Mam 18 lat. Z moim chłopakiem jestem już 5 rok. Przeżyłam z nim najlepsze lata swojego życia i teraz żałuję. Od początku naszego związku zauważyłam, że coś jest nie tak – totalnie inne zainteresowania, częste kłótnie i trudności w porozumieniu się.
Jestem osobą z lękowym stylem przywiązania, więc zawsze przepraszałam i na tym się kończyło. Wykorzystał mój słaby charakter, a przez jego manipulacje wpadłam w kompleksy, które się pogłębiały. Odcięłam się od znajomych, myśląc, że tylko on mnie rozumie.
Nim się zorientowałam, minęły lata, a ja stałam się od niego uzależniona. Wszyscy mi gratulują długiego związku, ale ja nie potrafię się z niego uwolnić. Oprócz niego nie mam nikogo, a boję się, że jeśli z nim zerwę, zostanę sama. Piszę to jako przestrogę – dbajcie o siebie dziewczyny.
Niedawno mój przyjaciel miał urodziny, więc postanowiłem kupić mu herbatę, ale nie taką z marketu, tylko z herbaciarni. Towarzyszyła mi przy tym nasza wspólna koleżanka. Weszliśmy do małego sklepu, chwilę pogadaliśmy z właścicielką i w końcu wybrałem tę, która wydała mi się najlepsza. Gdy sprzedawczyni pakowała prezent, opowiedziała historię pewnej klientki, która przyszła i zamówiła torebkę każdej kawy aromatyzowanej, jaką miała na stanie. Miał to być podarunek. Rodzajów kaw było ponad 30, jeśli nie 40, więc kobiecie trochę zeszło na pakowaniu wszystkich torebek. Wszystko ważyło parę kilogramów. Możecie sobie wyobrazić, ile to kosztowało.
Właścicielka nigdy wcześniej nie miała takiej sytuacji i nie ma pojęcia, dla kogo mógłby być taki prezent. Moja koleżanka się śmiała i mówiła, że może ta kobieta kupiła te wszystkie kawy komuś z okazji pełnej liczby urodzin, np. 30 lub 40 lat. Ja się tylko uśmiechałem. Nie powiedziałem, że to ja dostałem te wszystkie kawy od mojej byłej znajomej, która skrycie się we mnie podkochiwała od miesięcy. Jak gdyby nigdy nic, wyszliśmy ze sklepu.
PS. Dziewczynie, która wręczyła mi ten prezent, ostatecznie dałem kosza i nie mam z nią kontaktu. Ale do dziś piję tę kawę od niej :P
Kiedy obudzę się w środku nocy, to udaję, że nadal śpię. Robię to na wszelki wypadek, by ktoś albo coś, co może kryć się w ciemności, nie dowiedziało się, że nie śpię.
Przez swoją niezdarność i niezdarność robotników układających niedawno chodnik pod moim domem (wystające płytki) nieszczęśliwie upadlam i złamałam nogę. Po pozbieraniu się do kupy zadzwoniłam po koleżankę z pytaniem, czy zawiezie mnie do szpitala.
Po dotarciu na miejsce i załatwieniu spraw, bla bla bla, miałam skierować się do pokoju nr 34. Wchodząc, a raczej skacząc po schodach prowadzących do gabinetu, upadłam i złamałam rękę.
Trudno. Przynajmniej dobrze, że stało się to przed wejściem do gabinetu, a nie po :)
Ostatnio, wracając z miasta do domu autobusem, wyciągnęłam szkicownik i zaczęłam rysować, jak to zwykle robię podczas dłuższych podróży. Ponieważ uwielbiam czytać fantastykę, a jeszcze bardziej lubię rysować fantastyczne istoty, zaczęłam rysować elfy, demony i inne takie.
Gdy byłam zagłębiona w szkicowaniu, tuż za moim uchem uniósł się pełen oburzenia kobiecy głos, że "co ja sobie myślę, rysując szatany, magię i inne takie, toż to dobrego chrześcijanina niegodne!" I cały wywód o tym, co wypada, a co nie. Odwracam się, a tam poczerwieniała z wściekłości kobieta w wieku dopiero co emerytalnym. Zignorowałam ją, ale kiedy ta sama babka wyrwała mi mój szkicownik z rąk i próbowała go podrzeć, to ostro się wkurzyłam.
Co było dalej, to nieistotne, powiem tylko, że szkicownik odzyskałam. Nurtuje mnie tylko jedno pytanie...
Piczka, czy to ty?
Była nas szóstka, trzy pary. Przyjaźniliśmy się, spędzaliśmy razem wakacje, majówki, grille, długie weekendy, jak nie u jednych to u drugich to u trzecich. Żyliśmy ze sobą jak rodzina. Przyzwyczailiśmy się do tego, że jedna z par była naiwna do tego stopnia, że można było im sprzedać popiół mówiąc że jak się poleje wodą to znów się zrobi węgiel. Każdy miał jakieś wady, ale byliśmy swoi, dla siebie, zawsze w kupie.
No i o tej jednej parze będzie. Uważaliśmy ich trochę za swoje dzieci, ponieważ wszyscy, cała szóstka, byliśmy w podobnym wieku, a mimo to ta dwójka potrzebowała wiecznie z czymś pomocy, rady, czy wpadali na totalnie odjechane pomysły, które im odradzaliśmy, oczywiście argumentując dlaczego to zły pomysł. Pomysły te to były m.in. inwestycja w kryptowaluty, gdy były na górce, ściąganie aut z USA i odsprzedaż w Polsce, zakup najdroższej możliwej zastawy stołowej na własne wesele, by później próbować robić interes na jej wypożyczaniu. Z rzeczy poza zarobkowych, to słuchanie wszelkich guru internetowych w zakresie odchudzania, katowanie się dietami cud, ograniczanie wszystkiego poza wodą i roślinami. Za każdym razem kończyło się słowami "a nie mówiłam/em" ze strony pozostałej czwórki.
Tak sobie trwaliśmy z naszymi dziećmi, aż poznaliśmy kolejną parę. Ona - psycholog, on - kierownik wyższego szczebla. Wpasowali nam na początku w towarzystwo i grono powiększyło się do 8 osób. Nasi nowi znajomi, państwo hop do przodu wykazywali zupełnie inne podejście do ryzyka finansowego i dziwnych pomysłów naszych wieloletnich przyjaciół i za każdym kolejnym nietrafionym pomysłem oni ich dopingowali. Dacie radę! Świetny pomysł! Zdanie naszej czwórki przestało mieć znaczenie, pani psycholog zdiagnozowała nas jako toksycznych narcyzów, zazdrosnych małych ludzi, a jej mąż stwierdził, że bez ryzyka nikt sie nie dorobił, biznes to ciągła inwestycja i ryzyko straty, tylko ci co ryzykują potem wznoszą ręce w geście zwycięstwa, coachowe powiedzonka, you can do it, sky is the limit.
Zostaliśmy odepchnięci od towarzystwa, no bo jak to, czwórka zazdrośników na etacie, mali ludzie pracujący na kogoś, nie ryzykujemy, nie inwestujemy, nie rozwijamy się.
Po pół roku nasze byłe dzieci przepieprzyły większość oszczędności i jeden samochód. Poszli w grę na giełdzie i kryptowaluty do tego stopnia, że dziś na obiady jeżdżą do rodziców. Z nami dalej nie chcą utrzymywać kontaktu, bo to rzekomo my zapeszyliśmy ich inwestycje. Nowi znajomi - urwali kontakt z naszymi dzieciakami, z nami, stwierdzili że towarzystwo jest toksyczne, oschłe, małomiasteczkowe, nierozważne...
A nasza czwórka dalej sobie żyje, wspomina piękne czasy kiedy była nas szóstka i zastanawia się co poszło nie tak. Wystarczyło trochę własnego rozumu.
Miesiąc temu odszedł mój (a w zasadzie rodzinny) pies. Wydało mi się, że nieźle się po tym pozbierałam, bo od dłuższego czasu był schorowany i miał już swoje lata.
Ostatnio uświadomiłam sobie, że był on jedynym stworzeniem, które rzeczywiście cieszyło się na mój widok i brakuje mi go o wiele bardziej...
Nie mam obecnie możliwości przygarnięcia kolejnego.
Wczoraj podczas oglądania filmu, bawiłam się gumą do żucia, wyciągając ją z ust i robiąc z niej "nitki". Nagle poczułam między zębami jak coś chrupnęło. Myślałam, że ukruszył mi się ząb, ale to co zobaczyłam po wyjęciu gumy było po prostu obrzydliwe. Okazało się, że przykleiła się tam jakaś paskudna mucha 😱 Od razu odechciało mi się zarówno żucia gumy jak i oglądania filmu...
Zostałam dzisiaj wyzwana od grzesznic przez starszą panią w autobusie, bo „jeżdżę po mieście z obiektem grzechu w reklamówce”.
To była mała cukinia.
Wyznanie, które niedawno tutaj przeczytałam, przypomniało mi coś, co chciałam tutaj opisać.
Miesiąc temu, albo i dawniej, moja koleżanka zaprosiła mnie do siebie. Miałyśmy obejrzeć razem film, pogadać - po prostu spędzić razem czas.
Siedziałyśmy w jej pokoju, i już mieliśmy zamiar włączyć laptopa żeby znaleźć w necie film, gdy nagle moją koleżankę zawołała po coś mama. Wychodząc z pokoju, rzuciła mi tylko, żebym sama znalazła coś do obejrzenia.
Włączyłam laptopa, który był najwyraźniej tylko uśpiony, bo moim oczom ukazała się otwarta karta na której były anonimowe!
Pamiętam, że zdziwiłam się, że ktoś z moich znajomych czyta na tej stronie.
Nagle mój wzrok padł na nick i to co zobaczyłam nieźle mnie zszokowało!
Otóż moim oczom ukazał się nick jednego z najbardziej rozpoznawalnych trolli na anonimowych! Patrzyłam przez chwilę, nie dowierzając. Kasia? Ona, miła, normalna nastolatka w wolnych chwilach bawi się w trolla?
Z ciekawości weszłam w komentarze. Większość z nich kojarzyłam, bo ja sama odpowiadałam na prowokacyjne teksty mojej koleżanki.
Potem zamknęłam stronę i wciąż w szoku zaczęłam szukać filmu, więc mnie nie przyłapała.
Zastanawiam się, czy to przeczyta :D
Dodaj anonimowe wyznanie