W zeszłym roku ukończyłem szkołę i oczywiście zdałem maturę, planowałem iść na studia, ale nie wiedziałem, jaki kierunek by był dla mnie dobry, więc się zdecydowałem na rok przerwy. Oczywiste, że jeśli ktoś się nie uczy, to powinien w tym czasie pracować, w pełni się z tym zgadzam, niestety nie znalazłem dalej pracy, większość pracodawców ignoruje moje CV. Niektórzy nie zignorowali i miałem kilka rozmów o pracę, po rozmowie zawsze mieli się ze mną skontaktować w ciągu tygodnia z informacją, czy mnie zatrudniają, ale oczywiście później było zero odzewu. Bezrobocie nie jest niczym przyjemnym, aż nawet tęsknię za szkołą, wtedy przynajmniej nie czułem takiej pustki. Oczywiście nie jestem jedyny w takiej sytuacji, że nie umiem pracy znaleźć, dwóch moich znajomych boryka się z tym samym problemem, dwóch jest po zawodówce i już od dłuższego czasu ma pracę, pozostali znajomi studiują. Czuję się tragicznie ze swoją sytuacją, przecież próbuję znaleźć pracę i cały czas mam nadzieję, że się w końcu uda, w domu wykonuję większość obowiązków domowych, ale i tak przez swoje bezrobocie czuję się jak zwykły pasożyt.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jeżeli się nie uczysz i nie pracujesz, to popracuj nad poprawą kwalifikacji np. jakieś kursy, szkolenia, może płatny staż?
Btw. samo ukończenie studiów nie zagwarantuje znalezienia pracy. Po prostu za 3/5 lat znajdziesz się w tym samym punkcie.
Nie zgodzę się, są kierunki po których nie trudno znaleźć pracę - zwykle techniczne, tam gdzie brakuje wykwalifikowanych pracowników. Najlepiej rozejrzeć się po g gałęziach zatrudnienia w swoje okolicy i dobrać do tego dobrać studia.
Ja rzuciłam jedne studia i też stwierdzilam że idę na rok do pracy a potem podejmę inne studia. Byłam dokladnie w tej samej sytuacji, aż w końcu schowałam udawaną dumę do kieszeni i poszłam do pracy do McDonalda. Nie wiem jak teraz, ale wtedy płacili bardzo dobrze, a praca praktycznie od razu. Myślę że podobnie w innych fast foodach. I co więcej uważam, że ta praca bardzo dużo mnie nauczyła, i pewności siebie i dodatkowego szacunku do ludzi pracujących w usługach. Polecam. W wolnych chwilach nikt nie broni ci szukać czegoś innego/lepszego. I z ręką na sercu, nikt ze znajomych mnie nie wyśmiewał "podać frytki do tego?", tylko jesli już to dopytywali o kulisy pracy.
A odnośnie samego gap year, to wiesz że jeśli nie będziesz szukać/robić kursów/uczyć się nowych rzeczy to wymarzony kierunek studiów na ciebie nie spłynie z nieba? Szczególnie że po tylu latach nauki nic do ciebie nie przemówiło. Mówię to tylko po to, byś wziął to pod uwagę już teraz, bo bardzo często ludzie myślą "ta praca to tylko na chwile, znajdę coś co bardziej mi odpowiada" a potem utykają w pierwszej pracy która dorwali i po 10 latach orientują się że to miało być tylko na chwilę.
O, to, to. Mam wrażenie, że już lepiej iść na jakiekolwiek studia czasem, jak się nie ma pomysłu na siebie i chodzić po organizacjach studenckich, kołach naukowych i szukać w taki sposób. Ja np. przypadkowo trafiłam na kierunek, który był bardzo ogólny, jak na kierunek inżynierski i o ile przez trzy pierwsze lata czułam się zupełnie nie na miejscu, to na semestrze inżynierskim mnie olśniło co chcę robić (zostając nawet w tym samym kierunku). A po drodze dorobiłam się planu B, bo zapisałam się do studenckiego radia i przez chwilę nawet myślałam, że w tym będę robić karierę. Trzeba się eksponować na różne rzeczy, bo samo nie przyjdzie, skoro do tej pory nie przyszło
Może wyjazd za granicę do pracy? Dużo osób się na to decyduje, jak już sobie robią gap year, potencjalnie możesz więcej odłożyć i przy okazji może podszlifujesz angielski lub inny język
Ja po liceum też od razu nie wiedziałam co chce robić, pojechałam na rok do pracy za granicę, trochę świata zobaczyłam, trochę odłożyłam, podszkoliłam język - ogólnie polecam, potem może nie być już czasu na takie beztroskie zastanawianie się :)