Podczas mojej wizyty na krakowskim rynku zauważyłem sporą grupę Azjatów próbującą zrobić sobie zdjęcie na tle Kościoła Mariackiego. Postanowiłam im pomóc. Podszedłem więc i bardzo powoli zapytałem: „CZY WY... CHCECIE... JA... ZROBIĆ ZDJĘCIE?”, dodatkowo bardzo dosadnie gestykulując. Jeden z nich odwrócił się do mnie i ze zniesmaczoną miną piękną polszczyzną odpowiedział: „Nie, dzięki. Poradzimy sobie sami”. Chciałem zapaść się pod ziemię.
Dodaj anonimowe wyznanie
Cóż, chciałeś dobrze, a wyszło jak zwykle.
Myślisz, że gdyby ktoś mówił do Ciebie powoli po chińsku, to byś zrozumiał? XD
Ja nieraz do Ciebie piszę po polsku (a więc masz czasu ile chcesz) i też zdajesz się nie rozumieć, jakbym pisał do Mungoła.
Zawsze możesz przestać. Wszyscy będą zadowoleni.
Wtedy już całkiem byś zgłupiał i zdziczał.
Chcesz rozmawiać z obcokrajowcami nie znając języków, pomocne.
O prośbę zdrobnienia zdjęcia pytają sami zainteresowani, to podejrzane że ktoś obcy podchodzi sami i mówi daj mi aparat/telefon, bo może chcesz mieć zdjęcie. Nie, panie Japończyk, nie ukradnę.
Nigdy niczego nie ukradłam, i dla mnie to jest abstrakcyjna czynność :D Także ja kilka razy zapytałam, czy zrobić komuś zdjęcie. Ludzie są nieśmiali, a jak widać, że się męczą z fotką, to potem widać szczerą ulgę w ich oczach, że ktoś pomaga :)
Jest jednak nieco inny poziom obawy na zbliżającego się mężczyznę, a zbliżającą się kobietę.
No tak, bo jak powiesz do obcokrajowca w swoim języku, ale głośno i powoli to na pewno zrozumie xD