Jestem facetem przed czterdziestką. I jestem brzydki. Wstyd to powiedzieć, ale nigdy nie miałem kobiety, nawet nigdy nie trzymałem żadnej za rękę.
Kiedyś jak miałem znajomych, to jakoś było trochę raźniej, ale wszystko się zmieniło, każdy się poszedł w swoją stronę i teraz jestem sam jak palec.
Czy jestem żałosny?
Czy jest tu ktoś, kto ma podobnie?
Mam nadzieję, że znajdziesz sobie grono osób, przy których będziesz się dobrze czuł. Wychodząc do ludzi łatwiej jest kogoś poznać. Spróbuj, co ci szkodzi 😊
psica
Ja chcę być całkiem sama by zacząć od zera znajdując grono ludzi przy których będę się dobrze czuć.
Nie jesteś żałosny, bo to przecież nie Twoja wina. Gdybyś był niegodziwym człowiekiem i robił złe rzeczy, to wtedy poczucie wstydu byłoby na miejscu.
Czterdzieści lat to nie jest czas, w jakim człowiek może się zakopać i uznać, że życie się skończyło. Nieurodziwa twarz rzeczywiście może utrudniać zawieranie znajomości, ale nie aż tak bardzo jak brak pewności siebie. Jeśli nie możesz być ładny, bądź interesujący. U faceta to jest nawet ważniejsze.
Pytanie kim jesteś i czym się zajmujesz? Czy masz fach w ręku i dobrą pracę, jeśli nie - może spróbuj to zmienić. Już wtedy powinno trochę podskoczyć poczucie własnej wartości. Zadbaj o siebie - idź do dobrego fryzjera, nawet raz zatrudnij stylistę i starannie się ubieraj (nie mówię, że drogo - ładnie dobrane rzeczy z sieciówek czy z drugiej ręki robią wystarczająco dobrą robotę). Używaj wody perfumowanej (i bądź zawsze umyty - niby oczywiste, ale… ;) ), kobiety zwracają uwagę na zapach. Jeśli masz problem w kontaktach z ludźmi, znajdź gdzieś w pobliżu trening umiejętności społecznych. Czytaj coś i oglądaj, żebyś miał o czym rozmawiać. Kup sobie pieska - będziesz miał przyjaciela i to kup sobie ładnego, żeby to on robił robotę i zwracał uwagę na Ciebie. Wychodź na zewnątrz, rozmawiaj chociażby z sąsiadami - wszyscy ludzie mają jakichś znajomych, może wreszcie uda Ci się zaczepić. Nie obiecam Ci, że od razu znajdziesz sobie żonę, ale kto wie - duże zmiany pociągają za sobą niespodzianki.
Wychowałeś się na gadu. Poszukaj matrymonialnych stron.
psica
Skąd wiesz jak nie wiesz? W sumie mam podobny problem co tamten gościu a nie wychowałam się ani na GG ani na niczym podobnym. Gdy już jako dorosły człowiek próbowałam samą siebie wychować na czatach to okazało się że mam w sumie w kontaktach z innymi ludźmi ten sam problem w wirtualu co w realu. Ja chyba po prostu nie umiem rozmawiać z ludźmi bo w rodzinie na siebie warczymy i tego nauczona jestem.
Wiem że to co napiszę zaraz jest żałosne. Matki nawet nie trzymałeś za rękę? Jeśli tak to super. Też bym chciała być całkiem sama. Podaj przepis jak to zrobić.
Dragomir
@zdystansowany odpalił alter-konto. Mam nadzieję że wrócisz do jakiejś terapii, leczenia czy coś, i że jednak Twoja rodzina zacznie się do Ciebie odnosić z szacunkiem i godnością, co może znacznie przyspieszyć a nawet umożliwić pojawienie się pozytywnych efektów leczenia.
psica
Tłumaczyłam wcześniej. Ale niech będzie że zmarnuję czas na tłumaczenie jeszcze raz.
A co jeśli mam rację że z ludźmi których znam nie mogę się dobrze czuć bo są toksyczni? Wtedy bycie samym jest dobrym rozwiązaniem. Ale nie dla samego bycia samym tylko dla niebycia z toksycznymi ludźmi. Wiadomo że potem trzeba znaleźć nowych znajomych bo człowiek to zwierzę stadne. Może wierzysz w wartości rodzinne ale niezależnie od tego w co wierzysz fakt jest taki że rodzina nie zawsze jest pomocna a czasem jest wręcz przyczyną katastrofy ale rozumiem że dla ludzi to jest szokujące i żałosne że ktoś kpi z kontaktu z matką. Nawet im nie zaprzeczam. Być może zauważyłeś że wczoraj nazwałam siebie śmieciem.
A jak chcesz o leczeniu gadać to ok choć pisząc o tym też jestem żałosnym śmieciem. Ja się już od bardzo wielu lat godzę na prowadzenie rozmowy w takim kierunku w jakim prowadzi ją rozmówca i ogólnie by inni mnie prowadzili przez życie choć od początku czuję że to do niczego dobrego nie prowadzi. Po prostu nie potrafię odmówić choć pozornie się może wydawać że jest inaczej. No więc jeśli o tym mamy pisać to sobie wyobraź że podczas terapii rodzina też mnie traktowała bez szacnku a co gorsza terapeuci też. Naprawdę nie bez powodu uważam że najlepszą formą terapii będzie dla mnie bycie samemu. Gdy pisałam że nie pozwala mi się nawet szklanki wody napić w spokoju miałam to dosłownie na myśli więc jest naprawdę bardzo źle. Przebywam wśród ludzi przy których nie mogę zaspokoić ani potrzeb fizjologicznych ani emocjonalnych. Z mymi emocjami wśród tych ludzi dzieje się coś złego. Tak że nie wiem czy to są me prawdziwe emocje czy je sobie wmawiam że je mam. Taki efekt jest podważania wszystkiego przez ludzi rzekomo cię znających. Wiesz jakie to jest straszne uczucie wątpić we wszystko? Wyobraź sobie że ja wątpię nawet w to że ja to ja.
psica
Dziwnych typów tu spotykam. Ty namawiasz na leczenie a inny na odwrót gdy okazałam zainteresowanie NATURALNYMI stabilizatorami nastroju odradzał pisząc że po nich zgrubnę a on nie zna nikogo grubego (może o otyłego chodziło nie pamiętam już) kto by był szczęśliwy. A zaznaczam że chodziło o NATURALNE stabilizatory nastroju więc no... W ogóle to mnie irytował od samego początku pisząc o byciu grubym choć mu pisałam że mam problem że jestem za chuda a ty przypominam ci że też mnie irytujesz. Ludzie nie przesadzajcie z tą walką z otyłością! Wychudzony też bardzo prawdopodobne że nie będzie szczęśliwy bo taki może mieć niedobory pokarmowe które źle wpływają na nastrój. I jakby znów jakiś palant niechcący zrozumieć kontekstu się doczepił to uważam że z otyłością zawsze trzeba walczyć oczywiście. Czemu pisałam o tamtym typie? No bo jak ja mogę czuć się dobrze napotykając często na ludzi dających mi skrajne rady i to w taki sposób że czuję że chcą mi dać do zrozumienia że na pewno mają rację a ja mam problemy albo będę mieć bo nie słucham rad innych ludzi albo wręcz tego konkretnego bo on ma się za jakiegoś wizjonera a tak naprawdę jest okropnym człowiekiem? No chyba jednak mam problemy bo słucham rad innych.
Z ludźmi z którymi źle się czuję być nie chcę. Ja po prostu uważam że lepiej być samemu niż z ludźmi z którymi się źle czuję a nie że ogólnie lepiej być samemu. Jednym z mych celów jest wybrać sobie znajomych by otoczyć się ludźmi z którymi dobrze się czuję. Na razie nie mam wpływu na swe życie a między innymi na to z jakimi ludźmi przebywam i dlatego chcę być sama a gdybym sama wybrała sobie znajomych to by było inaczej. Nie chcę być z tymi ludźmi bo przebywam z nimi z przymusu ale to nie oznacza że nie jestem zdolna do przebywania z ludźmi dobrowolnie a jestem bo nie jestem mizoandrykiem i nie potrzebuję żadnej terapii na której by mi tłumaczyli czemu taka postawa jest zła.
psica
Większość ludzi w mym życiu mi tłumaczy coś co doskonale wiem a nie chce wytłumaczyć tego co nie wiem. To powoduje że stoję w miejscu a nawet się cofam a ja czuję potrzebę posiadania takich znajomych którzy będą grupą ludzi którzy będą siebie nawzajem rozwijać. Powiedzmy że jesteś mym znajomym z neta bo tak często tu piszesz że sporo o tobie wiem. I kim jesteś dla mnie? Kolejnym człowiekiem z którym się źle czuję bo nie chcę z nim przebywać bo zamiast pomóc w tym czym piszę że chcę pomocy to on sugeruje że cel do którego dążę jest zły. Super naprawdę super jest przeczytać że ktoś ma nadzieję że będę mieć dobre relacje z rodziną gdy każe podać przepis jak między innymi z nią nie być. Nie to nie jest dla mnie super i na innych na mym miejscu też by nie było super. A nadzieja na to że rodzina będzie mnie traktować z szacunkiem i godnością gdy będę chodzić na terapię? Fajnie że masz taką nadzieję ale czy nie lepiej być realistą? No bo czemu by miała? Czy nie należy się zastanowić czy to ci co nie traktują innych z szacunkiem i godnością nie powinni iść na terapię? Ale ludzie których znam często pieprzą bez zastanowienia dlatego chcę być bez nich. Z ludźmi mądrymi inspirującymi chcę być. Bo w rzeczywistości to mam dużo z filantropa. Naprawdę kocham ludzkość i często ludziom próbuję pomóc nic z tego nie mając. Często czuję wręcz że aż za bardzo bo będąc w tak złej sytuacji jak ja jestem powinno się myśleć tylko o sobie.
Terapia? Nie mówię nie. Ale to musi być terapeuta którego ja wybiorę. Ja muszę zacząć wybierać jak żyć inaczej nie poczuję się dobrze. Jestem żałosnym śmieciem który w wieku 33 lat nigdy nie wybrał ani lekarza ani terapeuty ani znajomego i nie ma zielonego pojęcia jak wreszcie samemu zacząć wybierać. Od pewnego momentu próbuję wybierać co piję i jem. I co? I rodzina ma coś przeciw. Bo łatwiej im gdy spożywam to co oni choćby mi miało zaszkodzić. Chyba ani rodzina ani ty nie rozumiesz w pełni jak ważne dla mego spokoju by samego kierować swym życiem.
psica
Nie można się dobrze czuć gdy się jest człowiekiem który czuję że inni mogą z nim zrobić wszystko co najgorsze i nikt mu wtedy nie pomoże. Potrzeba bezpieczeństwa jest jedną z podstawowych potrzeb i nie można jej przez prawie całe życie ignorować.
Mam nadzieję, że znajdziesz sobie grono osób, przy których będziesz się dobrze czuł. Wychodząc do ludzi łatwiej jest kogoś poznać. Spróbuj, co ci szkodzi 😊
Ja chcę być całkiem sama by zacząć od zera znajdując grono ludzi przy których będę się dobrze czuć.
Brzydcy faceci też mają żony.
Nie jesteś żałosny, bo to przecież nie Twoja wina. Gdybyś był niegodziwym człowiekiem i robił złe rzeczy, to wtedy poczucie wstydu byłoby na miejscu.
Czterdzieści lat to nie jest czas, w jakim człowiek może się zakopać i uznać, że życie się skończyło. Nieurodziwa twarz rzeczywiście może utrudniać zawieranie znajomości, ale nie aż tak bardzo jak brak pewności siebie. Jeśli nie możesz być ładny, bądź interesujący. U faceta to jest nawet ważniejsze.
Pytanie kim jesteś i czym się zajmujesz? Czy masz fach w ręku i dobrą pracę, jeśli nie - może spróbuj to zmienić. Już wtedy powinno trochę podskoczyć poczucie własnej wartości. Zadbaj o siebie - idź do dobrego fryzjera, nawet raz zatrudnij stylistę i starannie się ubieraj (nie mówię, że drogo - ładnie dobrane rzeczy z sieciówek czy z drugiej ręki robią wystarczająco dobrą robotę). Używaj wody perfumowanej (i bądź zawsze umyty - niby oczywiste, ale… ;) ), kobiety zwracają uwagę na zapach. Jeśli masz problem w kontaktach z ludźmi, znajdź gdzieś w pobliżu trening umiejętności społecznych. Czytaj coś i oglądaj, żebyś miał o czym rozmawiać. Kup sobie pieska - będziesz miał przyjaciela i to kup sobie ładnego, żeby to on robił robotę i zwracał uwagę na Ciebie. Wychodź na zewnątrz, rozmawiaj chociażby z sąsiadami - wszyscy ludzie mają jakichś znajomych, może wreszcie uda Ci się zaczepić. Nie obiecam Ci, że od razu znajdziesz sobie żonę, ale kto wie - duże zmiany pociągają za sobą niespodzianki.
Wychowałeś się na gadu. Poszukaj matrymonialnych stron.
Skąd wiesz jak nie wiesz? W sumie mam podobny problem co tamten gościu a nie wychowałam się ani na GG ani na niczym podobnym. Gdy już jako dorosły człowiek próbowałam samą siebie wychować na czatach to okazało się że mam w sumie w kontaktach z innymi ludźmi ten sam problem w wirtualu co w realu. Ja chyba po prostu nie umiem rozmawiać z ludźmi bo w rodzinie na siebie warczymy i tego nauczona jestem.
A powinien mieć ktoś podobnie? Bo ja myślę że nie powinno się czymś takim wstydzić.
Wiem że to co napiszę zaraz jest żałosne. Matki nawet nie trzymałeś za rękę? Jeśli tak to super. Też bym chciała być całkiem sama. Podaj przepis jak to zrobić.
@zdystansowany odpalił alter-konto. Mam nadzieję że wrócisz do jakiejś terapii, leczenia czy coś, i że jednak Twoja rodzina zacznie się do Ciebie odnosić z szacunkiem i godnością, co może znacznie przyspieszyć a nawet umożliwić pojawienie się pozytywnych efektów leczenia.
Tłumaczyłam wcześniej. Ale niech będzie że zmarnuję czas na tłumaczenie jeszcze raz.
A co jeśli mam rację że z ludźmi których znam nie mogę się dobrze czuć bo są toksyczni? Wtedy bycie samym jest dobrym rozwiązaniem. Ale nie dla samego bycia samym tylko dla niebycia z toksycznymi ludźmi. Wiadomo że potem trzeba znaleźć nowych znajomych bo człowiek to zwierzę stadne. Może wierzysz w wartości rodzinne ale niezależnie od tego w co wierzysz fakt jest taki że rodzina nie zawsze jest pomocna a czasem jest wręcz przyczyną katastrofy ale rozumiem że dla ludzi to jest szokujące i żałosne że ktoś kpi z kontaktu z matką. Nawet im nie zaprzeczam. Być może zauważyłeś że wczoraj nazwałam siebie śmieciem.
A jak chcesz o leczeniu gadać to ok choć pisząc o tym też jestem żałosnym śmieciem. Ja się już od bardzo wielu lat godzę na prowadzenie rozmowy w takim kierunku w jakim prowadzi ją rozmówca i ogólnie by inni mnie prowadzili przez życie choć od początku czuję że to do niczego dobrego nie prowadzi. Po prostu nie potrafię odmówić choć pozornie się może wydawać że jest inaczej. No więc jeśli o tym mamy pisać to sobie wyobraź że podczas terapii rodzina też mnie traktowała bez szacnku a co gorsza terapeuci też. Naprawdę nie bez powodu uważam że najlepszą formą terapii będzie dla mnie bycie samemu. Gdy pisałam że nie pozwala mi się nawet szklanki wody napić w spokoju miałam to dosłownie na myśli więc jest naprawdę bardzo źle. Przebywam wśród ludzi przy których nie mogę zaspokoić ani potrzeb fizjologicznych ani emocjonalnych. Z mymi emocjami wśród tych ludzi dzieje się coś złego. Tak że nie wiem czy to są me prawdziwe emocje czy je sobie wmawiam że je mam. Taki efekt jest podważania wszystkiego przez ludzi rzekomo cię znających. Wiesz jakie to jest straszne uczucie wątpić we wszystko? Wyobraź sobie że ja wątpię nawet w to że ja to ja.
Dziwnych typów tu spotykam. Ty namawiasz na leczenie a inny na odwrót gdy okazałam zainteresowanie NATURALNYMI stabilizatorami nastroju odradzał pisząc że po nich zgrubnę a on nie zna nikogo grubego (może o otyłego chodziło nie pamiętam już) kto by był szczęśliwy. A zaznaczam że chodziło o NATURALNE stabilizatory nastroju więc no... W ogóle to mnie irytował od samego początku pisząc o byciu grubym choć mu pisałam że mam problem że jestem za chuda a ty przypominam ci że też mnie irytujesz. Ludzie nie przesadzajcie z tą walką z otyłością! Wychudzony też bardzo prawdopodobne że nie będzie szczęśliwy bo taki może mieć niedobory pokarmowe które źle wpływają na nastrój. I jakby znów jakiś palant niechcący zrozumieć kontekstu się doczepił to uważam że z otyłością zawsze trzeba walczyć oczywiście. Czemu pisałam o tamtym typie? No bo jak ja mogę czuć się dobrze napotykając często na ludzi dających mi skrajne rady i to w taki sposób że czuję że chcą mi dać do zrozumienia że na pewno mają rację a ja mam problemy albo będę mieć bo nie słucham rad innych ludzi albo wręcz tego konkretnego bo on ma się za jakiegoś wizjonera a tak naprawdę jest okropnym człowiekiem? No chyba jednak mam problemy bo słucham rad innych.
Z ludźmi z którymi źle się czuję być nie chcę. Ja po prostu uważam że lepiej być samemu niż z ludźmi z którymi się źle czuję a nie że ogólnie lepiej być samemu. Jednym z mych celów jest wybrać sobie znajomych by otoczyć się ludźmi z którymi dobrze się czuję. Na razie nie mam wpływu na swe życie a między innymi na to z jakimi ludźmi przebywam i dlatego chcę być sama a gdybym sama wybrała sobie znajomych to by było inaczej. Nie chcę być z tymi ludźmi bo przebywam z nimi z przymusu ale to nie oznacza że nie jestem zdolna do przebywania z ludźmi dobrowolnie a jestem bo nie jestem mizoandrykiem i nie potrzebuję żadnej terapii na której by mi tłumaczyli czemu taka postawa jest zła.
Większość ludzi w mym życiu mi tłumaczy coś co doskonale wiem a nie chce wytłumaczyć tego co nie wiem. To powoduje że stoję w miejscu a nawet się cofam a ja czuję potrzebę posiadania takich znajomych którzy będą grupą ludzi którzy będą siebie nawzajem rozwijać. Powiedzmy że jesteś mym znajomym z neta bo tak często tu piszesz że sporo o tobie wiem. I kim jesteś dla mnie? Kolejnym człowiekiem z którym się źle czuję bo nie chcę z nim przebywać bo zamiast pomóc w tym czym piszę że chcę pomocy to on sugeruje że cel do którego dążę jest zły. Super naprawdę super jest przeczytać że ktoś ma nadzieję że będę mieć dobre relacje z rodziną gdy każe podać przepis jak między innymi z nią nie być. Nie to nie jest dla mnie super i na innych na mym miejscu też by nie było super. A nadzieja na to że rodzina będzie mnie traktować z szacunkiem i godnością gdy będę chodzić na terapię? Fajnie że masz taką nadzieję ale czy nie lepiej być realistą? No bo czemu by miała? Czy nie należy się zastanowić czy to ci co nie traktują innych z szacunkiem i godnością nie powinni iść na terapię? Ale ludzie których znam często pieprzą bez zastanowienia dlatego chcę być bez nich. Z ludźmi mądrymi inspirującymi chcę być. Bo w rzeczywistości to mam dużo z filantropa. Naprawdę kocham ludzkość i często ludziom próbuję pomóc nic z tego nie mając. Często czuję wręcz że aż za bardzo bo będąc w tak złej sytuacji jak ja jestem powinno się myśleć tylko o sobie.
Terapia? Nie mówię nie. Ale to musi być terapeuta którego ja wybiorę. Ja muszę zacząć wybierać jak żyć inaczej nie poczuję się dobrze. Jestem żałosnym śmieciem który w wieku 33 lat nigdy nie wybrał ani lekarza ani terapeuty ani znajomego i nie ma zielonego pojęcia jak wreszcie samemu zacząć wybierać. Od pewnego momentu próbuję wybierać co piję i jem. I co? I rodzina ma coś przeciw. Bo łatwiej im gdy spożywam to co oni choćby mi miało zaszkodzić. Chyba ani rodzina ani ty nie rozumiesz w pełni jak ważne dla mego spokoju by samego kierować swym życiem.
Nie można się dobrze czuć gdy się jest człowiekiem który czuję że inni mogą z nim zrobić wszystko co najgorsze i nikt mu wtedy nie pomoże. Potrzeba bezpieczeństwa jest jedną z podstawowych potrzeb i nie można jej przez prawie całe życie ignorować.