#KHxo0

Do mojej dość małej szkoły dołączyło paru nowych nauczycieli. Z jednym z nich jakiś czas temu mieliśmy lekcję.

Jeden z kolegów jak zawsze „popisywał” się i przeszkadzał panu w prowadzeniu lekcji. Wywiązał się u nich nieprzyjemny dialog:
- Przestań, bo wezwę twojego tatę.
- Niech pan wzywa, sam bym chciał to zrobić.

Nie, tata kolegi nie odszedł do innej, zmarł rok temu.

#juIrz

Kilka dni temu zdałem bezbłędnie egzamin na prawo jazdy, a boję się jechać po drodze samemu. Mam wrażenie, że we mnie jest jeszcze osoba, która nie jest na to gotowa, wydaje mi się to strasznie dziwne. Mimo wszystko świetnie prowadzę samochód, a pan z WORD-u mnie nawet pochwalił. Dziwne uczucie.

#bCGQH

Mój tata „na starość” zrobił się bardzo upierdliwy. Nie w takim sensie, że np. nie ogarnia technologii i ciągle potrzebuje pomocy. Zamienił się w niecierpliwca i męczybułę. Dzwonił o coś zapytać. Drobiazg, nic pilnego. Byłam pod prysznicem, więc nie odebrałam. Dzwonił pięć razy, potem zaczął dobijać się do mojego męża, bo ja nie odbieram. W drugą stronę też tak działa. Mąż nie może odebrać? Po 4-5 próbach raz po raz zaczyna wydzwaniać do mnie. I tak za każdym razem. Tłumaczymy, że czasami nie możemy odebrać i niby rozumie, ale no... Inny przypadek. Poprosił mnie, żebym mu coś załatwiła. Powiedziałam z góry, że to chwilę zajmie. Tego samego dnia SMS „czy jak załatwione?”. I następnego dnia znów pyta, następnego znów... Tłumaczę mu, że jestem chora i nie mogę pojechać załatwić. I tak codzienne pytanie, czy już. Tak samo pisze mi wiadomości, że córeczka to już w ogóle go olała, w ogóle się nie odzywa, nie odwiedza... Ale halo? Ostatni raz gadaliśmy dzień wcześniej! Z mojej inicjatywy! A byłam u rodziców trzy dni wcześniej. I może się to wszystko wydawać pierdołami, ale powtarzalny charakter tych zachowań męczy. Staram się dbać o emocje mojej rodziny, ale to już przesada. Wiem, że może tata po prostu potrzebuje uwagi, ale ja naprawdę nie daję mu jej jakoś mało. Jestem dorosła, mam męża, dziecko. Nie mogę sobie pozwolić na codzienne widzenia z rodzicami. A prawdę mówiąc, nie mam nawet takiej potrzeby. Są mi bliscy, ale nie chcę spędzać każdej wolnej chwili z rodzicami. Ponadto tata z wiekiem robi się coraz bardziej zgryźliwą marudą i też mam swoją wytrzymałość na słuchanie cały czas, jacy ludzie w jego otoczeniu są głupi, męczący, irytujący itd. A mówi o tym zawsze, jak się widzimy, i prawie tylko o tym (powiedziałabym, że w jego rozmowach 80% to narzekanie na ludzi z otoczenia, 15% to prośby, pytania i dopiero 5% jego wypowiedzi to jakieś inne rzeczy). Męczące.

#hnWdf

Pracuję w jednym z większych sklepów sieci sprzedających sprzęt komputerowy, telewizory i AGD. Pełno klientów to fajni ludzie, rzadko się trafią czarne owce, ale z Ukraińcami jest ciekawie. Ogólnie bariera językowa jest problemem, ale jak któryś w miarę poprawnie posługuje się polskim językiem, to na luzie da się pogadać.

Ostatnio przyszli dwaj młodzi panowie z Ukrainy kupić monitor, ale ledwo radzili sobie z polskim językiem. Sprawdziłem dla nich listę monitorów w systemie, zaznaczyłem parametry, które ich interesowały i ogólnie nie znaleźli nic, co bym im odpowiadało. Spytałem, z której części miasta przyjechali. Okazało się, że całkiem spory kawał drogi przemierzyli do naszego sklepu. To pokazałem im mniejszy sklep, ale bliższy, do którego ja też raz na jakiś czas jeżdżę, a nawet sprawdziliśmy u nas na miejscu ich ofertę i wypatrzyli sobie u nich monitor pewnej firmy, na zamówienie.  W telefonie zapisali ulicę, model monitora i pojechali tam. 
To nie jest coś, co powinniśmy robić, ale priorytetem jest pomóc.

Po trzech dniach przyjechali do naszego sklepu i szukali mnie tylko po to, by mi podziękować za pomoc i cierpliwość. Mówili, że monitor jest świetny i beze mnie by nawet nie trafili na ten model. Ciepło na serduchu się zrobiło :)

#C2I44

Jestem zaje**ście silną kobietą.

Dwa lata wytrzymałam w bardzo toksycznym związku, gdzie partner mnie bił, szarpał, wyzywał, groził, że mnie zabije. Mieszkaliśmy w patologii z alkoholikami. Były interwencje policji.
Wiecie, co zrobiłam? Zadzwoniłam do przyjaciółki, spakowałam siebie i półtoraroczne dziecko i pojechałam ponad 300 km właśnie do niej. Jestem w trakcie przeprowadzki. Sprawa jest na policji, a także w sądzie. Wszyscy dookoła mnie znienawidzili, bo „przecież nic nie mówiłaś”. Co z tego, że półtora roku temu kazali mi wzywać policję na partnera, bo mnie poszarpał i wykręcił rękę.

Nareszcie czuję, że żyję. Oby wszyscy mieli tyle odwagi co ja w podobnej sytuacji i tak bliskich przyjaciół, żeby mogli się wyrwać. Zdrówka!

#o1X4o

Mam męża i trójkę dzieci. Mieszkamy w jego rodzinnych stronach w bardzo konserwatywnym rejonie kraju. Sama pochodzę z dużego miasta, skończyłam studia, ale jego rodzina przyjęła mnie jak swoją. I nic dziwnego, bo stanowię – jak twierdzą teściowie – ideał żony w świecie, gdzie dziewuchy są zepsute. Zajmuję się domem na cały etat (mąż dobrze zarabia, tak że możemy na to pozwolić), chodzimy regularnie do kościoła, generalnie wszystko jak na prowincji być powinno.

Są tylko dwa „ale”. Jedna rzecz, to że jestem niewierząca. Mąż o tym wie, ale mu to nie przeszkadza, bo sam bardziej wierzy z powodu wychowania niż faktycznie głębokiej wiary. Ostatnio nawet skłania się ku agnostycyzmowi, choć oczywiście praktykujemy religię sumiennie ;). Taka postawa na prowincji to oczywiście nic nietypowego i gdyby nie druga rzecz, nawet nie wrzucałabym anonimowego.
O drugiej rzeczy nawet mąż nie wie. Otóż na studiach wcale nie dorabiałam jako hostessa, jak twierdziłam, tylko w klubie go-go. Tańczyłam na rurze w samych stringach, na prywatnych pokazach nawet bez nich. A najgorsze, że... ja to lubiłam. Nie zachęcam do tej pracy (choć pieniądze naprawdę niezłe), było wiele przykrych sytuacji, ale uwielbiałam te obłapujące mnie spojrzenia. I chyba to było najgorsze ;)

#MweE2

Na lekcji języka polskiego mieliśmy napisać rozprawkę, wiecie, klasa maturalna, ćwiczenia do matury i tak dalej. Nigdy nie miałam problemu z tym przedmiotem, a już zwłaszcza z pisaniem wszelkiego rodzaju rozprawek, wypracowań czy opowiadań.
Wszystko super, po lekcji wychodzę zadowolona z tego co napisałam, pewna, że zrobiłam może tylko kilka drobnych błędów. Jakie było moje zdziwienie, gdy po dwóch tygodniach podczas lekcji ląduje przede mną kartka z piękną, czerwoną jedynką z plusem na pół kartki. W tekście po sprawdzeniu tylko delikatne poprawki przez nauczycielkę – tu nie było przecinka, tam raz w jednym zdaniu powtórzyłam to samo słowo. A tak nic, żadnego kardynała, w limicie słów się zmieściłam, nie za dużo, nie za mało. Za to na ostatniej stronie czekała na mnie wypowiedź godna mojej rozprawki, zaczynająca się od słów, że rozprawka napisana prawidłowo, ale zdecydowanie nie przeze mnie, bo niemożliwe jest, by uczeń znał takie słowa, jakich użyłam ja. Idę do nauczycielki, ona z ogromnym spokojem w głosie oznajmia, że dawno nie czytała tak dobrej wypowiedzi pisemnej, ale niestety nie wierzy, że napisałam to ja, ponieważ jest ona napisana „zbyt poetycko”, pewne słowa z tekstu nadawałyby się do wiersza i zbyt wiele w życiu widziała, by uznać to za pracę własną, bo teraz dzisiejsza młodzież jest zbyt głupia, żeby coś takiego napisać.
Tak że tak, drodzy nauczyciele, młodzież w tych czasach wcale nie jest głupia, po prostu po co mamy się starać, gdy zamiast nas pochwalić za dobrą pracę, wolicie zabić w nas jakiekolwiek wartości i pokłady wiedzy.

#OfdpQ

Mam 28 lat i jestem crossdresserem. Dla niewtajemniczonych oznacza to, że jako biologiczny mężczyzna czasem żyję jako kobieta. Nie chodzi o stałą zmianę płci, nie planuję tranzycji. To raczej potrzeba bycia nią, wejścia w kobiecą rolę, wygląd, zachowanie, codzienność.

Przebieram się od wielu lat. Z czasem dopracowałem każdy detal. Makijaż, peruka, sylwetka, ruchy, sposób chodzenia. Uwielbiam eleganckie, kobiece stylizacje. Sukienki, spódnice, rajstopy, pończochy, kozaki za kolano, szpilki, dopasowane bluzki. Lubię czuć materiał na skórze, ciężar butów, zapach perfum.

Przez ostatnie trzy lata byłem w związku i mieszkałem z partnerką. Mój crossdressing był jednak na tyle silny, że nie mogłem całkowicie zerwać z przebieraniem. Robiłem to w tajemnicy. Brałem wolne w pracy, nie mówiąc jej prawdy. Jechałem do innego miasta, po drodze w lesie przebierałem się w aucie, robiłem makijaż, malowałem paznokcie i wjeżdżałem do miasta już jako kobieta. Spędzałem tak kilka godzin, spacerując, siedząc w parkach, chodząc po sklepach, przymierzając ubrania i buty. Czasem coś kupowałem. Za każdym razem wracałem z wyrzutami sumienia i obietnicą, że to już ostatni raz. Oczywiście nigdy nie był.

Pół roku temu się rozstaliśmy. Najpierw był smutek, a potem przyszła euforia. Nagle nie musiałem się już ukrywać. Mogłem być nią wtedy, kiedy chciałem i tak długo, jak chciałem. I bardzo szybko poszło to dalej.

Dziś każdy weekend spędzam jako kobieta. Byłem już dwa razy na tygodniowych wyjazdach, tylko po to, żeby przez kilka dni normalnie żyć jako ona. Wynajęty apartament w obcym mieście daje mi poczucie bezpieczeństwa i normalności. Wstaję rano, robię makijaż, zakładam sukienkę i buty, wychodzę na miasto. Kawa, zakupy, galerie handlowe, przymierzanie ubrań, spacery, czasem kino. Po prostu życie.

Z czasem pojawiły się też spotkania z mężczyznami. Ja jako kobieta. Te spotkania dały mi coś, czego wcześniej nie znałem. Jeszcze silniejsze poczucie bycia nią. Bycia pożądaną, traktowaną jak kobieta, dotykaną jak kobieta. Jeszcze pół roku temu byłem z kobietą, a teraz sam robię za kobietę w łóżku.

Nie chcę zmieniać płci. Chcę pozostać biologicznym facetem, który czasem żyje w pełni jako kobieta. I dziś, kiedy o tym myślę, uderza mnie jedno. Jeszcze pół roku temu przebierałem się po kryjomu, chowając się przed partnerką. A teraz żyję podwójnym życiem, którego już nawet nie próbuję zatrzymać. I sam jestem ciekaw, dokąd mnie to zaprowadzi.
Dodaj anonimowe wyznanie