#Yt7QM

Ostatnio byłam z klasą na wycieczce. Ogólnie nasza grupa liczy 18 osób, znamy się wszyscy od 6 lat, jesteśmy bardzo zgrani i traktujemy się troszkę jak rodzina.

Gdy wysiadaliśmy do autobusu, nikt nie zauważył, że zasnęłam i nie wysiadłam. Obudził mnie kierowca na końcu trasy, jak się okazało - dobre cztery godziny później, 200 km od miejsca docelowego. Gdy zadzwoniłam do dziewczyn z klasy, okazało się, że nikt nie zauważył mojej nieobecności...

Chyba muszę trochę zmienić opinię o naszej wspaniałej klasie...

#WncsQ

Jestem zazdrosna o psa.

Pół roku temu wzięliśmy psa ze schroniska. Mój mąż jak wraca do domu to najpierw wita się i przytula z psem. Do mnie rzuca zwykłe "hej". Jak chcemy pójść na miasto, to tylko z psem, bo on go samego nie chce zostawić, bo będzie pies smutny. Śpi z nami w łóżku przytulony do męża, mimo iż mówiłam, że nie chcę sierści w łóżku. Wyciągnąć mojego męża na wspólny spacer? Niemożliwe. Natomiast z psem wieczorem potrafi zniknąć na godzinę, żeby pies się wychodził.

Takich sytuacji jest mnóstwo. Może to głupie, ale czuję się zaniedbywana przez męża z powodu psa.

#7dLRz

Moja mama od zawsze miała sprecyzowaną wizję życia — gromadka dzieci, ona zajmująca się domem i mąż pracujący na utrzymanie całej gromady. Mamy piękny dom, w którym zawsze jest porządek, codziennie pyszny obiad na stole i świeże ciasto co niedzielę. Tata prowadzi firmę budowlaną. Oprócz mnie „dorobili” się jeszcze dwóch synów. Można więc powiedzieć, że plan powiódł się w 100%. Gratuluję i szanuję. W czym więc problem? Otóż w tym, że jestem totalnie inna niż ona, a mama nie potrafi przyjąć tego do wiadomości.

Od kilku lat słyszę, że chciałaby wcześnie zostać babcią itd. Za każdym razem, gdy tłumaczę jej, że nie zamierzam zakładać rodziny, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie widzę się w roli żony i matki, wybucha awantura. Moje osiągnięcia nie robią na niej wrażenia. To, że jestem najlepszą studentką na roku — zero reakcji. Zagraniczny staż, stypendia i publikacje w branżowej prasie — zero reakcji. Wiadomość, że któraś z moich rówieśniczek jest w ciąży/wyszła za mąż — wzruszenie, wykłady pt. „macierzyństwo i rodzina sensem życia” + pretensje, że ja taka nie jestem. Ano nie jestem. I nigdy nie będę. Nie kręcą mnie związki, randki, trzymanie za rączki. Dzieci brzydzą i przerażają. Skupiam się na własnym rozwoju, karierze.

Próbuję nie reagować, ale coraz częściej, gdy słyszę kolejną porcję wyrzutów, mam ochotę jej wykrzyczeć, że kilka miesięcy temu nie wyjechałam na Słowację pozwiedzać, tylko się wysterylizować.

#sNJsU

Z moim mężem byłam 6 lat po ślubie Co ważne w tej historii, on lubił również facetów. Nie przeszkadzało mi to, bo wiedziałam, że nigdy z żadnym nie był, nic z tych rzeczy, ale mówił, że "przede mną" lubił sobie popatrzeć na fajne męskie ciało, doceniał to, że faceci o siebie dbają, ćwiczą itd, ale nie, żeby chciał coś więcej.

Ale przechodząc do sprawy. Szykowałam się miesiącami do ważnego wydarzenia, jakim był ślub mojej siostry. Miałam być jej świadkową, wiadomo, ważna rzecz. Chciałam wyglądać dobrze itd. To była ważna uroczystość, ostatni ślub w tak bliskiej rodzinie. Byłam szczęśliwa, że siostra jest szczęśliwa, a jej faceta zaakceptowała cała rodzina, zaprzyjaźniliśmy się wszyscy, często wychodziliśmy razem (ja i mój mąż, plus moja siostra z narzeczonym) na imprezy czy do kina itd.

Nadszedł dzień ślubu, rozdzieliliśmy się na dwa obozy, żeński i męski, z uwagi na to, że mieliśmy do odwiedzenia w tym dniu różne miejsca. Panowie po kwiaty i swoje sprawy. My zaś kosmetyczki, fryzjerzy, cały sztab charakteryzacji :) Ślub się odbył, było pięknie. Potem wesele, nie zauważyłam nawet, jak mój szwagier z moim mężem się trochę wstawili, no nie za mocno, ale jednak to wesele jednego z nich, zdjęcia itd., trzeba się trochę doprowadzić do porządku. Zaprowadziłam ich do jednego z pokoi, które mieliśmy wynajęte, kazałam się na chwilę położyć (to akurat nie był żaden ważny moment wesela, więc Pan Młody mógł zniknąć na pół godzinki, a stwierdziłam, że tyle potrzebuje, żeby wrócić do stanu prawie idealnego).
Wróciłam (żeby ich obudzić) po tym czasie do pokoju ( miałam do niego kartę). Oni nie spali... uprawiali ostry seks...
Moja mina musiała być bezcenna...

Dobrze, że na weselu była kuzynka, która jest prawnikiem, przy okazji szybko po weselu nas rozwiodła... Wszystkich.

#XQgIR

20 lat temu byłem w liceum prześladowany przez pewnego człowieka, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Szarpanie, popychanie i wyzwiska były na porządku dziennym. A to tylko dlatego, że dobrze się uczyłem, nie piłem, nie paliłem. Poderwał nawet dziewczynę, którą zamierzałem zaprosić na studniówkę, tylko dlatego, że podobała się mnie. Po 4 latach takiej sieczki było wiadomo, że z moją psychiką nie jest najlepiej.

Karma wróciła dzisiaj, gdy to od mojej decyzji zależy, czy syn tego człowieka zaliczy mój przedmiot i pojedzie na obóz sportowy, od którego zależy jego dalsza kariera jako koszykarza. Nie mam zamiaru uniemożliwiać temu chłopakowi kariery, bo jest on zdolny i to nie jego wina, że ma takiego ojca. Ale miodem na moją skołataną latami licealnymi psychiką był widok tego człowieka, płaszczącego się przede mną i błagającego ze łzami w oczach, bym dopuścił jego syna do egzaminu. Chłopak to noga z biologii, dlatego czeka mnie cosemestralna powtórka tego widowiska.

#uJXF5

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że umieram. Powoli przestaję być zdolna do funkcjonowania. Nie jestem w stanie się uczyć, mój mózg nie przyswaja wiedzy choćby nie wiem co. Choć śpię dużo, jestem niewyspana i ciągle przysypiam, czy to w szkole, czy autobusie. Praktycznie bez przerwy boli mnie głowa i stawy, np. kolana, łokcie i nadgarstki. Nie mam siły na nic i albo się głodzę, albo objadam. No nie wytrzymuję już. Pragnę odpoczynku i czułości, a nikt się mną nie interesuje. Chciałabym mieć kogoś, kto by mnie ukoił i dał mi spokój. I ja wiem, że to nierealne marzenie, ale marzyć chyba można, tak?

#zKTuQ

Tuż po studiach wyjechałam za granicę. Zmywak, kelnerka, sprzątanie — łapałam się wszystkich prac. Tyrałam jak wół i ledwo dawałam radę. Po parunastu miesiącach nieśmiało aplikowałam do korporacji. Pamiętam moje niedowierzanie, gdy zaprosili mnie na rozmowę. Pożyczyłam od współlokatorki żelazko i wyprasowałam koszulę, którą przywiozłam z Polski. Dostałam tę pracę! Byłam taka wdzięczna losowi za to, że nie muszę już pracować na nogach... Starałam się, jak tylko mogłam, żeby udowodnić, że jestem solidną pracownicą. Często nawet zostawałam po godzinach. To nie jest Polska — tutaj doceniają pracowników, dlatego też zaczęłam awansować, powolutku byłam „coraz wyżej”. I tak po paru latach wyrzeczeń i braku życia prywatnego zarabiałam naprawdę dobrze w młodym wieku. Wynajęłam piękne mieszkanie, żywiłam się dużo lepiej i kupiłam kamerę, żeby móc nagrywać filmy dla rodziny. Sprawiało mi to taką frajdę, że postanowiłam wrzucić coś na YouTube. Z perspektywy czasu widzę, jak płytkie to były filmy — po prostu cieszyłam się z ludźmi tym, że mogę sobie coś kupić (wszystkie zakupy pokazywałam potem w domu, tak jak to do teraz jest modne w internecie). Chodziłam do kosmetyczki i opowiadałam o zabiegach. Myślałam, że to pozytywne; dorobiłam się i pokazuję, że można coś osiągnąć nawet w młodym wieku. W moich filmach nigdy nie wyśmiewałam nikogo, po prostu dobra energia.

Oczywiście mój kanał udostępniałam na Facebooku... i to był błąd. Zaczęło się — wiadomości od obcych ludzi, z którymi podobno „się kiedyś przyjaźniłam”... Na ogół zaczynało się wiadomościami neutralnymi typu co u mnie, czym się zajmuję itd. Wszystkim chodziło o jedno: pomóż, pożycz, dej. Kulturalnie odpisywałam, że jak ktoś chce, to mogę doradzić, jak szukać mieszkania, pracy, może jakie kursy. NIE! Najchętniej wszyscy do mojego mieszkania i żebym im pracę załatwiła, bo przecież tyle lat się znamy! Wtedy mówiłam, że nie – i się zaczęły chamskie komentarze pod filmami. Szczytem było, jak moja mama zadzwoniła z pytaniem, czy to prawda, że pracuję w nocnym klubie, bo tak usłyszała od koleżanki. Ręce mi opadły. Tak smutno jeszcze nigdy mi nie było. Żeby własna mama mi nie wierzyła... Usunęłam obydwa konta, na Facebooku mam nowe z fikcyjnymi danymi i najbliższymi osobami. Zero pasożytów w moim życiu i tak jest mi dobrze.

#lQktX

Sytuacja trochę stara, bo z wakacji.

Wyszliśmy niewielką grupką znajomych posiedzieć nad jeziorko. Po pewnym czasie dołączył do nas jeszcze jeden chłopak, znałam go z opowieści swoich znajomych, ale widziałam pierwszy raz w życiu. Od samego początku było widać, że jest trochę wstawiony, ale pomimo tego i tak dalej pił alkohol. Na początku wydawał się spoko, ale gdy doprowadził się do stanu, w którym przestał kontaktować, zaczął mnie dotykać, na siłę szarpać, do tego stopnia, że później miałam na skórze ślady. Nasi znajomi mówili mu, że ma przestać i się odsunąć, ale nie reagował. Dopiero gdy moja przyjaciółka zauważyła, że mam łzy w oczach i nie potrafię się ruszyć, to odsunęli go i wróciliśmy do domu. Dopiero tam zaczęło do mnie docierać to wszystko, co się wydarzyło. Byłam wściekła na samą siebie, że nie zareagowałam i go nie odepchnęłam, ale byłam w zbyt dużym szoku i nie potrafiłam zareagować, trochę nawet nie potrafię tego określić. 
Po jakimś czasie od tamtej sytuacji dowiedziałam się, że on po tym wszystkim powiedział, że to nie jego wina, bo on był pijany, a ja go sprowokowałam (miałam na sobie czarne dresy i szarą oversizową bluzę).
Może niezbyt interesująca historia, jednak do dzisiaj czasami mam wyrzuty sumienia, że się nie odezwałam i jest to moja wina.
Dodaj anonimowe wyznanie