#Xx7QR

Pożyczyłam od mojego chłopaka, z którym mieszkam od 4 lat, 2000 zł. On zarabia całkiem sporo, miał oszczędności, a mi zabrakło do kursu, by podnieść swoje kwalifikacje. Sam zaproponował pożyczkę, mówiąc, że oddam, kiedy będę miała.
Spłaciłam może 1/3 długu, kiedy zostałam bez pracy. Tymczasem mój chłopak coraz częściej śmiał się ze mnie z powodu długu (nawet przy jego rodzinie). Było mi głupio, i to bardzo. Prosiłam go, by sobie odpuścił, że bardzo mi przykro, gdy mi to wypomina. Chciałam już wziąć kredyt, żeby go spłacić i mieć święty spokój, ale zaczął mnie przepraszać i mówić, że nie mam się spieszyć, że on wszystko rozumie, a to tylko głupie żarty. Posłuchałam go i kredyt odpuściłam. Na dniach mam dostać spory zwrot z podatku (pokryłby większość długu). Tymczasem chłopak zaczął planować wakacje, na które zwyczajnie mnie nie stać. Niby teraz wróciłam do pracy, ale dopiero w lipcu będę miała normalną wypłatę. Chłopak proponował, że on za mnie zapłaci, bylebym pojechała z nim. Nie chciałam na to przystać, bo ani nie chciałam zwiększać długu, ani wysłuchiwać jego ewentualnych żartów i docinków. Nie zrozumiał tego. Wściekł się na mnie, że przeze mnie musi odmawiać sobie przyjemności. Postanowił sam pojechać z kolegami, co mi nie do końca odpowiadało, bo wśród kawalerów byłby tam jedynym zajętym, a zdarzały się już sytuacje, że po pół roku dowiadywałam się przypadkiem, że łaził z nimi do klubu ze striptizem. Oczywiście znowu awantura, że mu wszystkiego zabraniam.

Po prostu... nie rozumiem, czy to rzeczywiście ja jestem taka okropna? Niby mnie wsparł finansowo, ale z drugiej strony żarty na temat długów czy mojej marnej sytuacji finansowej są po prostu przykre. Nie chcę być kulą u nogi i nie miałabym nic przeciwko, żeby zapłacił za mnie za wakacje, skoro rzeczywiście tego chce, ale boję się znowu żartów czy głupich tekstów. Zawsze chciałam być niezależną kobietą, od pierwszego roku studiów, odkąd się wyprowadziłam z domu rodzinnego, sama za wszystko płacę. To była pierwsza pożyczka od chłopaka i na pewno ostatnia. Czuję się jak jakiś pasożyt.

#m1PU0

W rodzinie mojego ojczyma żyje sobie pewien wujaszek. Wujek ma dom, kochającą żonę, dorosłe dzieci, dobrą pracę. Ogólnie cud, miód, malina.
Pewnego dnia wujcio postanowił zagłębić się w postępy technologii, więc kupił sobie komputer. Od strony do strony — trafił na portal randkowy. Coś go podkusiło, aby założyć tam konto i zacząć przygodę życia... 
Poznał tam (według zdjęć) piękną kobietę. Długie nogi, piękne włosy, młodsza. Zaczęli ze sobą pisać. Po kilku miesiącach „znajomości” był tak zakochany, że powiedział o wszystkim żonie. Ciocia się wściekła, ale wyśmiała go, „bo zostawia ją dla kobiety, której nigdy nie widział”.
 Wujaszek wziął to sobie do serca i postanowił wreszcie spotkać się ze swoją wybranką. Na miejscu jednak nie przywitała go piękna, młoda kobieta, tylko brzydki, gruby Andrzej.

Koniec końców ciocia wybaczyła mu „zdradę”, ale i tak dokucza mu tym przy każdej możliwej okazji. :D

#3h9UU

Od kiedy pamiętam, uwielbiam dobrze posolone potrawy.
Gdy miałam 10 lat, pojechałam na kolonię nad morze. Pochodzę ze wsi i moja babcia hodowała w tym czasie krowy. Jak wiadomo, krowom podaje się wielkie kostki soli do konsumpcji. Przed wyjazdem ułamałam baryłkę z tejże kostki. Baryłka miała wielkość pomidora. Przez dwutygodniowy pobyt lizałam ją co wieczór, tak by nikt nie widział.
Do domu wróciłam z niczym.
Ba! Nawet mi zabrakło na ostatnie trzy dni pobytu.
To jak zabrać strzykawkę narkomanowi... Wtedy przeżyłam swój pierwszy odwyk.

#yNxYn

Dziś w nocy, po przytuleniu mojego ukochanego misia i wyszeptaniu mu: „Dobrej nocy” (jak zawsze), nagle usłyszałam: „Wiesz, że masz 17 lat i wciąż gadasz ze swoimi wypchanymi zwierzakami?”.

Cóż... ściana oddzielająca mój pokój od pokoju mojego brata niestety nie jest zbyt gruba...

#Rpyl3

Gdy miałam około 4 lata (pamiętam to bardzo dobrze), mama próbowała już nauczyć mnie samodzielnego korzystania z toalety. Ja się zapierałam, bo, kolokwialnie mówiąc, samotne sranie mnie nudziło, więc zawsze ktoś musiał być obok. Pewnego dnia powiadomiłam więc moją spokojnie drzemiącą na kanapie matulę o tym, że koniecznie muszę kupę. Mama, nie otworzywszy nawet oka, powiedziała, abym poszła sama. Mój 4-letni móżdżek pomyślał sobie — cóż za ignorancja! Jak ona w ogóle śmie?!
I z premedytacją zesrałam się w gacie, a swoje działanie zwieńczyłam wypowiedzianymi słodkim głosikiem słowami: „Już nie muszę...”. Tak więc moja mama, chcąc nie chcąc, musiała pójść ze mną do łazienki, by oddać się myciu mojego rozpieszczonego dupska.
Byłam strasznie złośliwym dzieckiem.
Mamo, przepraszam. XD

#Eid6x

Po alkoholu jestem bardzo empatyczną i miłą osobą, lubię wtedy ludziom prawić komplementy (nawet jeśli wiem, że nie są prawdą) lub robić coś, co wywoła ich uśmiech, mimo że to może być pozornie głupie.

Pewnego wieczoru poszłyśmy z przyjaciółkami na miasto, wypiłyśmy trochę i miałyśmy plan, aby iść po coś mocniejszego do sklepu. Była chwila przed 23:00, więc pani ze sklepu miała już pomyte, a ja nie chcąc jej przeszkadzać, zdjęłam buty i boso weszłam do sklepu, pani się roześmiała. Plan idealny, prawda? Nic bardziej mylnego.
Gdy miałam już wychodzić ze sklepu, puściłam ogromnego pawia tuż przed drzwiami...
Oczywiście pomogłam pani posprzątać, dałam jej 100 zł, że przeze mnie została dłużej w pracy... Od tamtego momentu nie poszłam nigdy więcej do tego sklepu.
Jeśli pani to czyta, to bardzo przepraszam...

#8Dkgf

Moja dziewczyna ma strasznie długie paznokcie, którymi zawsze mocno drapie mnie podczas seksu. Prosiłem ją wiele razy, żeby je skróciła, bo potem mam rany do krwi. Ale ją to tak jara, że za żadne skarby nie chce się ich pozbyć.
Z nocy na noc było coraz gorzej. A mnie coraz bardziej bolało. 
Postanowiłem zrobić jej złośliwy dowcip i któregoś razu wziąłem do łóżka grabie, którymi kilka razy przejechałem po jej plecach.

Spodobało się jej. Teraz muszę uprawiać seks z grabiami w ręku.

#3VNvM

Mam w domu schody. Strome, wysokie schody. Dzień po imprezie (ale nie na kacu, bo tak się złożyło, że nie wypiłam dużo) spieszyłam się na autobus, na który miałam iść razem z koleżanką (tego dnia u mnie nocowała). Co istotne, mieszkam za granicą, konkretnie w Niemczech. Poza mną w domu nikt nie posługuje się językiem w stopniu komunikatywnym.
Miałam dziesięć minut do wyjścia. Do przystanku mam co najwyżej dwie minuty, ale trzeba było się jeszcze ubrać i zabrać wszystkie „niezbędne” rzeczy. Raz zapomniałam z pokoju biletu miesięcznego. Drugi kluczy. Za trzecim słuchawek. Gdy po raz wtóry schodziłam (czyt. zbiegałam) ze schodów, poślizgnęłam się i jak łatwo przewidzieć, spadłam. Huk, pisk i oszołomienie. Rodzicielka wypadła z salonu, koleżanka z przerażeniem się we mnie wpatrywała. Zaśmiałam się, machnęłam ręką, zbyłam zmartwienia mamy, ubrałam się i wyszłam z domu. Pod nosem wciąż się śmiałam ze swojej głupoty. Nagle koleżanka pyta, czemu płaczę i czy na pewno wszystko w porządku, bo kuleję. Dopiero wtedy uderzyło we mnie, jak bardzo boli mnie lewa stopa. I że faktycznie płaczę, choć nawet nie wiedziałam, że to robię. Koleżanka natychmiastowo zabiera mnie z powrotem do domu, ja zwijam się z bólu, rodzicielka blednie z przerażenia. Każe dzwonić na pogotowie. Wpadam w panikę, odmawiam i polecam dzwonić do wujka (jedyna rodzina, jaką mamy tu na miejscu). Po chwili dyspozytor dzwoni do mnie — muszę potwierdzić wypadek, nawet jeśli został zgłoszony. Jakoś wzięłam się w garść i zaczęłam rozmowę. Przebiegała ona mniej więcej tak:
– Dzień dobry. Pan X zadzwonił do nas z informacją o wypadku. Co się stało?
– Spadłam ze schodów*.
Cisza po drugiej słuchawki.
– Ze schodów?
– Tak, ze schodów! Boli mnie stopa, chyba ją złamałam!
Mimo niezrozumiałego dla mnie skonsternowania dyspozytor wysłał karetkę. Po przybyciu na miejsce sanitariusz ponownie mnie pyta, co się stało. Odpowiadam mu dokładnie to samo, co wcześniej dyspozytorowi. Przybyli wymieniają pełne niezrozumienia spojrzenia. Zapłakana wskazuję schody i informuję, iż zleciałam z samej góry. Dopiero w szpitalu dotarło do mnie, że użyłam słowa *„Teppich”, co oznacza dywan, zamiast „Treppen”, czym właśnie są schody w języku niemieckim. Żałuję, że nie mogłam zobaczyć miny dyspozytora, bo wyraz twarzy sanitariuszy był bezcenny :D
Dodaj anonimowe wyznanie