#342lj

Mam 24 lata i praktycznie codziennie oglądam wzruszające filmiki na YouTubie.
Nie ma wieczoru, żebym nie oglądał żołnierzy wracających do swoich rodzin, głuchych słyszących po raz pierwszy swoich najbliższych, prezentów od dzieci dla przyrodnich rodziców w postaci prośby o adopcję czy chociażby daltonistów, które zakładają specjalne okulary i widzą kolory. Uwielbiam to, jak to działa na moje emocje — przy każdym filmiku doprowadzam się do łez. Trochę nawet zazdroszczę im takich chwil, chociaż zdaję sobie sprawę, że poprzedzone jest to nieszczęściem lub sytuacją życiową.
Jestem uzależniony od grania na swoich emocjach.

#Lhtnm

Wychowałam się w gronie chłopaków. Mam bardzo liczną rodzinę i większość dzieciństwa spędziłam z kuzynami. Zaowocowało to tym, że bardziej wolałam spędzić czas, grając w piłkę i ganiając się z nimi po podwórku jak zwariowana. Odbiło się to na moim wyglądzie, nie nosiłam spódnic ani sukienek, o makijażu nawet nie myślałam, włosy wiecznie rozczochrane. Było mi z tym dobrze, miałam też swoich przyjaciół, którzy nie mieli nic przeciwko.

Podjęłam się pracy w restauracji. Ja na co dzień i ja jako kelnerka to były dwa różne światy. Włosy musiałam ładnie uczesać i związać, nosić schludniejsze ubrania, czasem pojawiał się delikatny makijaż. I zaczęło mi się to podobać. W mojej szafie pomału zaczęły gościć kobiecie ciuchy, buty na obcasie, łazienka powiększyła się o półkę z kosmetykami. W międzyczasie poznałam w pracy jednego chłopaka. Fajnie nam się rozmawiało, był świadkiem mojej przemiany, nie oceniał. W końcu randka, jedna, druga, dwudziesta siódma. Zrodziło się uczucie, a my zamieszkaliśmy razem. Wtedy pojawiły się komentarze: „nie zakładaj tego, bo mi się nie podoba”, „ubierz to”, „użyj szminki”, „idź do kosmetyczki”, „naucz się, jak używać kosmetyków”. Skutkowało to kłótniami i nieodzywaniem się przez dwa dni. Naciskał na mnie, mówił, jaka jestem beznadziejna, mówił, że nie chce się mnie wstydzić na ulicy, mam nałożyć szpachlę na twarz, bo co jego znajomi pomyślą, mam iść na siłownię, bo nie mam super wyrzeźbionego brzucha, a tamta urodziła dziecko 3 miesiące temu i wygląda lepiej niż ja. Było tego więcej, niezliczona ilość. W końcu się obudziłam. Zrozumiałam, że przecież nie w takim związku chcę być, więc się rozstaliśmy. Zawdzięczam mu jedynie to, że wspierał mnie i dzięki temu znalazłam pracę, jaką lubię. I poznałam tam kogoś, komu nie przeszkadza, że budzi się rano obok straszydła.

A były? Spotkałam go dzisiaj na mieście i zaśmiałam się pod nosem. Pchał wózek z dzieckiem, a obok niego szła rozczochrana, nieumalowana, w dresach, z brzydkim trądzikiem na twarzy kobieta. Z brzuchem wystającym dalej niż jej biust. Zastukałam szpileczką, podniosłam spódniczkę wyżej, rozpuściłam swoje włosy na wiatr i udałam się w swoją stronę. I nie jest mi go żal. ;)

#LAgQs

Ostatnio kumpel uświadomił mnie, że daję się wykorzystywać dziewczynie. Przemyślałem całą rozmowę i uznałem, że faktycznie miał rację. Zaczął męczyć mnie finansowy aspekt mojego związku. Znamy się 7 miesięcy, 3 ze sobą mieszkamy. Ja pokrywałem wynajem, rachunki, płaciłem za nasze wyjścia, a kiedy szliśmy razem na zakupy do domu, leciało z mojego konta, tylko dlatego, że jestem facetem i więcej zarabiam. Z prawie 8 tys. zł, które zarabiam, nie zostaje nic i raz musiałem brać z oszczędności. Drażni mnie, kiedy pisze mi od jakiejś koleżanki: „Doładuj mi konto, bo nie mam jak” albo jak nabierze w sklepie najdroższych słodyczy, za które ja i tak płacę, i wiele innych. Rozmawiałem też z siostrą, która potwierdziła, że daję się wykorzystywać i sobą manipulować. Rozmawiałem na końcu o tym wszystkim z moją drugą połówką i niestety rozmowa nie przebiegła po mojej myśli i nie wiem za bardzo, co mam robić. Ona nie zgadza się na płacenie połowy rachunków i dzielenia innymi wydatkami, mówi, że to byłoby nieuczciwe, żeby przy jej minimalnej pensji miała płacić 1500 na mieszkanie i jeszcze za jedzenie i wyjścia, zapytała się, czy jestem poważny i co ja sobie wyobrażam. Zaczęła mi wyliczać, jakie ma miesięczne wydatki itp. Po prostu mnie zagadała i zrobiła ze mnie chytrego faceta. 
Jesteśmy na siebie obrażeni i ona oczekuje, że ją przeproszę. Z jednej strony wiem, że nie mogę ulec, a z drugiej nie chcę się rozchodzić, bo do tego to dąży. Ciężko się teraz mieszka.

#cjIhC

Miałam bardzo ambitnego ojca. Jego ambicja niestety nie skupiała się na jego życiu i aspiracjach, a na jego dzieciach. Niestety mój brat był przeciętniakiem w nauce, a że wyzywanie od głupków i innych debili nie zmieniło tego faktu, cała ambicja została przelana na mnie. Fakt, nigdy mnie nie wyzywał, ale normą było wieczne marudzenie, dlaczego tak mało... Przyniosłam pięć minus – „Dlaczego minus?”. Drugie miejsce w całej szkole – „Dlaczego nie pierwsze?”. Wyróżnienie w popularnym Kangurze to też za mało... Wyrastałam w poczuciu, że jestem nic niewarta. Skłamałabym jednak, mówiąc, że nie zależało mi na opinii ojca. Zawsze pragnęłam tylko jednego – usłyszeć, że jest ze mnie dumny. Tak po prostu.
Później poszłam do złego liceum, o złym profilu, wszystko generalnie robiłam źle. Jak byłoby dobrze? Nie wiem... Przyszedł czas na studia. W ostatniej chwili zmieniłam swój wybór na wybór rodziców i poszłam na kierunek dość prestiżowy, by w końcu zadowolić ojca i matkę. I tak z pewnością siebie, która sięgała metr poniżej poziomu dna, poszłam na moje studia. Na drugim roku wiedziałam, że to nie to, ale chciałam dokończyć. Może wtedy to usłyszę? Nie...

Dziś mam 30 lat, wspaniałego męża i dzieci oraz bardzo dobrze płatną pracę, której nienawidzę. Kiedy rok temu urodziłam trzecie dziecko i odchodziłam na macierzyński, jeszcze nie wiedziałam, że to koniec mojej bujnej kariery. Teraz wiem, ale przyznaję, że był to chyba najgorszy rok mojego życia... Pełen płaczu w poduchę i pełnej rewolucji w życiu. Dopiero teraz dotarło, że prawie zmarnowałam życie, a przecież wciąż jestem na tyle młoda, by je odmienić. Od dwóch miesięcy układam i planuję przy wsparciu męża. Już wiem kiedy i gdzie muszę się zapisać, by zdobyć zawód, którego pragnę :)
Trzymajcie kciuki, przede mną reszta życia ;)

#36FdJ

Korzystałam z nocnika do ósmego roku życia.
Mama odprowadzała mnie do szkoły aż do czwartej klasy (mieszkałam jakieś 10 minut od podstawówki).
Do niedawna nie mogłam nigdzie chodzić sama po godzinie 19.00 (w wakacje).
Teraz mam 15 lat i nie potrafię (albo się boję?) zapalić zapałki...
Obiadu (nawet dość prostego) też nie umiem zrobić.

To jest krótka przestroga dla przyszłych rodziców: uczcie swoje dzieci odpowiedzialności i nie rozpieszczajcie ich tak. Inaczej wyjdzie wam taka sierota jak ja...

#2lanE

Nie kocham swojego chłopaka. Jestem do niego przywiązana, przyzwyczajona, ale to chyba nie miłość. Mam 24 lata i jestem z nim, bo rodzina wmawia mi, że nikt lepszy mi się nie trafi. Babcia ciągle gada, że trafię na gorszego, który będzie mnie bił i pił. Nie potrafię się uwolnić od myśli, że muszę z nim być, bo nikt mnie nie zechce.

#iwmbj

Od 12 lat nie mam kontaktu z siostrą. Przez lata pracowała na to nasza matka. Potrafiła skłócić całą rodzinę. Siostra jest ode mnie starsza o 19 lat i ma córkę w moim wieku, z którą kontakt zerwał się w tym samym momencie co z nią. Miałam wtedy 13 lat. Matka mówiła o siostrze straszne rzeczy, zabraniała się kontaktować. Wcześniej na przestrzeni tych moich 13 lat kontakt z siostrą był zrywany i odnawiany i tak cały czas, aż w końcu siostra przestała się starać i odwiedzać rodzeństwo.

Minęło wiele lat. W końcu zebrałam się na odwagę i znalazłam siostrę na portalu społecznościowym. Postanowiłam się odezwać, wytłumaczyć. Tak bardzo się stresowałam, czy mi odpisze, czy nie. W końcu odpisała. Niestety nie ma happy endu. Sama od lat uważa się za jedynaczkę i obwinia mnie o brak kontaktu z mojej strony. Zapomniała już, jak traktowała nas matka, o tym, że pod groźbą bicia nie można było się jej sprzeciwiać.

Latami pracowałam na to, żeby się uwolnić od matki emocjonalnie, staram się codziennie i podjęłam próbę kontaktu z siostrą. Nie liczyłam na cuda, ale jednak niesmak pozostał.

#FDp0p

Od dziecka przyjaźnię się z C. Całe dzieciństwo spędzone u swojego boku. C. ma jakiś problem w domu? Daj mi chwilę i będę. Płaczesz? Właź na Skype, to pogadamy. Masz okres i ryczysz? Zaraz będę. Po czym dostawałam uśmiechniętą mordkę C., czekoladę i chipsy. Było wspólne bieganie z gołymi tyłkami po dworze za dzieciaka, poznawanie swojego ciała, wstydliwe momenty, które tylko my pamiętamy i śmiejemy się z nich do tej pory. Był też bunt dojrzewania z obu stron i brak kontaktu przez dłuższy czas i nawet to nie zniszczyło tego, co nas łączy.
Wiecie, po co to piszę? Po to, żeby udowodnić, że przyjaźń nie jest jednopłciowa. Ja jestem dziewczyną, a C. jest facetem i przyjaźnimy się od 15 lat. Nigdy nic między nami nie było, a nie powiem, żadne z nas nie jest jakimś okropnym brzydalem, więc to nie kwestia wyglądu, że nie jesteśmy razem. Jesteśmy jak brat i siostra. Ba, więcej niż brat i siostra, bo typowe rodzeństwo nie rozmawia na tyle tematów i na pewne tematy z rodzeństwem też swobodnie się nie porozmawia. Jesteśmy wbrew stereotypom na temat przyjaźni damsko-męskiej. Jego znajomi wiele razy wypytywali go o mnie, że ma taką przyjaciółkę i nic? I to samo z moimi znajomymi. Nikt nie pojmuje, że C. to jedna z najważniejszych osób w moim życiu, ale jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i nigdy nic z tego nie będzie, bo... po prostu nie. I nie, C. nie jest w friendzonie. Mam faceta, znają się i bardzo się lubią.

I boli mnie, że ludzie nie wierzą w przyjaźń damsko-męską, kiedy jest na nią tak wiele przykładów i dowodów.
Dodaj anonimowe wyznanie