#6ATik
Miałem paskudny humor, było mi piekielnie gorąco, chciało mi się pić, a poczucia beznadziei nie łagodził też fakt, że za 8 godzin katuszy miałem zarobić jakieś śmieszne pieniądze.
I kiedy już gorzej ze stanem mojej psychiki być nie mogło, podszedł do mnie dzieciak. Miał, tak na oko, trzynaście lat. Trzymał w dłoniach butelkę zimnej coli i z wielkim zainteresowaniem patrzył się prosto w wielką, pluszową głowę, pod którą znajdował się moja spocona, wykrzywiona w cierpieniu, twarz.
– Wie pan co? – rzekł po chwili. – Gdy patrzę na takich ludzi jak pan i widzę, jak bardzo są w stanie upokorzyć się, aby zarobić jakieś marne grosze, to czuję się bardzo zmotywowany, żeby iść na studia...
Powiedziawszy to, ściągnął łyk lodowatego napoju, zakręcił korek i odwróciwszy się na pięcie, poszedł w bliżej nieokreślonym kierunku.
Dobrze, że miałem na sobie kostium. Dzięki temu nikt nie zauważył łez cieknących mi ciurkiem po policzkach.
#SYeCb
Piję ją codziennie wieczorem z butelki przez smoczek.
Mam 24 lata.
#xJ0WJ
Reakcja rodziny? „Dobra... teraz to wyglądasz jak pi**a... lepiej ci było z brodą”. Nawet moja dziewczyna się ze mnie śmiała.
Dzięki, kochani...
#oaqPk
#wQNh0
No i zdarzyła mi się potrzeba, a tu toalety jak nie było, tak nie ma. Akurat miałam na sobie luźną powiewną spódnicę za kolano, więc wymyśliłam chytry plan. Wjechałam wózkiem na trawnik, rozłożyłam kocyk, położyłam na nim dziecko (że niby pikniczek) i kucnęłam obok. Jednocześnie szeroko rozpostarłam spódnicę, pod nią zsunęłam majtki i tak na kucaka, prawie siedząc tyłkiem na trawie, w bliskim towarzystwie mnóstwa ludzi, dyskretnie się wysikałam. Kałuża sobie szybciutko wsiąkła w trawę, odczekałam jeszcze dwie minuty, wstałam i poszłam dalej.
Z tego sposobu korzystałam jeszcze wielokrotnie. Zawsze widząc kobiety w podobnych luźnych spódnicach, zastanawiam się, czy często mój system jest stosowany przez innych ludzi :)
#Ky420
Podziękować czy zapytać, ile czasu mi jeszcze zostało?
#GGER4
Chwilę się zastanowiłam i stwierdziłam, że mam więcej wolnego czasu i dlaczego nie miałabym w tym czasie komuś pomóc. Dlatego zgłosiłam się i tak zaczęłam swoją przygodę z Paczką.
Uważam, że jestem osobą, której nie brakowało nic do tamtej pory. Nie chodzi mi o to, że mam wszystko, o czym zamarzę, lecz o to, że mam cudowną rodzinę i przyjaciół, zawsze czeka na mnie ciepły dom i dzięki rodzicom mogę studiować, za co bardzo dziękuję. Chciałam, żeby inni też mogli choć przez chwilę poczuć takie szczęście w środku <3. Jedyne czego mi brakowało, to chłopak, bo zawsze trafiałam na głupców, a bardzo chciałam mieć osobę, która będzie już ze mną na dobre i złe. Nawet nie sądziłam, że kiedyś spotkam takiego, który będzie mi pasował i zaakceptuje moje humory :)
I jak już pewnie się domyślacie, a ja się wtedy nie domyślałam, w tamtym roku, czyli już w mojej drugiej edycji Szlachetnej jako wolontariusz, spotkałam właśnie takiego chłopaka, który również zechciał również sprawiać innym radość i razem zmienialiśmy świat na lepsze.
Teraz już mam MEGA wszystko, co mi potrzebne do szczęścia i będę Bogu dziękować do końca życia :) Szlachetna Paczka daje mnóstwo radości nie tylko ludziom dostającym paczkę, ale i darczyńcom, wolontariuszom, a szczególnie takim jak my.
Są łzy i wzruszenia, a to wszystko oznaka radości i szczęścia.
Polecam wszystkim, którzy zastanawiają się, czy włączyć się do Szlachetnej Paczki (lub jakiejś innej organizacji pomocowej) :)
#e0UWk
Wtedy się nie przyznałam... robię to teraz. Paweł, jeśli to czytasz, tym „kretynem”, który zalał Ci plecak czerwoną mazią, nie był Marcin, tylko ja, Aśka.
#3rv58
Jak to jest z BHP na budowie, chyba każdy wie, a kuzyn ma w jednej ekipie zbieraninę, która jest wysyłana tam, gdzie sobie krzywdy nie zrobią. Niestety podczas jakiegoś zadania złapał ich BHP-owiec i zaprowadził ich do biura. Wytłumaczył szefowi, co zrobili, od razu dostali opieprz po polsku. Na samym końcu mąż kuzynki powiedział: „Więcej tak nie odwalajcie, bo ten asfalt się do wszystkiego przypieprza i wywalą nas z budowy”. BHP-owiec odpowiedział po polsku, że asfalt to leży na drodze, on jest Murzynem, a nie przypieprza się do nich, tylko robi to dla ich własnego dobra.
W tym momencie wszystkich obecnych w biurze zatkało.
O dziwo, od tego momentu zaczęli się dogadywać, a kuzynka z mężem utrzymują kontakt z BHP-owcem do dzisiaj (nawet sami go brali na zlecenie, jak potrzebowali).
PS Okazało się, że Afrofrancuz studiował BHP w Polsce, a potem wyjechał do Francji :)