Odkąd pamiętam, moi rodzice byli bardzo wierzący, szczególnie tata. Jako dziecko byłam krzykiem zmuszana do odmawiania półgodzinnego pacierza pod jego okiem co wieczór, każda modlitwa musiała być wypowiedziana w odpowiedniej kolejności, do dziś pamiętam sekwencję, odmawiałam nawet przykazania i grzechy. Jeśli powiedziałam najpierw „Ojcze Nasz”, a później „Aniele Boży”, był krzyk, bo powinno być na odwrót. Oczywiście co niedziela kościół, wyjątek był, kiedy chorowałam. Piątki przed Wielkanocą? Po lekcjach do kościoła. Jako dziecko myślałam, że kiedy będę starsza, to tata mniej będzie się czepiać, będę miała więcej do powiedzenia. Skończyłam szkołę, poszłam do liceum i dalej byłam zmuszana do coniedzielnych mszy. Nie mogłam wyjść w sobotę wieczorem, bo następnego dnia rano trzeba było jechać do kościoła. Nie mogłam zostać na noc u koleżanki jak inne rówieśniczki, chyba że o 8 wrócę do domu, bo co to znaczy do kościoła nie iść. Sprzeciwiałam się, kłóciłam setki razy. Płakałam, błagałam, żeby odpuścił, bo chcę jak inne koleżanki pospać w niedzielę dłużej lub zostać u którejś na noc w sobotę. Nie i już. Kiedy się zaparłam i nie pojechałam z nimi, obrażał się na tygodnie i słowem nie odzywał. Mama nic nie mówiła, bo nie chciała kłótni i zazwyczaj stawała po jego stronie, żeby jej się nie czepiał.
Równocześnie tatuś pije codziennie, nieraz dostałam od niego w twarz za jakąś błahostkę, awanturuje się o wszystko, ale uparcie twierdzi, że skoro chodzi do kościoła, to nie jest to żaden grzech, bo przecież uczęszcza we mszy świętej i wszystko zostaje mu odpuszczone. Otwarcie powiedział, że to wystarczy i mógłby robić o wiele gorsze rzeczy, ale skoro tam chodzi co tydzień, to jest lepszy od tych niechodzących, choćby najświętszych. Gdybym ja żyła jak święta i praktycznie nie grzeszyła, ale nie chodziła do kościoła, to płonęłabym w piekle, bo przecież NIE CHODZĘ DO KOŚCIOŁA.
Dziś mam 23 lata i dalej jestem zmuszana do chodzenia do kościoła. Jestem pewna, że gdy się wyprowadzę, to nie zawitam tam długo, bo po prostu obrzydło mi to miejsce przez przymus. Jego usilne starania, aby zaszczepić we mnie miłość do kościoła, przyniosły zupełnie odwroty skutek.
Dodaj anonimowe wyznanie
Pamiętam z dzieciństwa, ile raz wpie...l dostałam, za to, że w kościele nie byłam. Później mogłam już chodzić na 16 ale moja mama chodziła na 8:30 i przepytywała mnie jakie było czytanie i o czym było kazanie.
Nie dziwię się, miałam podobnie i odcięłam się od tego w liceum (internat). Swoją drogą, księża wcale nie są tacy święci, co najmniej trzech regularnie ogląda moje pokazy (ci którzy się ujawnili)
Wiesz co? Weź ty już spierd@laj do domu.