Długo miałam problem, żeby podczas seksu mieć orgazm. Zmiana partnera, lepsze dopasowanie i mamy szczyt. Zwieracze też mi puściły i obsrałam swojego partnera.
Wiecie tylko wy i on.
Kiedy byłam w 6 klasie, byłam poniżana, nękana i samotna. Moi jedyni przyjaciele - z internetu. Taki właśnie przyjaciel, choć starszy ode mnie o 3 lata był bardzo słabym uczniem.
Owy X był zagrożony z wielu przedmiotów w swoim gimnazjum. Ja byłam dobrą uczennicą, nawet jeśli młodszą, postanowiłam, że mu pomogę. Plan był taki, że on po powrocie ze szkoły wejdzie na komunikator i na wideo chacie, pouczymy się.
Bardzo się ucieszyłam, przecież taka beznadziejna osoba jak ja, może zrobić coś dla świata, tak więc wzięłam podręczniki starszego brata i uczyłam się tego żeby mu pomóc.
5 godzin, tyle się uczyłam rzeczy, które musiałam zrozumieć - dla niego.
Kiedy o danej godzinie weszłam na komunikator i go nie zobaczyłam zdziwiłam się, ale czekałam.
Czekałam tak godzinę, aż dałam sobie spokój.
Okazało się, że zupełnie zapomniał o tym, że mamy się uczyć. Był na imprezie, spił się. Bo to normalne, że w gimnazjum pije się alkohol, prawda?
Powiedziałam mu, że mi przykro, długo się przygotowywałam.
Stwierdził że jestem nic nie warta i jak mam zamiar ciągle, pie*dolić o nauce, mam spie*dalać.
Rozpłakałam się.
Mam chłopaka prawnika. Mieszkamy razem już od dłuższego czasu, jego pasja nie jest mi obca i w pełni akceptuję obraną przez niego drogę jak i jego zainteresowania, ale to, co wydarzyło się ostatniej nocy, totalnie mnie przerosło.
Musicie wiedzieć, że mój chłopak śpi dość niespokojnie, wierci się, wywija kończynami, wyrywa włosy, czasem śpi na siedząco. Siniaki i stłuczenia po jego nocnych „walkach” są dla mnie chlebem powszednim, nawet nie zwracam na nie już uwagi i idę dalej spać.
Jednakże ostatniej nocy jego ciężka ręka zabrała mi oddech. Dosłownie położył się na mnie całym ciężarem i nie mogłam oddychać. Na szczęście się obudziłam i zaczęłam cicho prosić, żeby mnie puścił, bo nie mogę oddychać. Kiedy czułam, jak moje płuca wciągają ostatnie podmuchy powietrza, mój luby obudził się i łaskawie zabrał rękę, pochrapując cicho, obrócił się na drugi bok i spał dalej, jak gdyby nigdy nic. Ja cała obolała, szyja praktycznie napuchnięta, bałam się o własne życie.
Następnego ranka, kiedy opowiedziałam mu, że dosłownie prawie mnie udusił, uśmiechnął się i zaczął dumać. Po chwili stwierdził, że zastanawia się, czy to co zrobił było czynem w rozumieniu prawa karnego i czy odpowiadałby za zabójstwo, gdyby rzeczywiście mnie udusił. Rzucił coś jeszcze o vis absoluta i sobie poszedł...
Teraz tylko zastanawiam się, co on kocha bardziej, mnie czy kodeks karny? Obawiam się, że może jednak chcieć sprawdzić swoją teorię następnej nocy...
Jakby to ująć....
Od początku nauki w szkole średniej nie chciałam się integrować z grupą... ale troszkę może chciałam. Nie wiem jak to wytłumaczyć i ani mój psycholog, ani pedagog nie potrafi tego wyjaśnić. W wakacje po skończeniu pierwszej klasy postanowiłam, że w końcu złapię z kimś kontakt, zacznę rozmawiać z ludźmi. I zgadnijcie co... Nie potrafiłam nawet zdobyć się na powiedzenie zwykłego „hej”. Klasa moje zachowanie odbiera tak, jakbym ich nie lubiła (a ja w środku, przynajmniej do części z nich, czuję sympatię).
Ostatnio dużo rozmawiają za moimi plecami o mnie, nawet chcą, żeby mnie wyrzucili ze szkoły. Gdy na jednej przerwie stanęłam sobie pod klasą (gdzie wszyscy już byli) i czekałam na lekcje, Ukrainka (dobrze rozumie i komunikuje się po polsku) patrzyła na mnie szklistymi oczami, ze współczuciem, wydawało mi się nawet, że ze strachem. Wtedy już wiedziałam, że rozmawiali o mnie, a na jakie tematy? Jeden Bóg i Ukrainka wie.
Mam prawie 20 lat, a nadal zanim załatwię grubszą potrzebę w toalecie, to najpierw wrzucam papier, żeby mi tyłka nie ochlapało, bo tego nienawidzę.
Jestem chora psychicznie. Tzn. leczę obecnie któryś już w życiu epizod depresji. Cały okres dojrzewania? Doły znikąd, obniżenie koncentracji, spowolnienie itp. Ale OK, uroki dojrzewania, trochę jak z trądzikiem.
Teraz świadomość wzrasta, a ludzie są bardziej wyrozumiali niż kilka lat temu, za czasów głębokiej gimbazy. Dzieciaki śmiały się cholernie, kiedy resztą się wygłupiała, ja zamulałam masakrycznie (kilka tygodni, potem przerwa i znowu, nie wiedziałam co się dzieje, potem znowu, coraz dłużej i gorzej), nauczyciele uważali mnie za dziwne dziecko.
Przy okazji zaliczyłam zaburzenia odżywiania, co dodatkowo mnie dobiło.
Trafiłam do psychologa, a potem lekarza, rodzina się dowiedziała, ja zrozumiałam, co się ze mną dzieje.
Próba robienia prawka, klasa maturalna, nawrót jak się patrzy, plus stany lękowe, no bo przecież przygotowanie do matury, to i stresu więcej ;) Okej, poszłam do lekarza.
Teraz hit. Od początku wprowadzenia nauczania zdalnego jestem w domu, moje marne kontakty z ludźmi się pourywały.
Poza samotnością i ogólną irytacją zaczęło się dziać coś masakrycznie dziwnego. Chwilami odrywałam się jakby od rzeczywistości, nie odróżniałam tego co się dzieje w mojej głowie od rzeczywistości.
Rzuciłam laptopem (moje narzędzie pracy), nawet o tym nie pamiętając, pokłóciłam się z rodziną, nie pamiętając co mówiłam. Wcześniej rozwaliłam swoje nowo zrobione paznokcie, podarłam ważne dla mnie notatki, przewróciłam pokój do góry nogami. Nie pamiętałam praktycznie o niczym, rodzina stwierdziła, że to objaw mojej zwykłej głupoty i frustracji.
Nie wiem o co chodzi. Chyba nie chcę wiedzieć... Przyszła mi na myśl schizofrenia. Wstyd mi komukolwiek o tym powiedzieć.
Największy poziom bycia przegrywam ever.
Mam tak obwisłe piersi, że wypadają ze stanika. Przestałam nosić dekolty w obawie, że cycek mi wypadnie tak, jak to się często działo przy pochylaniu się. Mimo że noszę zabudowane bluzki, wciąż muszę uważać, by czasem pierś nie wypadła z miseczki i nie odznaczyła mi się na bluzce. Miałam kilka takich sytuacji, a o całej sprawie dowiadywałam się z min osób, które na mnie patrzyły (tak, tego nie czuć, że cyc zmienia położenie).
Nie mam dzieci, jestem młodą dziewczyną, nigdy nie karmiłam piersią. Kiedyś byłam gruba, miałam duże piersi i kompletnie niedobrane staniki, potem schudłam 20 kg, a piersi zaczęły wypadać. To bardzo wpływa na komfort życia. Chodzę w swetrach, a latem nakładam miękkie staniki, z których pierś nie wypada. Te staniki na zimę się nie nadają, bo odstające sutki prześwitują. Zaczęłam nową pracę. Jest dress code. Muszę chodzić w cienkich, białych koszulach. Codziennie boję się, że pokażę za dużo. Umówiłam się do braffiterki, która zgarnie pół mojej wypłaty, ale mam nadzieję, że wyjdę od niej z kilkoma trzymającymi piersi w ryzach stanikami.
Byłam świadkiem kradzieży w sklepie.
To był dzień jak zawsze. Normalna godzina, sklep z RTV. Akurat musiałam odebrać swojego laptopa, kiedy do sklepu wparowali goście z kominiarkami i bronią. Boże złoty, myślałam, że padnę na zawał. Wizja tego, że umrę za kilka chwil, od razu pojawiła się w mojej głowie. Krzyknęli, że mamy paść na ziemię, bo inaczej zaczną strzelać. No dobra, to przylgnęłam do tej ziemi i się nie ruszałam. Kiedy zabierali niektóre rzeczy, osoba obok mnie po cichu zadzwoniła po policję.
Kiedy wzięli, co chcieli, to zaczęli wykrzykiwać coś jeszcze, czego nie zrozumiałam, i wybiegli ze sklepu. Pracownicy przepraszali nas za to zajście, a gdy policja przyjechała, to zaczęło się śledztwo itd.
Sprawców złapano, z czego bardzo się cieszę.
Powiem Wam, że to chyba najbardziej chora akcja, jaka spotkała mnie w życiu i nigdy tego nie zapomnę, adrenalina jak w GTA :D
Miałam wtedy około 10-11 lat. Od dawna podkochiwałam się w pewnym chłopaku z mojej klasy. Możecie sobie wyobrazić, jaka byłam wniebowzięta, gdy oznajmił, że chce mi coś powiedzieć. Z motylkami w brzuchu udawałam, że niczego się nie domyślam, a on poprosił, żebyśmy spotkali się na przerwie... pod męską toaletą. Cóż, czar prysł, ale uznałam, że pójdę. W końcu to nadal miłość mojego życia! No więc poszłam. Spytałam, co chciał mi powiedzieć, a on jak gdyby nigdy nic wyciągnął pudełeczko na pierścionek! No wiecie, takie zaręczynowe. Pudełko było nieco tandetne, ale dla 10-letniej mnie to było spełnienie marzeń! Cała szczęśliwa, przypominałam sobie te wszystkie sceny romantycznych oświadczyn w TV i marzyłam, że mój luby zaraz uklęknie i poprosi mnie o rękę.
No cóż, nie. Otworzył pudełeczko. Moim oczom ukazała się 50-groszówka. Byłam okropnie zaskoczona, ale za to pomiędzy mną a moim wybrankiem (nazwijmy go Karol) wywiązał się taki dialog:
– To dla ciebie.
Jako że byłam dobrze wychowanym dzieckiem, postanowiłam nie tracić fasonu.
– Wow, Karol! Jaki wspaniały prezent!
Wzięłam pudełeczko i chciałam schować je do kieszeni, ale Karol mnie powstrzymał.
– Czekaj, no! Oddaj mi moje 50 groszy!
Jeszcze bardziej zaskoczona ja oddałam mu monetę, a on cały uśmiechnięty odszedł.
Długo tak stałam i zastanawiałam się, co właśnie się wydarzyło.
Tak skończyła się moja pierwsza miłość.
Zacznę od tego, że jestem najmłodsza w rodzinie, mam trójkę starszego rodzeństwa: dwóch braci i siostrę. Wiadomo, jako najmłodsza, beztroska i nieświadoma, często byłam obiektem żartów i kawałów ze strony rodzeństwa. Do rzeczy.
Nie wiem, ile miałam wtedy lat, cztery, pięć może. Pewnego dnia zostałam przez nich nauczona, że ten czas, kiedy muszę zrobić kupę, nazywa się... uwaga, uwaga... oKUPAcją. Logiczne, słowo pasuje, no to przyjęłam tę cenną naukę.
Niedługo potem poszliśmy do kościoła na mszę, a ja poczułam, że to TEN moment. Zaczepiałam mamę, jednak ona próbowała mnie zignorować, żebym jej nie przeszkadzała w słuchaniu. Byłam zmuszona podnieść głos, by zwróciła na mnie wreszcie uwagę, więc zawołałam na pół kościoła: „TO JEST OKUPACJA!!”.
Mogę tylko wyobrażać sobie minę mamy, ludzi wokół nas i radość mojego kochanego rodzeństwa z udanego kawału. Do dziś parskam śmiechem na samo wyobrażenie sytuacji.
Dodaj anonimowe wyznanie