#pAi4W

Historia ta wydarzyła się dzisiaj, dlatego też nadal nie mogę się otrząsnąć.
Środek miasta, na zegarku prawie czternasta, całkiem ładna pogoda. Kulturalnie siedziałam, czekając na przyjaciela, który za chwilę miał się tam zjawić. Skrzyżowałam nogi po turecku, plecak położyłam obok i jak zwykle sięgnęłam zeszyt, by móc w tym czasie napisać kilka tekstów czy wierszy. Telefon odruchowo położyłam na drugiej nodze, po czym zupełnie wciągnęłam się w pisanie.
Nagle zobaczyłam nad sobą postać – typowego osiedlowego Sebka z kapturem na głowie. Przysłowiowy dres wyciągnął rękę po mój telefon, chwycił go i z cwaniackim uśmiechem rzucił tylko: „Już jest mój”. Wcięło mnie, tym bardziej że zaledwie kilka miesięcy wcześniej, będąc z grupką znajomych, również spotkałam Sebków, a tamto spotkanie nie skończyło się miło. Chwilę później złapałam komórkę, mówiąc: „Nie, jest mój, oddaj!”. Chłopak chyba trochę się zdziwił i jednocześnie wyczuł mój strach, bo powiedział: „Nie bój się, przecież ci go nie ukradnę”. No ależ oczywiście, kto by się spodziewał... Nie rozumiałam nic z tego, co przed chwilą zaszło, więc momentalnie dodał: „Nie trzymaj tak telefonu, bo ktoś inny z łatwością by go zabrał. Schowaj go do kieszeni” i oddał mi urządzenie. Byłam w takim szoku, że z trudem wydusiłam tylko: „Dobra, dzięki...”, włożyłam telefon do kieszeni i patrzyłam, jak Sebek kiwnął mi głową, po czym z uśmiechem poszedł dalej.
W szoku jestem do teraz.

#VDWmX

Podczas mojej wizyty na krakowskim rynku zauważyłem sporą grupę Azjatów próbującą zrobić sobie zdjęcie na tle Kościoła Mariackiego. Postanowiłam im pomóc. Podszedłem więc i bardzo powoli zapytałem: „CZY WY... CHCECIE... JA... ZROBIĆ ZDJĘCIE?”, dodatkowo bardzo dosadnie gestykulując. Jeden z nich odwrócił się do mnie i ze zniesmaczoną miną piękną polszczyzną odpowiedział: „Nie, dzięki. Poradzimy sobie sami”. Chciałem zapaść się pod ziemię.

#RVYjI

Niedziela, rodzinny obiadek. Siedzimy wszyscy przy stole. Patrzę na mojego brata, dziwnie się zachowuje, wierci się na krześle, jest cały czerwony... Podniósł tyłek z krzesła, ale za chwilę znowu usiadł. W końcu wydusił z siebie:
– Słuchajcie, jestem gejem.
Zapadła grobowa cisza. Na co ja, niewiele myśląc, postanowiłam wykorzystać okazję i rzekłam:
– A ja rzuciłam studia i zrezygnowałam z pracy w sklepie. Ciekawi czemu? Jestem w ciąży.
I zaczęłam się panicznie śmiać. Tylko że to nie był żart...

Zastanawiacie się, co było później? Tata wziął pilota do ręki i włączył program przyrodniczy. Obiad dokończyliśmy w zadumie, oglądając piżmowoły.

#9Z33L

Naście lat temu wraz z moim 4 lata starszym bratem uwielbialiśmy dokuczać sobie nawzajem. Kiedy miałam jakieś 3 lata, nasi rodzice zrobili nam niespodziankę, kupując nam wielką (taka nam się wtedy wydawała) zjeżdżalnię, którą postawili na podwórku.

Pewnego dnia bawiliśmy się na dworze, zjeżdżając na zmianę. Niestety mój wredny brat (mający wówczas jakieś 7 lat) usiadł na górze zjeżdżalni i nie chciał zjechać. Ja, stojąc za nim, zaczęłam płakać i krzyczeć, żeby zjechał, ale on z perfidnym uśmieszkiem siedział dalej. Z wielką złością i niespodziewanym napływem siły mocno go pchnęłam, po czym ten spadł i... złamał rękę w łokciu.

Brat z płaczem pobiegł do domu i powiedział mamie, że to ja go zepchnęłam, lecz ta nie uwierzyła, że 4 lata młodsza i drobna dziewczynka mogłaby to zrobić. Do tego oczywiście dostało się jemu, że nie umie się normalnie bawić, a później zwala winę na mnie. Ja się oczywiście nie przyznałam.

Skończyło się ręką w gipsie i sprzedażą zjeżdżalni.

#YOsTn

Mam wujka Grzegorza, nazywanego przeze mnie Węgorzem. Od małego miałam z nim tzw. kosę i nie mogliśmy wytrzymać ani chwili bez wzajemnego obrażania i bluzg. Zaznaczę tylko, że to on wszystko zaczynał i był inicjatorem wszelkich okazji do wyśmiania mnie przed rodziną. Zemsta nadarzyła się szybko...

Jako pierwsza zajęłam łazienkę na wieczorny prysznic. Już miałam się rozbierać, gdy słyszę walenie do drzwi: „Otwieraj! Słyszysz? Nie wytrzymam!”. Był to Węgorz, który czuł parcie w jelitach. Jako bystre dziecko odbyłam najdłuższy pobyt w łazience, trwający 3 godziny. Do dziś nie wiem, jak byłam w stanie to zrobić, ale po powrocie do pokoju wszystkiego pożałowałam. Panował tam niesamowity smród. Byłam przekonana, że zdechł tam kot i się rozkłada. Pobiegłam do cioci i powiedziałam jej o moich podejrzeniach. Ta spędziła parę minut na poszukiwaniach, po czym znalazła w szafie moją torbę ze znaleziskiem – dużym stolcem. Ciotka nie miała wątpliwości i jak to określiła: „Poznałam od razu, że to stolec wuja! Tyle razy musiałam po nim spuszczać, że ten obraz pozostał mi w pamięci!”.

Skończyło się na tym, że Węgorz musiał mi przez całe wakacje kupować lody i mnie przeprosić. Pod groźbą wywalenia z łóżka przez ciocię zaczął mnie unikać, a wiązało się to z zaprzestaniem obelg. Warto było.

#DkwGy

Sklep w galerii handlowej,  sobota, dzień jak co dzień. Wchodzi Typowy Janusz (dla zobrazowania – długi, siwy wąs, brązowa kamizelka na ryby, pod nią biała, pognieciona koszula, wytarty jeans, adidasy na rzepy). Janusz robi zakupy, chce płacić, kwota ok. 250 zł.
– Płaci pan kartą czy gotówką? – pytam.
– Kartą.
Więc wbijam elegancko kwotę na terminal, czekam na dopełnienie transakcji, w międzyczasie Janusz ma już swoje zakupy w siateczce, trzyma je na ladzie.
– I wpisuj tam swoją pracowniczą zniżkę, he, he – mówi z zawadiackim uśmiechem, ukazując złoto-żółte zęby.
– Nie – odpowiadam krótko z uśmiechem numer 5, nie chce mi się tłumaczyć, że nawet nie mam zniżki na produkty, które usiłuje kupić, no po prostu widzę, że bez sensu. A poza tym trochę się poczułam niemiło potraktowana, bo nie pamiętam, żebym z panem Januszem przeszła na „ty” podczas jego krótkiej wizyty.
Janusz zrobił się fioletowy.
– To ja nie chcę tego twojego g*wna!! Banda złodziei!
Po czym rzuca we mnie siatką z zakupami, odwraca się gwałtownie na pięcie i wychodzi szybkim krokiem, cały czas mamrocząc pod nosem: „Młode gówniarze, zero szacunku…”.
Co tu się...?

#fnaOU

Moja babcia zmarła, gdy miałam dziesięć lat. Od czasu jej śmierci stałam się bardzo „zimnym” dzieckiem. Rodzice opisywali mnie jako wyrafinowaną dziewczynkę, która nie chciała bawić się z innymi dziećmi. Po pewnym czasie dzieciaki w szkole skończyły nawet próbować się ze mną zaprzyjaźnić. Jednak nikt mnie nie gnębił – po prostu od zawsze byłam sama.

Nie potrafię odczuwać. Nic. Nie pamiętam, żebym od czasu śmierci babci czuła coś innego niż ogarniającą mnie obojętność. Gdy byłam młodsza, nie obchodziły mnie zabawy z innymi, w podstawówce nie szukałam pierwszych miłości. Teraz nie potrafię przejąć się maturą, chociaż próbuję. Naprawdę próbuję, jednak pomimo prób nic z tego nie wychodzi. Gdy miałam czternaście lat, udałam się z tym z własnej woli do pedagoga. Rodzice o niczym nie wiedzieli – ja sama, mając wiedzę z książek, które tak namiętnie czytałam w tamtych czasach, zorientowałam się, że coś jest nie tak. Że w moich książkach żaden bohater nie jest opisany jako bezuczuciowa kukiełka, którą sama jestem. Pani pedagog po wysłuchaniu mnie stwierdziła, że to niemożliwe. Że mam dopiero czternaście lat, a dzieci nie mogą mieć takich problemów. Że pewnie wymyślam niestworzone historie, byleby zwrócić na siebie uwagę. Że powinnam wstydzić się swojej próżności i arogancji. Chciałabym powiedzieć, że te słowa mnie ogromnie zasmuciły lub wzbudziły we mnie gniew. Jednak nie czułam nic.

Teraz żałuję, że nie drążyłam sprawy bardziej. Że nie próbowałam czegoś z tym zrobić.
Może teraz nie patrzyłabym na umierającego na raka ojca... nie czując nic.

#74ZOF

W podstawówce na plastyce kazali nam narysować kaczkę. Narysowałam jej cztery nogi. Wydawała mi się jakaś dziwna, nie wiedziałam czemu. Nauczycielka jak to zobaczyła, powiedziała tylko, że zostawi sobie moją pracę na pamiątkę.
A ja nie wiedziałam czemu.
Zapytałam ją, ale nie chciała mi powiedzieć :D

#PGsCX

Przeżyłem wypadek motocyklowy, gdy przy 180 koleś zajechał mi drogę. Miałem jedynie złamaną rękę.

Przeżyłem wjazd samochodem w drzewo, przyjaciel, który kierował, zginął.
Poza potłuczeniem nic mi nie było.

Przeżyłem, gdy najebany myśliwy postrzelił mnie z wiatrówki w brzuch.

Potknąłem się na oblodzonym chodniku, złamałem kręgosłup i nie wiadomo, czy będę mógł chodzić.

Ach, ironia losu...
Dodaj anonimowe wyznanie