#Nrm69
Ta jedyna, wymarzona, złotowłosa, Roszpunka odwróciła się i uśmiechnąwszy się, zainicjowała rozmowę z najbardziej rasowym debilem, jakiego świat widział (czytaj mną). Z burakiem onieśmielenia na twarzy zapytałem, czy umówi się ze mną na herbatkę. Ze swym uśmiechem aniołka odpowiedziała, że tak i następnie wymieniliśmy się numerami. Cały w skowronkach wróciłem do domu.
Tydzień potem spotkaliśmy się. I tak drugi, trzeci, czwarty raz... Po kilku miesiącach zostaliśmy parą. Czuliśmy się ze sobą nadzwyczaj dobrze, a wzajemne spotykanie się uszczęśliwiało nas. Żeby oszczędzić wam nudnie opisywanego love story...
Tak. Dziś mijają trzy miesiące, odkąd jesteśmy małżeństwem. I nasz potomek jest w drodze. Jeżeli Anonimowe będą żyły za ileś lat, to chyba zaszczepię w mym synu/ mojej córce uwielbienie do tej strony. Bo w gruncie rzeczy to ona i herbatka sprawiły, że nie jestem przegrywem i mam kochającą żonę, a za jakieś 7 miesięcy będę miał własne dziecię. :)
Nie takie mierne te zaloty, skoro zakończyły się sukcesem.
Trzeba było znać kalafijora a nie np. laskę co całowała się z menelem. Może po prostu miał szczęście.
Trzeba poczekać co będzie gdy wasze dziecko będzie w takim wieku że będzie mogło mieć własne dziecko. Wtedy dopiero się okaże czy wasze małżeństwo jest udane.
W sensie że będą dłużej razem czy że ich udane małżeństwo zależy od wyborów życiowych ich dziecka?
To pierwsze.
Małżeństwo może być udane kilkanaście lat, a potem może się coś popsuć. Skończmy się karmić hollywoodzkimi wizjami „happy ever after”, ludzie się zmieniają. Można mieć dobre małżeństwo 15 lat, a potem ułożyć sobie życie inaczej. To nie przekreśla tego, że długo było dobrze.