#KktrB

Zabiłam kiedyś jeża. Ale od początku.


Mieszkałam kiedyś z chłopakiem na osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie z jednej stratny były łąki i różne krzaki. I właśnie w zimie z tej łąki, na drogę osiedlową przypałętał się mały jeżyk. Nie był to już mój pierwszy tak uratowany. Wzięłam więc malucha do domu, naszykowałam mu specjalny domek, nakarmiłam i tak sobie żył, czekając na pojawienie się roztopów i wyższej temperatury.


Miałam też ją w sypialni łóżko, które "wędrowało". Był to tapczan, który po nocy odsuwał się od ściany na odległość jakąś 5-7cm. Później rano jak ścieliłam łóżko, dosuwałam tapczan do ściany.

Ale przejdźmy dalej do historii.


Pewnego dnia zauważyłam, że ręcznik, który wisiał na grzejniku (w celu wysuszenia) leży na podłodze, zwinięty w kłębek. Pomyślałam że ów jeżyk się w nim zakopał i smacznie sobie śpi. Nie myślałam, żeby faktycznie to sprawdzać, bo już nie raz tak było. Tak więc zajęłam się łóżkiem i oczywiście przysunęłam je do ściany. Nie poczułam nic dziwnego, żadnego oporu ani nic.


Dopiero chyba na drugi dzień, jak nie słyszeliśmy charakterystycznego tuptania, zaczęliśmy zwierzaka szukać.
I tak po dłuższych poszukiwaniach znalazł go chłopak. Jeżyk niestety był ściśnięty między łóżkiem a ścianą. Nie było szansy na odratowanie. Chłopak tak się tym przejął, nie zważając na moje tłumaczenia i wszystko wyrzucał sobie. Wziął więc zwierzaka i zakopał go gdzieś za domem. A mi do tej pory pojawiają się wyrzuty sumienia, że nie spojrzałam za łóżko.
Wybacz jeżyku.
HansVanDanz Odpowiedz

A to ciekawe.
Po pierwsze, zimą nie ma małych jeży, bo dzikie zwierzęta nie rozmnażają się przed zimą.
Po drugie, zimą nie spotkasz i dorosłego jeża, bo te zapadają w sen zimowy.

zimoidzjuzstad

No nie do końca, choć tak w teorii powinno być. Ale czy to m.in. przez zmianę klimatu i przez to zaburzony cykl życia jeża, czy nieznalezienie odpowiedneigo schronienia na sen zimowy, zdarza się, że taki jeż nie zdąży wpaść w stan hibernacji na czas i wtedy często potrzebuje pomocy.

KurzaStopa Odpowiedz

Przykro mi, ale "ratowanie" nie powinno polegać na zaburzaniu naturalnego cyklu życiowego zwierzęcia.
Jeże w czasie zimy zapadają w stan hibernacji, więc potrzebują bezpiecznego schronienia w piwnicy, w ogrodzie, w budynku gospodarczym, NIE W DOMU.
Twoje działania prowadzą do oswojenia dzikiego zwierzęcia, które powinno pozostać dzikie. Zwierzę częściowo oswojone przyzwyczaja się do karmienia, do zapachu człowieka, do kojarzenia człowieka z jedzeniem. Po wypuszczeniu na wolność może podchodzić do obcych ludzi, spodziewając się jedzenia. I to może być wyrok śmierci, kiedy ten człowiek nakarmi go byle czym albo przestraszy się, że zwierzak za nim łazi i coś mu zrobi.
Ratowanie jest super, ale odpowiedzialnie.

Dodaj anonimowe wyznanie