#TTTZ4

Czytałam tu historię kobiety, która mówiła, że nie chce mieć dzieci, a w rzeczywistości miała problem niepłodności. W moim przypadku było odwrotnie, ale rozumiem ją doskonale.
Słowem wstępu, mieliśmy takie tradycyjne plany: ślub, dom, dzieci. Nie ukrywaliśmy naszych planów nawet przed dalszymi znajomymi, bo po co? Od ślubu minęło kilka lat, dom gotowy i tylko pokój dziecięcy wciąż był pusty.
Spotykaliśmy się z wieloma dobrymi radami np.: „Jak wyjedziecie na wakacje, to się uda”. Gdyby każde wakacje skutkowały ciążą, mielibyśmy już gromadkę.
„Odpuścicie, to się uda”. My akurat potrzebowaliśmy leczenia, a nie odpuszczenia.
„Adoptujcie”. Tak jakby adopcja była szybką i przewidywalną drogą do rodzicielstwa, ale to temat na następne wyznanie. „Nie adoptujcie, bo nie pokochacie cudzego dziecka, a zwłaszcza mężczyzna musi mieć biologicznie swoje”.
Były też znacznie gorsze komentarze: „Jeśli nie urodzisz dziecka, mąż cię zostawi”.
Albo do męża: „Nie wiesz, jak się to robi?”. Myślałam, że takie teksty to jakaś miejska legenda, a jednak nie. Nie rozumiem, jak można być tak chamskim.

Gdybym wiedziała, czego się nasłuchamy, wolałabym ukrywać nasze plany.
PeggyBrown2022 Odpowiedz

To przykre, że ludzie dają sobie prawo do wypowiadania się na tak wrażliwe tematy. Udzielają rad bez zlecenia, tym bardziej, że często nie znają się na temacie, np. mają dzieci, bo nie mieli problemu z płodnością i nie musieli tego leczyć. Życzę Wam siły. Mnie też spotkało dużo złego ze strony ludzi. Słyszałam wiele złych słów na swój temat - prosto w twarz i do innych ludzi. Mierzyłam się z hejtem, choć nie na dużą skalę. Niektórzy oskarżali mnie o naprawdę złe rzeczy. Nie miało to nic wspólnego z dzietnością, problem dotyczył czegoś zupełnie innego, ale akurat ja wiem, że słowa mogą ranić, zwłaszcza wypowiedziane zbyt pochopnie.

MaryL4 Odpowiedz

Mi najbardziej otuchy dodaje jak ktoś, typu teściowa, mówi sam z siebie „a mi to wszystko jedno czy będą wnuki czy nie. To też nie sztuka narobić dzieci, to potem ciężko jest kobiecie, jak urodzisz z radością będę się bawić z wnukiem, a jak nie urodzisz to też będę zadowolona, święty spokój na starość” jakoś tak to było. Ktoś by powiedział, że a po co gada w ogóle, po co się wtrąca. Ale mi to akurat ulżyło, bo w pewnym wieku nawet jak rodzina nic nie mówi, to czujesz taką presję, że wszyscy czekają i zawodzisz.

Dodaj anonimowe wyznanie