#pAi4W
Środek miasta, na zegarku prawie czternasta, całkiem ładna pogoda. Kulturalnie siedziałam, czekając na przyjaciela, który za chwilę miał się tam zjawić. Skrzyżowałam nogi po turecku, plecak położyłam obok i jak zwykle sięgnęłam zeszyt, by móc w tym czasie napisać kilka tekstów czy wierszy. Telefon odruchowo położyłam na drugiej nodze, po czym zupełnie wciągnęłam się w pisanie.
Nagle zobaczyłam nad sobą postać – typowego osiedlowego Sebka z kapturem na głowie. Przysłowiowy dres wyciągnął rękę po mój telefon, chwycił go i z cwaniackim uśmiechem rzucił tylko: „Już jest mój”. Wcięło mnie, tym bardziej że zaledwie kilka miesięcy wcześniej, będąc z grupką znajomych, również spotkałam Sebków, a tamto spotkanie nie skończyło się miło. Chwilę później złapałam komórkę, mówiąc: „Nie, jest mój, oddaj!”. Chłopak chyba trochę się zdziwił i jednocześnie wyczuł mój strach, bo powiedział: „Nie bój się, przecież ci go nie ukradnę”. No ależ oczywiście, kto by się spodziewał... Nie rozumiałam nic z tego, co przed chwilą zaszło, więc momentalnie dodał: „Nie trzymaj tak telefonu, bo ktoś inny z łatwością by go zabrał. Schowaj go do kieszeni” i oddał mi urządzenie. Byłam w takim szoku, że z trudem wydusiłam tylko: „Dobra, dzięki...”, włożyłam telefon do kieszeni i patrzyłam, jak Sebek kiwnął mi głową, po czym z uśmiechem poszedł dalej.
W szoku jestem do teraz.
Miał rację chłopak.