#O2Mt6

Moja dziewczyna ma czasem dziwne pomysły. Ostatnio wymyśliła, że musimy przeciwstawić się sklepom, bo już w połowie listopada promują święta i z tego powodu zadecydowała, że nie będziemy robić zakupów aż do 23 grudnia. Po kilku dniach jej przeszło, ale tylko dlatego, że znalazła inny powód do marudzenia, a mianowicie ludzie palący na przystankach. Postanowiła, że za każdym razem jak zobaczy, że ktoś pali w miejscu publicznym, to będzie go pryskać odświeżaczem do kibla. I zrobiła to... Dorwała jakiegoś pana w średnim wieku i go spryskała tym zapachem. Pan się lekko zdenerwował i zaczął bluźnić, no ale ja się nie dziwię, bo też bym nie chciał śmierdzieć jak publiczna toaleta. Bo wiecie, wybrała taki najtańszy i najbrzydszy zapach.

Wstydzę się z nią gdziekolwiek pokazywać, bo nigdy nie wiadomo, co jej przyjdzie do głowy.

#pvBW6

Miałem bardzo ważne spotkanie w pracy, świetnie przygotowany wyszedłem odpowiednio wcześnie, ponieważ nie lubię robić wszystkiego na wariackich papierach. Wchodzę do windy w moim bloku, wraz ze mną sąsiad, który lubi sobie wypić i ewidentnie czuć, że zapomniał o kąpieli. Na następnym piętrze do windy wsiada moja była dziewczyna, która spotyka się (i zdradziła mnie) z facetem z mojego bloku.
Ciężki poranek, ale zawsze mogło być gorzej... No i było.
Winda się zepsuła, zostałem zamknięty na dwie godziny z byłą dziewczyną i śmierdzącym sąsiadem, nie mogłem zadzwonić do szefa, ponieważ nie miałem zasięgu. Mało tego, dziewczynie zrobiło się niedobrze i zwymiotowała na mnie, przez to wszystko ja sam już nie wytrzymałem i również zwróciłem zawartość swojego żołądka.
Zabijcie mnie.

#tSVOw

Mój brat był dziś u doktora wypisać receptę na leki.
Ostatnią osobą do lekarza był na oko 13-letni chłopak. I wtedy pojawia się ona – 70-letnia pani, dobrze znana wszystkim naszym sąsiadom ze względu na upierdliwość.
Pyta standardowo, kto ostatni, a chłopak się zgłasza. Miejsc siedzących już brak, więc moher zaczyna sapać, a po braku reakcji leci lawina: „Jaka ta młodzież niewychowana; za moich czasów dzieci musiały stać, czy to do lekarza, czy w kościele”. Wtedy chłopak uśmiechnął się, wziął kule stojące obok krzesła i wstał.
Babka poczerwieniała, ale usiadła. Brat, który właśnie miał wchodzić do gabinetu, poprosił chłopaka, żeby wszedł przed niego.

No i które pokolenie jest bardziej niewychowane?

#EcXh2

Pracuję w sklepie odzieżowym. Raz przyszła bardzo elegancka kobieta i poszła przymierzyć białą, dość obcisłą sukienkę. Dodam, że do najtańszych nie należała.
„Grubo w niej wyglądam” – usłyszałam z wnętrza przymierzalni, więc odpowiedziałam, że jeśli nie pasuje, to może tam zostawić, a ja później zabiorę i odwieszę na swoje miejsce.

Parę minut po wyjściu tej pani ze sklepu weszłam do przymierzalni i niestety, do dzisiaj nie mogę zapomnieć tego widoku. Na środku podłogi leżała zużyta, zakrwawiona podpaska, a obok niej biała sukienka z wielkimi czerwonymi plamami. Domyślam się, że ta pani chyba podcierała swoje eleganckie dupsko naszą sukienką, no bo co innego mogła z nią robić?

Ja nie wiem, co ci ludzie mają z głową.

#SALya

Ostatnio jechałem samochodem do pracy, tą samo drogą co zawsze. Po pewnym czasie zorientowałem się, że zmienili znaki i jadę samochodem pod prąd! Niestety na moje nieszczęście tuż za rogiem stała Policja. Policjant powiedział, że będzie mandat 500 zł i 5 punktów.
Oddałem dokumenty do sprawdzenia, po pewnym czasie przychodzi policjant i mówi: „Nie wlepię panu tego mandatu, bo tyle to pana samochód kosztuje, albo i mniej...”.

Po raz kolejny mój Fiat Seicento uratował mnie przed mandatem :D

#SNmEk

Historia z mojego dzieciństwa, miałam wtedy 5 lat.

W moim przedszkolu była dziewczynka, Ania, która potrafiła sobie podporządkować wszystkie dziewczynki z naszej grupy. Wszystkie chodziły jak w zegarku, wypełniając jej polecenia. Bawiły się w to, w co im kazała, oddawały jej smakołyki, można powiedzieć, że była „królową” naszego przedszkola. W pewnym momencie zwykłe rządzenie jej się znudziło, postanowiła znaleźć sobie kozła ofiarnego, którym stałam się ja, więc dzieci przestały się ze mną bawić, zostałam odsunięta przez grupę. Było to dla mnie bardzo przykre, płakałam po kątach, byłam wyśmiewana. Aż trudno uwierzyć, że tak małe dzieci potrafią tak sterować innymi.
Ania była szczególnie dumna ze swoich nowych bucików, wszyscy jej zazdrościli. Któregoś dnia zostałam sama w szatni, wzięłam buty Ani i nasikałam do nich. Powtarzałam to kilka razy, kiedy nikt nie widział. Któregoś dnia, kiedy po Anię przyszła mama, wściekła się, że ta znowu ma mokre buty. Zdjęła jej spodnie, majtki, przełożyła przez kolano i na oczach wszystkich dzieci dała jej kilka klapsów.

Ta sytuacja nie zmieniła zachowania Ani, ale jej płacz i wstyd dał mi wtedy wielką satysfakcję. Do dziś kiedy czasami sobie o tym przypominam, czuję dumę, że to zrobiłam.

#NP3MI

Kiedy miałem 20 lat, zmarł dziadek. Ze dwa lata później babcia trafiła do szpitala, a że miała w domu psa i kota, to przyjeżdżałem tam dość często, żeby się nimi zająć.
Przy drugiej wizycie rozlało mi się trochę soku na dywan. Postanowiłem to sprać. Na dywanie zrobiła się jasna plama po moim spieraniu. Zleciłem profesjonalne pranie. Wybrałem złą firmę, bo zniszczyli dywan. W czasie kiedy dochodziłem z nimi swoich racji, postanowiłem odkupić szybko taki dywan, bo dziadek go uwielbiał, a babcia miała duży sentyment do wszystkiego, co kojarzyło się z dziadkiem. Wydałem fortunę. Stanąłem na głowie, żeby taki zdobyć. Babci powiedziałem, że to ten stary, tylko wyprany.
Babcia oddała go do jakiegoś Caritasu czy czegoś takiego z tydzień po powrocie ze szpitala. Stwierdziła, że nigdy się jej nie podobał, a jak jest czysty i niezakurzony, to w końcu nie wstyd go oddać.

#bRWVB

Dziś o 7:30, jadąc z synem do szkoły, widziałam po drodze starszego mężczyznę, który z wielkim trudem, praktycznie bez sił, pchał rower z całym swoim dobytkiem, którym był stos starych ubrań, kartonów i worków. Wracałam o godz. 11 i ten sam mężczyzna był jedynie ok. kilometra dalej, nadal z wielkim trudem prowadząc swój rower. Zabrakło mi odwagi, by pomóc, zapytać, czy nie potrzebuje pomocy. Nie mogłam jednak o nim zapomnieć, więc o 12 zrobiłam ciepłą herbatę, kanapkę i wyjechałam zdecydowana na interwencję. Człowiek ten był w dokładnie tym samym miejscu, co ostatnio. Grzebał w pojemniku na używaną odzież. Zatrzymałam się, podeszłam, zaproponowałam herbatę. Na początku grzecznie podziękował, jednak po chwili poprosił. Chudziutki, blady, starszy pan ok. 80 lat, trzeźwy, bardzo grzeczny. Nie chciał pomocy, nie chciał pieniędzy. Wypił tylko herbatę. Tak strasznie bezdomny. 
Dlaczego tak musi być? Jestem załamana, my młodzi tylko chcemy więcej wszystkiego. Kasy. A on nie ma nikogo i niczego. Nie ma pomocy.

#E7uqy

Kupiłem okazyjnie bardzo ładne chińskie kapcie. Już po paru dniach przekonałem się, dlaczego było tak tanio — po kilku minutach, kiedy kapcie ogrzały się na nodze, to potwornie śmierdziały, a stopa robiła się wilgotna. Odżałowałem te kilka złotych i postawiłem kapcie przy drzwiach, żeby przy pierwszym wyjściu wyrzucić je do śmietnika.

Akurat na chwilę przyszedł do nas wujek, który miał kupić coś dla babci. Ale że babcia nie uznawała „na chwilę” i nikogo nie puściła bez filiżanki herbaty, to musiał chwilę zostać. Babcia jako osoba staroświecka nie pozwalała chodzić w butach po domu i podała wujkowi kapcie. Nie muszę dodawać które...

Ponieważ z chwili zrobiło się pół godziny, kiedy zszedłem na dół, wujek się w pośpiechu ubierał. Od razu poczułem znajomy „aromat”, ale wujek nic nie zauważył. Kiedy wrócił do domu i zdjął buty, musiał się nieźle zdziwić. Ciocia pewnie też...

#LMuX6

Trochę śmiesznie. Anonimowo, żeby synowi nie robić „siary”, no ale do rzeczy.

Tamtego roku moja dziesięcioletnia latorośl w końcu dała chwilę oddechu „starym” i z radością wyjechała na kolonię. Kontakt telefoniczny milionpięćsetstodziewięćset razy dziennie, bo oczywiście mama jedynaka martwi się, jak sobie to dziecię bez niej poradzi w wielkim, nadmorskim mieście. Ku mojemu zdziwieniu wszystko było OK. Dzieciak się cieszył i bawił, aż do pewnego dnia, kiedy to z przerażeniem powiedział mi, że „zrobiły mu się cztery gniotki”. Nie dopytywałam... Gniotek to gniotek, no przecież nic innego jak odcisk. Nowe buty, więc pewnie trochę uwierały i stąd cały problem. Przed wyjazdem oczywiście przewidziałam różne medyczne okoliczności, więc zapakowałam kilka przylepców, w tym te na odciski również. Kazałam dzieciakowi nakleić na „gniotki” posiadane przylepce z obietnicą, że na pewno przejdzie, a jeśli mu zabraknie, to ma zgłosić się do opiekuna, a ten na pewno da mu nowe. Syn zapytał, jak długo ma z tym chodzić. No jak? Aż nie przejdzie.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że moje dziecko wróciło do domu z przylepcami na twarzy! Pytam, o co chodzi, a ten odkleja plasterki i z dumą prezentuje mi swoje pierwsze niedoskonałości skóry, zwane do dziś dnia gniotkami.

Zastanawia mnie tylko, co do diaska robili opiekunowie i kim oni byli, że nie zdziwiły ich plastry na odciski na twarzy noszone przez cztery dni.
Dodaj anonimowe wyznanie