#fY4GE

Jestem piętnastolatką i mam problem z utrzymaniem moczu w nocy. Zawsze korzystam z toalety przed snem, mimo to często budzę się rano z mokrym prześcieradłem. Zwykle wtedy śni mi się, że siedzę bezpiecznie na ubikacji, ale to jest pułapka. Moi rodzice twierdzą, że to tylko przejściowe, ale ja chciałabym pójść z tym do lekarza. Boję się tego, że kiedyś nie wytrzymam i posikam się przez sen na jakiejś wycieczce. Starsza siostra mi dokucza, śmieje się ze mnie, że powinnam kupić pieluszki. Wstydzę się o tym mówić, ale nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Płaczę po nocach i nie umiem się uspokoić, coraz częściej zarywam noc. Nienawidzę siebie za to. Czuję się jak ostatni śmieć.

#5ABOD

Po roku i siedmiu miesiącach zrozumiałem, że moja dziewczyna jest osobą aseksualną. To wyjaśnia mi absolutnie wszystko, ale nie mam pojęcia, co teraz robić. Nasze języki miłości drastycznie się mijają. Dla niej bliskość to codzienność: wspólne rozmowy, poczucie humoru i więź emocjonalna. Ja natomiast nie potrafię funkcjonować bez dotyku, czułości i fizycznego oddania. Połączenie tych dwóch światów jest tym trudniejsze, że jej ADHD sprawia, iż często bywa przebodźcowana, co jeszcze bardziej odpycha ją już od jakiegokolwiek kontaktu fizycznego.

W niej po prostu nie ma pożądania – i nigdy go nie było. W jej głowie nie pojawia się myśl o współżyciu, a jeśli już do czegoś dochodzi, traktuje to jak obowiązek, który chce mieć jak najszybciej z głowy. Robi to z poczucia powinności, a nie z własnej chęci czy potrzeby eksploracji. Nigdy nie czuła pociągu seksualnego do żywego człowieka; jej jedyne fascynacje dotyczą bohaterów literackich lub czystych fantazji, których jednak wcale nie chce przenosić do rzeczywistości. Mam poczucie, że nie jestem w stanie jej rozpalić – u niej strefy erogenne nie istnieją, a gra wstępna jest praktycznie niemożliwa.

Wpadliśmy w niszczące błędne koło. Marzę o pocałunku, czułym dotyku i cieple, a w zamian dostaję chłód i odrzucenie. Każda moja kolejna próba kończy się upokorzeniem i słowami „przestań” lub „stop”. Statystyki naszego związku są bolesne: współżyjemy może dwa razy w miesiącu, z czego 90% moich inicjatyw kończy się odmową. Przez cały czas trwania relacji mógłbym na palcach jednej ręki policzyć sytuacje, w których ona, bezinteresownie i nie z mojej inicjatywy, zadbała o moją przyjemność. Nawet o głębsze przytulenie czy dłuższy pocałunek muszę się dopraszać.

To wszystko sprawia, że czuję się we własnych oczach jak „zboczeniec”, bo ciągle myślę o bliskości, której mi brakuje. Ona broni się zmęczeniem, wymówkami albo sugeruje, że to wina zbyt słabej sylwetki. Choć wielokrotnie prosiłem o drobne gesty, które nie są seksem – jak masaż czy pieszczoty – kończy się na obietnicach bez pokrycia. Na masaż, który obiecała mi wielokrotnie, czekam już od dziesięciu miesięcy.

Na początku brałem całą winę na siebie. Zadręczałem się myślą, że jestem niewystarczający, że nie mam odpowiednich walorów fizycznych lub umiejętności. Czułem się „zjebany”, bo potrafiłem zbudować z nią piękną więź emocjonalną, ale kompletnie poległem na polu seksualnym. Dziś widzę, że to nie jest moja wina, ale to nie zmienia faktu, jak bardzo czuję się w tym wszystkim samotny.

#CYFtL

Jestem ateistą jakoś od 13 roku życia, czyli od ok. 7 lat. Uważam, że po śmierci nie może nic nastąpić, po prostu umieramy – jednak to, co mi się przytrafiło, zmieniło moje nastawienie.

Jakoś w połowie grudnia mój brat do mnie zadzwonił, że jakiś koleś wystawił przed dom swoje „graty” i jest rower, ale bez powietrza w oponach, więc czy mógłbym podjechać samochodem. Zgodziłem się i tam pojechałem. Na miejscu od razu wpadło mi w oko duże lustro, przypomniałem sobie, że moja dziewczyna marudzi mi o duże lustro do korytarza od kilku tygodni. Przywiozłem je do domu i skapnąłem się, że nie mam jak tego lustra powiesić, nie mam żadnego haczyka ani nic. Nie mogłem też go postawić, więc stwierdziłem, że przykleję to lustro na taśmę i będzie git.

Moja dziewczyna wróciła z pracy, pośmialiśmy się trochę, że na taśmę jak wszystko, no ale ogarnie się potem, gdzie to powiesić.

Nadeszła noc, śpimy sobie smacznie, nagle słyszę jakiś dziwny dźwięk, sprawdzam godzinę – po pierwszej w nocy. Dalej słyszę ten dźwięk – ktoś tam jakby coś zrywa. Nagle sobie uświadamiam, że to dźwięk zrywanej taśmy... Budzę Natalię i nic nie musiałem tłumaczyć, od razu było po niej widać, że jest obsrana jak ja. I nagle słyszymy bicie się lustra. Pomyślałem, że może samo się odkleiło i spadło.

Idziemy z Natalią do korytarza, a lustro leży na ziemi całe obmacane, jakby ktoś jeździł po nim palcami. Od tej pory nie spaliśmy, po prostu przeżyliśmy ten dzień z pobudką o pierwszej w nocy.

Nikomu o tym nie mówiliśmy – chcieliśmy o tym powiedzieć rodzinie na święta, ale przełożyliśmy to na sylwka i wyszło tak, że nikt nie wie. Dalej nie wierzę w paranormalne rzeczy, ale to chyba tylko dlatego, że się boję w to wierzyć. Ta noc zmieniła moje życie.

#YeIdK

Piszę to, żeby „uwolnić” się od tego, co siedzi mi w głowie. Mam 14 lat i prawdę mówiąc, czuję się brzydka, nudna i generalnie mało interesująca. A to głównie dlatego, że prawie wszystkie osoby, które znam, miały już jakieś swoje miłostki.
Niektórzy po prostu byli zakochani bez wzajemności, inni z wzajemnością, jeszcze inni byli albo są w związkach – a ja nigdy nie dostałam nawet propozycji związku, ani tej durnej adoracji z boku.
Wiem, co pewnie teraz pomyślisz: „masz jeszcze czas”, „jesteś młoda” itd. Rozumiem to, naprawdę. Ale i tak czuję się samotna. Już nawet nie chodzi mi głównie o związek (chciałabym, jasne, ale przeżyję bez). Chodzi o kogoś, kto będzie moim naprawdę najlepszym przyjacielem / najlepszą przyjaciółką – kogoś, kto będzie wiedział o mnie dosłownie wszystko, a ja o nim też wszystko.
Mam „najlepszą przyjaciółkę”, ale szczerze mówiąc, niewiele o niej wiem. Czasem czuję się, jakby ona widziała całe moje wnętrze, miała mnie całą w garści, a ja o niej praktycznie nic nie wiem.

#uLMbI

Jestem pracoholikiem, pracuję od rana do wieczora przez 7 dni w tygodniu. Znaczna część w domu jako praca umysłowa, reszta to praca fizyczna. Nie umiem już odpoczywać tak jak inni i zdaję sobie sprawę z potrzeby terapii. Mój mózg potrafi się uspokoić tylko podczas snu i podczas wieczorów, gdy mam dość, jestem przemęczona i muszę „odseparować” mózg od myślenia. Zaczynam wtedy grać. Niby nic. Tylko że ja gram w Gry LEGO – Hobbit, Avengers, Batman, Gwiezdne Wojny... Zostało mi to po tym, jak kiedyś grałam z córką. Okazało się, że zamiast rozwalania wroga i krwawych horrorów „dla odreagowania”, wolę biegać LEGO hobbitem wśród zieleni i zbierać monety. Tak, wiem, że to pewnie żaden wstyd, ale w głowie mam zakodowane stereotypy, których nie mogę się pozbyć. Mam 39 lat, własną firmę, powinnam być poważniejsza. W bibliotece Steam mam nawet gry z gatunku horrorów albo przygodowe „dla starszych graczy” za kilkaset złotych, w które nie grałam ani razu. Nie umiem, nie potrafię się zmusić. Potrzebuję prostej, nieskomplikowanej rozrywki, by mój umysł choć chwilę odpoczął od ciągłego myślenia. Za to uwielbiam filmy z gatunku horrorów, najlepiej psychologicznych, paranormalnych, ale i krwawymi rozbryzgami nie pogardzę.

#aQt3K

Gdy zaczęłam szkołę średnią, spodobał mi się pewien chłopak (nazwijmy go Marek). Ledwo co go znałam, pisałam z nim tylko na messengerze. Po paru tygodniach on zapytał o spotkanie, na co się zgodziłam. Dowiedziałam się, że po spotkaniu koleżanka wygadała mu, że mi się podoba, przez co już mi nie odpisywał i ignorował mnie cały czas. Po paru dniach zauważyłam, że jego koledzy z klasy śledzą mnie i moją przyjaciółkę, trwało to tygodniami, a my bałyśmy się odezwać. Po około 2 miesiącach jego koledzy z klasy wysyłali mi anonimowe wiadomości, wyzywające mnie itp. Marek też założył fake konto, by do mnie pisać i się wyśmiewać ze mnie, po paru dniach się przyznał, że to on ze swoim kumplem. Pewnego dnia poznałam takiego chłopaka, długo ze sobą pisaliśmy, na pierwszy rzut oka to był zajebisty facet. Po miesiącu się spotkaliśmy. Cały czas mnie o wszystko wypytywał, po czym zaczął namawiać, bym napiła się z nim wódki, że pójdziemy do niego się przespać (byłam nieletnia). Po pewnym czasie zaczął mnie obmacywać, przytulać na siłę, a ja po prostu uciekłam. Następnego dnia w szkole usłyszałam Marka z tym kolegą, co się spotkałam. Okazało się, że Marek namówił go, by mnie przeleciał. Gdy tylko obydwoje mnie zauważyli, to zaczęli robić mi zdjęcia. Bałam się komukolwiek to powiedzieć, bo nie chciałam, by oni jeszcze bardziej mnie gnębili. Po tym wszystkim zaczęłam bardzo bać się jakichkolwiek chłopaków. Nie potrafiłam z żadnym porozmawiać, a tym bardziej nie chciałam, by któryś mnie dotknął, nawet żeby się przywitać. Dopiero po pół roku wyleczyłam się z tego, wtedy gdy poznałam mojego obecnego narzeczonego.

#bKtyj

Wracałam pociągiem od przyjaciółki, u której spędziłam kilka poprzednich dni. W drodze na peron kupiłam sobie frytki, w końcu czekała mnie dość długa podróż. Wsiadłam do pociągu.
W moim wagonie nie było nikogo poza mną. Do odjazdu zostało jeszcze około 10 minut, więc postanowiłam umilić sobie oczekiwanie, pisząc z koleżanką i zajadając się fryteczkami.

Po chwili do mojego wagonu wsiadł mężczyzna (na oko 40-50 lat) i zajął miejsce naprzeciwko mnie. Byłam zajęta jedzeniem i pisaniem w najlepsze z przyjaciółką, więc nie zwróciłam na niego większej uwagi. Do czasu kiedy spytał: „Nie przeszkadza ci to?” Spojrzałam na niego zdziwiona, zastanawiając się, o co mu chodzi.
I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas świdrował mnie wzrokiem i się mast***ował.

#iT2Ny

Kiedy miałam 12 lat, napisałam po angielsku niezbyt składną (i w 100% wymyśloną), pełną różnych błędów językowych historię o moich doświadczeniach z duchami. Wrzuciłam to na jakieś forum i przez jakiś czas obserwowałam, jak ludzie próbowali mi doradzać, czasami coś odpisywałam. Po jakimś czasie znudziło mi się, przestałam wchodzić na forum, a po roku już nie pamiętałam o całym zajściu.

Ostatnio, przez pewną książkę, zaczęłam interesować się wiarą ludzi w duchy, zjawiska nadprzyrodzone itd. W końcu znalazłam się na polskich forach i w oczy rzuciła mi się pewna popularna i często omawiana tam historia. Była dziwnie znajoma. Zainteresowałam się tematem.

Okazało się, że historyjka została przetłumaczona na polski. Znalazłam link do oryginału i... tak. To moja historia. Chociaż minęło sześć lat, ludzie dalej do niej wracają, komentują ją, tworzą do niej teorie, a nawet stworzyli dwa filmiki na YouTubie.

#wizOz

Mam 24 lata i odkąd pamiętam, jestem raczej nieśmiała. W podstawówce przeżywałam katusze na prawie każdej lekcji przyrody: nasza nauczycielka uwielbiała pracę w grupach połączoną z prezentacją wyników i zawsze wyrywała mnie do odpowiedzi. W końcu tak mnie wytrenowała, że wychodzenie na środek i opowiadanie o wynikach pracy nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Ba, z czasem wszelkie „prezentacje” zaczęły sprawiać mi przyjemność i starałam się moją publiczność zaskoczyć ich tematem. Dlatego przed obroną pracy inżynierskiej zaczęłam myśleć, że sobie świetnie poradzę, bo przecież to żadna stresowa sytuacja, nie ma w tym nic strasznego, nikt nie patrzy na mój wygląd, a oceniana jestem tylko za wypowiedź. Że przecież robiłam to tyle razy, że bez problemu opowiem o wynikach moich badań pewnym głosem, bez plątania się we własnych słowach.
Wyszłam na środek sali, przedstawiłam siebie i tytuł pracy i mój głos zaczął się łamać, przemknęło mi przez myśl, że muszę żałośnie wyglądać i... rozpłakałam się.

Pracę magisterską realizuję jednak w innym zakładzie, niż planowałam... ;)

#NS7Re

W tamtym roku mój tata stracił pracę, a mama miała poważną operację. Musieliśmy zacisnąć pasa i zacząć solidnie oszczędzać. Starałam się pomagać rodzicom w domu, przejęłam większość obowiązków, takich jak sprzątanie czy gotowanie. Zdawałam sobie sprawę, że wszystkim nam jest ciężko, dlatego bez piśnięcia zrezygnowałam z wycieczek i wyjazdów ze znajomymi. Nie chciałam zwierzać im się ze swoich problemów, a oni pomyśleli, że celowo się od nich odsuwam.
Codziennie przed wyjściem do szkoły dostawałam kilka złotych na jedzenie i picie. Jako że była to już końcówka jesieni, postanowiłam, że zrobię prezent dla mamy i zaczęłam zbierać pieniądze. Przez kilka miesięcy musiałam wytrzymać bez jedzenia do późnych godzin. Same zajęcia trwały zazwyczaj do 16, a powrót do domu zajmował kolejną godzinę.
W końcu tuż przed Bożym Narodzeniem udało mi się uzyskać wystarczającą sumę, by kupić upragniony przez mamę prezent – srebrny łańcuszek, który zawsze oglądała na wystawie. Była bardzo zaskoczona, kiedy pod choinką jedyny prezent należał do niej.
Nawet nie wiecie, jak ciepło na serduchu mi się zrobiło :)
Dodaj anonimowe wyznanie