#cff4l
Ale to wszystko jest OK, kocham ją i w sumie to nie jest tragedia. Anonimowe w tym są moje przemyślenia... I o ile jestem w stanie zaakceptować te, w których umieram nagle, zostawiając ją samą ze wszystkimi sprawami, to zaczynam się zastanawiać, ile dni by jej zajęło zorganizowanie choćby pogrzebu. Czuję smutek, gdy pomyślę, że musiałaby się z tym wszystkim uporać sama, z życiem i jego problemami. Ale są też myśli, których nie potrafię powstrzymać - te, w których to ona umiera, a ja zostaję sam i pomimo tego całego przytłaczającego spektrum śmierci ukochanej to czuję, że razem z tym wszystkim przyszłaby też spokojna, błoga atmosfera, bez tysięcy spraw do rozwiązania za nią. I ta myśl ,że bardzo dobrze bym sobie poradził. Po takich momentach czuję obrzydzenie do samego siebie, choć gdzieś ta ciemna strona mnie uśmiecha się i szepcze, że z jej inteligencją i zaradnością śmiertelny wypadek jest kwestią czasu.
Tak że ten, anonimowe, choć chyba nie w guście anonimowiczów.
Weź ją do lekarza, może jakiś autyzm ma , albo jest lekko niedorozwinięta
Ja (nie przechwalając się) mam całkiem niezłe osiągi edukacyjne na koncie. Natomiast jeśli chodzi o życiowe sprawy to straszna ze mnie ciamajda, nie w takim sensie że boję się sama podróżować czy umówić do lekarza, ale też wiecznie coś gubię, rozlewam, boję się ludziom prawdę w oczy powiedzieć itd. Czy czyni to ze mnie upośledzoną intelektualnie? Nie sądzę. Autyzm raczej też to nie jest. Bardziej pod ADHD/ADD by mi to podchodziło choć lekarzem nie jestem, oficjalnej diagnozy póki co brak.
Może mieć ADD albo ADHD. Wzięłeś sobie głupią żonę, co mam ci napisać?
Nie róbcie sobie dzieci, bo liczba twoich obowiązków wzrośnie o 500%. A potem jeszcze się okaże, że dziecko jest zaradne niczym matka...