#sK6DC

Moja żona cierpi na rodzaj zajoba higienicznego. W zasadzie od zawsze tak było, ale z biegiem lat się nasiliło. Najchętniej wprowadziłaby laboratoryjną czystość w domu. Każdy okruch, każdy blat i powierzchnia płaska muszą być nieskazitelnie czyste. Po zmianie Roomby na nowszy model okazało się, że urządzenie nie daje rady, nie rozpoznaje mopa. Wygląda to na wadę tej serii. Mimo to na ściereczki do Roomby wydała już co najmniej równowartość ceny urządzenia i z uporem maniaka zapierdala za robotem i wymienia albo płucze te jebane ścierki co 5 minut. Albo zmusza mnie, odrywając od pracy. Zaczynałem ten wpis z myślą, że to będzie zabawne, ale to jest bardziej tragedia. :/

#aepPJ

Umarły mi dwie bliskie osoby. Musiałam szybko dorosnąć i zająć się tym, co mi zostało z życia. Upadłam i się podnosiłam, płakałam... Wyłam i łkałam, ale dalej parłam naprzód... tylko po to, by usłyszeć, że w sumie to gorzej sobie radziłam niż moja siostra, choć obie zostałyśmy wrzucona w tę akcję na innym etapie życia.
Skąd to porównanie? A bo ona bierze ślub i ma renomę w mieście jako specjalistka, a ja staram się skończyć studia i wyjść z farmakoterapii po depresji.
Kocham ją i kocham życie, ale po usłyszeniu czegoś takiego ciężko wstać z łóżka i się uśmiechać.
Nie jestem gorsza i nie będę. Co dzień mam swoje małe zwycięstwa i choć nie jest u mnie kolorowo, jej szczęście jest i moim.
Nie oceniajmy się i nie komentujmy rzeczy, o których nie mamy pojęcia.

#wM6mR

Zdarzyło się tak, że w czasie pandemii wylądowałem w jednym mieszkaniu z Kasią, moją świeżo upieczoną dziewczyną. Oboje baliśmy się wrócić do domów w obawie o zdrowie rodzin. Przed naszą przymusową „kwarantanną” spotykaliśmy się zaledwie dwa miesiące i mimo to było naprawdę dobrze, nie traciliśmy dobrych nastrojów, co jakiś czas pojawiały się miłe niespodzianki i ogólnie nasz związek wyglądał jak wieloletnie narzeczeństwo, a nie coś zupełnie nowego. No i właśnie na tym polegał problem. Siedzieliśmy w zamknięciu nieco ponad miesiąc, a Kasia zaczęła domagać się pierścionka zaręczynowego, non stop opowiadała o naszych dzieciach, małżeństwie i wspólnym mieszkaniu... To wszystko mnie przerosło. Czułem, że to za szybko, że nie jestem gotowy na taki skok w przyszłość. Zamiast porozmawiać, stchórzyłem. Pewnego dnia spakowałem się po cichu, zostawiłem krótką notkę, że potrzebuję czasu i uciekłem do kumpla. Zerwałem kontakt, nie odbierałem telefonów, zablokowałem ją w mediach. 
Minęło już parę lat, a ja wciąż czuję się z tym głupio. Wiem, że spieprzyłem, że mogłem to załatwić inaczej, ale wtedy po prostu spanikowałem.

#xOp8b

Jestem normalną dziewczyną, chodzę do technikum, mam chłopaka, przyjaciół wszystko cacy. Jednak problem nadchodzi, gdy mam kłaść się spać. Mój organizm wypracował sobie dziwny sposób określania czasu. Jakbym miała to ubrać w liczby, to będzie tak, że moja doba trwa 40 godzin, a potem dopiero mogę udać się na spoczynek. Nie ma znaczenia, co będę robić, i tak nie zasnę pierwszej nocy. Mieszkam na wsi, więc często pomagam rodzicom, ale nieważne jak zmęczona wrócę, i tak nie mogę zasnąć, dopiero koło 40-42 godziny bez snu mam ochotę odpocząć.

Na początku myślałam, że to po prostu dojrzewanie, ale porozmawiałam z mamą i mówiła, że jako dziecko miałam trudności z zasypianiem. Wizyty u lekarza nic nie dają, zapisał mi tabletki, ale jak je biorę, to boli mnie głowa i jest mi niedobrze, a spać dalej nie mogę.

Herbatki, zioła i ciepłe kakałko też nie pomagają. Próbowałam także wizyty u psychologa, który stwierdził, że taka moja natura.

Nie czuję się zmęczona ani nic, ale trochę mnie to przytłacza i niepokoi. Czy ktoś z was miał może taką sytuację?

#8UDLb

Andrzeja znam od zawsze, odkąd pomagał mojemu ojcu przy gospodarstwie — zrzucanie zboża z przyczepy, mielenie zboża na paszę, karmienie zwierząt, przelewanie mleka. Takie bezpieczne prace, w których i ja pomagałam, mimo że jestem prawie 10 lat od niego młodsza. Dorabiał sobie na własne potrzeby — zbierał na komputer. W tamtych czasach to nie była tania sprawa. W moim domu komputer już był i często zapraszałam Andrzeja po „pracy” do domu i razem w coś graliśmy — a raczej on grał, a ja siedziałam i patrzyłam, czasem pomagałam wciskać coś na klawiaturze. Traktowałam go może nie jak brata, ale jak dobrego, starszego kuzyna. I tak wiele lat nasza znajomość się toczyła. W końcu poszedł na studia dzienne, jednak nie informatykę, jak mu wszyscy wróżyli, a grafikę komputerową — studia na drugim końcu kraju, widywaliśmy się rzadziej, jednak często pisaliśmy na gg. Zawsze pomagał mi z problemami w komputerze, reanimował laptopa, uczył, jak sobie poradzić z danym problemem. Na studiach znalazł dziewczynę, dajmy na to Magdę, ona jednak studia rzuciła, bo miała problemy finansowe. Zaczęła pracować, żeby pomóc rodzicom i rodzeństwu, Andrzej wspominał, że sam opłaca ich wspólny pokój ze swojego stypendium naukowego, nie wymagał od niej żadnych pieniędzy. Zamieszkali razem, poznałam ją trochę, wydawała się w porządku. Andrzej po studiach zaczął pracę w drukarni. Nie zarabiał kokosów, ale wystarczało na codzienne życie i wynajęcie kawalerki. Nie wzięli ślubu, jednak doczekali się córki. Magda zrezygnowała z pracy, żeby opiekować się dzieckiem. Pieniędzy ubyło, załatwiła jakiś socjal jako „samotna matka”, ale chyba było jej mało. Zaczęły się wyrzuty z jej strony, dlaczego Andrzej nie studiował informatyki, tak się zna na komputerach, powinien zostać programistą i zarabiać mnóstwo kasy (ludzie nadal mylą programistów z informatykami). Andrzej mówił, że to nie dla niego, że planuje otworzyć w przyszłości własną drukarnię, ale musi odłożyć pieniądze, że to nie takie hop siup i gotowe. Ona go poganiała, chciała jeździć na wczasy, mieć bardziej rozrywkowe życie, nie chciała czekać. W końcu pod pretekstem dorobienia sobie za granicą zostawiła córkę i wyjechała do rodziny (blisko granicy), później zaczęło im się psuć, znalazła innego faceta, Niemca.

Co w tym anonimowego? Napisała do mnie ostatnio, żebym pogadała z Andrzejem, żeby jej pomógł, bo ona się boi. A co się stało? Jej nowy, wspaniały i bogaty facet stał się chorobliwie zazdrosny o wszystko, w dodatku zdarza mu się pić i robi się agresywny. Ona chce wrócić do Andrzeja, bo jednak zrozumiała, że go kocha. Odmówiłam. Gardzę tą kobietą — zostawiła własne dziecko i jednego z najlepszych facetów, jakich znam, który ją kochał i zrobiłby dla niej wszystko. I poleciała na hajs i wygodne życie... To niech teraz się męczy.

#5wHQB

Będąc na studiach, pracowałem w call center/czacie  – zajmowałem się rozwiązywaniem problemów z oprogramowaniem systemu. Oprogramowanie używane było na komputerach oraz na telefonach, w zależności od klienta, tak ogólnie mówiąc.
Zawsze jak widziałem, że klient klika z komputera, to pytałem, jaki jest problem. Potem kazałem poczekać. Nie robiłem w sumie nic poza uzupełnieniem dokumentacji elektronicznej i... sugerowałem wyłącznie routera i laptopa na 10 minut. Gdy ktoś dzwonił z telefonu, sytuacja wyglądała podobnie — kazałem sprawdzić randomowe ustawienia w aplikacji, potem kazałem zrestartować urządzenie i gdyby nie działało, ponownie zadzwonić. To też zajmowało około 10 minut.
Magiczne 10 minut sprawiało, że nawet jeśli ktoś oddzwonił lub odpisał, trafiał na tzw. linię otwartą i był przypisywany losowo do jednego z konsultantów. Jako że była to praca w pełni zdalna, nie znałem nikogo z pozostałych konsultantów, więc miałem gdzieś, że im przybywa pracy. Dokumentacja się zgadzała, próba rozwiązania problemu była, czasem też zwykły restart faktycznie pomagał. Pracowałem tam całe studia, na koniec dostałem nawet propozycję przejścia na wyższe stanowisko, gdyż nie było nigdy skarg i czasem jakieś pozytywne opinie.

Nie mam nic na swoją obronę, byłem biedny jak mysz kościelna, każda kasa była na wagę złota, a w takich sytuacjach etyka szła trochę na drugi plan.

#HVMAe

Mając zaledwie kilka lat, bawiłam się na polu. Jak wszystkie dzieci. Zauważyłam pewną dziewczynkę. Zainteresowała mnie, więc do niej podeszłam, przedstawiłam się i zaczęłyśmy się bawić razem. Nie pamiętam, co to była za zabawa, ale uciekałam przed nią, a ona mnie musiała szukać. Stwierdziłam, że schowam się do klatki. Ona pobiegła za mną. Niestety niefortunnie nie zdążyła wbiec, bo drzwi już się zamykały, a jej palec został pomiędzy stalowymi, ciężkimi drzwiami... Zwisający palec. Od razu wezwano pogotowie. 
Na następny dzień poszłam ją przeprosić. Okropne rozpoczęcie przyjaźni, ale do tej pory śmiejemy się, że dzięki mnie nauczyła się, która to jest prawa ręka. Pomimo tego do tej pory się przyjaźnimy, a to już 15 lat.

#BjLZe

Nudzi mi się. Wiecznie mi się nudzi. Mimo że studiuję matematykę i chemię, nie mam nic do roboty. Dlatego błagam znajomych, żebym mógł im robić prezentację z architektury, medycyny, prawa, geografii i historii tylko po to, żeby mieli czas gdzieś wyjść, inaczej siedzieliby nad książkami cały czas, a ja umarłbym, nie mając nic do roboty. Zrobiłem już wszystkie zadania z matmy na ten semestr i kolejny, i kolejny... z wszystkich przedmiotów... Przeczytałem wszystkie książki na pierwsze trzy lata studiów. Jestem na drugim roku, a już nie mam nic do roboty.
Takie wyznanko anonimowego naukoholika.

PS To nic trudnego, wystarczy książki przeczytać i już się wie, o czym pisać referaty. Na architekturę wystarcza prosty szkic, parę wyliczeń, na historię fantazja, a na medycynę to samo co w podręcznikach.

#IPbuP

Nie wiem, jak określić problem, który mam ze sobą.

Pierwsza kwestia jest taka, że umiem rozpoznawać toksyczne zachowania. Tak myślę. Jeśli chodzi o relacje damsko-męskie, to widzę red flagi. Ten nie bierze pod uwagę jej opinii na wspólne sprawy, ten nie wytrzyma dnia bez alkoholu i żonie stawia za wybór, że albo napije się w domu, albo w parku – jej wybór, kolejna rozkochuje w sobie każdego faceta po kolei, a potem porzuca, czy tamta, która jest wobec swojego faceta agresywna tak, że złamała mu raz nos. To są ekstremalne przykłady, ale widzę też te mniejsze. Ale to nie dotyczy mnie. 
Faceci traktują mnie źle. Czuję, że traktują mnie źle. Ale trwam w takim związku, bo może mi się tylko wydaje... Może rzeczywiście nie miał na myśli nic złego... Ponadto przecież każdy ma wady, może ja przesadzam. I taki jest każdy facet. Nie to, że ja wybieram takich, którzy mnie źle traktują. Wybieram takich, którzy traktują mnie dobrze i nie reaguję, gdy zaczynają traktować coraz gorzej. Facet mnie wyśmiewa za każdym razem, gdy się z nim nie zgadzam? Mówi, że jestem za głupia, żeby zrozumieć? Jest agresywny? Wściekam się, ale przecież nigdy mnie nie uderzył, nie pije, nie ćpa... Kolejny zawsze, kiedy jestem niezadowolona, znika na kilka godzin lub dni. Wraca zapytać, czy już się ogarnęłam. Zawsze się ogarniam... Ale przecież nie robi tego ze złych pobudek, prawda? On po prostu nie ciągnie za sobą negatywnych emocji. Następny okazuje się alkoholikiem. Żeruje na mnie finansowo, nawet próbuje umawiać się z innymi kobietami. Ale przecież nie ćpa, po alkoholu nie jest agresywny, do spotkań koniec końców nie dochodzi, przekonuje mnie, że wszystko robi dla mnie. Nie wierzę mu, ale nie wierzę też sobie, że coś jest nie tak, więc jestem w takim zawieszeniu. Coraz bardziej wierzę, że to jest normalne, że każda relacja jest trochę toksyczna. Każda z tych relacji w końcu się zakończyła, ale gdybym była mądrzejsza, zakończyłaby się po kilku miesiącach, nie latach.
Nie potrafię też utrzymać pracy. Łapię gównoroboty i siedzę tam, póki jestem w stanie wytrzymać. Chciałabym mieć stabilną pracę. Nawet nie musi być dobrze płatna. Chcę tylko, żebym nie szła do pracy z myślą, że dziś znów szef obetnie mi pieniądze, bo jego nie stać na mnie, albo że mogliby mnie zastąpić wolontariuszami, ale mnie lubią, więc pracuję ja, albo że znów będą próbowali zmusić mnie do darmowych nadgodzin. 

Chodziłam do psychologa, jest znacznie lepiej, ale wciąż nie umiem sobie ufać. I w moje osądy. Czuję się nieszczęśliwa, czuję się przegrana. I bezsilna. Tyle lat starań, a ja nadal na pasie startowym. W życiu nic nie osiągnęłam. Ani zawodowo, ani prywatnie. Nie mam mieszkania, rodziny. Jedyne co się zmienia, to że jestem coraz starsza, mam mniej zdrowia. A pracodawcy i mężczyźni coraz wyraźniej widzą, że jestem przegrywem.

#XC3P6

Piszę to tutaj, bo pęka mi serce z wkurwienia, żalu i bólu, ale to jest moja tajemnica. Jestem w okropnym związku, taka niby zajebiście inteligenta, a jednak dalej w tym syfie tkwię. Wstydzę się tego. Mój chłopak to alkoholik. W naszym związku były różne fazy, obecnie się nie leczy, chociaż go na to namawiam (był na wielu terapiach). W tym momencie problem jest taki, że miałam jechać do chłopaka na święta, umówiliśmy się, że przyjedzie do mnie dziś i jutro razem pojedziemy do niego. Czekałam na to spotkanie długo, bo rzadko się widujemy, odkąd chłopak pojechał do swojej siostry pomagać w remoncie. Cieszyłam się bardzo, cały tydzień żyłami tym spotkaniem, a teraz dławię się łzami, a on leży pijany. Wiem, że to żałosne, ale jest mi tak źle, że ledwo widzę to, co piszę teraz. Mam wrażenie, że wbił mi nóż w serce i go wykręcił na dwie strony, w klatce piersiowej czuję tylko pulsujący ból. Dawno aż tak bardzo nie bolało. Zawiódł mnie milion razy swoim piciem, ja z nim zawsze byłam, bo szedł na terapię, a w terapii był dla mnie dobry. Jak był trzeźwy, też zawsze było fajnie, ale jak pije, to wychodzi z niego to, co najgorsze. I tu nie chodzi nawet o przemoc, bo w sumie takiej nie ma. Ja się go brzydzę. On chwieje się na nogach, zachowuje jak jakiś jaskiniowiec. Boli mnie to. Przygotowałam się na jego przyjazd, zmieniłam pościel, wyprałam obrus i zasłony. Cały dzień się przygotowywałam. On jak przyjechał, mocno mnie wyściskał, zdałam sobie sprawę, że jest pijany, ale stał z tą walizką, pociągu już żadnego nie było do niego, więc wzięłam go trochę zła, ale litość wygrała. No i się zaczęło. Narobił mi wstydu, zachowuje się jak świnia jakaś, jak jaskiniowiec. Przywiózł kiełbasę na święta, kazał mi schować do lodówki, potem sobie ugotował, narozwalał wszędzie, pościel całą ubrudził. Ja czuję wstyd. Wstydzę się zadzwonić do rodziców i powiedzieć, że potrzebuję pomocy, wstydzę się znowu rozczarować jego rodziców, że ich syn jest zjebany i znowu robi to samo. Najbardziej czuję wstyd w stosunku do siebie. Nie mogę mu wybaczyć, że mi zjebał święta. Boli mnie głowa, ciężko mi się oddycha, mam gulę w gardle. Mam osobowość borderline i ona się zawsze uaktywnia, jak on pije. Mam ochotę wyskoczyć przez okno, nie chce mi się już żyć. Wstydzę się nawet tego, że mi przykro, że mam nadzieję. Czuję też furię, mam fantazję, żeby go udusić poduszką, jak śpi, mam ochotę go pobić, ale jestem za słaba fizycznie. Jednocześnie jak już go szarpnę, to sama czuję się jak śmieć. Nie wiem już co mam robić. Do niego nic nie dociera, on już jest pochłonięty przez chorobę i traci wszystko, nawet godność. Chciałabym iść spać i się nie obudzić.
Dodaj anonimowe wyznanie