#b7Pt9
Na drugim roku studiów kolega poprosił mnie o pożyczkę w wysokości 2500 zł. Słuchając jego historii, że pochodzi z biednej rodziny, nie ma za co żyć, bez wahania wręczyłem mu pieniądze. Po jakimś czasie kolejne i kolejne... Obiecał wszystko oddać, a że to kolega, którego przecież dobrze znałem, nie przeszłoby mi przez myśl, że może się zacząć aż tak podle zachowywać.
Był mi winien już łącznie 10 500 zł, gdy przestał się do mnie odzywać. Miałem wrażenie, że denerwowało go, kiedy do niego dzwoniłem, olewał mnie. W końcu powiedział, że możemy kupić samochód, na którym pracowalibyśmy na taksówce, podpisalibyśmy umowę na 10 500 zł, w końcu lepiej niż chodzić po sądach. Zgodziłem się i kupiliśmy samochód, wydałem kolejne 6000, wtedy jemu nie chciało się nawet pójść do urzędu, żeby go przerejestrować. Znowu mnie oszukał. Zażądałem, żeby spłacił mnie z auta. Zgodził się.
Czekałem na pierwszą ratę dwa miesiące, przelewu nie otrzymałem, a kolega traktuje mnie jak przedmiot, poniża, blokuje w kontaktach, nie odpisuje. Dowiedziałem się, że spędził sylwestra w lokalu za granicą wraz ze znajomymi (oczywiście za moje pieniądze).
W Polsce mamy powiedzenie, że dobro wraca. Gdzie? Największemu wrogowi nie życzę piekła, które zgotował mi ten człowiek.
Nie on ci zgotował piekło, tylko sam je sobie zgotowałeś. Nie oddał pieniędzy i cię zablokował, a ty dalej zgadzałeś się na wszystkie jego dziwne pomysły, to się zaczął posuwać dalej. Ten człowiek nie ukrywa swojej natury, to ty ją postanowiłeś zignorować. Przestań sobie głaskać ego, nie jesteś dobry tylko naiwny.
Dobry zwyczaj, nie pożyczaj.
Najczęściej nie kończy się to dobrze.
Można się ubiegać w sądzie nawet jeśli nie miałeś umowy. Trzeba mieć tylko jakieś potwierdzenie - wyciągi z przelewów, korespondencja itp.
Jeżeli dobrowolnie dajesz komuś pieniądze, fizycznie czy przelewem, to i tak nie masz poświadczenia o obowiązku zwrotu tej sumy.
Autor za pewne nie przewidział takiej konieczności.
Wg mnie, nie jest w stanie odzyskać pieniędzy, jedynie gdy ów "kolega" skruszył by się i uznał że tak trzeba.
Ale to też jest małoprawdopodobnie. Ogolił jelenia.
Podtrzymuję moją wersję. Jest tam jakiś limit czasowy (nie pamiętam już, 3 albo 5 lat). Sprawdzałem kiedyś sam, bo też byłem takim jeleniem. Dwa razy. W sumie i tak niewielka cena za dowiedzenie się, kim są naprawde ludzie z którymi się dobrowolnie zadajesz. Dziwnym trafem jak przestałem "pożyczać", to oni też przestali się odzywać.
To prawda, że w sądzie może przejść, warto skonsultować z prawnikiem (będzie to kosztować i tak mniej niż autor już wydał na tego "kolegę"). A nawet jak nie, to przecież darowizny kolega chyba nie zgłosił i podatku nie zapłacił?
Bycie debilem to nie przywilej, pamiętaj o tym. Już po pierwszej pożyczce, powinieneś domagać się spłaty, a nie dalej pożyczać. Wszystko powinieneś mieć udokumentowane, a potem dawaj do sądu. Chcesz stracić przyjaciela? Pożycz mu pieniądze :-)
Znam historię takiego cwaniaka - skończyło się w sądzie, przegrał. Musisz mieć tylko dowody na to, że mu pożyczyłeś. Zdarzyło mi się pożyczać kilka kobli, w takim wypadku robi się przelew z tytułem: pożyczka, zwrot do dnia xx.xx.xx - to już w sądzie cywilnym wystarczy
W momencie kiedy facet Ci wisiał 10,5 tysiąca, nie chciał rozmawiać ani oddać pieniędzy ładowanie kolejnych 6 tysięcy było naiwnością z Twojej strony. Złóż sprawę do sądu żeby odzyskać pieniądze, ale też przemyśl swoje zachowanie żeby nikt Cię już tak nie doił w życiu.
A oglądałeś film "Dług"? Wiem, że Twoja historia jest trochę inna, ale...
Znajdź jakiegoś Sebe, który za tysiaka porozmawia z Twoim przyjacielem i wytłumaczy mu, że pieniążki sie oddaje.
Serio? Żeby ten Seba nie przeszedł na samozatrudnienie i nie nękał ich obu o kasę. Takie pomysły to wsadź sobie w buty.