Dlaczego ja nigdy nie mogę doświadczyć tego, co inni w moim wieku? Za trochę mniej niż pół roku już będę pełnoletnia, każdy z moich znajomych był albo jest w związku, mieli swoją pierwszą miłość, byli dla kogoś całym światem, potrafili kogoś obdarzyć uczuciem. Na mnie nikt nigdy nie patrzył w romantyczny sposób, jedyne kim jestem i byłam to „koleżanką od rad związkowych”.
Sama nigdy do nikogo nie miałam romantycznych uczuć, obecnie mam tylko jedną przyjaciółkę, nie mam bliższego kontaktu z nikim więcej... W podstawówce byłam wyśmiewana i przezywana przez chłopaków, natomiast w klasie w liceum stanowią oni mniej niż 1%. Wydaje mi się, że jestem bi, bo bardzo dawno temu miałam romantyczne uczucia do chłopaka, a w 1 klasie liceum do dziewczyny, jednakże cierpię na nadpotliwość (hyperhydrosis), moje ręce stale są wilgotne, kto by chciał trzymać takiego kogoś za rękę? Przez to też boję się bliższego kontaktu z innymi, bo kiedy mam emocje, to z delikatnie wilgotnych zamieniają się w mokre. Mam też erytrofobię, panicznie boję się tego, że zrobię się czerwona podczas rozmowy z kimś i nie potrafię spojrzeć rozmówcy w oczy, bo od razu czuję ogromny stres i cosplay pomidora na buzi. Kiedy mam rozmawiać z chłopakiem, to czuję tak ogromny strach, że mam ochotę zwymiotować, o spojrzeniu mu w oczy nie ma mowy, moje serce wtedy tak wali, że raz jak podeszła do mnie grupka nastolatków spytać się, czy mam im pożyczyć papierosa, to jedynym słowem, które ledwo co wykrztusiłam było „nie”, po czym ze stania musiałam usiąść na pobliską ławkę, dlatego że myślałam, że zaraz zemdleję, albo dostanę zawału, zrobiło mi się ciemno przed oczami i siedziałam z głową w dół przez kilkanaście minut.
Pryknęłam tak mocno, że aż się obudziłam. W samochodzie. Z rodziną mojego chłopaka.
Kiedyś naszczałem do schowka na piłki w szkole.
Parę lat temu mieszkałem jeszcze w Polsce i będąc na ostatnim roku studiów, jako że zajęć nie było już zbyt wiele, pracowałem jako administrator systemów IT dla niedużej firmy.
Piątek, popołudnie, zimno w biurze jak sam czort, ludzie w polarach siedzą, ja już skończyłem wszystko, co miałem zrobić. Tydzień zamknięty, a do końca pracy zostały mi jakieś dwie godziny. Telefon na biurku dzwoni, patrzę – szefu. Nieważne, że siedzi obok i mógłby mnie po prostu zawołać. Odbieram.
– Słuchaj, jedź do firmy X (jeden z większych producentów wędlin w Polsce) i daj pani W. te papiery. Do rąk własnych.
– OK, która to jest?
– Od razu poznasz, taka tłusta.
Super, wcześniej kończę, na dół do fury, jeszcze tylko godzina warszawskich korków i będę w domu – a po drodze oddam papiery.
Wchodzę do biura firmy X i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, jak ta tłusta baba ma na nazwisko. Uśmiecham się i mówię, że mam oddać te papiery, tylko nie pamiętam nazwiska tej pani. Jedna z babek wygląda z pierwszego pokoju i mówi, że to pewnie dla niej. Szczupła nie była, ale na pewno nie tłusta.
– To nie dla pani – mówię.
– Nie, to dla mnie.
– Nie.
– Ale jak nie pamięta pan nazwiska, to skąd pan wie?
No przecież nie powiem, że to ma być dla tłustej, a ona jeszcze tak gruba nie jest!
– Bo wiem, że to nie dla pani...
Patrzymy się na siebie, ona na mnie jak na debila, ja próbuję telepatycznie wyjaśnić, że nie o nią chodzi i nagle, zza winkla wychyla się Głodzilla – tęga, tłusta i spocona Karyna (zima była, a ta cała mokra). Wyglądała, jakby zeżarła wszystkie te wędliny i czekała na ofiarę z kozła.
– To pewnie dla mnie – rzekła barytonem.
– Tak!!! – rozdarłem się na całe biuro. – To dla pani!
Dałem dokumenty, wszystkie babki się uśmiechają, a gruba schowała się do gawry.
Jeden z wielu żenujących występów w mojej karierze.
Kilka razy dogadzałem sobie na cmentarzu w godzinach wieczornych, mając na sobie tylko rajstopy.
Jako nastolatka, a potem młoda dorosła, walczyłam z otyłością. Nie było mnie wtedy stać ani na siłownię, ani dietetyka, ani psychologa. Samej było mi bardzo ciężko zmienić styl życia. Kiedy poszłam do pracy, zaczęłam odkładać pieniądze na tych wcześniej wspomnianych specjalistów i po paru latach pracy ciężko było poznać we mnie tę starą tłustą dziewuchę, jaką byłam.
Odniosłam spory sukces zawodowy i założyłam własną firmę, która z czasem dobrze się rozwinęła. Pamiętając te czasy, kiedy właśnie ciężko było z pieniędzmi na specjalistów, postanowiłam, że w mojej firmę jako benefit będzie w 100% darmowa opieka medyczna z pełną opcją wszystkich specjalistów, jakich oferuje dana klinika. Dodatkowo oczywiście siłownia i jako taki akcent ode mnie zaangażowałam w to moją dietetyk, u której moi pracownicy również mogą korzystać ze wszystkich usług bezpłatnie.
I tu właśnie zaczyna się problem. Benefity wchodzą w życie dla osób, które po okresie próbnym podpisują umowę na rok. I zrezygnowało mi z niej już 20 pań, a wszystkie łączyła jedna cecha, mianowicie mniejsza lub większa nadwaga. Od kliku z nich osobiście, a od kilku innych pośrednio dowiedziałam się, że poczuły się urażone tym, że firma zmusza je do diety, że jest to wyjątkowo obraźliwe, nieetyczne etc.
Pójście do dietetyk jest oczywiście dobrowolne, nikogo nie zmuszam, aczkolwiek wiem, że duża część pracowników z tego korzysta, nie tylko ci z nadwagą.
I teraz moje pytanie do Was, droga społeczności, dlaczego jest to tak obraźliwe dla tych pań? Zawsze myślałam, że to miły gest ze strony firmy, że zapewnia coś takiego, tym bardziej że z tego, co wiem, większość firm tego nie robi.
Jestem biseksualna. To, że lubię dziewczyny, wiem od baaardzo dawna, znacznie wcześniej zaczęły mi się one podobać niż mężczyźni. Jak to odkryłam?
Gdy byłam w wieku 4–5 lat, bardzo często opiekowała się mną ciocia, do której pałałam dużą sympatią, z biegiem lata widzę, że chyba jednak zbyt dużą. Otóż bardzo podniecał mnie widok jej piersi. Za każdym razem, kiedy się mną opiekowała, obmacywałam ją, namawiałam do pokazywania biustu, sama próbowałam ściągnąć z niej ubrania. Takim oto sposobem dorosła kobieta była molestowana przez kilkuletnią dziewczynkę.
Jak sobie o tym pomyślę, jest mi szalenie wstyd, pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że tego nie pamięta.
Jestem, a raczej byłem, oprawcą.
W gimnazjum chodziłem do klasy ze swoją paczką z podstawówki oraz z pewną dziewczyną (nazwijmy ją Kasia). Kasia była zabawna i inteligentna, ale miała jedną wadę. Była brzydka. I to nam wystarczyło. Zaczęło się niewinnie – od wyzwisk typu „paszczur”. Zasłanianie oczu z krzykiem, że niby jej widok nas razi. Ale ona nie reagowała i bardzo nas to wkurzało. Więc zaczęliśmy testować coraz to nowsze „zabawy”. Popychanki, podkładanie nóg, zabieranie jej rzeczy, plucie, kopanie jej plecaka, zamykanie w toalecie. Wyśmiewaliśmy ją, jej rodzinę, jej ubiór, jej miłość do motoryzacji, jej sposób mówienia, wszystko. Dla nas była to tylko zabawa. Nie widzieliśmy w tym takiego zła, jakie ona widziała wtedy w nas.
Dziewczyna zaczęła nas unikać i spędzać przerwy gdzie indziej. Nauczyciele nie reagowali albo udawali, że nic się nie dzieje. Gdy pewnego dnia wróciłem do szkoły po chorobie, jej w szkole nie było. Nie widziałem w tym nic dziwnego, póki na lekcji matematyki nie przyszła nasza wychowawczyni na rozmowę. Kasia miała próbę, wylądowała w szpitalu. Mnie to otrzeźwiło. A kumple zaczęli żartować, że jest tak bezużyteczna, że nawet tego nie potrafiła zrobić dobrze. „Szkoda, że nie zdechła” – wychowawczyni była w szoku.
Kumpel, który to powiedział, nie poniósł żadnych konsekwencji. Nikt z nas nie poniósł, uzgodniliśmy wspólną wersję.
Żałuję tego, co robiłem w gimnazjum. Żałuję, że tak łatwo dałem podpuszczać się kumplom oraz żałuję, że niszczyliśmy jej życie. Chciałbym dla niej jak najlepiej, żeby to wszystko naprawić.
Cała rodzina wie, że dobrze rysuję, ale do dzisiaj nikt nie wiedział o tym, że uwielbiam rysować nagich facetów i nagie kobiety, a najbardziej uwielbiam akty homoseksualne. Zeszyt z takim pracami trzymałam pod łóżkiem, zawinięty w koc.
Dziś mój pies wyciągnął koc, a moja matka przejrzała zeszyt myśląc, że to zwykłe rysunki.
Mój mąż zdecydował, że woli być ze swoją kochanką niż ze mną.
Za tydzień termin porodu naszego dziecka. Świetnie.
Dodaj anonimowe wyznanie