#M2OU6

Niedawno w autobusie byłem świadkiem dysputy filozoficznej – dwie panie dyskutowały, czy jak ginekolog bada pacjentkę, to za każdym razem „konar płonie”. Nie wiem, jaki był wniosek końcowy, bo od tej dyskusji mój konar zapłonął i musiałem wyjść.
A wy jak myślicie, co jest silniejsze – pierwotny odruch czy profesjonalizm?

#erIij

Jak każdy mały chłopiec, miałem swojego ulubionego kolegę w przedszkolu. Często razem się bawiliśmy, rysowaliśmy itd. Zawsze chodziłem z nim w parze. I to właśnie dlatego piszę tę historię. Pewnego dnia, podczas wyjścia na stołówkę, dostałem od niego buziaka w usta. Nie wiedziałem, jak zareagować, więc tylko się zaśmiałem. Później tego samego dnia zrobił to jeszcze dwa razy. Nikomu o tym nie powiedziałem, bo się wstydziłem. Zacząłem go unikać jak ognia.

Teraz jestem w ósmej klasie i nienawidzę tego człowieka. Nie chodzi akurat o te „buziaki”. Od pierwszej klasy ten gnój mnie wyśmiewa, przezywa i ośmiesza przed klasą. To przez jego zachowanie mam w szkole opinię psychola i patola.

#R7GFy

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że nie mogę mieć dzieci. Wcześniej nigdy o tym nie myślałam, bo sądziłam, że mam jeszcze czas na te sprawy i szczerze mówiąc, nie widziałam siebie w roli matki. Jednak w momencie, kiedy usłyszałam to od lekarza, zrobiło mi się naprawdę dziwnie i… przykro.
Zwlekałam z tym, by powiedzieć o tym chłopakowi. Kiedy zaczął mówić w żartach o zakładaniu rodziny, coś we mnie pękło i z tych wszystkich emocji wpadłam w nagły płacz. Przyznałam mu się do tego, że nie mam szans, by kiedykolwiek urodzić mu dziecko. A Tomek w ogóle się nie zmartwił. Nie dlatego, że nie chce mieć dzieci (to rodzinny człowiek i bardzo chce), ale dlatego, że w jego mniemaniu to żaden problem.
„Po prostu adoptujemy, uszczęśliwimy jakąś małą istotę, a ona uszczęśliwi nas. Nie mamy powodów do zmartwień, kocham cię” – powiedział mi mój chłopak.

Może dla niektórych z Was to wyznanie wyda się ckliwe i dziecinne. Myślcie, co chcecie, ja wiem, że mam najwspanialszego chłopaka na świecie.

#ZMcw3

Byłam zmęczona, trochę zamyślona i naprawdę musiałam siku, ale tak pilnie. Byłam akurat w galerii handlowej, więc nic takiego, prawda? Wchodzisz, załatwiasz się, wychodzisz. Taki był plan, ale mama zwykła mnie uczyć, że deski klozetowe w galeriach są brudne. Wniosek? Sikać na Małysza! Plan dobry, wykonanie? Cóż.
Byłam zmęczona po całym dniu + spałam tylko 3 godziny.
W efekcie nie zauważyłam zamkniętej klapy klozetowej i tak, zsikałam się na nią.
Oczywiście po chwili zorientowałam się, że coś jest nie tak. Nie słychać dźwięku wody, tylko kapanie na podłogę, i czuję, że moje nogawki robią się mokre.
W panice staram się powstrzymać tę Niagarę, ale się nie da, bo potrzeba była tak wielka, że mięśnie odmówiły posłuszeństwa.
Podsumowując...
– obsikane spodnie
– utracona duma
– kilka minut sprzątania własnego moczu z całej kabiny oraz wstyd, gdy zorientowałam się, że mój mocz dosięgnął kabiny obok (były dość małe) i było widać, że coś się tam „wylało”. A w kabinie obok była sprzątaczka wymieniająca papier...

Przepraszam, pani sprzątaczko, naprawdę nie było to planowane.

#BNxjy

Bardzo nie lubię mentalności starych bab w kościele – w pierwszej ławce klepią różaniec, a w domu uprzykrzają życie rodzinie. 
Moja koleżanka miała właśnie taką cudowną teściową. Nie akceptowała jej jako synowej i na każdym kroku uprzykrzała życie. A że zamieszkali razem po ślubie, to było tego sporo. 
Zrobili remont domu i wybudowali łazienkę, żeby nie musieć kąpać się w miednicy i chodzić do wychodka – źle. Gotowała i dbała o dom – źle. Z zaciśniętymi zębami przeżyła nawet fakt, że kobieta przyprowadziła dla swojego synusia lepszą kandydatkę na żonę (rozwódkę) tylko po to, żeby sprawić synowej przykrość. Złota dziewczyna znosiła to wszytko, tłumacząc to wiekiem mamusi. No a mamusia po tygodniu robienia świństw leciała do kościoła, modliła się gorliwie i przyjmowała komunię jakby nigdy nic. 
Po mszy zaś z koleżankami z kółka różańcowego obrabiała tyłek synowej, jaka to zła jest, nie dba o dom, nie dba o męża i teściową... 
Nie mam szacunku do takich ludzi za grosz.

#gpzAt

Mam córkę. Jak dorosła do korzystania z komputera, to uświadomiłem ją, jakie niesie to za sobą niebezpieczeństwa. Moja żona była sceptyczna, że taki nacisk kładę na anonimowość w sieci, że założyłem jej konto pod zmyśloną nazwą i z fałszywymi danymi, że wymogłem, że na FB nie wolno udostępniać żadnych swoich danych nikomu, że tak ograniczam dziecku korzystanie z sieci.

Postanowiłem żonie pokazać, jak to działa.

Na jakimś społecznościowym profilu wybrała jedną dziewczynkę w wieku naszej córki. Napisałem do niej, porozmawialiśmy „o niczym” przez kilka minut. Potem używając tego, czego się dowiedziałem, namierzyłem ją. Dziewczynka była w szoku, kiedy zapytałem, czy możemy się spotkać jutro (podałem szkołę, adres i numer klasy). Po wyjaśnieniu, że te jej rozmowy z nieznajomymi mogą się źle skończyć, poprosiłem, żeby zadzwonił do mnie ktoś z jej rodziców. Opowiedziałem całą historię jej matce, uświadamiając i ją.

Żona już się nie czepia, że córka ma ograniczony dostęp do wielu treści.

#s6YUL

Nie zamknąłem samochodu na noc, a jakiś koleś przyszedł, wybił szybę i ukradł nawigację. Następnego dnia poszedł do warsztatu dwie ulice dalej i próbował ją sprzedać mojemu kumplowi, który akurat wstawiał to nieszczęsne okno w moim samochodzie. Złodziej nawet się nie pokapował, jaki debilizm właśnie robi. A piszę anonimowo, bo serdeczna kotwica w plecy policji – wezwani na miejsce uznali, że nic nie zrobią, bo nie ma żadnych dowodów i w ogóle to niepotrzebnie im dupę zawracaliśmy. Koleś dalej może sobie wybijać szyby i kraść.

#JDKGt

Jestem położną i pracuję na bloku porodowym. Ostatnio jest trend bycia super eko, nieszczepienia dzieci i w ogóle niezgadzania się na nic, twierdząc, że to spisek big pharmy.

Jakiś czas temu przyjechała do nas pacjentka – ot, zwykła kobietka, przyjechała do porodu, ale okazuje się, że ta zwykła kobieta jest przeciwniczką wszystkiego. Wenflon nie (miała wskazania do podania antybiotyku dożylnie), po porodzie podać dziecku tlen – nie, przeciąć pępowinę – nie. A co najlepsze, nie chodziła przez całą ciążę do lekarza (to spisek!) i dziecko urodziło się z wadą serca i w ciężkim stanie pojechało do innego szpitala (można było skrócić czas przejazdu dziecka lub próbować operować malca w brzuchu mamy, gdyby ta chodziła na wizyty podczas ciąży).

Lubię swoją pracę, ale czasem nie mam siły do tych ludzi.
Dodaj anonimowe wyznanie