#C5Wov

Moja rodzicielka zmaga się od najmłodszych lat z nadwagą i mimo że jej to bardzo przeszkadza, nic z tym nie robi. Kiedy byłam mała, częstą moją dolegliwością były zaparcia, wciąż bolała mnie brzuch, a wizyty w WC trwały godzinami. Mówiłam o tym mamie, ale ona się tym nie przejmowała.
Kiedy się wyprowadziłam i zaczęłam żyć swoim życiem, a problem nadal mi dokuczał, postanowiłam coś z tym zrobić. Poszłam do lekarza, a potem do dietetyka i zaczęłam nowe życie – zmiana diety i stylu życia. Od tej pory moje jelita pracują prawidłowo i skutkiem ubocznym była utrata wagi i zdrowa cera. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie zazdrość mojej matki.
Kiedy przyjeżdżam w odwiedziny, zawsze słyszę głupie teksty w stylu „w dupach się poprzewracało od tego fit foodu, już nawet obiadem u mamy gardzi”... a ja tłumaczę, że nie jestem na diecie, aby schudnąć, ale dlatego, że mam problemy z trawieniem itd.
 
Mam wrażenie, że ona jest tak cięta, bo jestem szczupła, a ona nie. Nie rozumiem, jak własna matka może być zazdrosna o wygląd córki??? Mój problem zdrowotny jest jej znany od zawsze, więc powinna mnie wspierać, a nie mi docinać.

#cOBwD

Nie rozumiem jednej rzeczy. Mianowicie: dlaczego kobiety, które karmią piersią, tak usilnie chcą pokazać, że są lepszymi matkami? Sama jestem młodą mamą, w naszym mieście są w różnych miejscach pokoje, w których można nakarmić i przewinąć dziecko. Ostatnio będąc w centrum handlowym z maluchem, byłam zmuszona z takiego pokoju skorzystać. Na ławkach przed drzwiami zastałam dwie kobietki z piersiami na wierzchu. Nie wiem, dlaczego po prostu nie weszły do pokoju?
Jak już tam weszłam z moim maluchem i wyjęłam butelkę, termosik i mleko w proszku, zostałam wygoniona. Dlaczego? BO TO POKÓJ DLA MAM KARMIĄCYCH PIERSIĄ. Serio ludzie nie mogą zrozumieć, że niektóre kobiety zwyczajnie nie chcą lub nie mogą karmić?

#QlFus

Spotykam się z dziewczyną od 7 lat, a razem mieszkamy od 4 lat i powoli już mam dość. Na początku związku dziewczyna dbała o siebie i tak było do czasu, aż razem zamieszkaliśmy. Od kiedy razem mieszkamy, to ja robię pranie, sprzątam mieszkanie, a moja dziewczyna niestety w tym nie chce mi pomagać, bo kiedyś zwróciłem jej uwagę. Na początku jak zmywała naczynia, to wyglądało to tak, jakby tylko opłukała talerz albo widelec i tak go odłożyła (np. ketchup ze śniadania na tym talerzu zostawał, a patelnia tłusta). Potem przejąłem to ja i tak już zostało, bo denerwowało mnie, że to nie jest dokładnie zrobione. Zamiatanie podłóg kończyło się brudem w kątach, tak samo z kurzami. Pranie na suszarce potrafiła rozwiesić w tak niedbały sposób, że przy prasowaniu się bardziej męczyłem. Jedyne co robi to raz kiedyś obiad i zakupy, a przy tym musi wtedy zadzwonić do swojej mamy, że zrobiła ten obiad, a tak to najczęściej zamawia pizzę. Najgorsze to brak higieny – jej nie przeszkadza to, że się nie kąpie przed spaniem, a mnie to drażni. Ja zawsze przed pójściem do łóżka wezmę choćby prysznic. Wszechobecny bałagan w sypialni za łóżkiem w postaci papierków po słodyczach to też dla niej żaden problem. Jak twierdzi, nie chce się jej za każdym razem wynosić papierka do śmietnika (tylko potem jak ja tego nie wyniosę, to może to leżeć tam tygodniami). Teraz jeszcze do tego doszło, że cały czas próbuje robić wszystko, bym jej usługiwał, tzn. przynosił picie i jedzenie z kuchni, albo jak ona chce pogadać, to nie przyjdzie np. do mnie do salonu, tylko oczekuje, bym to ja przychodził do niej. 
Mamy obydwoje po 29 lat, a ja coraz bardziej wątpię, czy ja chcę takiego życia. To nie jest tak, że ja chcę na nią zrzucić wszystkie obowiązki w domu, a sam siedzieć na kanapie. Jestem za tym, by było wsparcie i jak jedno gotuje, to drugie niech pozmywa, jedno wstawia pranie, drugie je rozwiesza albo składa. Jak sam nie zmienię pościeli, to ona mogłaby w niej leżeć cały czas. Ścielić łóżko po nocy? „A po co, jak i tak wieczorem do niego wrócimy”. Najgorzej, że przy siostrach opowiada, jaka to ona pracowita i czego nie zrobiła. Najgorzej boję się, co by było, jakby się dziecko pojawiło na świecie, czy byłoby tak samo, jak jest teraz. Moja dziewczyna twierdzi, że jak się dziecko pojawi, to ona będzie nawet sama całe mieszkanie ogarniać, a teraz to nie ma motywacji. 
Czy są jeszcze na tym świecie panie, które lubią, jak jest czysto, i pomagają swoim partnerom? Czy ja za dużo od niej wymagam? Grożenie, że się rozstaniemy, bo ja mam dość, powoduje u niej płacz i mówienie, że ona się jednak zmieni i będzie mi pomagać. Prawda jest taka, że tak jest przez kilka dni, a potem wszystko wraca do normy. Może to wszystko opisałem chaotycznie, ale już sam nie wiem, co myśleć.

#Wagob

Mieszkam od trzech lat w niewielkiej wsi, do której przeprowadziłam się z mężem. Jest tu nam dobrze, ale... zawsze jest ale.
Kilka domów dalej mieszka rodzina, rodzice plus czwórka dzieci. Rodzice to alkoholicy i nieroby, ale dzieci to już inna historia. Najstarszy jakieś 15-16 lat, różnica między kolejnymi dziećmi na oko dwa lata. Z tego, co wiem, to dzieciaki uczą się bardzo dobrze i nie sprawiają żadnych kłopotów. Najstarszy w wakacje pracuje przy zbiorach owoców i u różnych gospodarzy przy zwierzętach. Z zarobionych pieniędzy żywi rodzeństwo i kupuje im, jak i sobie, buty i ubrania. A rodzice pieniądze z GOPS-u przepijają. 
Mąż nie pozwolił mi się wtrącać, by nie było kłopotów z sąsiadami.

Nie wytrzymałam, gdy sąsiedzi byli pod wpływem, to dzwoniłam na policję. Po kilku interwencjach policji zawiadomiłam opiekę społeczną. Dzieci trafiły do jakiejś ciotki z innej wsi.

Nikt nie wie, że ja doniosłam, ani mój mąż, ani sąsiedzi. A sąsiedzi dalej piją. Za co? Nie mam pojęcia.

#rKWPQ

Jako że ostatnio zjechałam do Polski, to wybrałam się do kilku lekarzy, oczywiście były to różne dolegliwości, a nie jedna.

Wiecie, co mnie zaskoczyło? Że każdy lekarz tak chętnie daje sterydy... Nawet nie próbuje spróbować mniej szkodliwych leków, naturalnych, tylko od razu z grubej rury. Gdzie zmierza ten świat? Stwierdziłam, że z takimi przyziemnymi problemami to nawet nie ma co chodzić po lekarzach. Sama kiedyś miałam alergię wokół oczu, która nawracała i ciągle tylko sterydy, aż się wkurzyłam i poszłam do znachora – dał krem i mam spokój.

Nic, tylko nakręcanie tych koncernów farmaceutycznych, żeby pieniążki się zgadzały. Wiem, że Ameryki nie odkryłam, ale ten świat jest po prostu chory.

#NaT97

Usłyszałam, że jestem wyrodną matką dwójki małych dzieci, także egoistką i chorą psychicznie wariatką, gdyż ugadałam się z teściem, że weźmie dzieci na weekend, żebym mogła odpocząć w ciszy i samotności... Bo tracę już nad sobą panowanie i nawet w pracy nie ogarniam, bo wysiadam psychicznie, i fizycznie... 
No cóż. Najgorsza matka stulecia.

#qFGIN

Będąc w 1 klasie liceum, miałam z jednego przedmiotu młodego nauczyciela.

Pewnego dnia podczas ferii poszłam do supermarketu. Zobaczyłam, że nauczyciel ten stoi daleko na samym końcu sklepu odwrócony tyłem. Będąc pewna, że mnie nawet nie zauważył, poszłam dalej i zapomniałam o tej sytuacji.

Po feriach, dwa tygodnie później, ów nauczyciel na lekcji wypomniał mi to, dodając parę ostrych komentarzy na mój temat i upokorzył mnie przed całą klasą tylko dlatego, że nie powiedziałam mu wtedy „dzień dobry”... Zrobiłam się cała czerwona ze wstydu i chciało mi się płakać. Po zajęciach próbowałam mu wyjaśnić tę sytuację, ale nawet nie chciał mnie słuchać.

Od tego czasu uwziął się na mnie i nie chciał mnie przepuścić z jego przedmiotu, mimo że bardzo się starałam. Doszło do tego, że moja mama musiała interweniować i z łaską wystawił mi 2. Niedługo później zmieniłam liceum (nie tylko z jego powodu) i z 2 wyskoczyłam na 5. Ale traumę, jaką ten człowiek mi zgotował z tak błahego powodu, mam do dziś.

#v4edb

Miesiąc temu moja dziewczyna namówiła mnie na wakacje za granicą. Wiązało się to z lotem samolotem, czego jeszcze nigdy nie robiłem. Strasznie się denerwowałem tym lotem i w samolocie siedziałem wręcz siny ze strachu. Przed lotem wypiłem jakieś 300 ml wódki na uspokojenie, ale sprawiło to, że moje wizje przyszłości były jeszcze czarniejsze.

Start jakoś przeżyłem, a potem podczas samego lotu nie było najgorzej. Po godzinie lotu jednak samolot wpadł w turbulencje, a ja, zamroczony dodatkowym drinkiem, przeraziłem się nie na żarty. Strach ten poskutkował tym, że zesrałem się w gacie.
Spanikowałem i postanowiłem nie przyznawać się do tego, co mnie spotkało. Liczyłem, że na ciemnych spodenkach nie będzie tak widać, a po wylądowaniu szybko udam się do łazienki. Mój plan nie przewidział jednak tego, że w małej, zamkniętej przestrzeni zapach gówna rozniesie się dosyć szybko. Współpasażerowie szybko zaczęli narzekać na smród, a matki sprawdzały pieluchy dzieciom. Gdy moja dziewczyna zaczęła na mnie spoglądać coraz bardziej nerwowo, postanowiłem ewakuować się do łazienki i może spróbować się ogarnąć. Wziąłem podręczny, w którym miałem tylko kąpielówki i elektronikę i krokiem niczym pingwin udałem się do kibelka, modląc się, by gówno nie poleciało mi po nodze.

Kto był w samolocie, ten wie, że w łazienkach nie ma zbyt dużego pola manewru, ale udało mi się jakoś złagodzić sprawę. Gacie byle jak uprałem i wyrzuciłem do kosza, spodenki udało mi się odratować i upchałem je do podręcznego.

Pomimo tej akcji ratunkowej myślę, że co najmniej 80% pasażerów było pewne, że to ja się zesrałem. Resztę lotu udawałem, że śpię. Następnym razem, zanim wylecę, wezmę jakieś 30 stoperanów.

#avbQu

Jestem tym, którego unika większość kobiet – lovelasem.

Ciągle słyszę od znajomych, rodziny (z rodzicami nie mam kontaktu, ale to za chwilę) i przyjaciół, że mam 26 lat, czas znaleźć kogoś na stałe, założyć rodzinę, mieć dzieci.
Wszyscy ciągle twierdzą, że bawię się uczuciami kobiet, przez co ich nie szanuję. Kolokwialnie mówiąc – rucham i zostawiam. Nie wzięło się to jednak z niczego i o tym będzie to wyznanie.

Mając 13 lat, byłem wykorzystywany przez kuzyna o homoseksualnej orientacji. Wiadomo, dziecko, bałem się o tym komuś powiedzieć, a gdy się odważyłem, i tak nikt nie uwierzył. Kuzynowi było o tyle łatwo, że mieszkaliśmy drzwi w drzwi. Całość trwała ponad 2 lata. Chociaż zmuszał mnie do mniej lub bardziej obleśnych czynności, nigdy nie miałem z tego powodu jakiejś większej traumy. Nie bałem się ludzi z tego otoczenia (nawet miałem w tamtym czasie przyjaciela o przeciwnej orientacji). Fakt, na początku była to dla mnie tragedia, później nie pozostało mi nic innego jak to po prostu przecierpieć.  Zawsze byłem dość silny psychicznie, więc szybko się podniosłem i jakoś z tym żyłem, aż w końcu znalazłem na tyle siły, by powiedzieć sobie DOŚĆ!
Kuzyn pożegnał się z trzema zębami, złamanym nosem i poważnie skopanymi jądrami. Miałem spokój.

Zaraz po ukończeniu 16 lat przeprowadziłem się do dziadków, z rodzicami kontakt zerwałem.

Nie mam żadnych problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, jestem duszą towarzystwa i jak napisałem już wyżej, jestem ruchaczem. Pomimo wielu prób związków, nie potrafię kochać. Moje zainteresowanie kończy się w chwili, gdy uwiodę kobietę. Z poznanymi kobietami jestem szczery, nie wciskam kitu, że dam jej wszystko, że z nią będę. Wręcz przeciwnie. Na wstępie informuję, jakim typem człowieka jestem, że zostawiam każdą kobietę zaraz, gdy ją zdobędę i że nie mam uczuć. Mimo wszystko ich to wcale nie odrzuca, kiedyś słyszałem nawet od koleżanki jednej z takich dziewczyn, że powiedziała jej, że da radę mnie rozkochać, co oczywiście skończyło się tak jak zawsze. Później tylko standardowo fala hejtu – może i słusznie, no i mogę umawiać się z kimś innym.

Nikt z wyjątkiem rodziców, kuzyna i ciotki nie wie o tym, co mnie spotkało. Nie chcę robić z siebie ofiary, chociaż myślę, że jestem taki właśnie przez to. Wyłączyłem uczucia, stałem się bezduszną maszyną i nie potrafię się zaangażować. Mimo że kobiety, które uwodzę, same tego chcą, coraz częściej myślę, że jestem jak mój kuzyn. Wykorzystuję niewinne osoby.
Dodaj anonimowe wyznanie