#6ATik

Ostatnio słabiej u mnie z kasą. Po kilku latach pracy na obczyźnie wróciłem do ojczyzny i zdałem sobie sprawę, że niestety nie mogę być zbyt wybredny, bo z moimi kwalifikacjami zawodowymi póki co nie mogę liczyć na karierę w branży, z którą chciałbym się związać. Z braku innych możliwości zdecydowałem się odpowiedzieć na ofertę, która brzmiała „Marketing kontaktowy! Praca dla ambitnych!”. Brzmiało fajnie, więc poszedłem na spotkanie. Dzień później paradowałem po ulicy w stroju wielkiego misia. W środku lata, w temperaturze grubo ponad 30 stopni, rozdawałem ulotki reklamujące nowo otwarty kryty plac zabaw dla gówniarzy z zamożnych rodzin.
Miałem paskudny humor, było mi piekielnie gorąco, chciało mi się pić, a poczucia beznadziei nie łagodził też fakt, że za 8 godzin katuszy miałem zarobić jakieś śmieszne pieniądze.
I kiedy już gorzej ze stanem mojej psychiki być nie mogło, podszedł do mnie dzieciak. Miał, tak na oko, trzynaście lat. Trzymał w dłoniach butelkę zimnej coli i z wielkim zainteresowaniem patrzył się prosto w wielką, pluszową głowę, pod którą znajdował się moja spocona, wykrzywiona w cierpieniu, twarz.
– Wie pan co? – rzekł po chwili. – Gdy patrzę na takich ludzi jak pan i widzę, jak bardzo są w stanie upokorzyć się, aby zarobić jakieś marne grosze, to czuję się bardzo zmotywowany, żeby iść na studia...
Powiedziawszy to, ściągnął łyk lodowatego napoju, zakręcił korek i odwróciwszy się na pięcie, poszedł w bliżej nieokreślonym kierunku.

Dobrze, że miałem na sobie kostium. Dzięki temu nikt nie zauważył łez cieknących mi ciurkiem po policzkach.

#xJ0WJ

Moja rodzina i moja dziewczyna namawiali mnie, żebym zgolił brodę. „Bez tego będziesz wyglądał jak mężczyzna” – mówił ojciec, „To wcale nie jest ładne” – mówiła matka, „Brodaci faceci zawsze mniej mi się podobali” – mówiła dziewczyna. Po kilku miesiącach stwierdziłem więc, że nie chce mi się już tego dalej słuchać. Ogoliłem się, w końcu to tylko włosy.

Reakcja rodziny? „Dobra... teraz to wyglądasz jak pi**a... lepiej ci było z brodą”. Nawet moja dziewczyna się ze mnie śmiała.

Dzięki, kochani...

#oaqPk

Właśnie dowiedziałam się, że dzięki wspólnemu grupowemu adresowi e-mail wszyscy koledzy z roku mogli poznać moją historię wyszukiwania. A jestem jedyną dziewczyną na roku, więc nie ma wątpliwości, że wyszukiwanie w Google jak usunąć typowe kobiece (i wstydliwe) przypadłości są moje.

#wQNh0

Jestem na urlopie macierzyńskim, chodzę na długie spacery z wózkiem. Częstym problemem jest brak toalety w parkach, do restauracji daleko, łażenie po krzakach też nie dla mnie (bo wózek), zresztą pełno ludzi dookoła.

No i zdarzyła mi się potrzeba, a tu toalety jak nie było, tak nie ma. Akurat miałam na sobie luźną powiewną spódnicę za kolano, więc wymyśliłam chytry plan. Wjechałam wózkiem na trawnik, rozłożyłam kocyk, położyłam na nim dziecko (że niby pikniczek) i kucnęłam obok. Jednocześnie szeroko rozpostarłam spódnicę, pod nią zsunęłam majtki i tak na kucaka, prawie siedząc tyłkiem na trawie, w bliskim towarzystwie mnóstwa ludzi, dyskretnie się wysikałam. Kałuża sobie szybciutko wsiąkła w trawę, odczekałam jeszcze dwie minuty, wstałam i poszłam dalej. 

Z tego sposobu korzystałam jeszcze wielokrotnie. Zawsze widząc kobiety w podobnych luźnych spódnicach, zastanawiam się, czy często mój system jest stosowany przez innych ludzi :)

#Ky420

Dziś kończę 18 lat. Dostałam od mojej babci ciekawy „prezent”. Otóż otrzymałam WYPRAWKĘ DO SZPITALA – szlafrok, podróżne pojemniki na kosmetyki, ręcznik, klapki, zestaw leków przeciwbólowych. „W razie gdybyś zachorowała”.
Podziękować czy zapytać, ile czasu mi jeszcze zostało?

#GGER4

Dwa lata temu znalazłam ogłoszenie, w którym szukano wolontariuszy do projektu Szlachetna Paczka. Początkowo je ominęłam, lecz później wróciłam i wyszperałam w internecie, czym dokładnie jest ta idea i czym zajmuje się wolontariusz. Krótko mówiąc, wolontariusz Paczki pomaga ludziom w ciężkich sytuacjach życiowych, starając się, aby na święta Bożego Narodzenia rodzina dostała to, co jest im niezbędne do życia.
Chwilę się zastanowiłam i stwierdziłam, że mam więcej wolnego czasu i dlaczego nie miałabym w tym czasie komuś pomóc. Dlatego zgłosiłam się i tak zaczęłam swoją przygodę z Paczką.
Uważam, że jestem osobą, której nie brakowało nic do tamtej pory. Nie chodzi mi o to, że mam wszystko, o czym zamarzę, lecz o to, że mam cudowną rodzinę i przyjaciół, zawsze czeka na mnie ciepły dom i dzięki rodzicom mogę studiować, za co bardzo dziękuję. Chciałam, żeby inni też mogli choć przez chwilę poczuć takie szczęście w środku <3. Jedyne czego mi brakowało, to chłopak, bo zawsze trafiałam na głupców, a bardzo chciałam mieć osobę, która będzie już ze mną na dobre i złe. Nawet nie sądziłam, że kiedyś spotkam takiego, który będzie mi pasował i zaakceptuje moje humory :)
I jak już pewnie się domyślacie, a ja się wtedy nie domyślałam, w tamtym roku, czyli już w mojej drugiej edycji Szlachetnej jako wolontariusz, spotkałam właśnie takiego chłopaka, który również zechciał również sprawiać innym radość i razem zmienialiśmy świat na lepsze.
Teraz już mam MEGA wszystko, co mi potrzebne do szczęścia i będę Bogu dziękować do końca życia :) Szlachetna Paczka daje mnóstwo radości nie tylko ludziom dostającym paczkę, ale i darczyńcom, wolontariuszom, a szczególnie takim jak my.
Są łzy i wzruszenia, a to wszystko oznaka radości i szczęścia.
Polecam wszystkim, którzy zastanawiają się, czy włączyć się do Szlachetnej Paczki (lub jakiejś innej organizacji pomocowej) :)

#e0UWk

Jakieś 15 lat temu, w pierwszej gimnazjum, spodobał mi się bardzo chłopak z klasy. Wzdychałam do niego na każdej lekcji, przerwie, w domu, ba, nawet o nim śniłam. W walentynki postanowiłam wyznać mu, jak bardzo go „kocham”. Wymyśliłam najwspanialszą walentynkę ever. Małe ciastko w pojemniku z dużą ilością lukru i likieru, starannie zamknięte. Na jednej z przerw, gdy nikt nie patrzył, podrzuciłam mu to do plecaka. Zadowolona ze swego dzieła czekałam, aż znajdzie moją niespodziankę. Niestety trochę wcześniej koledzy z klasy postanowili zabawić się jego plecakiem i przerzucali od jednego do drugiego. Plecak niefortunnie spadł na podłogę. Gdy mój „walentynek” otworzył plecak, ukazał mu się dantejski obraz... Wszystko było w krwistej, słodko-mdlącej mazi. Zeszyty, książki, piórnik... Przeraziłam się, że zgadną, kto to zrobił. Potem bardziej, gdy posiadacz krwistego plecaka rzucił się na kolegę, którego posądzał o ten sabotaż. Sprawa skończyła się u dyrektora. Obaj koledzy zawieszeni na tydzień. Walentynek musiał kupować nowy plecak, książki, zeszyty, piórnik, a z kolegą nie odzywał się do końca gimnazjum...
Wtedy się nie przyznałam... robię to teraz. Paweł, jeśli to czytasz, tym „kretynem”, który zalał Ci plecak czerwoną mazią, nie był Marcin, tylko ja, Aśka.

#3rv58

Mąż mojej kuzynki razem z kuzynką prowadzą niewielką firmę budowlaną we Francji i zwykle robią jako podwykonawca innych firm. Na jakiejś większej budowie był sobie Afrofrancuz (chyba wystarczająco poprawnie), który zajmował się sprawami BHP i był dość rygorystyczny.
Jak to jest z BHP na budowie, chyba każdy wie, a kuzyn ma w jednej ekipie zbieraninę, która jest wysyłana tam, gdzie sobie krzywdy nie zrobią. Niestety podczas jakiegoś zadania złapał ich BHP-owiec i zaprowadził ich do biura. Wytłumaczył szefowi, co zrobili, od razu dostali opieprz po polsku. Na samym końcu mąż kuzynki powiedział: „Więcej tak nie odwalajcie, bo ten asfalt się do wszystkiego przypieprza i wywalą nas z budowy”. BHP-owiec odpowiedział po polsku, że asfalt to leży na drodze, on jest Murzynem, a nie przypieprza się do nich, tylko robi to dla ich własnego dobra.
W tym momencie wszystkich obecnych w biurze zatkało.
O dziwo, od tego momentu zaczęli się dogadywać, a kuzynka z mężem utrzymują kontakt z BHP-owcem do dzisiaj (nawet sami go brali na zlecenie, jak potrzebowali). 

PS Okazało się, że Afrofrancuz studiował BHP w Polsce, a potem wyjechał do Francji :)
Dodaj anonimowe wyznanie