#cDlUc

Mam 17 lat i boję się spać sama w domu. Wcześniej nie było z tym żadnego problemu. Często zostawałam sama w domu, a szczególnie w zimę, bo moi rodzice lubią wyjeżdżać na weekendy na narty. Dodatkowo zazwyczaj byłam z moją z siostrą, ale rok temu się wyprowadziła. Teraz nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, kiedy jestem sama w nocy, no a w zimę to jest jeszcze gorzej, bo szybko się robi ciemno. Czuję okropny niepokój i strach. Jestem wyczulona na każdy dźwięk i zapalam wszystkie światła w domu i trzy razy sprawdzam, czy wszystkie zamki od drzwi są zamknięte. Dodatkowo mam psa, i tutaj mogłoby się wydawać, że poprawia to sytuację. Jest jednak na odwrót, bo mój pies również jest wyczulony ns dźwięki na zewnątrz. Więc jak tylko coś usłyszy w pobliżu domu, to od razu się zrywa, a czasami warczy i szczeka, na co ja reaguję paniką. Czuję się we własnym domu jak horrorze, jakby coś miało mnie zaraz dopaść. W nocy nie wyjdę z pokoju i często płaczę, modląc się, aby już było rano i żeby to wszystko się skończyło.
Kiedy dostaję informację, że będę sama na któryś weekend, to błagam moich znajomych, żeby przyszli do mnie spać, nawet jeśli nie mam na to ochoty. Potrzebuję po prostu kogoś przy mnie w nocy. Niestety czasem bywa tak, że nikt nie jest w stanie przyjść i jestem zmuszona sama przeżyć te kilka lub jedną noc. Czuję się wtedy porzucona, jakby każdy mnie zostawił. Jedyne co mi zostaje, to przytulać się do swoich pluszaków, bez których od zawsze nie potrafiłam zasnąć.
Dodam jeszcze, że często mam sny o tym, że ktoś mnie zostawia i zostaję sama gdzieś w ciemnościach. Może po prostu mam pewien lęk przed samotnością. Problem w tym, że nie wiem, skąd on się wziął.
Nie mam z kim o tym porozmawiać, bo czuję, że mnie nikt nie rozumie i nie traktuje poważnie. Nie chcę martwić moich rodziców, bo wtedy bym zniszczyła ich wspólne wyjazdy. Nie chcę, żeby się bali mnie zostawiać samą w domu.

#FbrG1

Mniej więcej jak poszedłem do gimnazjum, zaczął się mój horror z pryszczami, trwało to dobre 12 lat. Całą twarz miałem w syfach, ale gwarantuję wam, że nie spotyka się na co dzień nikogo z tak wyglądającą twarzą. Masa pieniędzy, antybiotyki, lekarze, usuwanie blizn, ale jakoś udało się to załagodzić, jakieś tam pojedyncze dalej mam.
Wspominam o tym, dlatego że choć bardzo dbam o twarz, mam dość dziwną skórę – wystarczy, że dotknę palcem, a na drugi dzień jest tam pryszcz. Mam sporo kosmetyków, kremów, serum, toników, maseczek, zawsze rano moczę twarz w lodowatej wodzie. Między innymi dzięki temu udaje mi się utrzymać twarz względnie dobrze wyglądającą.
Gdy poznawałem dziewczyny/ kobiety, one uważały, że to niemęskie, żeby facet tak dbał o skórę, że coś ze mną jest nie tak. Zwyczajnie zrywały znajomość. Taka sytuacja zdarzała się dość często.  Może według nich męskie są pryszcze na twarzy i blizny wielkości ziarna grochu?

Tak na serio, chyba tylko ktoś, kto doświadczył tak mocnego trądziku, z którym walczy się latami, biorąc antybiotyki, stosując kwasy, zrozumie, dlaczego tak bardzo dbam o skórę i nie chcę, żeby przez moje niedbalstwo pryszcze wróciły.

#tugMJ

Mam 16 lat i mamę, która uważa, że ja nie potrzebuję od niej żadnych pieniędzy. Z braku funduszy z jej strony poszłam do pracy weekendy. Na początku było ciężko pogodzić to z dość wymagającym liceum, ale dałam radę. Tylko że teraz jest jeszcze gorzej, bo mama na każdym kroku szuka czegoś, co jej mogę kupić, np. ostatnio umówiłam się do fryzjera, a ona, że pozwoli mi pójść, tylko jeśli zapłacę także za nią... Nie wiem,

#JsCWy

Mam sny, które zawsze się realizują po pewnym czasie w realnym świecie.

Dwa lata temu rodzice wybierali się na wycieczkę na Kanary, wszystko super ekstra, ale nie do końca. Dzień przed ich wylotem miałam sen, w którym moja zmarła babcia (mama mojego taty) pojawiła się u mnie w pokoju i powtarzała w kółko: „Nie mogę się doczekać, kiedy go w końcu zobaczę, czekam, czekam, czekam...”. Nie powiem, obudziłam się przestraszona, ale cóż, sen to tylko sen. 
Rodzice wyjechali razem, ale razem już nie wrócili. Tata miał zawał i nie udało się go uratować. Babcia doczekała się swojego jedynego syna.

Rok temu moja ciocia miała operację. Wszystko się udało, ciocia po zabiegu stwierdziła, że dojdzie do siebie u swoich rodziców. Kilka dni później miała mieć wizytę kontrolną u lekarza, więc poprosiła mnie, żebym jej przyniosła z mieszkania biżuterię. Dzień przed wizytą cioci miałam sen. Śnił mi się mój zmarły wujek (mąż opisanej cioci), który pokazuje mi małe pudełeczko, a w nim kolczyki cioci. No OK, nic strasznego. Będąc w mieszkaniu cioci, nie mogłam znaleźć kolczyków. Już zrezygnowana chcę wychodzić, gdy zobaczyłam identyczne pudełeczko jak to ze snu. Otwieram je, a tam  kolczyki cioci...

Miesiąc temu kolejny sen. Śnił mi się zmarły dziadek, tata i wujek wraz z sąsiadem. Siedzieli, grali w karty i poklepywali po plecach mojego sąsiada i mówili mu, jak dobrze, że do nich dołączył. Sęk w tym, że sąsiad miał się dobrze i rano mi jeszcze „dzień dobry” powiedział. Tydzień później okazało się, że sąsiad dostał udaru i umarł.

Nie mam często snów, ale jak już są, to wiem, że muszę się mieć na baczność, tak samo jak moja rodzina i najbliżsi. Zmarli najwidoczniej lubią mnie odwiedzać i ostrzegać.

#6u6Xx

Gdy chodziłam do podstawówki, miałam z koleżankami zwyczaj, że w dzień, w który miałyśmy najmniej lekcji, chodziłyśmy po szkole na pizzę. Żeby później nie bawić się w rozliczanie, która ma ile oddać, umówiłyśmy się, że zawsze bierzemy tę samą pizzę, tylko za każdym razem inna z nas płaci. Uzgodniłyśmy, że kupujemy według naszej kolejności według dziennika lekcyjnego. Ja byłam ostatnia w kolejce.

Gdy przyszedł dzień, że ja miałam zapłacić za pizzę, rano chciałam wyjąć ze skarbonki pieniądze, a mama spytała, na co mi te dwie dychy. Powiedziałam, że zabieram dziewczyny na pizzę, bo moja kolej zapłacić. Wiedziała dobrze, że z nimi chodzę po lekcjach do pizzerii, bo wspominałam, czemu później wracam. Nagle matka zaczęła się drzeć, że nikt mnie nie lubi, że próbuję kupić koleżanki, żeby się ze mną trzymały... i zabrała mi moje oszczędności. Na nic moje tłumaczenia, że przecież tyle razy ja jadłam za darmo.

Dziewczyny naprawdę przestały mnie lubić i uważały za sępa, że chodziłam za darmo, a jak moja kolej, to nie postawię. I tak oto do końca podstawówki nie miałam koleżanek.

#igjLF

Jestem w ciąży i udałam się do jednej z drogerii, żeby zakupić kilka rzeczy dla mojego maluszka. Stoję sobie przy pampersach i kosmetykach, wybieram, co mi potrzebne, starając się nie wadzić nikomu mimo mojego bębna. Jakieś trzy metry ode mnie stoją psiapsióły w wieku raczej mocno 60+, dyskutują o swoich wnukach, jednak chyba znudził im się temat, bo zauważyłam jakieś komentarze i znaczące zerknięcia w moim kierunku.
Słyszę tekst:
– Coraz to młodsze w ciąży, dzieci rodzą dzieci, patologia jakaś...
W końcu pada pytanie w moim kierunku:
– Ile ty, dziewczynko, masz lat?
– 25.
Zza regału usłyszałam tylko parsknięcie śmiechem jakiejś innej klientki, a starsze panie przybrały kolor buraczkowy.

Pozdrawiam kurduple i dziękuję mamie za dobre geny wiecznego wyglądania jak dziecko :D

#x7Om4

Dostawców pizzy często spotykają jakieś jaja po dotarciu z zamówieniem. Nie inaczej było, gdy to ja dostarczałem ludziom zamówienia. Jedna z sytuacji...

Odbieram telefon. Słyszę ewidentnie młodego człowieka, który zamawia dużą hawajską i cztery piwa. No to co, zbieram browary do torby, gdy pizza wychodzi z pieca, wkładam ją do drugiej torby i komu w drogę, temu...
Dojeżdżam do klienta, idę do drzwi i pukam. Otwiera młody jegomość, na oko piętnastolatek i zaprasza do środka z wyrazem zaniepokojenia na twarzy, jakby nie chciał, aby ktoś nas zobaczył. Daję mu pizzę, spoglądam na te piwka i na niego, no i nie wytrzymuję. Proszę o dowód tożsamości, toć widać, że to niepełnoletnie jeszcze, a problem by był, że pizzeria nieletnim alkohol do domu dostarcza. Nad chłopakiem chyba przyzwyczajenie wzięło górę, bo wypalił szybko: „W domu zostawiłem”.
Chwila niezręcznej ciszy. Toć jesteś u siebie w domu – pomyślałem. W końcu mówię:
„No to proszę po niego pójść, daleko pan nie ma...”.
Chłopak zaczął się wykręcać, że nie wie, gdzie go rzucił, ale że dostanę dobry napiwek, jak sobie daruję ten dowód.
No nie darowałem sobie. Piwka zabrać musiałem z powrotem, tak lekko nie będzie.
O napiwku mogłem zapomnieć, na odchodne zza drzwi już usłyszałem tylko głośne trzaśnięcie. Czyżby pizza poleciała na ścianę? :D

#PtapP

Jak ja nienawidzę tych współczesnych słówek! Jak słyszę „essa”, „legancko”, „vibe” (czy jak to się tam pisze), „jesieniara” czy jakieś „npc” albo inne „odklejki”, to mam ochotę rozmówcę strzelić w dziób. To już nie ma innych słów w języku polskim? Albo jakieś hasełka wzięte z TikToka i zdziwienie, że się ich nie zna. Szlag człowieka trafia. I nie, nie jestem starszym panem na emeryturze, ale młodym człowiekiem, wchodzącym w trzecią dekadę życia, nierozumiejącym swoich rówieśników.

#pAi4W

Historia ta wydarzyła się dzisiaj, dlatego też nadal nie mogę się otrząsnąć.
Środek miasta, na zegarku prawie czternasta, całkiem ładna pogoda. Kulturalnie siedziałam, czekając na przyjaciela, który za chwilę miał się tam zjawić. Skrzyżowałam nogi po turecku, plecak położyłam obok i jak zwykle sięgnęłam zeszyt, by móc w tym czasie napisać kilka tekstów czy wierszy. Telefon odruchowo położyłam na drugiej nodze, po czym zupełnie wciągnęłam się w pisanie.
Nagle zobaczyłam nad sobą postać – typowego osiedlowego Sebka z kapturem na głowie. Przysłowiowy dres wyciągnął rękę po mój telefon, chwycił go i z cwaniackim uśmiechem rzucił tylko: „Już jest mój”. Wcięło mnie, tym bardziej że zaledwie kilka miesięcy wcześniej, będąc z grupką znajomych, również spotkałam Sebków, a tamto spotkanie nie skończyło się miło. Chwilę później złapałam komórkę, mówiąc: „Nie, jest mój, oddaj!”. Chłopak chyba trochę się zdziwił i jednocześnie wyczuł mój strach, bo powiedział: „Nie bój się, przecież ci go nie ukradnę”. No ależ oczywiście, kto by się spodziewał... Nie rozumiałam nic z tego, co przed chwilą zaszło, więc momentalnie dodał: „Nie trzymaj tak telefonu, bo ktoś inny z łatwością by go zabrał. Schowaj go do kieszeni” i oddał mi urządzenie. Byłam w takim szoku, że z trudem wydusiłam tylko: „Dobra, dzięki...”, włożyłam telefon do kieszeni i patrzyłam, jak Sebek kiwnął mi głową, po czym z uśmiechem poszedł dalej.
W szoku jestem do teraz.
Dodaj anonimowe wyznanie