#icUnI

Mam trzyletnią córkę z mężczyzną, z którym byłam dwa lata, zanim zaszłam w ciążę. U nas w okolicy ciężko o pracę, więc ostanie pół roku spędził on za granicą, a ja sama zostałam z córką.  Przed wyjazdem wynajmowaliśmy pokój, po jego wyjeździe zamieszkałam u mojej mamy. 
Dwa dni temu w sobotę przyjechał. Zamiast do mnie, to do domu swojej mamy (100 km ode mnie). OK, nie mam samochodu, to wsiadam w busa z córką i jadę, bo ona stęskniona za tatusiem (zawsze mówi, że tatuś jest najlepszy i go kocha najmocniej).
Na miejscu on zapytał mnie, po co przyjechałam, przecież jakby chciał, to by sam przyjechał... Córka zaczęła płakać, a on dodał, że poznał tam inną kobietę i nas nie potrzebuje... 
Ja sobie poradzę. Ale mojej córce zawalił się świat.

#dBqqE

Mam 24 lata i jestem nimfomanką. Wiem, co sobie myślicie, ale nie jestem łatwa. Mam wieloletniego chłopaka, nigdy go nie zdradziłam i nie zdradzę. Przed nim miałam raptem dwóch i to były raczej nieudane związki, nie dopasowaliśmy się. Mam po prostu bardzo wysokie libido, MUSZĘ dojść minimum trzy razy dziennie. Mojemu chłopakowi się to podoba, no ale on też ma swoje limity albo czasem zwyczajnie nie ma ochoty. Dlatego stale używam wibratora, oprócz tego noszę w torebce kilka sztucznych członków. W pracy i na uczelni codziennie idę do toalety i zaspokajam się, inaczej nie mogłabym się na niczym skupić. Jestem też stałą odwiedzającą na stronach dla dorosłych.

Trwa to od jakichś 8 lat i szczerze coraz bardziej zaczyna mi przeszkadzać. Nie potrafię tak po prostu posiedzieć z moim chłopakiem, zawsze musi się skończyć łóżkiem. Przez to praktycznie nie ma u nas romantyzmu, żadnej gry wstępnej, bo ja od razu naciskam na finał. Przyłapuję się na myśleniu o nim instrumentalnie, jako o kimś, kto musi tylko dać mi rozkosz, a jego przyjemność schodzi na dalszy plan. Do tego podnieca mnie właściwie każdy przystojny facet, nawet jeśli tylko widzę go przelotnie na ulicy. Zaznaczam, że nigdy nie wyszło to poza patrzenie. Nie toleruję zdrady, mimo że czasem fantazjuję o innych. Zawsze mam wtedy wyrzuty sumienia. Wiem, że pewnie nie uznacie tego za realny problem, ale ja już naprawdę mam dość.

#Z2e2e

Na kilka miesięcy przed swoją śmiercią mój ojciec zdradził mi, że nie jest moim ojcem, ponieważ od urodzenia jest bezpłodny, o czym matka nie wiedziała. Nie wiedział, kto jest moim biologicznym ojcem, ponieważ go to nie obchodziło. Powiedział, że tak naprawdę nie ma znaczenia, kto jest ojcem biologicznym. A jakby matce powiedział, że wie, to pewnie skończyłoby się rozwodem, mnie musiałaby wychować sama, nikomu by to nie służyło. 

Dało mi to wiele do myślenia. Czy dziecko musi być „moje”? Niekoniecznie, jak widać.

Po jego pogrzebie matka chciała mi powiedzieć prawdę i była w szoku, że już wiem. Gdy jej opowiedziałem powyższe, stwierdziła: „Twój ojciec to zawsze był prosty, ale przynajmniej dobry człowiek”. A mój biologiczny ojciec to „skończony idiota, co zwiał za granicę, gdy tylko dowiedział się o ciąży”.

#zPT0K

W czasach podstawówki moja klasa dostała zadanie, by wymyślić jakąś przygodę Kubusia Puchatka. Jako że na pracę były aż trzy miesiące, przekonana byłam, że ma to być długa bajka, więc włączyłam moją wyobraźnię i każdego dnia sumiennie wymyślałam nowe historie. Praca miała ponad 70 stron. 

Po trzech miesiącach, oddając pracę, zdziwiłam się, że niektórzy oddają tylko jedną kartkę A4. Gdy pani oddawała ocenione prace, okazało się, że jako jedyna z klasy dostałam 4, wszyscy inni mieli 5 i 6. Spytałam się nauczycielki, czemu tak oceniła. Na co ona odpowiedziała, że praca była dobra, ale za długa. 

Tak oto straciłam zapał do nauki.

#ddTqH

Wczoraj zaprosiłam koleżankę na wspólny obiad w restauracji. Objadłyśmy się do syta, ale i tak dopchałyśmy się jeszcze deserem. Po tym obfitym posiłku, za który miałam zapłacić fortunę (no, ale cóż – czasem można podarować sobie odrobinę luksusu), poprosiłam kelnera o pół szklanki wody, bo zawsze kilkanaście minut po obiedzie muszę przyjąć moje leki.
Kiedy dostałam rachunek, okazało się, że do rachunku na kwotę 170 zł doliczono mi 10 zł za wodę. Planowałam zostawić 30 zł napiwku, ale uznałam, że jednak nie tym razem...

#VkRT1

W zeszłym roku ukończyłem szkołę i oczywiście zdałem maturę, planowałem iść na studia, ale nie wiedziałem, jaki kierunek by był dla mnie dobry, więc się zdecydowałem na rok przerwy. Oczywiste, że jeśli ktoś się nie uczy, to powinien w tym czasie pracować, w pełni się z tym zgadzam, niestety nie znalazłem dalej pracy, większość pracodawców ignoruje moje CV. Niektórzy nie zignorowali i miałem kilka rozmów o pracę, po rozmowie zawsze mieli się ze mną skontaktować w ciągu tygodnia z informacją, czy mnie zatrudniają, ale oczywiście później było zero odzewu. Bezrobocie nie jest niczym przyjemnym, aż nawet tęsknię za szkołą, wtedy przynajmniej nie czułem takiej pustki. Oczywiście nie jestem jedyny w takiej sytuacji, że nie umiem pracy znaleźć, dwóch moich znajomych boryka się z tym samym problemem, dwóch jest po zawodówce i już od dłuższego czasu ma pracę, pozostali znajomi studiują. Czuję się tragicznie ze swoją sytuacją, przecież próbuję znaleźć pracę i cały czas mam nadzieję, że się w końcu uda, w domu wykonuję większość obowiązków domowych, ale i tak przez swoje bezrobocie czuję się jak zwykły pasożyt.

#OwGgl

Pierwszy dzień w nowej i to pierwszej w życiu robocie. Kelnerstwo – niby nic, ale jednak jest to odpowiedzialny zawód... 
Pomyślcie tylko: piękny ślub, wesele, przystrojona sala, nadobni goście, państwo młodzi całujący się przy torcie, wszyscy robią zdjęcia i w tym momencie w kadr wpadam ja (!), jednocześnie potykając się o czerwony chodnik i wypieprzając tacę z 60 kieliszkami do szampana prosto na młodych.
Nikomu na szczęście nic się nie stało, ale nikt nie chciał ryzykować jedzenia tortu z kawałkami szkła.

Zatem gdybyście się zastanawiali, czy coś może spektakularnie pójść nie tak w tak „prostej” pracy, no to już wiecie. Nie dziękujcie.

#mHvQH

Zadziwiające, niby kraj na wskroś katolicki, a jednak niekierujący się wzorcami przedstawionymi w Piśmie Świętym. Zwłaszcza w pojęciu ojcostwa.

Każdy, kto aktywnie bierze udział w życiu kościoła, słyszał na pewno, jak wielką i chwalebną pozycję rolę w historii wiary odegrał św. Józef, ba... wszyscy jak jeden mąż zwą go wzorem prawdziwego mężczyzny-opiekuna. Tym bardziej dziwi fakt, jak w praktyce postrzegani są mężczyźni, którzy wiążą się z kobietą, która ma dziecko. Józef przecież nie był biologicznym ojcem Jezusa, a ówczesne prawo dawało mu możliwość bezpardonowego odtrącenia swej żony. Mimo to podjął się trudu wychowywania „cudzego” dziecka. Czyn ten jest uznawany za chwalebny, a fakt postawienia przez Kościół Józefa za wzór winien nieść za sobą jakieś logiczne konsekwencje. Ale niestety nie niesie.

Moja dziewczyna ma syna, jest to bardzo mądry i energiczny chłopak. Gdy go poznałem, miał iść do pierwszej klasy, swego prawdziwego ojca nigdy nie widział. Nie będę tu teraz roztrząsał, czemu tak się akurat stało, nie jest to bowiem istotne. Istotne za to jest, że bardzo jesteśmy ze sobą zżyci. Mnie nie przeszkadza to, że on nie nosi mojego nazwiska, ani to, że nie nosi moich genów. Chłopak tego, jak być mężczyzną, uczy się właśnie ode mnie, więc w sumie i tak będzie kiedyś prawie taki sam jak ja. Razem się bawimy, razem gramy w gry na konsoli, razem gramy w piłkę, razem dokonujemy drobnych napraw w domu czy samochodzie. Nie ma między nami wielu różnic, poza tym, że on jest jeszcze dzieckiem, a ja dorosłym facetem. Wkurzam się, kiedy inni mędrkują, że to przecież nie jest mój syn i że jeśli chcę wychowywać dziecko, to powinienem dążyć do tego, by mieć „swoje”. Tak jakby plemniki decydowały o tym, czy kogoś się kocha, czy nie. Ojcostwo nie jest jak macierzyństwo, które jest przecież bardziej naturalne, ojcostwo to przede wszystkim chęć pokazania małemu człowiekowi drogi, którą ten miałby podążać. Autorytet się wypracowuje, on w żaden sposób nie jest kwestią przyrodzoną, tak uważam, dlatego nie rozumiem, czemu w opinii wielu robię coś niemądrego?

Ja rozumiem, że w dzisiejszych konsumpcyjnych, hedonistycznych czasach dbanie o coś więcej niż o czubek własnego nosa jest postrzegane jako skrajne wariactwo, ale naprawdę nie rozumiem, jak można być przy tym tak zakłamanym, by uważać siebie za chrześcijanina (katolika) i jednocześnie tak negować postawy, które przez tę właśnie religię uznane zostały za godne naśladowania.

#lxsh9

Kilka nocy temu obudził mnie wyrywający się z moich ust rozpaczliwy krzyk: „Kacper!”. Chwilę potem w półmroku zobaczyłam swojego wściekłego męża, który zabiera kołdrę i przenosi się na kanapę... 
Tak się składa, że Kacper to imię mojego byłego.

Mąż za nic mi nie chce uwierzyć, że śniła mi się olimpiada, a mój szalony umysł pragnął dopingować Tomasiaka.
Dodaj anonimowe wyznanie