Niedawno w autobusie byłem świadkiem dysputy filozoficznej – dwie panie dyskutowały, czy jak ginekolog bada pacjentkę, to za każdym razem „konar płonie”. Nie wiem, jaki był wniosek końcowy, bo od tej dyskusji mój konar zapłonął i musiałem wyjść.
A wy jak myślicie, co jest silniejsze – pierwotny odruch czy profesjonalizm?
Dodaj anonimowe wyznanie
Przy codziennym oglądaniu i "macaniu" różnych podwozi, nie zdziwiłbym się gdyby jakiekolwiek podwozie przestało go podniecać samym widokiem (w tym partnerki) i potrzeba by było czegoś więcej by "konar zapłonął"
Myślę że jak ginekolog zobaczy zdrową, młodą szparkę to aż się do niej uśmiecha po rozfarmużonych bobrach o zapachu infekcji i nieregularnego podmywania. Czy mu staje to inna sprawa, byłby to zdrowy odruch aczkolwiek jeśli nie idą za tym nieprzystojne w tym zawodzie i miejscu pracy czyny ani komentarze nie na miejscu, to chyba wszystko w porządku?
Tak z innej strony na to patrząc: prowadzenie takich rozmów w miejscu publicznym, jakim jest autobus, jest kiepskim pomysłem.
Poza standardową wizytą kontrolną, przychodzą kobiety z opryszczką, upławami, grzybicą i innymi chorobami. To wizyta lekarska, nie kosmetyczna.
Ginekolodzy mają specjalne fartuchy które zakrywają to co czasem widać. Bo nie da się ukryć że przy młodej pacjentce o figurze modelki odruch może czasem zadziałać.