#eGjj2
Mam dwie córki, które są dla mnie całym światem. Mam piękną żonę, która o tym nie wie i się nie dowie.
Opiszę tu relację z mojego pobytu w rodzinie adopcyjnej.
Rodzina pochodziła z Dolnego Śląska, ale z racji tego, że ojciec był marynarzem, zamieszkałem z nim i z matką w Trójmieście. Był dobrym człowiekiem. Twardy facet z zasadami. Otoczył mnie miłością i troską, lecz rzadko był w domu. Dziesięć miesięcy na morzu, na wakacje wracał. Kochałem go, był dla mnie autorytetem.
Matka tylko przy ojcu starała się być matką. Gdy był, pokazywała swoją dobrą stronę i nawet była miła.
Ojciec nie wiedział, że matka zapobiegliwie na miesiąc przed jego przyjazdem przestawała mnie bić. Ojciec dowiedział się, że jest coś nie tak, gdy po raz ostatni się z nim widziałem. Błagałem, żeby mnie zabrał ze sobą. Nigdy tego nie zrobił. Wpadł do oceanu podczas sztormu, ciało odnaleziono parę dni później.
Śmierć ojca wiązała się ze stratą głównego żywiciela rodziny. Miałem 11 lat, gdy matka zaczęła mnie głodzić mówią,c że to moja wina, że mój ojciec nie żyje. A jej nie stać na to, by trzymać w domu darmozjada.
Potrafiła tłuc mnie do nieprzytomności drewnianym kijem lub rzucać mną na meble i ściany. Złamała mi dwa razy prawą rękę i parokrotnie żebra. Na pogotowiu mówiła, że to od gry w piłkę i szlajania po pustostanach. Udawała troskę i żałowała mnie przy ludziach. W domu praktycznie dobijając.
Gdy miałem 13 lat stwierdziła, że mam się wynosić, bo ma mnie dość. Powiedziała, że zanim opuszczę dom po raz ostatni da mi nauczkę. Zamknęła drzwi od domu i wyciągnęła gaz pieprzowy. Prysnęła mi nim w oczy, po czym zaczęła okładać mnie kijem.
Coś we mnie pękło. To nie przypominało bicia, jakiego doświadczyłem wcześniej.
Przestraszyłem się, że zginę, że nic nie zobaczę. Że umrę na tym dywanie, który już tyle przyjął mojej krwi. Ostatkiem sił dotarłem do balkonu.
Mieszkaliśmy na drugim piętrze bloku mieszkalnego. Przeszedłem przez poręcz.
Wtedy powiedziała, żebym jeszcze chwilę poczekał. Że przecież musi skończyć...
Nie czekałem, zaszumiało mi w głowie i skoczyłem na krzaki rosnące pod balkonem.
Nie do końca chyba trafiłem, bo przy styku z podłożem straciłem przytomność.
Ocknąłem się w szpitalu tydzień później. Byłem w śpiączce farmakologicznej.
Mówi się, że w tym stanie coś się tam słyszy. Ja nie słyszałem nic. Pierwszy raz od dłuższego czasu wyspałem się jak niemowlę.
Psycholog, policja i kuratorka z opieki społecznej zaczęli mnie maglować dlaczego chciałem popełnić samobójstwo. Wykryli na mojej skórze gaz pieprzowy i wysłali do domu dziecka. Adopcję rozwiązano.
Po latach dowiedziałem się, że była chora, bardzo chora.
Nie potrafię jej zrozumieć, ale jej wybaczyłem.
choroba nie usprawiedliwia przemocy
To chyba nie słyszałeś o pomroczności jasnej. Przemoc to może i nie była, ale przestępstwo za które każdy z nas, zwykłych cieci, by beknął.
Współczuję ci.