#WwgdO

Mój wujek panicznie boi się lekarzy. Dosłownie panicznie – zwykłe badanie stetoskopem wiąże się u niego ze stresem, a sama myśl o pójściu do lekarza wprawia go w ogromny niepokój.

Rzecz miała miejsce jakieś 30 lat temu, gdy wujek był na studiach. Coś wtedy działo się z jego sercem, więc (naprawdę nie mam pojęcia jakim cudem) babci udało się umieścić go w szpitalu.
Szpital, więc wiadomo – badania. A że problemy z sercem, to trzeba zrobić EKG (do klatki piersiowej przykleja się kółeczka, maszyna mierzy pracę serca i drukuje dłuuuuuuuuugą kartkę z wynikiem). Badanie jest w 100% bezbolesne, a pacjent powinien być podczas niego spokojny. No właśnie... Za każdym razem, gdy wujek szedł z sali chorych na EKG, to dostawał ataku paniki i stawał się niespokojny, więc nie można było wykonać badania. Wielokrotnie szedł do gabinetu, ale za każdym razem zdążył po drodze tak spanikować, że nie było sensu robić pomiaru. W akcie desperacji lekarze próbowali tłumaczyć mu jak dziecku wszystko po kolei, robili EKG „na sucho”, żeby się oswoił z tą sytuacją, a nawet zabrali go na badanie innego pacjenta, aby mógł spokojnie zobaczyć, jak to się odbywa. Generalnie cyrk na kółkach. Koniec końców, po kilku dniach jakoś to EKG zrobili. Nie wiem jak, ale szacun dla nich.
Krótko po udanym badaniu wujek został wypisany do domu i za tydzień miał umówioną wizytę u kardiologa, który miał obejrzeć wynik. Z tego powodu wujek schował bezpiecznie swój drogocenny i okupiony wagonem stresu wydruk w szafie, po czym zaczął się psychicznie przygotowywać do spotkania z lekarzem.

Oto jest – dzień wizyty. Wujek wyjmuje wynik EKG z szafy, patrzy, a tam... Olaboga! Pusta kartka, wydruk zniknął! Co zaszło?! Matko Bosko, gdzie wynik?! Po krótkim dochodzeniu wyszło, co następuje: Babcia stwierdziła, że wydruk się pogiął i wstyd iść z czymś takim do lekarza, więc co zrobiła? WYPRASOWAŁA GO. Pod wpływem ciepła z żelazka tusz „ulotnił się” z kartki, zostawiając jedynie fabrycznie naniesioną kratkę.
Rozpaczy wujka ani skruchy babci opisywać nie będę.
Ach, a gdyby kogoś to interesowało, to panikę przed lekarzami wujek odziedziczył po dziadku. W rodzinie lubiana jest historia, jak to babcia zaciągnęła dziadka do szpitala, ale ten uciekł do przyszpitalnego parku i schował się za drzewem, gdy babcia wyskoczyła do domu po piżamę dla niego. Ot, takie tam rodzinne perypetie. ;)
tramwajowe Odpowiedz

Gdzie tu jest cokolwiek anonimowego do wyznania?

Eureenergie

Może i nie anonimowe, ale i tak ciekawsze niż 90% tego, co tu teraz trafia.

PoraNaPiwo

Całkiem sporo ludzi boi się lekarzy i badań. W ostatniej klasie liceum musiałam doprowadzić ba szczepienie moją koleżankę, która panicznie się bała. Ogólnie laska odwaliła taki cyrk, łącznie z płaczem, wyciem i próbą ucieczki, że musiałam ją trzymać, a pielęgniarka próbowała jakoś trafić ją tą igłą. Finalnie się udało, a koleżanka nam podziękowała, że daliśmy z nią rade.

Dragomir Odpowiedz

Niepoważni są. Na siłę ich nikt nie będzie leczyl przecież.

rosaline2211 Odpowiedz

Dobre

Dodaj anonimowe wyznanie