#r8WWz
Jeździłam busem do szkół w mieście, uczyłam się naprawdę pilnie przez wszystkie lata edukacji, a w liceum osoby z mojej klasy chodziły na imprezy, piły, paliły i brały masę kosztownych korepetycji. To były dzieciaki z bogatych domów, przy czym ja jestem z ubogiej, niewykształconej rodziny. Naprawdę cały czas się starałam, miałam dobre notatki, nie chodziłam na imprezy ani na miasto – bo miałam z tyłu głowy to, że kto się teraz bawi, ten będzie w przyszłości żałował, a ponadto nie miałam znajomych. Śmiali się ze mnie, z mojej tuszy, z tego, że przez długi czas byłam bardzo religijna.
I wiecie co? Teraz te osoby wcale nie żałują, a dalej się bawią. Brylują w mieszkaniach w centrum miasta od rodziców, są na mega dobrych i przyszłościowych studiach i tak naprawdę na idealnej drodze do sukcesu. A ja zawaliłam maturę i dostałam się na zły kierunek, pracowałam, żeby utrzymać się w mieście w akademiku, próbowałam poprawić maturę za rok, ale i tak nie dostałam się na to, co chciałam i studiuję niezbyt przyszłościowy kierunek w niezbyt prestiżowym mieście. I teraz już wiem, że oni będą się bawili przez całe życie, a ja przez całe życie będę cierpieć. Na domiar złego mam nadwagę, nie lubię mojego życia i w życiu nie osiągnę nawet połowy tego, co osoby, które się ze mnie nabijały. Tak samo te najwredniejsze osoby z podstawówki studiują teraz dobre kierunki.
Każdy chwalił moją sumienność i uczciwość i marnie skończyłam przez to, że nie chciałam się zmienić.
A w czym by Ci pomogło chlanie, palenie czy zarywanie nocy na imprezach? Może miałabyś inne otoczenie, ale sama wiesz że nie pasowałabyś tam, czułabyś się zawsze obco. A w czym by Ci pomogło w sensie zawodowym? Na pewno nie w lepszych ocenach, napisaniu matury czy studiach.
W kwestii wagi idź do sensownego dietetyka. Tylko nie takiego który powie Ci żebyś jadła 5x dziennie o stałych porach, tylko kogoś kto zna się na rzeczy, "wyznaje" odwróconą piramidę żywieniowe a jak będzie trzeba, to pokieruje Cię na odpowiednie badania hormonalne/metaboliczne.
Trudno tak naprawdę mieć tu do kogokolwiek pretensje - może jedynie do tych dorosłych, którzy utwierdzili Cię w fałszywym przekonaniu, ze życie jest sprawiedliwe. Ale myślę, że w tym też nie było złej woli - raczej próbowali Cię jakoś zmotywować do pracy i pocieszyć. Nie każdy w życiu ma takie same możliwości i predyspozycje, możesz pracować dużo ciężej niż Twoim znajomi, ale mieć gorszą pamięć, słabsze zdolności językowe, brak wyobraźni przestrzennej czy choćby stresować się na egzaminach do tego stopnia, że zapominasz wszystkiego. I regularna praca nad sobą i nauka pomaga, ale żeby widzieć efekt musiałabyś porównac siebie uczącą się do siebie nie uczącej się, a nie siebie do kolegów i koleżanek, bo oni mają inne predyspozycje. Łatwiejszy start w lepiej usytuowanej rodzinie to nie tylko wsparcie finansowe na bieżąco, to też potencjalnie dostęp do lepszej wiedzy i rekomendacji odnośnie wyboru kierunku studiów i zawodu. Natomiast wydaje mi się, że wyciagasz błędne wnioski - gdybyś się zmieniła, była bardziej zabawowa, odpuściła sobie te szkoly w mieście, to raczej nie poprawiłoby Twojej obecnej sytuacji, bo jak miałoby to zrobić? Jasne, miałabyś więcej frajdy (pytanie czy na pewno, bo skoro "byłaś sobą", to chyba niekoniecznie), ale matury byś nie napisała lepiej, dalej byś się nie dostala na ten kierunek. Może się po prostu do tego nie nadajesz, a może raz sie potknęłaś i to nic nie znaczy, spróbujesz za rok albo znajdziesz coś innego i będzie git. Ja się dostałam na studia, na które chciałam iść, nie wiedzialam co po nich robić, na samych studiach czułam się zagubiona i w końcu powinęła mi się noga. Wiesz w czym się dzisiaj specjalizuję? W dwóch przedmiotach, które oblałam. Doszłam do wniosku, że tyle spędziłam nad nimi czasu, że w końcu najwięcej z nich mi zostało w głowie, zaczęłam się faktycznie nimi interesować i nagle zostałam piątkowym studentem i jednym z nielicznych pracujących w zawodzie po specjalizacji. Próbuj dalej i przestan się porównywać
bo cyferki w dzienniczku nie definiują osoby - to co w życiu się liczy tak naprawdę to nie tylko co umiesz/potrafisz ale też i kogo znasz i w jakim towarzystwie się obracasz.
Bo widzisz, każdy jest kowalem własnego losu, tylko jedni od tego losu w postaci bogatych rodziców dostają od razu cała kuźnię z wyposażeniem, a inni nawet nie mają rąk. Innymi słowy, gdybyś była ich koleżanką/przyjaciółką to nagle by się znalazło i miejsce u nich w mieszkaniu i być może jakaś pomoc w dostaniu się na wymarzony kierunek albo jakaś inna forma wsparcia np. motywacja do zrzucenia nadprogramowych kilogramów itp.
Tak więc super, że dostałaś 5 z budowy pantofelka czy coś - no ale się to nie przełoży na sukces w życiu.
Serio? Masz znajomych którzy Cię wepchną na studia mimo że matura niezdana albo zdana kiepsko? Albo będą Cię nocować u siebie kiedy Cię nie stać na opłaty pokoju? No weź.
Tak, mam - mam takich znajomych, którzy by mi pomogli pożyczając 10 czy 20 tysięcy, gdyby była taka potrzeba. Gdybym nie miał gdzie się podziać to w sytuacji awaryjnej na spokojnie by mnie przygarnęli (co działa w drugą stronę oczywiście).
Różni ludzie mają różne czy to znajomości czy możliwości finansowe itp - dlatego wiem, że warto mieć znajomych i przyjaciół, a nie być odludkiem i serio - nikt, nigdy mnie nie pytał poza rodzicami i dziadkami co dostałem za ocenę z pantofelka, tak samo jak nigdy to nie miało, najmniejszego znaczenia.
Tak, znajomości są bardzo ważne i przydatne, ale pewnych rzeczy nie załatwią. Nie pomogą autorce dostać się na studia z kiepskim wynikiem maturalnym, nie pomogą zdecydować się na jakąś ścieżkę zawodową, nie sprawia magicznie, że schudnie. Wsparcie właściwych osób w otoczeniu może autorce pomoc dojść do tego samej. Ale z punktu widzenia introwertyka, cierpiącego w liceum na chorobliwa nieśmiałość, spodziewałabym się, ze nawet gdyby autorka się zmusiła do wychodzenia z tymi ludźmi z liceum, to nic by z tego nie było. Zwłaszcza, że nimi gardzi i oni też jej nie lubili.
No to masz fajnych znajomych. Ale co innego pożyczyć komuś pieniądze wiedząc że je odda, tak samo jak przenocować kogoś choćby i miesiąc, a co innego pozwolić mu mieszkać u siebie przez czas trwania studiów, wiedząc że ten ktoś pochodzi z biednego domu i nie będzie w stanie za to zapłacić. To są różne poziomy.