobie życia nawzajem. Takie wzajemne dementory domowego zacisza, wysysające wszelką radość życia.

Moss Odpowiedz

Widziałaś kiedyś reklamę magicznego stolika z którego znika w nocy cały bałagan jaki się na nim zostaw? Magical Coffee Table - to jest mniej więcej ten poziom jaki opisujesz u swojego męża.

Dobrze, że zabrałaś się za swoją relację. Mam nadzieję, że dojdziecie do porozumienia i mąż otrząśnie się z życia gdzie wszystko robisz za niego.
Powodzenia!

Ja też mam nadzieję, że jakoś się ułoży. Na razie i z mojej strony i z jego jest bardzo dużo żalu do tej drugiej osoby. Ja czuję, że moje uczucia i potrzeby nie są ważne, on czuje, że go wykorzystuję, bo "wszystko" zrzucam na niego. A tak naprawdę zrzuciłam na niego może 1/4 moich obowiązków. Ostatnio poprosiłam go o odkurzenie mieszkania. Był bardzo niezadowolony, że zwalam to na niego, bo poprzedni raz też odkurzał on. Zabrał się za to dopiero jak ja mu uświadomiłam, że za to przedostatnie 30 razy odkurzalam ja. I tak ze wszystkim...

pojutrzebedziejutro Odpowiedz

Gratulacje. Trzymam kciuki. Tez mysle, ze to troche nieszczesliwie sformulowanie o "swiadomym niszczeniu" zwiazku, Raczej wyprowadzanie go na prosta, gdzie dwie strony maja podobnie duzo praw i obowiazkow. Latwe nie jest, zycze powodzenia.

Rumek Odpowiedz

Spoko, wkrótce pewnie rozwód, bo on niezadowolony z ciebie, a ty z niego. Takich historii na pęczki.

Rumek Odpowiedz

Musisz tylko pamiętać, że po rozwodzie nie czeka cię świetlana przyszłość z równościowym przedsiębiorcą. To tylko w głowach internetowych "sióstr", które kibicują zemstom na facecikach. Czeka cię to samo sprzątanie, tylko w samotności.

tramwajowe

@Rumek Zupełnie inaczej robi się dla siebie. Duzo lżej.

A czy ja czekam na jakiegokolwiek równościowego przedsiębiorcę? O dom umiem zadbać sama, o rachunki też. Finansowo jestem niezależna finansowo. A dbanie o wszystko dla samego siebie, a nie dla innych osób, to znacznie mniej roboty. Zrobię kilka prań na tydzień i będzie dobrze, ugotuję obiad co drugi dzień i będzie dobrze. Nie zrobię generalnych porządków w terminie i godzinach wyznaczonych przez męża? Też będzie dobrze. Nie będę sprzątała porozrzucanych brudów, nie będę zbierała brudnych naczyń, nie będę robić masy innych rzeczy, które robię tylko dlatego, że on czegoś nie robi, albo on potrzebuje, żeby były zrobione.

Lipcowa

Kilka prań na tydzień dla jednej osoby? Czy to norma i tylko mi wydaje się bardzo dziwne?

Dragomir

Moja św. pamięci ciocia prała codziennie lub niemal codziennie, czasami były to jedynie dosłownie ze 3 bluzeczki. Nigdy tego nie rozumiałem, dla mnie to marnotrawstwo wody, prądu i detergentów. Ja robię zwykle 1 na tydzień, czasami się uzbiera częściej cała pralka albo dorzucę jakiś koc czy coś w tym stylu, to wyjdzie 2 razy na tydzień ale to rzadko.

Czupur Odpowiedz

Chciałbym mieć taką żonę🙂 Widać, że przeciwieństwa się przyciągają, bo moja żona jest mniej-więcej jak Twój mąż 🙂

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie