#KnudP
Byłam w 1 klasie gimnazjum, był wieczór, na pewno po 21. Skąd to wiem? Bo dla niej dzwonienie lub odbieranie telefonów po tej godzinie było pogwałceniem zasad savoir-vivre'u. Wracając do historii: robiłam coś w kuchni, prawdopodobnie zmywałam naczynia lub przygotowywałam kanapkę na kolejny dzień, matka czytała książkę w salonie połączonym z kuchnią. Nagle rozlega się dźwięk dzwonka z mojego telefonu. Chcę po niego iść, ale zatrzymuje mnie jej zimny głos:
[M]atka: Popatrz na zegarek.
[J]a: Wiem, ale to musi być coś ważnego, skoro o takiej godzinie dzwoni.
[M]: Nie, na pewno ktoś sobie żarty robi. Zostaw i rób, co przerwałaś. Zresztą wiesz, że masz wyciszać dzwonek po 21.
[J]: A może to Ania [moja przyjaciółka] dzwoni? Może coś jej się stało?
[M]: To by dzwoniła do rodziców. Wracaj do kuchni.
Jak wspomniałam, nie miałam w sobie na tyle odwagi, żeby się zbuntować. Dzwonek rozlegał się jeszcze dwukrotnie, ale za każdym razem słyszałam: „Nawet o tym nie myśl”. Kto to był, dowiedziałam się kolejnego dnia, gdy Ania nie przyszła do szkoły. Dzwoniła drużynowa drużyny harcerskiej, do której obie należałyśmy. Okazało się, że zwolniło się miejsce na zlot chorągwi (jednostka administracyjna w harcerstwie obejmująca województwo) i szukała kogoś na to miejsce, decyzja musiała być na już, bo kolejnego dnia był wyjazd, stąd tak późny telefon. Byłam druga na liście, bo mimo młodego wieku dużo się angażowałam, zależało mi na wyjeździe, bo miały być świetne rzeczy tam robione i z opowieści tych, co pojechali, okazało się, że faktycznie tak było. Ania była na liście trzecia, jako że miała nieco krótszy staż w drużynie, ona odebrała i pojechała.
Matka skwitowała to słowami: „To tylko głupie zabawy, nie rozumiem, czym się przejmujesz”. Dla 14-latki, dla której harcerstwo to największa w życiu pasja, słowa te były jak cios prosto w serce.
#pYCtx
Niby wiek nic dla nas nie znaczy, ale wróciliśmy do Polski i z komentarzami społeczeństwa już nie daję rady. Postanowiłem przedstawić ją mojej rodzinie, był to pierwszy i ostatni raz. Nasłuchałem się (w szczególności od mamy i babci), jakie to jest złe, że ta kobieta mogłaby być moją matką i różne komentarze, że ona chce mnie wykorzystać i że dlaczego nie mogę sobie znaleźć normalnej dziewczyny. Moja rodzina jest też bardzo religijna, przez co usłyszałem, że jest to niezgodne z Bogiem i tak na każdym kroku. Moi znajomi zresztą nie lepiej. Non stop słyszę, że jak ja mogę z taką starą, śmieją się, nawet jak zabieram ją ze sobą, to widzę ich spojrzenia i niechęć. Czasem nawet moje ciotki wraz z mamą potrafią obgadywać moją sytuację, mimo że jestem obok. Tak jest cały czas. A ja już mam dość tych tekstów i docinków i zastanawiam się, czy to faktycznie ma sens...
#Ias9u
Jeździłam często na konwenty. Imprezy tematyczne, najczęściej chodziło o fantasy i SF, ale też anime oraz popularne bajki. Jedna z takich imprez odbywała się w mieście, w którym studiowałam. Atrakcje w jednym budynku, a nocleg w zupełnie innym w innej części miasta. Mogłam nocować u siebie, ale wolałam wykupić miejsce noclegowe, bo zazwyczaj zabawa się przeciąga do wczesnych godzin porannych. Mój facet nie chciał iść, to nie. Jesteśmy dorośli, jak chce siedzieć w domu, to jego sprawa.
Na konwent trzeba zabrać sporo rzeczy, bo i ciuchy na zmianę, i fajnie jest mieć jakieś przebranie, do tego karimata, śpiwór, kobieca torebka... sporo tego.
Wieczorem po zabawach zobaczyłam siedzącego samotnie chłopaka, który nie załapał się na wykupienie miejsca noclegowego, kiedy kupował bilety. Razem z innymi ludźmi dotrzymywaliśmy mu towarzystwa na zewnątrz, ale chłopak zaczął przysypiać. Dowiedziałam się, że otworzyli nowe sale w miejscu noclegowym, aby upchać wszystkich, jednak już była głucha nic, więc autobusy nie jeździły. Postanowiliśmy pojechać taksówką. Torby, karimaty, śpiwory, jak na dwa tygodnie w góry. Jakoś się zabraliśmy i używając wszystkich kończyn, zebraliśmy się do noclegowni. Ja znalazłam miejsce na samym dole, piętro -1 i poszłam spać. Budzik nastawiłam na 8.00, aby nie zaspać na atrakcję dnia kolejnego.
Wstałam, spokojnie się myję, wychodzę na zewnątrz i komórka mi dzwoni. Mój facet mówi, że policja mnie szuka, mam wracać do domu, ale najlepiej zadzwonić do mamy. Rozmowa wyglądała tak: wracaj do domu, to powiem, o co chodzi. Nie dowiem się, to dzwonię do mamy. Mama pyta się, gdzie mam dowód. W torebce. Sprawdzam. Nie ma portfela. Okazało się, że portfel wypadł w taksówce, taksówkarz zgłosił to na policję, a ta po adresie zameldowania trafiła do mojej mamy, która dzwoniła do chłopaka, który „nie wie, gdzie jestem”. Precyzji mu się zachciało, bo po co mamie powiedzieć, że poszła na konwent, lepiej powiedzieć jej, że on w sumie to nie wie, gdzie jestem, bo mogłam być w jednym z dwóch budynków, więc technicznie rzecz biorąc, „on nie wie”. Wyjaśniłam sytuację, a facetowi powiedziałam, że będę, jak wrócę i ma mnie nie traktować jak dziecko, matki nie straszyć wiadomościami typu „wyszła i nie wróciła”, a mnie nie trzymać w niepewności, bo „powie mi, ale mam natychmiast wracać”. Miałam wrażenie, że chce mi zaraz szlaban na wyjścia dać.
Portfel odzyskałam. Znaleźne taksówkarzowi zapłaciłam. Z chłopakiem krótko potem się rozstałam.
#1sLxs
Dopiero później brat uświadomił mnie, że tak naprawdę to robi kierowca, używając do tego kierownicy.
#t1RBm
Wyobraźcie sobie miny ludzi, gdy zapłakana 13-latka wbiegła do kościoła z ogromną gąsienicą na palcu. Powodzenia w życiu, gąsienico :D
#mR3F4
Dzień jak co dzień, zaparkowałem przy sklepie, zrobiłem zakupy, wracam do auta, a tu nagle widzę pana otwierającego drzwi, które uderzyły w mój samochód. To nie był przypadkowy incydent, tylko działanie z premedytacją, siła uderzenia i wzrok tego pana bardzo szybko to zdradziły. Postałem chwilę koło auta, aby zobaczyć, co zrobi ów pan. Uśmiechnął się i powiedział coś w stylu: „J*bany złodziej, ma za swoje, kogo by było na takie auto stać”. Oczywiście zareagowałem, co usłyszałem? Dużo przekleństw skierowanych w moją stronę, a sam pan uciekł z miejsca zdarzenia.
Zrobiłem zdjęcie rejestracji samochodu, jest także film z monitoringu. Zadzwoniłem na policję, wszystko jasne, pan znaleziony.
Nie rozumiem zachowania niektórych ludzi, taka zawiść jest chora...
#nH5lJ
W firmie, w której pracowałem, zjawiła się dziewczyna. Młoda, ładna i zawsze w miniówce, więc razem z kumplami zgodnie stwierdziliśmy, że pewnie przespała się z szefem. Potem jakoś tak wyszło, że dowiedziałem się, że jest feministką. Wyśmiewałem to. Bo o jaką równość może chodzić ładnej lasce? Przecież ładne laski mogą mieć wszystko! I pewnego dnia, gdy inni zajadali się drugim śniadaniem, my poszliśmy zapalić i ta oto pusta, głupiutka, ale śliczna feministka zdjęła marynarkę, odkrywając koszulę z logo Marvela. Oczywiście byłem sceptycznie nastawiony. Ale zadałem jej kilka pytań, licząc na to, że będę mógł się pośmiać z jej braku wiedzy. Odpowiedziała dobrze na wszystkie. Później rozmawialiśmy o wszystkim i każda jej wypowiedź szokowała. Potem rozmowy stały się taką naszą tradycją, a ja z czasem, trochę nieświadomie, zacząłem ją obserwować i po raz pierwszy widziałem te wszystkie problemy, o których mówiły kobiety.
Widziałem, jak inni faceci zagłuszają ją, wykorzystują momenty, w których zacinała się na zasadzie „zbyt dużo mówię, muszę odetchnąć” i wszystko ustawiali tak, by wyszło na to, że to oni są tu królami, a ona jest głupią babą i kompletnie nic nie wie, a kiedy ona robiła to samo, to nagle były fochy, że im przerywa. Ci sami faceci często przestawiali ją, zamiast zwyczajnie przeprosić, gdy np. stanęła tak, że nie mogli przejść, i naruszali jej przestrzeń cielesną, chociaż nie było to konieczne. I każdemu wydawało się, że jest tym szarmanckim i wspaniałym, tymczasem dla dziewczyny oni byli takimi wujkami Januszami, przy których nie czuła się za dobrze.
Potem nadeszła sytuacja rodem tych z memów — trzeba było wnieść lodówkę. Dziewczyna poprosiła o pomoc mnie i kilku innych przypakowanych facetów. Przyszli. Dwie godziny popisywali się swoją siłą, próbowali z nią flitować, kłócili się ze sobą, a ostatecznie lodówkę wnosiła tylko z moją pomocą, bo panowie stwierdzili, że się zmęczyli. Czym? Nie mam pojęcia.
Później było milion innych sytuacji, a do mnie ostatecznie dotarło, że to, co ludzie często nazywają byciem „prawdziwym facetem” to zwykłe bycie wiecznym, obleśnym dzieckiem i że czas z tego wyrosnąć.
Nie zamierzam się jej oświadczać (ona ma dziewczynę, a ja jestem zakochany w innej), ale cieszę się, że ją poznałem.
#1AWA4
I oczywiście teraz zawsze wiem, na jakie imprezy ze znajomymi nie zostałam zaproszona.
Dzięki, Snapchat!
#bz6C8
W historii było pełno pornografii, sprzed kilku dni. Ale nie żadne standardowe strony z filmikami, tylko typu „ostre rżnięcie”, „r*chanie trupa” czy „butelka w c*pie”. Zorientowaliśmy się, że ostatnim użytkownikiem komputera był ojciec kumpla.
Niby pornografia normalna rzecz, ale ojciec kumpla to typowy katol. Od podstawówki mu wmawiał, że pornografia to dzieło szatana i nie ma prawa tego oglądać. Do dzisiaj pamiętam, gdy kolega dostał niezły opiernicz i szlaban, kiedy ustawił sobie na tapetę w telefonie kobietę w bikini. Zwykłą kobietę w bikini.
Pod biurkiem w koszu znaleźliśmy bardzo dużo zużytych chusteczek higienicznych. Kumplowi zrobiło się niedobrze, a mi jest okropnie głupio podawać rękę jego ojcu i patrzeć mu w oczy. Jednak nadal próbuję sobie na siłę wmówić, że miał uciążliwy katar i zużył wszystkie chusteczki do wysmarkania nosa. Ale coś mi nie wychodzi...