#gd82l

Mam dość mocną wadę wzroku (krótkowzroczność i astygmatyzm). Po tym jak wada znowu mi się pogorszyła, zaniosłam okulary do optyka. Z racji, że mam tylko jedną parę okularów (nie zmieniałam ani razu oprawek) to byłam ślepa jak kret przez 3 dni.

Wybrałam się w tym czasie z koleżanką do centrum handlowego. Znalazłam taką śliczną spódniczkę i spytałam się stojącej niedaleko pracownicy czy mają mniejszy rozmiar. Ale nie odpowiadała. Gadałam do manekina...

#TVyjL

Poznałam przez internet wspaniałego chłopaka, inteligentnego, z zasadami, imponował mi jego system wartości oraz fakt, że jest prawiczkiem i czeka na tę Jedyną. Po kilku tygodniach wymiany e-maili postanowiliśmy się spotkać. Mimo, że bardzo go lubiłam, nie zaiskrzyło. Został po prostu moim dobrym znajomym, a następnie najlepszym przyjacielem, mimo, że wiedziałam, że się we mnie zakochał i miał nadzieję na coś więcej z mojej strony. Wiedział o mnie wszystko. Również to, że jestem dziewicą.

Ja w tym czasie spotykałam się z pewnym chłopakiem. Pewnego razu będąc u niego upiłam się dość konkretnie i pozwoliłam mu na zbyt wiele. Wylądowaliśmy w łóżku. Następnego dnia miałam ogromnego kaca moralnego, nie przyznałam się przyjacielowi, co zaszło tamtej nocy. Bo było mi ogromnie wstyd, że zdradziłam samą siebie, swój system wartości. Z chłopakiem niedługo potem zerwałam.

Z moim przyjacielem wyjechaliśmy jakiś czas później nad morze, ot taka kumpelska wycieczka. Tam, siedząc na plaży o zachodzie słońca, doceniłam, jak wiele robi dla mnie mój przyjaciel, jak się troszczy o mnie i mnie wspiera. Ten wyjazd zmienił wszystko, zakochałam się na zabój. I tak zakochana jestem od ponad dwóch lat, jesteśmy zaręczeni i planujemy ślub w przyszłym roku.

Mój najlepszy przyjaciel, teraz narzeczony, nie wie tylko jednego: nasz pierwszy wspólny raz nie był moim pierwszym razem. Czasem gdy dziękuje mi, że podarowałam swoje dziewictwo właśnie jemu, serce pęka mi na pół...

Nie mogę powiedzieć mu prawdy, nie mogę ryzykować, że przez głupi błąd młodości stracę najwspanialszego człowieka jakiego kiedykolwiek spotkałam w życiu. On teraz jest szczęśliwy żyjąc w nieświadomości, a ja staram się wynagradzać mu swoją miłością tę tajemnicę, którą zabiorę do grobu...

#KyuOW

Mieszkam w małym mieście, gdzie wszędzie chodzi się na piechotę albo jeździ rowerem, bo z komunikacji miejskiej i tak nikt by nie korzystał. Kiedyś wybrałyśmy się z koleżankami do sąsiedniego, dużego miasta na shopping itp. Postanowiłyśmy zjeść coś w McD, który był ok. 1,5 km od miejsca, w którym się znajdowałyśmy. Zaproponowałam przejazd autobusem miejskim. Kupiłyśmy bilety i się rozsiadłyśmy. 

Po kilku przystankach wsiadł kanar. Doszedł do nas i co? Nie miałyśmy skasowanych biletów. Dodam, że była to nasza pierwsza podróż komunikacją miejską. Dostałyśmy po 100 zł mandatu. Na szczęście facet był miły, wziął nas do siedziby KM i podyktował odwołanie, dzięki czemu skończyło się opłatą manipulacyjną w wysokości 16,50 zł.
My naprawdę nie wiedziałyśmy, że trzeba skasować te bilety...

#h9MvI

Za czasów, kiedy w telewizji królował serial Dynastia, czyli ponad 20 lat temu, całe familie zasiadały przed srebrnym ekranem, by śledzić kolejne losy rodziny Carringtonów. Będąc wtedy ok. sześcioletnim dzieckiem kompletnie nie rozumiałam fenomenu Dynastii. 

Postanowiłyśmy zatem, podczas pewnego wieczornego seansu serialu, pobawić się ze starszą siostrą w cyrk. Z pokazami cyrkowymi byłyśmy za pan brat, ponieważ często pod nadzorem babci oglądałyśmy je w TV. Aby przekuć teorię w praktykę wymknęłyśmy się samotnie do kuchni. Plan był taki: ja wchodzę na kredens, siostra stojąc na podłodze łapie mnie za kostki, jednym ruchem ściąga z kredensu, a ja w jej dłoniach z gracją wiszę głową w dół. 

Sprytny projekt siłą rzeczy miał liczne braki, siostra mnie nie utrzymała, a ja zamiast wisieć rozpłaszczyłam się na podłodze z rozciętym łukiem brwiowym. Krew się lała, siostra przerażona już dawno się schowała za jakimiś drzwiami, a mnie pozostało o zaistniałej sytuacji przynajmniej poinformować rodziców. Wstałam, oczywiście podstawiłam dłonie pod brodę, aby nie zalać czerwienią podłogi i podążyłam do pokoju rodziców pochłoniętych Dynastią. 

Pierwszą reakcją mamy na mój widok było niemiłosierne darcie się na tatę: "Mirek, ku*wa!! Gdzie jest pilot i kaseta??!!! Nagrywaj Dynastię!". Po czym zaczęła mnie ratować.

#OqIWl

Osobiście z perspektywy dziewczyny uważam, że posiadanie brata jest równoznaczne z życiem pełnym obrzydliwych incydentów. Wiadomo, mężczyźni też mają jakieś granice, ale nie w tym przypadku, bynajmniej mój brat jeszcze do nich nie dotarł, choć zaszedł daleko. Oczywiście jako siostra nie pozostaje dłużna i nie przechodzę obok tego wszystkiego obojętnie.

Pewnego pięknego, słonecznego dnia wchodząc do łazienki prawie zwróciłam śniadanie. Na umywalce zobaczyłam wydzielinę nosową, dużą i zieloną, bałam się podejść, to mogło mnie przecież zaatakować. Ale musiałam, tylko przecież trzeba było posprzątać to coś. Wspaniała ze mnie siostra, sprzątam gluty brata, prawda? 

Próba wykorzystania wody z dużej odległości zakończyła się porażką. Szukałam innego sposobu, aż ujrzałam ją - szczoteczka do zębów mojego brata wręcz wołała "użyj mnie!". Zazwyczaj nie odmawiam, gdy przedmioty martwe do mnie przemawiają, więc i tym razem uległam prośbie.

#tyuZL

Kiedy miałem około 1-2 latek pojechałem z rodzicami do dziadków. Wiadomo jak to bywa na tego typu spotkaniach. Dzieci trochę polatają po ogródku, a rodzice oczywiście popytają co słychać. Gdy dziadek już był wypytany postanowił się ze mną pobawić. Pech chciał, że akurat wtedy grzebałem w tyłku palcem i chcąc pokazać, że mam pełne gacie wskazałem palcem na dziadka obsmarowanym paluszkiem. 

Niestety dziadek nie zrozumiał przekazu i powiedział "O czekoladka!" i postanowił oblizać mi palce... Najwyraźniej mu nie smakowało, bo po chwili zwymiotował. Bardzo obrzydliwa sprawa, ale po dziś dzień w naszej rodzinie jest przypominana przy różnych okazjach.

#4kEWy

Rzecz działa się wiele lat temu. Miałam 16 lat, to była moja pierwsza praca, w sklepie, dokładnie w masarni. Jako że sklep był przerobiony z mieszkania, więc były pokoje jako stoiska. Na samym końcu stoisko mięsne no i tam ja. Bez doświadczenia, zestresowana staram się szybko obsługiwać kolejkę. Podchodzi do lady klient i pyta:
- Ma pani piersi?
- Mam - tu spaliłam buraka.
- A jakie? Małe czy duże?
No cóż, tego było już za wiele! Zawstydzona gdyż zawsze miałam kompleksy na tle moich maleństw odpowiedziałam zadziornie: "A co pana to obchodzi?". Klient oczywiście mocno rozbawiony "Ale mi chodziło o kurze!". 

No cóż, jak już wspominałam miałam tylko 16 lat, a na piersiach była cena z podpisem "filet"!

#M7XYN

Dawno temu, gdy byłem jeszcze małym smarkiem, wybrałem się z klasą do kina na Harrego Pottera i Kamień Filozoficzny. Każdy pewnie pamięta tę słynną scenę, gdy pod turbanem Quirinusa skrywała się druga twarz, twarz tego, którego imienia nie wolno wymawiać. 

W każdym razie, przechodząc do sedna, niemal posikałem się ze strachu wtedy w kinie, pozostał mi olbrzymi uraz do czasów gimnazjalnych. Objawiało się to panicznym strachem przed pójściem spać nie opierając się plecami o ścianę. Po prostu bałem się, że gdy będę leżał w inny sposób, to Voldemort przyjdzie w nocy i wejdzie mi na tył głowy. Nie wiem, czy jakikolwiek film wywołał we mnie tak wielką traumę, która trwała przez kilka dobrych lat...

#Yx7kU

Pewnego razu z kolegą postanowiliśmy powędkować. Niestety trzeba było jakoś dojechać nad jakieś jezioro. Złapaliśmy stopa i dzięki uprzejmości kierowcy dotarliśmy w okolice zalewu. Trzeba było jeszcze tylko przejść kawałek lasem, minąć pola uprawne i już. A że nie znaliśmy okolicy skrupulatnie trzymaliśmy się wskazówek kierowcy. Żeby droga nam się nie dłużyła raczyliśmy się piwkami. 

W lesie zrobiliśmy dłuższy postój - przecież woda nie ucieknie a i ryby poczekają. Noc czarna nas zastała dobrze, że księżyc świecił. W końcu zebraliśmy się w dalszą drogę. Szybko nam poszło, bo zaraz ukazała nam się błyszcząca w świetle księżyca woda. Zarzuciliśmy wędki raz, drugi, trzeci, ale nic nie bierze. Jako, że byliśmy dość mocno już pijani, poszliśmy spać. 

Jakież było nasze zdziwienie rano jak się obudziliśmy - to co wzięliśmy za blask księżyca odbijający się w wodzie, rano okazało się owszem odbiciem ale w polu kapusty. Nic dziwnego że ryby nie brały... Do zalewu mieliśmy jeszcze jakieś 300m...

#ztC8u

Mój ojciec bił mamę, odkąd pamiętam. I na trzeźwo i po paru głębszych. Trzeźwy tłukł metodycznie, najczęściej pasem wojskowym, tak żeby ślady można było zakryć ubraniem. Jak się schlał, to dochodziło do sytuacji, w których kilka razy był o krok od zatłuczenia mamy na śmierć. 

Nigdy nie miałam jej za złe, że któregoś dnia po takiej jatce po prostu odeszła. Nikt by jej nie pomógł, tak jak nikt jej nie pomagał przez te wszystkie lata, nawet jej własna rodzina. Ze względu na nas tkwiła przy tym degeneracie i tak bardzo długo. 

Przez kilka lat ojciec wychowywał nas sam. Nas nie bił, ale z radością wyzywał i napuszczał mnie i siostrę na siebie nawzajem. Nie było dnia żebyśmy nie słyszały, jaką to parszywą s**ą jest nasza mama i jakimi niewdzięcznymi, durnymi bachorami jesteśmy. Czasami straszył, że nas odda do domu dziecka, czasami z obrzydzeniem zauważał, że jesteśmy z wyglądu podobne do mamy. W wolnym czasie ojciec szukał mamy - miał znajomych w policji. Nigdy nie odpuścił, bo przecież jego się nie opuszcza. 

Kiedy tylko dostałam paszport, wyprowadziłam się z domu i wyjechałam z kraju. Od razu stałam się wrogiem i zdrajcą, mimo że wysyłałam pieniądze i przyjeżdżałam, kiedy mogłam. Ojciec za moimi plecami opowiadał ludziom, że jestem tak nieporadna, że on się spodziewa mojego powrotu lada dzień. Chodziło o to, że się ośmieliłam go opuścić i żyć lepiej niż on. Wkrótce również siostra skończyła 18-kę. Chciałam ją ściągnąć do siebie, ale siostrze ciągle nie pasowały oferowane posady, kilka razy wystawiła mnie do wiatru i zbłaźniłam się przed ludźmi, którzy załatwili jej pracę. Dałam sobie spokój.

Wtedy mama nawiązała z nami kontakt. To był najlepszy moment w moim życiu, myślałam że siostry też. Na początku było wręcz sielankowo. Odwiedzałyśmy mamę wspólnie, gadałyśmy do rana, często płakałyśmy, ale raczej z radości. Nie da się opisać tamtych emocji. Trwało to może ze 3-4 miesiące. 

Niestety siostra powiedziała o tym któregoś dnia ojcu i nawet dała mu nr komórki mamy. Było to zupełnie niespodziewane. Wiedziała doskonale, że mama nadal się go boi. Ojciec zaczął mamę na nowo dręczyć. Wydzwaniał, groził, wysyłał smsy w stylu "jadę do ciebie". Mama ze strachu przeprowadzała się 3 razy. 

Siostra mieszka z ojcem i jest przez niego utrzymywana. Doszła do wniosku, że więcej ugra u jego boku (mama nie jest zamożna i nie można z niej wydoić kasy, ani się do niej przeprowadzić, bo ma za małe mieszkanie) i żeby wkupić się w jego łaski "sprzedała" mamę. Ponieważ stanęłam po stronie mamy, zostałam skreślona, ojciec publicznie się mnie wyparł. Razem z siostrą wyrzucali moje prywatne rzeczy do kontenera obok domu, o czym poinformowała mnie jedna z sąsiadek.

Po raz ostatni próbowałam porozmawiać z siostrą kilka tygodni temu. Pytałam, dlaczego zrobiła coś takiego, czy nie pamięta, jak bardzo ojciec znęcał się nad mamą. Mówiłam, że przecież skoro nie chce jednak z nią utrzymywać kontaktu, to wystarczyło się wycofać, a nie podawać mamę na tacy temu sadyście. Nikt by jej nie ocenił, mama i tak ma ogromne poczucie winy, że wybrała pozostanie przy życiu za cenę zostawienia nas na kilka lat. Siostra powiedziała z uśmiechem: "Tato nie mógł, to ja się zemściłam". I poszła do domu zadowolona i dumna, ubrana w moje dżinsy i bluzę, których widocznie szkoda było wywalić na śmietnik. Nie potrafię tego zrozumieć.
Dodaj anonimowe wyznanie