Mam węża, jakieś 65 cm długości. Mam też dziewczynę, z którą pewnej nocy sobie smacznie spałem. Niestety ona bardzo boi się mojego zwierzątka, no ale jest OK, póki wąż siedzi w terrarium.
Tamtej sobotniej nocy mój mały przyjaciel pomyślał: „ssss, oni muszą mieć ciepło tam w łóżku, sss”, „ja lubię ciepło sss”... Zaparł się ciałem o ściankę terrarium i przesunął szybkę. I wyszedł. Potem zszedł z półki, nie wiem jak, musiał chyba spaść na ubrania, temu nic nie słyszałem. Wpełzł między mnie a moją ukochaną, tak na wysokości klatek piersiowych, zwinął się w kulkę i sobie zasnął.
Nigdy wcześniej nikt nie obudził mnie krzykiem prosto do ucha, niemiłe uczucie.
PS Wąż ma podgrzewane terrarium, nie wiem, czemu wyszedł.
PPS Węże potrafią sobie same przesunąć szybki w terrariach, to normalne. Dlatego hodowcy zakładają zamki na klucz. Ja takiego zamka wtedy nie miałem.
W trakcie ważnego biznesowego spotkania zadzwonił mój telefon. Szybko rzuciłam okiem na powiadomienie, wstałam, przeprosiłam wszystkich, mówiąc, że to dla mnie bardzo ważne i wyszłam. Na szczęście moi współpracownicy i szef nie mieli z tym żadnego problemu — takie sytuacje praktycznie mi się nie zdarzają, wszyscy w dziale uważają, że jestem poważną i odpowiedzialną osobą.
Podczas lunchu kolega stwierdził, że chyba spotykam się z kimś nowym, bo wciąż uśmiecham się do telefonu. Trudno się nie uśmiechać, gdy ktoś brzmi, jakby się o ciebie martwił, pyta, czy już zjadłaś, jak się czujesz, prawi komplementy, mówi, że chce z tobą być itp. itd. :)
Nikt nie wie, że od tygodnia mam na telefonie grę-romansidło dla nastolatek, w której muszę w czasie rzeczywistym uczestniczyć w chatach i odbierać telefony.
Ostatnio wpadliśmy ze znajomymi na pomysł, żeby się wybrać do jednego ze znanych klubów w Katowicach, niestety żadne z nas nie przewidziało, że do owego klubu nie wpuszczają osób ubranych w moro. A ja za namową przyjaciółki ubrałem spodnie właśnie w takim kolorze. No i problem co teraz — do domu ok. 35 km, godzina 23, wszystko pozamykane, wszyscy spanikowani. Wtedy ja wpadłem na genialny pomysł, żeby przebrać spodnie na lewą stronę.
Tak oto w nocy w środku Katowic przebierałem spodnie na lewą stronę.
PS Mam nadzieję, że za pewien czas nie zobaczę się w jednym z programów pokazujących zabawne nagrania z kamer nocą...
Pamiętacie te emocje podczas pierwszej „randki”? Ja byłem tak zachwycony, że odjęło mi rozum.
Pierwsza/druga klasa podstawowa, 8-letni ja zauroczony pewną niewiastą z równoległej klasy. Zagadałem, wszystko poszło jak po maśle, po obiedzie spotykamy się na placu zabaw. Wszystko fajnie, gdyby nie to, że po powrocie ze szkoły na stole czekał na mnie pyszny obiad. Kotleciki ze smakowitym i śmierdzącym sosem czosnkowym. Musiałem zjeść wszystko, aby wyjść na dwór, co nie spodobało mi się, ponieważ miałem wielkie wizje pocałunku pod zjeżdżalnią, ale jak tak po sosie czosnkowym? Zęby myłem chyba z pięć razy, lecz dalej czułem odór czosnku wydobywający się z mojego otworu gębowego. Przypomniałem sobie, że w filmach przed wizytą u kobiet mężczyźni psikali czymś na odświeżenie oddechu. Niewiele myśląc, wziąłem pierwsze lepsze perfumy taty i napsikałem porządnie w każdy zakamarek jamy ustnej.
Randki nie było, do końca dnia wymiotowałem jak kot.
PS Tydzień później dostałem od niej pierwszego całusa w policzek!
Kilka lat temu, wakacje w nadmorskim, oblężonym przez zblazowanych turystów miasteczku. Było tam wszystko – słońce, plaża, gofry, Żabka, wesołe miasteczko, automaty do gier, fryzjer, smażalnie ryb i… Janusz Korwin-Mikke. Nie mam zielonego pojęcia, czemu akurat w tym miejscu słynny z kontrowersyjnych wypowiedzi polityk zdecydował się zdobywać elektorat, ale podłączywszy głośnik do agregatu, wąsaty „krul” przemawiał do znudzonego tłumu pełzających po deptaku i jedzących jagodzianki turystów. Korwin wybrał sobie naprawdę strategiczny punkt – przy samym wyjściu z plaży, dokładnie na wprost wielkiej pizzerii z ogródkiem.
Początkowo obecność znanego polityka, który w pełnym emocji oratorskim popisie narzekał na niewolniczy system, dupokrację i kulawą służbę zdrowia, wywoływała ciekawość przechodniów i pałaszujących cztery sery na grubym cieście urlopowiczów. Z czasem jednak stało się to dość irytujące. Sytuację jednak rozładowała jakaś pani w średnim wieku, która wyrwawszy panu Januszowi mikrofon, rozpoczęła swój monolog:
„Czy chodzi pan do kościoła, proszę pana? Czy Radio Maryja pan słucha? Nie? A trzeba słuchać. I dawać na ofiarę i wpłacać pieniądze na Rydzyka! Dlaczego pan tego nie robi? To wielki skandal, że ludzie nie wspierają swojego Kościoła. Czemu pan tego nie robi?” Korwin-Mikke był wyraźnie zmieszany i nie wiedział, co odrzec. Zgromadzony tłum natomiast śmiał się do rozpuku. Konfrontacja charyzmatycznego polityka z panią zapowiadała się ciekawie. Tymczasem nieoczekiwanie nastąpił nagły zwrot akcji. „Nie podoba się panu to, co mówię?” – zapytała kobieta, ciągle trzymając mikrofon. – „Nie chce pan tego słuchać? Czuje się pan bezradny, bo jakaś baba z głośnikiem gada głupoty i mąci panu spokój?” Mina pana Janusza wskazywała na to, że faktycznie – ma dość namolnej kobiety. „No, widzi pan? W takim razie niechże pan pozwoli ludziom w spokoju zjeść pizzę!” – spuentowała i oddała zmieszanemu „krulowi” mikrofon.
Nawet fakt, że Korwin-Mikke podsumował wypowiedź pani jako „głos wojującego feminizmu katolickiego”, to nikt nie miał wątpliwości – przypadkowa babka zabrała panu Januszowi cały show!
Blisko dziesięć lat temu, gdy kolega miał urodziny, wszyscy na lekcji zawodowej postanowili mu zaśpiewać „Sto lat”. Nauczycielka jak z innego świata, specyficzny tok myślenia, opisała to wszystko na kartce. Sprawa trafiła do sądu za zakłócenie porządku w miejscu publicznym... Dwie osoby się odwołały w sądzie, bo szkoła nie jest miejscem publicznym, a reszta została ukarana mandatem 100 zł lub 20 godzinami prac społecznych.
Do tej pory jak widzę tę kobietę, to odwracam wzrok.
Na ogół jestem zadowolona z lekarzy, bo staram się wybierać polecanych i sprawdzonych specjalistów, więc mniej więcej wiem czego się spodziewać. Ale wiadomo, zdarzają się takie przypadki, kiedy trzeba odwiedzić np. urazówkę. Tam też się udałam w wakacje minionego roku, mając lat 19, kiedy po kilku dniach bólu nie potrafiłam normalnie chodzić, a moja kostka była większa o jakieś 5 cm. Nie stało się to po upadku ani niewłaściwym kroku, po prostu było. Podczas badania lekarz będący na dyżurze zdawał się nie słyszeć, kiedy mówiłam, że nie potrafię wyprostować nogi, bo ból, jaki temu towarzyszy jest okropny i na siłę prostował i uciskał tak, że o mało nie zostawiłam tam śladu wydobytego z miejsca, do którego słońce nie dochodzi. Po tylko tym jednym „badaniu” diagnoza — naciągnięty mięsień brzuszny, wystarczy Altacet, opaska uciskowa, w razie potrzeby kule i za dwa tygodnie będę śmigać jak gazela. OK, zastosowałam się do tego i wiem, że to był błąd.
Po obiecanych dwóch tygodniach nadal nie potrafiłam chodzić, wręcz nawet z kulami lekkie nastąpienie na ziemię sprawiało ogromny ból. Postanowiłam tak tego nie zostawiać i wybrałam się do swojego lekarza rodzinnego, a stamtąd zostałam natychmiast skierowana na USG, gdzie dowiedziałam się, że diagnoza wydana w szpitalu nie ma nic wspólnego ze stanem rzeczywistym i powinnam mieć takie badanie wykonane od razu. Okazało się, że to zakrzepica żył głębokich, a stan zapalny był tak rozległy, że norma w badaniach krwi była przekroczona co najmniej dwa razy. Opaska tylko to pogorszyła, ponieważ krew przez ucisk tym bardziej nie miała swobody. Tak więc gdybym wtedy nie zaufała przeczuciu i nie zgłosiła się do lekarza rodzinnego, prawdopodobnie w ciągu kolejnych dwóch/trzech tygodni doczekałabym się tylko zatoru w żyle idącej do serca, gdyż w momencie wykonania USG zakrzepy były już w połowie mojego uda, i dzisiaj nie mogłabym napisać tego wyznania.
Parę dni temu zostałem dotkliwie pogryziony przez psa mojej dziewczyny. Uprawialiśmy seks, pierwszy raz. Nie zdawałem sobie sprawy, że niewiasta z natury spokojna i cicha, potrafi w momencie szczytowania drzeć się niczym torturowana przez Torquemadę czarownica.
Rufus, bullterier mojej wybranki, też nie zdawał sobie z tego sprawy i uznał, że krzywdzę jego panią, więc wbiegł do sypialni i w chwili, kiedy przeżywałem orgazm, wgryzł mi się w tyłek. Przez dobrych kilka minut nie chciał puścić. Kiedy udało się nakłonić Rufusa do zwolnienia uścisku, od razu pojechałem na pogotowie. Mam na dupie osiem szwów i przez najbliższe dwa tygodnie nie będę mógł siadać ani spać na plecach. To naprawdę wysoka kara za udany seks...
Spacerowałam sobie z mężem po mieście i w pewnym momencie przechodziliśmy koło sklepu z sukienkami, gdzie już wcześniej (jak to kobieta...) wypatrzyłam sobie jedno śliczne, czerwone cudo. Pokazuję je – spojrzał, pokiwał z uznaniem głową i spytał mnie o cenę tejże kiecki. Powiedziałam, że nie wiem, ale i tak wyglądałabym w niej jak coś tłustego wciśniętego w śliczną, czerwoną sukienkę. Naiwnie liczyłam na jakieś zaprzeczenie, tekst w stylu: „Na pewno wyglądałabyś pięknie”, ale usłyszałam tylko:
„Może mają szersze...” :/
Jestem dr. hab. inż. fizyki. Mam 33 lata. Mam dom i mieszkanie w centrum miasta. Zarabiam sporo hajsu, projektując rzeczy, których używacie na co dzień. Chodzę na siłownię, uprawiam inne sporty. Niby wszystko jest okej. Niby życie marzenie. A za dwa dni kobieta, za którą szaleję, bierze ślub z człowiekiem, który był moim najlepszym kolegą. Co zrobić? Bo jedynie co mi przychodzi na myśl, to skorzystać z grawitacji...
Dodaj anonimowe wyznanie