#NzBXk

Będąc na studiach, któregoś ciepłego i słonecznego piątkowego popołudnia wracałem na weekend do domu pociągiem. Takim składem bez przedziałów z przejściem pośrodku i z siedzeniami, z których kilka zwróconych było przodem ku sobie. Takie właśnie siedzenia po drugiej stronie przejścia zajęło czterech panów, najprawdopodobniej murarzy wracających z pracy. Między sobą na podłodze postawili torbę wypełnioną tanimi winami. Tych win było chyba z dziesięć albo dwanaście butelek. Znudzony obserwowałem ich kątem oka. Jeden z nich z tej samej torby wyjął jeden, podkreślam JEDEN! taki plastikowy biały kubek, następnie sięgnął po butelkę, zdarł folię z szyjki i zębami wyjął taki plastikowy wciskany korek, jakie kiedyś były w butelkach z octem. Napełnił kubek i podał koledze. Kiedy ten wypił, gość odebrał od niego kubek, ponownie napełnił i podał kolejnemu. Kolejka powtarzała się przy kolejnych butelkach. Przypominało to jakąś pierwotną ceremonię: folia, korek zębami, kubek i przepijanie do kolejnego. Panowie przy tym rozmawiali półgłosem. Już przysypiałem, gdy nagle rozmowę ucięło jak nożem. Na twarzach wszystkich czterech panów pojawiła się konserwacja, zawód, wręcz łezki w oczach. OSTATNIE wino okazało się mieć inny korek. Nie taki plastikowy, tylko korkowy, wciśnięty w szyjkę butelki. Nie dało się tego wyjąć zębami! Zareagowałem szybko. Wyjąłem scyzoryk z korkociągiem i podałem panom przez przejście. Podziękowali, otworzyli butelkę i napełnili kubek. Potem popatrzyli po sobie i po niemej zgodzie całej czwórki, nalewający powiedział: „Masz” i podał mi pełny kubek. 
Wiem, że nie należy pić z przygodnymi osobami w pociągu i nie było to zbyt higieniczne, ale po prostu nie mogłem odmówić :)

#eTpIo

Jak byłem w wieku około 6 lat, lubiłem jako dzieciak wychodzić na boisko do kosza. Nieważne, że betonowe, pełne walających się kapsli od piwa. Zastępowało lokalny plac zabaw, tam skupiały się dzieciaki i okupowały go z rodzicami do wieczora. Ale niepisaną umową społeczną koło 18-19 dzieciarnia zbierała się do domu, a boisko przejmowała grupa Sebiksów. Pykali w tego kosza aż miło. Strasznie lubiłem patrzeć, jak grają, i czasami dostawałem pół godzinki ekstra, żeby posiedzieć i pooglądać. Czasami udawało mi się zająć miejsce pod samym koszem. Czasami akcja działa się tuż obok mnie, można było nawet oberwać w głowę piłką od niezbyt celnego Seby. A czasami akcja rozgrywała się długo i daleko ode mnie... Kradłem wtedy to, co zostawili pod tym koszem obok mnie. Najczęściej moim łupem padały klucze od mieszkania, może inne drobiazgi (wątpię, żeby chociaż jeden z nich miał wtedy Nokię 3310). Nie za dużo, jedna para kluczy wystarczyła, adrenalina i tak mi leciała uszami. Po kradzieży oddalałem się i wyrzucałem łupy do studzienki kanalizacyjnej.

Do dziś, gdy sobie przypomnę, co robiłem, jest mi wstyd.

PS Nigdy mnie nie złapali.

#Lr5Ci

Pracuję w niewielkim sklepie u mnie w okolicy. Codziennie o tej samej porze przychodzi do nas pewien starszy pan. Od zawsze miałam go za dziwaka (bo krąży po całym miasteczku i zaczepia przypadkowe osoby, żeby na siłę opowiadać im niestworzone historie). Strasznie męczy nas w sklepie, np. pyta się, czy kupił ciastka, trzymając je w ręku, ciężko go też wygonić, strasznie dużo opowiada tych swoich historyjek. A najwięcej o żonie. Bo te zakupy zawsze robi dla swojej żony. Zawsze przychodzi około południa i kupuje pierniczki, papierosy (takie różowe, kobiece) i mówi, że to dla żony, nie dla niego, bo on oczywiście nie pali. Później po zapłaceniu zawsze mówi, żeby mu jeszcze jednak dać ciasteczka na wagę, dosłownie kilka, bo on zje je po drodze, zanim wróci, bo żona go odchudza i sama zje pierniczki, a jemu nie wolno. No i jeszcze zagada do kogoś, jeśli jest sposobność i wychodzi dalej zaczepić ludzi.

Dzisiaj się dowiedziałam od babci, że jego żona zmarła 20 lat temu. Ciężko będzie mi go jutro zobaczyć i podać mu te papierosy i ciasteczka, słuchając o jego żonie.

#fdWlM

Działo się to parę lat temu. Moja sytuacja była dość kiepska, właśnie straciłam pracę, a na dodatek okazało się, że jestem w ciąży. Wiedziałem, że nie będę mogła utrzymać kolejnego dziecka (miałam już synka 7-letniego, chorego na zespół Downa). Lekarze powiedzieli, że kolejne dziecko też może być chore i za naciskiem rodziców dokonałam aborcji. Do samego końca miałam obawy, ale po fakcie czułam tak potężną ulgę, jak jeszcze nigdy dotąd. Niestety o wszystkim dowiedziała się babcia, która jest ultra katoliczką. Wyklęła nas wszystkich i nie chce utrzymywać kontaktu. Co gorsza, rozpowiedziała o tym wszystkim sąsiadom z mojej rodzinnej wsi i przez to odwrócili się ode mnie wszyscy znajomi, a o pokazaniu się we wsi nie miałam nawet co marzyć.

Jakieś dwa tygodnie temu odezwał się do mnie dziadek (który od tamtej pory też nie utrzymywał kontaktu) i pytał, czy możemy się spotkać. Początkowo nie byłam do tego przekonana przez pamięć ostatnich lat, kiedy to cicho siedział, gdy babcia nastawiała przeciwko mnie resztę rodziny (niestety z dużym powodzeniem), jednak przekonywał mnie, że nigdy mnie nie potępiał, a babci trochę przeszło i teraz może się ze mną zobaczyć. Zaoferował nawet pomoc finansową, bo wie, że niestety mi się nie przelewa. Ostatecznie zgodziłam się na spotkanie za dwa tygodnie.

Wczoraj zadzwonił do mnie ponownie i powiedział, że babcia trafiła do szpitala (cukrzyca i chore nerki od dawna) i zmarła tam na sepsę. Pytał się, czy będę na pogrzebie, a ja nie potrafiłam odpowiedzieć. Dziadkowi jakoś jestem w stanie wybaczyć, ale babci nie potrafię.

#kVCSO

Pod koniec lipca zeszłego roku pojechaliśmy na kilka dni z paczką znajomych nad jezioro. Pobyt nie trwał długo, bo 3 dni, mieszkaliśmy w domkach letniskowych. Niestety wśród naszej paczki znajomych była jedna dziewczyna, która leciała na mnie, a której jednoznacznie niezbyt lubię, no ale nie chciałem sobie psuć fajnego wyjazdu z powodu jednej osoby, więc postanowiłem pojechać, niestety był to mój największy błąd, gdybym mógł cofnąć czas, to bym został w domu. 
Drugiego dnia naszego pobytu wieczorem urządziliśmy sobie imprezę, gdzie była dosyć główna muzyka i alkohol. Oczywiście ja z reguły zbyt dużo nie piję, ale na tej imprezie wypiłem ze trzy piwa i trochę wina. Pamiętam, że tak jakoś pod koniec podeszła do mnie ta dziewczyna i przyniosła drinki, trochę pogadaliśmy i powiedziałem jej, że mam już dość i chcę iść do siebie spać. Dziewczyna zaprowadziła mnie do pokoju, położyła na łóżku i postanowiła pokój zamknąć na klucz, żeby nikt przypadkiem nie wszedł. Po chwili zaczęła się do mnie dobierać i zaczęła się ze mną całować, a następnie rozbierać. Po jej grze wstępnej zaczęliśmy ze sobą uprawiać seks. Nie wiem dlaczego, ale miałem wrażenie, że stoi mi dużo mocniej niż zazwyczaj, no i za każdym razem w niej kończyłem, pomimo że mówiłem jej, żeby przestała. Rano obudziłem się z mocnym bólem głowy, szybko się postanowiłem ubrać i uciec do domu, dziewczyna do mnie później przez następne kilka dni dzwoniła i coś pisała, ale ja ignorowałem wszystkie wiadomości od niej. 
Po jakimś miesiącu, kiedy powoli zapominałem o tym zdarzeniu, przyszła do mnie osobiście i powiedziała mi, że jest ze mną w ciąży. Na początku pomyślałem, że to nieśmieszny żart, ale dziewczyna pokazała pozytywny wynik testu ciążowego, byłem kompletnie załamany, bo ani nie chciałem mieć z nią żadnego seksu, ani nie chciałem z nią żadnego dziecka. Przez te kilka miesięcy byłem jak i nadal jestem w głębokiej depresji. Dziewczyna pod koniec kwietnia urodziła dziecko, postanowiłem zrobić badania DNA, żeby mieć chociaż promyk nadziei, że to dziecko nie jest moje, ale niestety badania potwierdziły, że ta dziewczynka to moja biologiczna córka. Dziewczyna teraz chce, żebym uznał dziecko za swoje i płacił alimenty. A ja czuję, że coś tu jest nie tak, że ona mnie wykorzystała.

#gXSc4

Nie jestem dumny z tego co zrobiłem, ale to anonimowe, więc myślę, że będzie tu pasowało.
Wsiadłem do samochodu w stanie, w jakim nie powinienem. Nie byłem pijany czy pod wpływem, ale byłem w ogromnym gniewie. Kilka sytuacji doprowadziło do tego, że nie panowałem nad swoim umysłem. O ile większość ludzi w takich momentach krzyczy, kopie, uderza w coś, tak ja wyglądam praktycznie normalnie, a wszystko dzieje się wewnątrz mnie. Serce wali jak młot, w skroniach pulsują żyły... Jeśli w takim stanie ktoś mnie sprowokuje, to nie panuję nad sobą, choć jestem dość niepozorny z wyglądu.
Jechałem dość szybko, ale jeszcze w granicach przepisów, gdy wyprzedził mnie jakiś dupek w dużym mercedesie. Zrobił to tak, że musiałem ostro skręcić i hamować, by uniknął zderzenia z pojazdem na przeciwległym pasie ruchu. Odruchowo go potraktowałem klaksonem. Idiota zatrzymał się, hamując ostro, i wysiadł z auta. Tylko na to czekałem. Wyskoczyłem z auta w momencie gdy kierowca mercedesa podszedł do mojej maski, wymachiwał rękami, klął i się odgrażał. Gdy stałem już koło auta, popchnął mnie dwoma rękami. 
On ok. 40-letni nowobogacki, w sportowym garniturze i sportowej furze. Ja 30-latek w zwykłym oplu. 
Wyprowadziłem prawy prosty. Skwasiło mu wargę, potem następne i następne ciosy spadały na niego jak grad. Był już cały we krwi, a ja darłem się na niego i kopniakami pomagałem wrócić do jego auta. Na siedzeniu pasażera zauważyłem jakąś kobietę.
Facet wsiadł do auta, pomogłem mu zatrzasnąć drzwi. Ruszył po piskach i pognał ile koni w aucie.
Wróciłem do swojego auta. Kostki miałem we krwi, w głowie pulsowało, przed oczami błyski światła... Odjechałem najszybciej, jak się da, w akompaniamencie klaksonów ludzi, którzy stracili przez nas jakieś 3 minuty.

To wszystko działo się jakiś miesiąc temu. Do dziś nikt nie zapukał do moich drzwi.
Całe zajście nagrała kamerka w samochodzie, która po ostrym hamowaniu włączyła nagrywanie...

Po tej sytuacji poszedłem do psychologa, nauczyć się radzić sobie z gniewem.

Tamtego faceta nie znam, rejestrację miał z innego województwa. Wniosek taki, że nigdy nie wiesz, na kogo trafisz na drodze i lepiej z auta nie wysiadać.
No, chyba że jesteś gotowy na wszystko...

#ophY5

Z moim kumplem Darkiem od niepamiętnych czasów wykręcamy sobie debilne, chamskie numery. Ostatnio zrobił mi dowcip, przez który dość poważnie pokłóciłem się z dziewczyną. W skrócie — podłożył jej sfałszowany „dowód” na to, że zdradzam ją z pewną Azjatką z wymiany studenckiej. Pomysł może i fajny, ale w rezultacie prawie rozstałem się z moją panią. Nie mogłem mu tego puścić płazem.

Po miesiącu od wspomnianego wydarzenia, kiedy już wydawać by się mogło, że wszyscy zapomnieli o tej aferze, Darek szedł na rozmowę o pracę i poprosił o możliwość skorzystania z mojej drukarki, aby wydrukować jego CV. Podesłał mi ten dokument w mailu, więc od razu przystąpiłem do dzieła i wprowadziłem w tekście drobne zmiany. Konkretnie w dziale „Zainteresowania”.
Wpisałem tam coś w stylu: „Interesuję się filmami porno z lat 80. oraz starojapońską techniką bukkake. W mojej kolekcji posiadam przeszło 2000 filmów VHS z włoskimi produkcjami dla dorosłych. Mogę też pochwalić się szeroką gamą zabytkowych narzędzi erotycznych i pluszowych misiów”. Darek jeszcze tego samego dnia wpadł po swoje CV. Rozmowę miał mieć za godzinę, więc postanowił jeszcze na wszelki wypadek skorzystać z ubikacji. Głupek, zostawił swój telefon na biurku. Ucieszyłem się jak dziecko. Okazało się, że wyciszył dzwonek (pewnie zawczasu, aby nikt nie zadzwonił do niego podczas spotkania z potencjalnym pracodawcą). Oczywiście podgłośniłem dźwięk na maksa. Na szybko ściągnąłem też program do pobierania dzwonków, tapet itp. Wpisałem w wyszukiwarkę „porn” i od razu znalazłem całą gamę jęków, westchnień i sprośnego funku. Kilka sekund później sygnał o nazwie „Anal destruction.mp3” ustawiony był jako domyślny dźwięk połączenia.

Darek wkurzył się na mnie okrutnie. Po dwóch tygodniach, gdy znowu zaczęliśmy ze sobą gadać, opowiedział mi wszystko. Pani w średnim wieku, która prowadziła rozmowę, zrzedła mina, gdy surowym wzrokiem oglądała jego CV. Kumpel nie wiedział, o co chodzi, gdy nagle atmosfera zrobiła się dziwnie niezręczna. Gwoździem do trumny byłem ja, bo zadzwoniłem, uruchamiając całą lawinę ekstatycznych jęków, wrzasków i murzyńskich komentarzy „Open that ass for tha monsta cock!”.

Babka bardzo się zdenerwowała i uznała całą tę rozmowę za jakiś upiorny żart i oznakę najgłębszego braku szacunku. Darek wyrzucony został za drzwi, a do wyjścia eskortowała go ochrona. Do dziś się na mnie dąsa, chociaż ostatnio przyznał, że po takim numerze trudno mu będzie mnie przebić. Traktuję to jako komplement!

#saOwt

Jestem Cyganem. Takim archetypowym, ciemnym chudzielcem. Wiele lat temu moi rodzice należący do grupy tzw. Egipcjan Bałkańskich przyjechali z Albanii do Polski i tu, na miejscu, otworzyli całkiem dochodowy biznes – restaurację, która do dziś przynosi naszej rodzinie niemały hajs. Jak każdy normalny dzieciak chodzę do szkoły, mam kolegów i typowe dla siedemnastolatka zainteresowania. Rzadko kiedy spotykam się z objawami rasizmu, chociaż parę razy miałem drobne nieprzyjemności z racji na moją „egzotyczną” fizjonomię. Oto jedna z ostatnich akcji.
Środek miasta, biały dzień. Idę sobie z komórką przy uchu i rozmawiam z dziewczyną. Nagle ktoś podbiega do mnie od tyłu i wyrywa mi aparat z dłoni. Rzucam się w pogoń za złodziejem. Akcja jak z jakiegoś filmu sensacyjnego – typ przeskakuje przez ławki, wpada na ludzi, przebiega przed hamującymi z piskiem opon samochodami. Ja nie odpuszczam – biegam szybko, więc lecę za rabusiem, zgrabnie omijam przechodniów, prześlizguję się po maskach aut, jestem już coraz bliżej… Dzielą nas już nie więcej niż dwa metry. I wtedy w łebku złodzieja rodzi się genialna myśl. Gnojek zaczyna się drzeć:
„RAAATUNKUUU!!! POMOCYYYY! ON CHCE MNIE OKRAŚĆ Z TELEFONU!!! LUDZIEEEE!!!”. Ułamek sekundy później czuję, jak ktoś podstawia mi nogę. Upadam, boleśnie uderzając czołem o szorstki trotuar. Zanim się obejrzałem, leżałem na ziemi. Ktoś wykręcał mi rękę, jakaś babcia tłukła mnie siatką z ziemniakami po udzie, ktoś dzwonił po policję…
W komisariacie spędziłem pół dnia, tłumacząc, że to ja byłem ofiarą napaści. W końcu uwierzyli i nawet kajdanki mi zdjęli, łaskawcy. Złożyłem zeznania i opisałem sprawcę (którego bym dopadł, gdyby sukinkot nie zaczął drzeć papy). Telefonu nigdy nie odzyskałem. Za to jeden policjant ulitował się nade mną i… kupił mi jagodziankę na pocieszenie. Tyle wygrać.
Dodaj anonimowe wyznanie