#zqEHc

Mój ojciec zajmuje się medycyną.
Kilka tygodni temu miał wezwanie do domu, w którym panowała gruźlica, więc po wszystkim zarówno on, jak i jego kolega postanowili przejść przez rutynowe prześwietlenie płuc w celu sprawdzenia czy wszystko okej.

Tydzień później dotarły wyniki - tata zdrowy, a jego kolega... cóż. Czwarte stadium raka płuc. Gdyby nie poddał się prześwietleniu, jego śmierć byłaby kwestią czasu.

#v3S1Q

ZAZDROSZCZĘ...

Zazdroszczę ludziom, którzy mają dobry kontakt z rodzicami i rodziną. Zazdroszczę im tego, że mają przynajmniej jedną osobę, z którą mogą porozmawiać o wszystkim bez żadnych pretensji. Zazdroszczę im również tego, że mogą mieć chwilę dla siebie, nawet te kilka minut, by odetchnąć. Że mogą żyć w normalnych warunkach, nie myśląc o tym, że miejsce, w którym są, za niedługo się rozpadnie. Zazdroszczę im zdrowia, uśmiechu i bezpieczeństwa... 


Jest sporo tego, bo nie doznałam w całym swoim życiu ani prawdziwej miłości, ani spokoju, ani wysłuchania czy zrozumienia.

#O4BSd

Od czasu do czasu śni mi się szkoła (mam 28 lat). Zawsze gdy śni mi się szkoła, śnią mi się nauczyciele, których najbardziej się bałem. W snach mam masę jedynek i wiele zagrożeń, z których się nie wygrzebuję. Walczę o możliwość poprawy jedynek, chodzę i proszę nauczycielki o szansę napisania poprawki sprawdzianu lub dodatkową odpowiedź ustną, aby zdobyć lepszą ocenę. To przerażające, jak chodzenie do szkoły zbudowało we mnie największe koszmary senne. Gdy przypominam sobie lekcje fizyki, matematyki, polskiego, angielskiego, chemii, geografii i niemieckiego w gimnazjum i technikum, chce mi się płakać. Towarzyszył mi ciągły strach i niepokój związany z dostaniem kolejnej niedostatecznej oceny, wywołaniem do tablicy i ośmieszeniem mojej osoby przez błędne odpowiedzi i żarty nauczycielki na mój temat (np. że nic nie umiem, bo mnie zasypał śnieg, który padał w nocy – to były żarty nauczycieli w mojej szkole). Jestem w szoku, jak dziecko w wieku 14-18 lat może żyć z takim strachem 5 dni w tygodniu i nie umrzeć z przerażenia. Wiecie, jakie szczęście odczuwałem, gdy przychodził piątek i zawył ostatni dzwonek? Byłem tak szczęśliwy, że unosiłem się nad ziemią. 

Mam nadzieję, że ta stara gwardia nauczycieli w końcu odejdzie na emeryturę, a nowi nauczyciele będą bardziej wyrozumiali i pomocni dla młodego pokolenia.

#Kz4j3

Moja rodzina jest cudowna, choć trochę stuknięta, ale kochamy się wszyscy mimo to. Mówili mi, że jeśli rzucę studia, najpewniej już nigdy nie zacznę kolejnych, radzili, żebym starała się skończyć te, na których jestem, i zdobyć „ten papier”, który, bądźmy szczerzy, ułatwia życie.


Mimo wszystko studia rzuciłam po 1,5 roku, zrezygnowałam też z Erasmusa w trakcie jego trwania i wróciłam do domu. Stało się to wszystko niespełna 8 miesięcy temu, a ja, nie dość że zarobiłam w tym czasie trochę grosza i porządnie ogarnęłam życie, to jeszcze w październiku zaczynam nowe studia.


Jestem z siebie cholernie dumna :))

#4QxWQ

Ponad 15 lat pracowałem jako lekarz weterynarii klinicysta. Już nie praktykuję. Powiem wam w tajemnicy, że większość właścicieli zwierząt ma zaburzenia psychiczne. Mają chore relacje ze swoimi zwierzakami, które wynikają z problemów emocjonalnych. Miałem wrażenie, że pracuję w szpitalu psychiatrycznym, a nie w zakładzie leczenia zwierząt. Byłem już zmęczony codziennie biorąc w tym udział, nie taki kierunek kończyłem. Dlatego zmieniłem pracę i teraz czuje że żyję.

#QS9f4

O tym jak radykalizm chyba w każdej możliwej opcji jest nienormalny.

Mam brata młodszego o 11 lat, on ma teraz 9, ja 20. Cała nasza rodzina (bliższa, czy dalsza) to ludzie bardzo tolerancyjni i pomimo tego, że pochodzimy ze wsi, to wychodzimy z założenia, że aby się na dany temat wypowiedzieć i posiadać jakieś stanowisko w konkretnej sprawie, trzeba po prostu temat przeanalizować z każdej strony.

Moi rodzice są osobami, które są wiecznie zajęci/w pracy/zmęczeni (niepotrzebne skreślić), ale od zawsze zaznaczali mi i mojemu bratu, że mamy być tym kim chcemy, że mamy być sobą i cokolwiek by się nie działo, zawsze uszanują nasze decyzje i będą nas wspierać i kochać. Fajnie, prawda?

No ale o co chodzi? Chodzi o fakt, że jestem osobą homoseksualną. Jak się domyślacie - w mojej rodzinie ta informacja jakoś za bardzo nie wpłynęła na życie kogokolwiek. Przyjęto ją na równi z informacją, że ciocia Jadzia na obiad zrobiła gołąbki - jej sprawa, co komu do tego. Babcia nawet podjęła próbę poszerzenia horyzontów swoim koleżankom z wiejskiego kółka różańcowego, choć jak na razie z marnym skutkiem.

Dobra, do rzeczy. Mój młodszy brat (tak 9-latek) jest totalnym przeciwieństwem naszej rodziny. Jest nietolerancyjny, na podwórku rządzi grupką młodocianych Sebastianów, wczoraj obił jakiemuś dzieciakowi mordę, bo ten, cytuję: "Bawi się z dziewczynkami, a nie gra z nimi w piłkę, więc pewnie PE*AŁ". Mnie zamurowało, no ale w rodzinie święta zasada jest "nikt się nikomu do wychowania dzieci nie wpierdziela". Dlatego babcie milczą, choć każdej się serce kraje, jak widzą, że młody tylko gra na kompie, lub biega po wsi, a nawet dobrze zdania nie umie przeczytać.

Odbyłem więc poważną rozmowę z mamą, typu ja jako starszy brat się martwię i pytam, czemu z nim nie rozmawiają tak jak kiedyś ze mną, nie pokazują mu, że świat jest różnorodny i każdy ma prawo do bycia sobą itd. W odpowiedzi usłyszałem, że: "Młody ma prawo do posiadania własnych poglądów"... Ręce mi opadają, 9-ciolatek ma WŁASNE poglądy, choć jego psychika do końca jeszcze nie jest ukształtowana. Ma POGLĄDY oparte na tym co powiedzą koledzy lub internet, bo rodzice nie mają czasu. I powiem wam, że się po prostu boję. Bo mam wspaniałą rodzinę i brata, na którego czekałem 11 lat, który zawsze był i będzie moim oczkiem w głowie, ale za parę lat on i jego "poglądy" podzielą nie tylko nas, ale całą rodzinę...

#Hytwj

Wracałam do domu z zakupów i czekałam na autobus na dworcu PKS. Stojąc odwrócona w stronę podjazdu autobusowego usłyszałam całującą się parę stojącą zaraz za mną. Nie widziałam w tym nic dziwnego. Stałam jeszcze chwilę i odwróciłam się, by spojrzeć na zegar na budynku dworca. Zauważyłam wtedy, że to nie była zwyczajna całująca się para. Była to para całujących się gejów (od razu mówię, że nie mam nic do homoseksualistów). Wymieniłam krótkie spojrzenie z jednym z nich i odwróciłam się. Po chwili kolega gej powiedział do swojego chłopaka:
- Widzisz, skarbie? Nie każdy tutaj jest tolerancyjny.
Słowa te były jednoznaczną aluzją do mojej "nietolerancji".

I ogólnie nic do was nie mam, geje i lesbijki, ale to, że ktoś się na was spojrzy, nie znaczy od razu, że was nie toleruje.

#rvPzN

Historią którą tu opowiem, do dzisiejszego dnia przyprawia mnie o dreszcze.

Miałam wtedy ok. 11 lat i razem z rodzicami dostaliśmy zaproszenie do wujka z Kanady. Szczęśliwa jak nigdy liczyłam dni do wakacji. W końcu nadszedł ten upragniony dzień i po bardzo długiej (mieliśmy dwie przesiadki) podróży dotarliśmy na miejsce.

Dom, w którym mieszkał wujek z żoną był bardzo duży i stary. W pobliżu nie było dużo sąsiadów, bo większość ludzi zburzyło stare domy i wystawiło miejsca na sprzedaż, a że okolica była dosyć niebezpieczna, to nikt nie chciał kupić. Dom wujka został wybudowany w latach 50 i należał do rodziny włoskich emigrantów. Obok domu rodzina miała własną piekarnię, która była czynna aż do lat 90, ale obecnie funkcjonowała jako garaż.

Pierwszego dnia wujek zrobił nam wykwitną kolacje (czyt. pizzę) i po posiłku rodzice postanowili, że pojedziemy już do hotelu. W domu nie mieszkaliśmy, bo był remont czy coś w tym stylu. Gdy wyszliśmy na schody od razu poczuliśmy intensywny zapach... cynamonu. Tak, cynamonu. Nikt nic nie piekł, nie było nawet ciasta w domu, ale wszyscy dobrze czuli cynamon. Rodzice zażartowali, że to duchy, ale wujek z ciocią wcale nie wyglądali na rozbawionych. Nikt w sumie tego (o dziwo) potem nie wspominał.

W ostatni dzień naszego pobytu wszyscy mieliśmy jechać na wycieczkę. Będąc już w samochodzie, przypomniało mi się, że zostawiłam mój plecak w kuchni. Szybko więc pobiegłam do domu, a reszta rodziny czekała w samochodzie. Samo pisanie o tym naprawdę sprawia, że dostaję ataku paniki...

Stojąc w progu w kuchni zobaczyłam kobietę. Nie widziałam dokładnie jej twarzy. Kobieta stała przy stole i wałkowała ciasto. Widziałam tylko jej ręce ubrudzone w mące. Obok na podłodze siedziała mała dziewczynka, ale jej twarzy też nie widziałam, bo była odwrócona tyłem. Wiem, że to brzmi absurdalnie, gdybym sama tego nie przeżyła i ktoś mi o tym opowiedział to nie uwierzyłabym. Gdy tylko je zobaczyłam zaczęłam krzyczeć i szybko pobiegłam do samochodu. Tam rozpłakałam się i powiedziałam rodzicom o wszystkim. Oczywiście mi nie uwierzyli, ale mój wujek tylko to skomentował słowami:

- Cholera. Zmora wróciła. Trzeba znowu dzwonić po egzorcystę.

Nie żartował. Wycieczka nie odbyła się, a my z rodzicami wróciliśmy do hotelu. Parę godzin później mieliśmy samolot, więc można powiedzieć, że na chwilę zapomniałam o całym zdarzeniu. Ale teraz pamiętam. Od tamtego momentu często miewałam koszmary, budziłam się w nocy z krzykiem. Teraz mam 19 lat i uwierzcie mi nie mogę znieść widoku wałkowania ciasta czy czegokolwiek związanego z pieczeniem.
Teraz przeczytałam tą historię i wiem, że to brzmi jak dobra bajka na dobranoc, ale po prostu musiałam się o tym wygadać.
Dzięki, że wytrwałeś/aś do końca...
Dodaj anonimowe wyznanie