#ffr03
Mój problem polega na tym, że w tej przeszłości byłam mocno na bakier z higieną. Prawie w ogóle się nie myłam. Waliło ode mnie na kilometr, co mi nie raz wypominali i wtedy się obrażałam, ale teraz się tym ludziom nie dziwię. Od 2 lat dbam o higienę i mam wręcz, można powiedzieć, psychiczny problem, bo jestem przewrażliwiona na punkcie czystości. Jeżeli nie ma możliwości się umyć (na szczęście, zdarza się bardzo rzadko), odczuwam ogromny dyskomfort. W zeszłym roku w podobnej sytuacji miałam napad agresji, ponieważ w takich sytuacjach wydaje mi się, że znowu staję się tą okropną osobą z przeszłości. Dotyczy to nie tylko higieny osobistej - bardzo się denerwuję, gdy w moim pokoju nie jest idealnie czysto.
#79bmd
Pewnego dnia (to już znam z opowieści, niewiele pamiętam), mama siedziała cała zapłakana otoczona mną i moim rodzeństwem. W ten dzień bowiem okazało się, że moja ciocia, ta najlepsza i najukochańsza ze wszystkich, popełniła samobójstwo. Podobno później wypytywałam, gdzie ona jest. Mówiono mi, że wyjechała, a z czasem jakoś zapominałam, przestałam pytać.
I tak, od kilku dni ryczę w poduszkę, ponieważ zdałam sobie z czegoś sprawę. Otóż ciocia wtulała się we mnie, często do nas przychodziła głównie po to, by czuć się potrzebną. Była strasznie samotna. Tak napisała w liście pożegnalnym. Była samotna, a ja, choć małe i nierozumne dziecko, nie umiałam usiedzieć w jej ramionach kilku sekund. Jest mi z tym potwornie źle. Nie potrafię sobie poradzić z tym, że mogłam coś zrobić, a tego nie zrobiłam. Tłumaczę sobie, że byłam dzieckiem, że mało rozumiałam, a ona była dorosła i sama podjęła taki wybór, ale to na nic. Sumienie nie daje mi spokoju.
Czemu tak późno? Bo jakoś przez te wszystkie lata wciskano mi, nie wiedzieć, czemu, kit, że zginęła w wypadku. Niedawno była 20. rocznica jej śmierci i wtedy moja matka wyjawiła mi prawdę, nie obwiniając nikogo. Ja sama siebie obwiniłam. Nienawidzę siebie za to, że szkoda mi było poświęcić kilka sekund z życia, żeby się do niej przytulić. Wiem, że było jej to potrzebne. Bardzo.
Skąd to wiem? Otóż historia lubi się powtarzać, tym bardziej w rodzinie. Mam siostrę z trójką małych dzieci. Ostatnio prosiłam jedno z nich o przytulenie. Oczywiście odpowiedź brzmiała stanowcze "nie". Samotność to okropne uczucie, uwierzcie mi. Jeśli nie najgorsze na świecie.
Każdy może mieć taką osobę w otoczeniu. Wiecznie smutną, nieobecną, małomówną. Nie mówię, aby każdemu rzucać się na szyję, z każdym się spoufalać. Jedynie jakoś ludzko zareagować na widok podłamanego człowieka. Moja ciocia z tego, co wiem, była często smutna, ale jakoś bez wsparcia. Czasem pytanie "Jak się czujesz?", czy zwykłe poklepanie po ramieniu działa prawdziwe cuda...
#cOVbD
Gdy urodziła się moja siostra, pewnego dnia rodzice zabrali manatki i po prostu wyszli z domu, nie oglądając się za siebie, kompletnie mnie ignorując i nie odpowiadając na moje pytania. Usłyszałam: „Nie płacz, zostaniesz z babcią”. Nie rozumiałam, co się dzieje, myślałam, że jestem okropna, że jestem strasznym dzieckiem, na tyle, że zrobili sobie nowe i się wyprowadzili. Wrócili po kilku miesiącach – dla mnie, pięciolatki, było to, jak wieczność. Nie dostałam żadnych wyjaśnień ani sygnału, że jestem OK, że mnie kochają (do tego ojciec nie mieszkał z nami do mojego 3 r.ż.) Byłam kartą przetargową, ciągle kłócili się, kogo z nich mam słuchać.
Pewnego razu babcia pozbyła się moich lalek, które dostałam od drugiej babci – były jak Porsche wśród zabawek. Zaprosiła ciotkę i zapytała, czy oddam jej te lalki, weźmie dla biednych dzieci. Nauczona, żeby się dzielić i nie sprzeciwiać, oddałam, ale w ostatniej chwili pożałowałam i chciałam je odzyskać. Czułam się winna, bo przecież inni mają gorzej. Później widziałam je na meblościance u ciotki z pomalowanymi lakierem do paznokci paluszkami i ustami, ze skołtunionymi włosami. Zniszczone. Dodam, że ciotka miała tylko synów. Zrozumiałam, że babka zrobiła to z zawiści, że dostałam je od matki mojego ojca. Innym razem chrzestna nie mogła przyjść na moją komunię, bo babka była z nią pokłócona. Nie rozumiałam, przecież mamy traktować bliźniego, jak siebie samego, dopiero co ćwiczyła ze mną modlitwy. Do dziś, kiedy ktoś jej pomaga, to najpierw wychwala, żeby potem i tak go obgadać i oczernić. Źle mówi nawet o obcych ludziach, gdy patrzy na nich z okna. Nienawidzę tego wyglądania zza firanek i komentarzy (nawet na temat ludzi chorych! Sic!!!). Strasznie klepie na prawo i lewo o moich prywatnych sprawach. Zawsze liczyła się dla niej tylko powierzchowność, jest strasznie dwulicowa, wszystko jej przeszkadza, a najbardziej ruchliwe, roześmiane dzieci. W pewnym stopniu dorośli zaniedbali mnie też zdrowotnie, a teraz ja mam się nią opiekować.
#iYT7J
Rano wpadłam do kuchni cała rozczochrana i z wielkimi worami pod oczami. Zastałam tam mojego ukochanego i od razu zrobiłam mu awanturę za to, że przegiął z mocą mojego napoju. Ten spokojnie wysłuchał mojego wściekłego monologu, a następnie rzekł: „Espresso skończyło się przedwczoraj. Nie chciało mi się iść do sklepu, więc zaparzyłem ci to” - mówiąc to wskazał na puszkę kawy bezkofeinowej...
#klXwK
Ale od początku.
Kiedy poznałam Adama, byłam bardzo młoda, po jakimś pół roku znajomości okazało się, że z jego zdrowiem coś się dzieje. Trwałam przy nim mimo wszystko, stwierdziłam, że jakoś damy radę. W końcu zdiagnozowano u niego chorobę nieuleczalną, która już będzie tylko postępować z biegiem lat. Adam trochę się załamał, twierdził, że pewnie go będę chciała zostawić, ale ja zostałam, później zaplanowaliśmy ślub, wesele. Jak tylko dowiedział się, że jest chory, zaczął ograniczać w pewnym stopniu moją wolność - gdzie chodzę, z kim. Niestety nie potrafiłam powiedzieć nie i w ostatniej chwili się wycofać, wzięliśmy ślub, podporządkowałam się mu jak mogłam i jakoś żyliśmy.
Najgorsze było to, że tak naprawdę nigdy go nie kochałam. Zdałam sobie z tego sprawę przed samym ślubem, oszukiwałam samą siebie, było mi go żal zostawić w obliczu tej choroby.
Po trzech latach urodziłam syna. Mieszkaliśmy z jego rodzicami, więc jak tylko urodziło się dziecko, jego matka zaczęła się wtrącać we wszystko. Kiedy stawiałam na swoim, potrafiła zgotować mi piekło i zrobić najgorszą w oczach rodziny. Adam niby mnie bronił, ale z drugiej strony prosił, abym zrozumiała też jego matkę.
Przez ostatnie lata byłam bardzo nieszczęśliwa. Wróciłam do pracy, żyłam po prostu z dnia na dzień, jak jakiś robot. Adam miał swoje humory, krzyczał o wszystko, nawet na dziecko, że jest za głośno, ale wszystko jakoś musieliśmy znosić. Walka z wszystkimi naokoło nie miała sensu, poddałam się.
I wtedy na swojej drodze spotkałam bardzo wyjątkowego mężczyznę, Marka. Szybko złapaliśmy dobry kontakt, zostaliśmy przyjaciółmi, oczywiście wszystko ukrywałam przed Adamem, ale zorientował się, że ostatnio wyglądam na szczęśliwą, więc zaczął mnie bardziej kontrolować. Sprawdza mój telefon, ile czasu spędzam na zakupach, jak długo trwa mój powrót z pracy... Mimo to nadal spotykałam się z Markiem, gdyż dawał mi dużo szczęścia i siły, rozumiał mnie. Po pewnym czasie zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej (nigdy nie spaliśmy ze sobą), aktualnie nawet wyznał mi miłość (jest wolny, nie ma nikogo), ja też go bardzo pokochałam, ale mam męża... Siostra wie, że jestem nieszczęśliwa, namawia mnie na rozwód, ale nie potrafię tego zrobić ze względu na jego chorobę. Adam i jego rodzina zniszczyliby mnie, musiałabym gdzieś uciec przed tym wszystkim, ale nie mam gdzie i nie potrafię... zresztą on zrobi wszystko, żeby pogorszyć swój stan zdrowia, trafić do szpitala nawet, bo często podczas kłótni to wykorzystuje, potrafi nawet specjalnie się przewrócić.
Marek mnie rozumie, mówi, że uszanuje każdą moją decyzję i będzie mnie wspierał.
I tak stoję na rozstaju dróg. Czas chyba wrócić do trybu robota...
#6xcRG
Gdy byłam mała, dzieliłam swój pokój z rodzicami. Zawsze po serii bajek rodzice kazali mi chodzić spać i sami włączali sobie jakieś filmy w TV. Jako że byłam strachliwym dzieckiem, bojącym się ciemności, pająków i potworów spod łóżka, zawsze zakrywałam się cała, od stóp do głów, kołdrą. Zostawiałam tylko małą dziurkę na nos, żeby mieć czym oddychać.
Pewnego dnia totalnie przypadkiem odkryłam, że przez ową dziurkę mogę oglądać TV z rodzicami! I tak też robiłam, „chodziłam spać”, a potem podglądałam sobie telewizję. Mój szatański plan sprawdzał się znakomicie!
Nadszedł wieczór, kiedy moi rodzice oglądali jakiś kryminał. Babka mordowała w nim wszystkich swoich kochanków (ten motyw pamiętam bardzo dobrze!). I nagle była scena jej kąpieli. Patrzyłam na ową, nagą panią, podziwiałam jej ciało, choć wiedziałam, że nie powinnam tego oglądać, bo rodzice nawet na scenach całowania zasłaniali mi oczy. Ale tak mnie to zafascynowało, że każdego dnia czekałam do wieczora, żeby poudawać, że śpię i pooglądać więcej takich scen. Doczekałam się masy takich przedstawień. Bardzo mi się to podobało, ale żyłam w przeświadczeniu, że to co robię, jest złe.
Nie wiem skąd mi to przyszło do głowy, bo ani ja, ani rodzina, nie jesteśmy za bardzo religijni, ale postanowiłam się wyspowiadać. Poszłam z koleżanką z domu obok do kościoła i podreptałam do konfesjonału. Było mi mega głupio, ale po serii wymieniania standardowych grzechów 10-latki, jak najciszej potrafiłam (żeby inni grzesznicy, czekający na swoją kolej, przypadkiem nie usłyszeli) wyznałam, że oglądam filmy dla dorosłych, choć wiem, że nie powinnam. Poczułam dziwne zmieszanie, ksiądz też jakoś spoważniał, ale kazał mi odpukać jakieś zdrowaśki, dał rozgrzeszenie i do widzenia. Uwierzcie mi, że gdy odeszłam od tego konfesjonału, poczułam się jakbym latała. Dosłownie! Jakbym unosiła się nad ziemią i ważyła tyle, co piórko. To było bardzo dziwne uczucie, już nigdy więcej po żadnej spowiedzi tak nie miałam.
Teraz, gdy mam 20 lat i sobie o tym przypomnę, chciałabym to poczuć jeszcze raz. Nie chodzę do kościoła, tyle co od święta, ale wiem, że choćbym wyznała swoje najbardziej zatajone grzechy, nie poczuję już tego co wtedy.
Wiem, to brzmi dziwnie, może po prostu dzieci bardziej wszystko przeżywają, może był to dla mnie taki wyczyn, że poczułam się dumna, że to zrobiłam, że dałam radę to wyznać... I dlatego poczułam się jak aniołek, choć wcale nim nie byłam.
PS. Po tym wszystkim już nigdy nie podglądałam telewizji przez „dziurkę na oddychanie” :D
#77v04
Dlaczego wyrzuciła go za łóżko? Bo chwilę później pobiegła do mamy oznajmić, że chomik się zgubił.
Niestety nie powiedziałam nikomu, bo byłam w takim szoku, że nie byłam w stanie się odezwać. Chciałam przestać się z nią zadawać, ale za każdą próbę odsunięcia się lała mnie niemiłosiernie. Miałam przez nią jeszcze sporo problemów, ale to już inna historia.
Co zrobiła jej mama? Nic. To taka typowa madka, co to jej dziecko nigdy nikomu krzywdy nie wyrządza.
#92kSa
Pewnie nie jestem z tym sama, ale u mnie zawsze gra w nim główną rolę kolega z liceum. O którym po ponad 10 latach po ukończeniu szkoły nie mogę zapomnieć.
Nie ma to jak życiowy przegryw.
#Yt7QM
Gdy wysiadaliśmy do autobusu, nikt nie zauważył, że zasnęłam i nie wysiadłam. Obudził mnie kierowca na końcu trasy, jak się okazało - dobre cztery godziny później, 200 km od miejsca docelowego. Gdy zadzwoniłam do dziewczyn z klasy, okazało się, że nikt nie zauważył mojej nieobecności...
Chyba muszę trochę zmienić opinię o naszej wspaniałej klasie...