#9SrBV

Dzisiaj chciałam kupić bilet na miejską komunikację w biletomacie. Ten jednak, jak większość w moim mieście, postanowił nie przyjmować pieniędzy. Jakaś awaria. Poszłam więc na przystanek bez biletu, tylko 2 stacje więc zaryzykuję.

Gdy czekałam podszedł do mnie starszy pan z piwem w jednej ręce i dał mi swój bilet, ponieważ zauważył że nie udało mi się kupić, a kary za przejazd bez biletu są wysokie.
Następnie wsiadł do tramwaju.

#ash0s

Kojarzycie grę "Zgadnij Kto To?"? Tę, w której odgaduje się, jaką postać wylosował przeciwnik na podstawie pytań typu "czy ta postać ma rude włosy?"', "czy ma okulary?".

Ja i moja siostra bardzo ją lubiliśmy, jednak z racji sytuacji finansowej w domu nie mogliśmy jej posiadać. Graliśmy jedynie u znajomych. Jak sobie z tym fantem poradziliśmy?

Zrobiliśmy własną wersję, używając dwóch kalendarzy adwentowych (tych z czekoladkami pod "klapkami") oraz wątpliwych zdolności plastycznych.

Postacie brzydkie jak Blobfish, ale dało się grać!

#a8fpo

Mam piekielną, chorą psychicznie współlokatorkę i jednocześnie właścicielkę mieszkania (tanie, blisko uczelni). Dziewczyna odwala różne dziwne akcje.
Ostatnio zaprosiłem kolegę na piwo. Siedzieliśmy na kanapie i przyszła do nas w stroju kąpielowym. Chwilę pogadała, podeszła do okna i wyrzuciła przez nie moje (!) buty. Wydawała się być roztrzęsiona.

Z kumplem, z którym mieszkam, uznaliśmy, że czas porozmawiać z dziewczyną na temat jej zachowania. Spytaliśmy się jej, czy się leczy. Odpowiedziała nam, że przez leki staje się głupia jak reszta społeczeństwa. Dodała, że bez leków jest szamanką i wróciła do swojej oderwanej od rzeczywistości codzienności, kończąc rozmowę z nami.
Następnego dnia zastaliśmy ją tańczącą i wijącą się w pokoju. Nie udało się z nią pogadać.
Umówiliśmy się, że sami na własną rękę sprawdzimy, co jest z nią nie tak. Kiedy wyszła, weszliśmy do jej pokoju. Pod łóżkiem znaleźliśmy kilka woreczków z różnej maści narkotykami, w szafie był słoik z fekaliami i worek z jej włosami (goli się na łyso). W wielkim worze obok szafy znaleźliśmy mnóstwo ubrań dla starych ludzi, takich piżam. Byliśmy kompletnie skonsternowani. Mało tego – pod biurkiem dziewczyna trzymała klatkę z nieżywą, zasuszoną papugą. Nigdy nie siedzieliśmy u niej w sypialni i nie oglądaliśmy zakamarków. Byliśmy nieco przerażeni.

Kiedy wróciła, spytaliśmy, czy możemy pogadać z jej rodzicami (ma 20 lat). Nie zgodziła się, ale całe szczęście ma dwa telefony i jeden bez PIN-u. Wykradliśmy numer i zadzwoniliśmy pod numer ojca. Był zszokowany. Odpowiedział, że dziewczyna ćpała, odwyki niczego nie dawały. Była w szpitalu psychiatrycznym i jest bardzo chora psychicznie. Ojciec był na nią wściekły, nie wiedział nic o wynajmie mieszkania. Nie utrzymywał z nią kontaktu. Zarzekał się, że jest niebezpieczna i obłąkana.

Za tydzień rezygnujemy z mieszkania.
Nie wiem, co o tym sądzić i czuję, że powinienem kogoś poinformować.

#zckWv

Moja nauczycielka z klas 1-3 mnie nienawidziła i mam na to dowody. Za co? Nie wiem, nie byłam typem pupilka nauczyciela, który zawsze pomoże, podleje kwiatki. Uważałam, że to bez sensu, i tak muszę sprzątać w domu, a w szkole liczą się oceny. Jednak w mojej klasie panował wyścig szczurów kto bardziej pomoże wychowawczyni, w którym oczywiście ja jako jedyna dziewczynka nie brałam udziału. Oto przykłady jej frustracji.

W całej dzielnicy wysiadł prąd. Wiec już od około 16 było ciemno. Mi udało się zrobić zadanie domowe przed tą godziną. Koleżanka nie miała tyle szczęścia i musiała usiąść do zadania domowego przy świecach. Wyszło na to, że tylko my dwie na cała klasę miałyśmy zrobione to zadanie. Pani wyróżniła piątką tylko koleżankę, bo powróciła swoim zachowaniem do dawnych czasów.

Na końcu rozdziału było zadanie z matematyki, tzw. logiczne, trochę trudniejsze niż pozostałe. Pierwsza osoba, która je rozwiąże dostaje 6. Ja byłam tą pierwszą osobą, więc nauczycielka poleciła mi, żebym wytłumaczyła koleżance z ławki. Jak tylko to zrobiłam, nauczycielka zapytała koleżankę, czy rozumie. Ta przytaknęła i wytłumaczyła zadanie na tablicy, dostała 6, a ja nie.

Wygrałam konkurs Matematyczny Kangur i miałam przejść do jakiegoś kolejnego etapu czy jakoś tak, może odebrać nagrodę. Nauczycielka uważała, że ja nie brałam w nim udziału. Moja praca cudownie się znalazła po wyznaczonych terminach.

Mieliśmy akcję - wspólne pisanie książki, na której później wszyscy zostali podpisani jako autorzy. Mnie nie uwzględniono, gdy to zgłosiłam pani powiedziała, że musiała zapomnieć i mam sobie „dopisać ołóweczkiem” na swoim egzemplarzu.

Dziewczynce z mojej klasy złamał się ołówek, strasznie płakała, a wszyscy ją pocieszali. Więc wstałam, oddałam jej swój i powiedziałam, że może go sobie wziąć, tylko niech nie robi już z siebie ofiary. Zostałam za to ukarana wezwaniem do psychologa szkolnego i koniecznością uczęszczania do niego do końca trzeciej klasy. Nie mogłam tez jeździć na wycieczki, bo byłam „społecznie niedojrzała”.

Cierpiałam w tamtym czasie na straszne krwotoki z nosa. Gdy coś takiego mi się zdarzało, pani kazała mi natychmiast wyjść, bo inne dzieci to obrzydza. Oczywiście nikogo to nie obrzydzało, dopóki ona tego nie zasugerowała.

Tak że jeśli macie dzieci w tym wieku, to polećcie im lizać dupę wychowawcy, bo inaczej będą miały przerąbane.

#8vqhr

Opiszę wam jak rodzi się fałsz w rodzinie, gdy chodzi o pieniądze...

Parę lat temu mój tata zmarł i pozostawił po sobie testament, w którym powołał mnie w całości do dziedziczenia spadku po nim.

Musiałam pójść z tym do sądu, aby wszystko było prawnie załatwione. Oczywiście okazało się, że jednak sama nie jestem do dziedziczenia. Znalazła się druga strona rodziny, która miała również testament, ale sprzed kilkunastu lat.
Ta druga strona rodziny miała mojego tatę głęboko w poważaniu przez całe życie, a kontakty z ich strony były tylko wtedy, gdy potrzebowali pieniędzy... Przez całe życie robili z niego najgorszego frajera, chociaż był dobrym tatą. Swój testament też pewnie otrzymali przez wymuszenie (niestety, tego się nie udowodni...).

Po jego śmierci rzucili się w wir walki ze mną w sądzie. Wymyślali takie bzdury, kłamali. Sami nie wiedzieli już co mówić, za każdym razem zmieniali argumenty, aby tylko przedłużyć czas rozpraw. Wszystko robili po to, aby tylko mnie oczernić. W d... mieli tatę, ale w sądzie zgrywali super rodzinkę...
Tata spłacił ich za życia, ale im było mało.

Po kilku latach rozprawa się zakończyła, wygrałam w sądzie, ale co mi po tym, skoro te szuje się odwołują... Nawet próbowali się dogadywać, ale przez ich zachowanie (nie fair) nie mam zamiaru z nimi rozmawiać.
Ze tej złości próbowali spalić wszystko co jest w spadku, ale chyba ktoś ich spłoszył, bo zgasili ogień... A przy tym popełnili tyle błędów, że od razu zrozumiałam, że to oni i zgłosiłam to na policję :)

Nie wiem już co mogłabym zrobić, aby oni w końcu odpuścili. Będziemy walczyć w sądzie aż do śmierci, ale tu na pewno mam wygrane, bo jestem młoda i za szybko nie umrę. Jeszcze czeka mnie pewnie parę rozpraw odwoławczych, ale i tak wygram :) A oni nie wypłacą się z kosztów sądowych. To normalne, że to dziecko dziedziczy po rodzicu, a nie rodzina, która miała go całe życie gdzieś.

#2TFRJ

Jestem totalnym przegrywem jeżeli chodzi o pobudki, ale ten jeden dzień pobił wszystkie.

Wstając z łóżka jeszcze pół przytomny, zaplątałem się nogą w pościeli i w trakcie wstawania upadłem na ryj jak idiota, ale dobra - show must go on. Podniosłem się i dumnym krokiem zacząłem iść do toalety, jak się domyślacie, coś się stało, a dokładnie - nie przytrzymałem klamki i wleciałem w drzwi twarzą jak moher na wolne siedzenie w autobusie. Wracając. Poza tym, że miałem guza, bo jestem idiotą, to kiedy wchodziłem do toalety, ostrożnie otwierałem drzwi, żeby przynajmniej wtedy nic sobie nie zrobić - udało się.

Siadam na tronie, żeby strzelić stolca i po skończeniu okazała się jedna rzecz. Nie ma papieru w domu. Myślę co tu zrobić i wymyśliłem... ostrożnie wyszedłem z kibla z niewytartym zadkiem do swojego pokoju po chusteczki, bo zawsze noszę w plecaku, znalazłem w euforii szybko zacząłem iść do kibla i ech...

Wyjebałem się o zabawkę mojego psa i upadłem na ziemie. Ledwo się powstrzymałem, żeby nie krzyknąć na cały regulator soczyste "kurwa mać", odczekałem chwilę, żeby ochłonąć i dalej poszedłem w drogę do upragnionego sracza, by móc wytrzeć część pleców, która traci swoją szlachetną nazwę.

Udało się, wstaję, podciągam spodnie od piżamy i myję ręce. Ok wycieram ostrożnie, otwieram drzwi od łazienki i kieruję się w stronę kuchni. Jak ninja manewruję między zabawkami psa i młodszej siostry i docieram do ziemi obiecanej - kuchni. Nalewam do czajnika elektrycznego wodę i go włączam, w między czasie zajrzałem do lodówki za pożywieniem i znalazłem to czego szukałem. Butelka Mullermilch i wczorajsze opakowanie od małej pizzy. Wniebowzięty wyciągam pudełko i napój i jak się można domyślić - ktoś wpierdolił moją ukochaną pizzę.

Ale dobra znajdę coś innego - NIC NIE ZNALAZŁEM. Wkurzony że nie zjem, bo okazało się, że tylko ta pizza była w domu, aczkolwiek samo pudełko, to nalewam gorącą wodę do kubka i to było drugie najgorsze, co mnie spotkało w moim dniu. Oblałem wrzątkiem rękę - zapierdalam do umywalki po drugiej stronie kuchni, żeby uratować ukochaną prawą rękę i to się udało przynajmniej, tylko lekko zaczerwieniona.

Wkurzony wychodzę z kuchni i oczywiście przegrałem 2:0 z drzwiami, znowu się walnąłem i przegrałem z wrzątkiem 2:0, oblałem się tyle że w tym momencie na stopę - w cholerę bolało, ale do przeżycia. Wycierpiałem i w trakcie drogi do jadalni siadam spokojnie do stołu i się w tym momencie zdarzyła najgorsza rzecz w moim dniu - jebłem się małym palcem o kant nóżki od stołu. Takiego bólu nie miałem chyba nigdy i w tym momencie właśnie krzyknąłem solidnie z perfekcyjnym polskim akcentem i specjalnie mocniej użytym w tym słowie R - "kurwa mać". Oczywiście nie zdążyłem na pierwszą lekcję bo musiałem wytrzeć podłogę.

Dziękuję za uwagę.

#aBR0Z

Sytuacja sprzed pół godziny w szpitalnej aptece w Krakowie, ale zacznijmy od początku.

Moja narzeczona wróciła z pracy z potwornym bólem zęba. Od razu wydzwanianie do każdej przychodni i poradni o pomoc, niestety zero rezultatów, jedynie pomoc doraźna od 19. Ehh...
Pełno ludzi, tłok jak cholera, cóż, trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać na swoją kolej. Po półtorej godzinie dopiero weszła, kolejne 20 minut czekania.
Wyszła, dostała jakiś tam antybiotyk, ale sedno tej historii kryje się na końcu

Czas wykupić lek. Wchodzimy do apteki, dwie osoby przed nami, znowu czekanie... Pani ekspedientka w końcu obsłużyła i nas, lek niedrogi - 13 zł, do tego probiotyk za 10 zł, no fajnie. Ale... kasa w domu została. Szybki telefon do mojej mamy o pożyczkę i poszliśmy zapalić. Wracamy do apteki i nagle słyszymy, że ten pan, który był przed nami zapłacił 20 zł i poszedł nas szukać. My szok, o co chodzi?! Dopłaciliśmy 3 zł za leki i do tej pory szukamy tej osoby, żeby jej podziękować.
Zgadnijcie jak wyglądał ten miły pan. Otóż był ubrany w szary dres, a na głowie miał tatuaż.
Pewnie większość z was i tak powie "Eee, zwykły sebix", ale właśnie to on pomógł nam, jak potrzebowaliśmy tej pomocy.

Nie wiem jak się nazywasz, skąd i kim jesteś, ale dla nas jesteś bohaterem Dziękujemy Ci za ten gest!

#dhJNa

Chciałabym się po prostu wyżalić, a nie chcę martwić moich bliskich i przyjaciół, więc robię to tu.

Mój problem zaczyna się w domu, gdzie nie mam wsparcia. Tylko wymagania i krzyki. Jak zrobię coś źle, to słyszę: "Postaraj się wreszcie!", "Czy ty niczego nie bierzesz na poważnie?!", oraz "Jesteś leniem". Jeśli zrobię coś dobrze, słyszę: "No, mogło być lepiej" lub nic, co jest bardzo dołujące, a ja przecież się staram!
Kolejnym ważnym punktem jest poprzednia klasa. W tamtej klasie byłam niestety wykluczana z grupy i nie miałam za dużo znajomych, tym bardziej przyjaciół.
Dalszą częścią tego jest szkoła. U mnie w szkole na szczęście nauczyciele są bardzo wyrozumiali, oprócz garstki z nich. Niestety w klasie mam dwie dziewczyny, które po prostu uważają, że jestem głupia i atencyjna. Osobiście nie mam do nich problemu, niestety ta dwójka śmieje się ze mnie na każdym kroku. Mimo iż nic im nie robię, tylko jestem i popełniam błędy.
I tak przechodzimy do sedna. Przez to wszystko mam problemy z powiedzeniem czegoś na forum publicznym. Nie potrafię odpowiedzieć na proste pytanie w szkole i popadam w panikę, bo "Zrobię błąd i będą się śmiać", mimo iż znam dobrą odpowiedź do zadania.
Chciałabym, by kiedyś się zmieniło, ale obawiam się, że nie ma na to szansy.

#u5FTg

Odkąd tylko pamiętam, nie chciałam mieć dzieci. Już jako mała dziewczynka "gardziłam" lalkami i wybierałam inne zabawy.
Zarówno niemowlaki, jak i kilkulatki, nie wzbudzały we mnie żadnych ciepłych uczuć. Ba, zdarzały się momenty, gdy czułam do nich obrzydzenie.
Wizja ciąży i porodu napawała mnie strachem.

Mój partner o wszystkim wiedział, zaakceptował. Kochaliśmy się zawsze w prezerwatywie (z przyczyn zdrowotnych, inne metody są u mnie wykluczone), bardzo uważaliśmy. Na pierwszą rocznicę ślubu sprawił mi prezent - podwiązał nasieniowody. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak szczęśliwa i wdzięczna wtedy byłam. Przez kilka miesięcy po zabiegu nadal się zabezpieczaliśmy, później zrezygnowaliśmy. I nagle bach! Brak miesiączki, wymioty... Słowa ginekologa były dla mnie jak wyrok.
Wtedy jeszcze niczego nie podejrzewałam, uznałam, że najwyraźniej mieliśmy pecha i próbowałam jakoś pogodzić się z nową sytuacją. Usunąć, mimo wszystko, nie chciałam.
Ciąża to był horror. Zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Czułam się okropnie, nie mogłam patrzeć na swoje zmieniające się ciało i, co najgorsze, nienawidziłam "obcego" rosnącego w moim brzuchu.
Wszyscy, łącznie z mężem, próbowali mnie pocieszać. Mówili "jak urodzisz, to ci się odmieni". Chuja tam, za przeproszeniem. Po porodzie było jeszcze gorzej. Opiekowałam się córką jak robot. Karmiłam, przewijałam, usypiałam. I tyle. Zero czułości, tulenia, śpiewania.
Gdy mała miała pół roku, mąż, ośmielony kilkoma drinkami, wyznał mi prawdę. Tak naprawdę nie zrobił zabiegu. Okłamał mnie. Wrobił w ciążę.
Szczerze? Miałam ochotę go zabić.

Kilka dni później, gdy był z małą na spacerze, wzięłam spakowane wcześniej walizki i pojechałam na lotnisko. Po prostu uciekłam.
Już z Londynu zadzwoniłam do niego i moich rodziców, żeby wyjaśnić sytuację. On nie chce mnie znać (i vice versa), moi rodzice się mnie wyrzekli. Bolało, ale postanowiłam, że się nie dam. Nie załamię.

Od 3 lat układam sobie życie na nowo. Nie wiem, co u dziewczynki, którą urodziłam. Nie tęsknię. W końcu jestem szczęśliwa.
Dodaj anonimowe wyznanie