#hUAGb

Jestem w ciąży, jedyną moją dolegliwością są gazy, ciche, lecz zabójcze. Przyszły nagle i towarzyszą mi już od miesiąca, a zmiana diety nic nie daje. Najgorsze, że bombardowanie jadem zaczyna się akurat na mojej zmianie w pracy... niby można uciec do toalety, dać upust jelicie i wsio... no ale gdy atak jest seryjny, a obowiązki nie pozwalają na opuszczenie stanowiska, to bywa kiepsko i otacza mnie aura smrodku.

Wyjątkowego pecha mam przy swoim szefie, gdy ucieknę gdzieś na chwilkę, by sobie ulżyć, akurat zjawia się w tym samym momencie. Pierwszym razem smród zwaliłam na zmywarkę - przeszorował caluśką. Drugim na kosz na śmieci - wywalił wszystkie cztery worki z całego lokalu... Za trzecim udało mi się wmówić mu, że chyba zlew zapchał się resztkami i tak wyczyścił odpływ.
Jak to mówią, do trzech razy sztuka. Za czwartym chyba mu się przyznam, że to ja produkuję ten odór, może przestanie za mną łazić. :)

#B7DJV

Wypożyczyłam ostatnio w bibliotece książkę "Być nadwrażliwym i przetrwać". Generalnie na wstępie jest o tym, że niektórzy są nadwrażliwi (jak zresztą wskazuje tytuł) na różnego typu bodźce - ostre światło, hałas itp. Zapowiada się ciekawie, niestety nie wiem co jest dalej, bo książka co fragment jest pokreślona. Jakieś wykrzykniki, zdania podkreślone ołówkiem albo kolorową kredką - szału od tego dostaję. Chciałabym czytać dalej i jestem zdesperowana, bo ostatnio coraz gorzej sobie radzę z napastliwym otoczeniem, ale ni ch*ja, to cholerstwo za bardzo mnie rozprasza.
Co za potworna ironia. Albo kupię sobie tę książkę, albo poszukam innego egzemplarza.

I wiedz, czytelniku, jeśli kiedyś zobaczę, jak coś kreślisz po wypożyczonej książce, zdrowiej dla ciebie będzie, jeśli znikniesz mi z oczu.

#YlWhC

Chytra baba autobusowa w akcji.

Niedoszacowałam temperatury i ubrałam się na ciepło. Kierowca nie oszczędzał ogrzewania i chwała mu za to, mi jednak po dwóch minutach zrobiło się nieznośnie gorąco. Zdjęłam więc bluzę i trzymałam na kolanach. Po chwili dosiadła się obok mnie jakaś babka w wieku starszym, nie zwracałam na nią szczególnej uwagi, zatopiona w otchłaniach internetu.

Po chwili czuję, że bluza próbuje wyemigrować z kolan. Pozwolenia na zmianę pobytu jej nie wydałam, patrzę więc, a tu obcy czynnik chce dokonać aneksji mojej własności niczym Rosjanie Krymu. A konkretnie jest to owa baba, która z wielkim zacięciem na twarzy szarpie za materiał. Uprzejmie (jeszcze) się pytam, co ona wyprawia. Odpowiedź powaliłaby mnie z nóg, gdybym nie siedziała: skoro odłożyłam, to znaczy, że jej nie potrzebuję, więc może sobie wziąć.
Tu mnie wkurzyła ostro, powiedziałam, że dojazd do Caritasu tą a tą linią, a co moje, niech zostawi w spokoju. Fuknęła, że brak szacunku do starszych i nikt mi na starość kubka wody nie da (łot?). Na szczęście nie musiałam się przepychać, wysiadła szybciej ode mnie. Strach się bać, co by było, gdyby musiało być odwrotnie - cło w postaci czapki?

#3fE8V

Jedna z moich koleżanek sprzed lat rozpoczęła walkę z nowotworem i podzieliła się tym na Fb. Napisałam do niej, pocieszałam, że ma wsparcie w mężu bo on taki przyzwoity, ach i och. Poświęciłam wiele czasu, żeby wiedziała jaki jej mąż jest jej oddany itp.

Po dłuższej chwili odpisała: "jesteśmy rozwiedzeni".

#XsYOU

Jestem w liceum. Jak to w klasie maturalnej, ludzie zaczynają planować przyszłość, studia, no i padł temat założenia rodziny i dzieci.
Klasa prawie samych dziewczyn, hormony szaleją, a połowa nudzi się w domu na zdalnym nauczaniu, więc nawet mnie to nie dziwi.

W tym jestem ja. Dzieci nienawidzę, nie chcę ich mieć, całkowicie inaczej widzę swoją przyszłość (chłopaka nie mam i w sumie ten aspekt życia przestał mnie obchodzić).
Nie mogę się pogodzić z tym, że moje ciało dąży do posiadania dziecka. Zdarzają się dziewczyny, które nie potrafią pogodzić się z oznakami dojrzewania, ja chyba nigdy się z tym nie pogodzę. Głupi problem, ale ja przeryczałam już kilka nocy.
Tłumaczę sobie, że to tylko biologia i nic więcej, ale i tak mnie to mocno frustruje.
Dodaj anonimowe wyznanie